Definicja:
I znowu siedzę i znowu chowam w dłoniach twarz,
Nieobecny,łzawy,pusty wzrok odbija się od ścian,
Choć zegar tyka,to przecież stanął w miejscu czas,
Monotonia nieskutecznych zaklęć wycieka z ran,
Jak niewidomy rycerz na oślep wymachuję sercem,
Po omacku w nocy szukam.Powiedz,gdzie jesteś?
Marzę o Twej dłoni, która sprawi,że będzie cieplej,
Śnię o Twych oczach,w które chcę patrzeć wiecznie
To głupi paradoks,bo ja przecież Cię znalazłem,
Pośród szarości dnia wśród pustych istot dojrzałem,
Jak tęcza po burzy błyszczałaś, ja z wrażenia upadłem,
Słodka..wtedy od pierwszego spojrzenia Cię pokochałem.
Nieobecny,łzawy,pusty wzrok odbija się od ścian,
Choć zegar tyka,to przecież stanął w miejscu czas,
Monotonia nieskutecznych zaklęć wycieka z ran,
Jak niewidomy rycerz na oślep wymachuję sercem,
Po omacku w nocy szukam.Powiedz,gdzie jesteś?
Marzę o Twej dłoni, która sprawi,że będzie cieplej,
Śnię o Twych oczach,w które chcę patrzeć wiecznie
To głupi paradoks,bo ja przecież Cię znalazłem,
Pośród szarości dnia wśród pustych istot dojrzałem,
Jak tęcza po burzy błyszczałaś, ja z wrażenia upadłem,
Słodka..wtedy od pierwszego spojrzenia Cię pokochałem.
Data powstania utworu: nieznana
Autor: nieznany
Tytył: I znowu siedzę i znowu chowam w dłoniach twarz, Nieobecny.