kordian co to jest
Definicja: Recenzja spektaklu w reżyserii Janusza Wiśneiwskiego słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Kordian

Słownik: Recenzja spektaklu w reżyserii Janusza Wiśneiwskiego.
Definicja: „Kordian”
29 listopada 2006,
TEATR im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

REŻYSERIA I INSCENIZACJA: Janusz Wiśniewski
KOSTIUMY: Magdalena Tesławska
MUZYKA: Jerzy Satanowski
CHOREOGRAFIA: Jerzy Wesołowski

WYSTĘPUJĄ: Grzegorz Mielczarek, Anna Cieślak, Natalia Strzelecka, Krzysztof Zawadzki,
Marcin Kuźmiński, Jerzy Światłoń, Feliks Szajnert, Rafał Dziwisz, Tadeusz
Zięba, Halina Gryglaszewska

CZAS TRWANIA: 2h 15 min.


Po informacjach i zapowiedziach dotyczących inscenizacji „Kordiana” Juliusza Słowackiego, można było spodziewać się rewelacji. Spektakl w reżyserii Janusza Wiśniewskiego miał być „nowoczesną adaptacją ze śmiałymi rozwiązaniami scenicznymi i intelektualnymi” (http://www.slowacki.krakow.pl/). Rzeczywiście – do tego stopnia, iż momentami trudno rozpoznać w nim jeden z najważniejszych polskich dramatów romantycznych.

Lecz od początku. Niżej podpisana nie czuje się specjalistką od „Kordiana”, postara się jednak (skrótowo) przybliżyć fabułę utworu.
Pierwsza połowa XIX wieku. Piętnastoletni tytułowy bohater przeżywa miłość do starszej od niego Laury. Zrozpaczony brakiem wzajemności, postanawia odebrać sobie życie. Niedługo po nieudanej próbie samobójczej, rusza w podróż po Europie, w trakcie której dostrzega rządzący światem kult pieniądza, znieczulicę, zepsucie; przestaje wierzyć w młodzieńcze ideały. Angażuje się w romans z piękną Włoszką, Wiolettą, bardziej zainteresowaną jednak ofiarowanymi jej kosztownościami, niż uczuciem. Rozgoryczony po audiencji u papieża, który bynajmniej nie popiera dążenia Polaków do odzyskania niepodległości, rozpoczyna buntować się przeciwko takiemu porządkowi. W słynnym monologu na szczycie Mont Blanc, formułuje hasło „Polska Winkelriedem narodów” – widzi ojczyznę jako naród wybrany, dzięki któremu Europa zostanie wyzwolona spod jarzma tyranii, a siebie w roli przywódcy, który ten zryw poprowadzi. Bierze udział w spisku konspiracyjnym. Mimo iż w tajnym głosowaniu, mającym rozstrzygnąć kwestię dokonania zamachu na cara, przewarzająca część sprzeciwia się, postanawia zabić władcę. Zostaje jednak pojmany i skazany na śmierć. Tuż przed wykonaniem egzekucji Ogromny Książę zyskuje ułaskawienie dla niego…
W pierwszej kolejności, reżyser bardzo swobodnie traktuje utwór Słowackiego. Niektóre sceny zostały zredukowane i/albo usunięte, ewentualnie zmieniono ich wymowę. To samo z bohaterami. Przykładowo, wątek pierwszej, nieszczęśliwej miłości Kordiana (zobacz wyżej), wygląda niemal jak cytat z brazylijskiej telenoweli. Jedynym problemem, jaki stoi na drodze do szczęścia Laury (Anna Cieślak) i Kordiana (Grzegorz Mielczarek), są jego rozchwiania emocjonalne, notabene jedyny stosunkowo sensowny powód próaby odebrania sobie życia. Podobne sytuacje można zresztą mnożyć – jednokrotnie użyci u Słowackiego Wariaci (tutaj oznaczeni odpowiednio jako Wariat „Tak Było” i Wariat „Tak Będzie” – Rafał Dziwisz i Tadeusz Zięba), pojawiają się u Wiśniewskiego średnio w co trzeciej scenie. Są zresztą, w okolicy nieobecnej w oryginale Siostry Śmierci (pełna ekspresji, groteskowa, fantastyczna kreacja Jerzego Światłonia), jedną z największych atrakcji spektaklu.
Ofiarą cięć w domyślnym scenariuszu padł również Grzegorz, stary sługa Kordiana. Nie ma audiencji u papieża, a gdyby nie fakt, iż monolog na szczycie Mont Blanc jest bardzo precyzyjnie omawiany na lekcjach polskiego, pewnie nie zorientowalibyśmy się, iż został w ogóle wykorzystany. Funkcje kilku postaci przejął Szatan (Feliks Szajnert). Nareszcie zrezygnowano z formy otwartej dramatu – Kordian Wiśniewskiego umiera w szpitalu wariatów. Na końcu pojawia się starsza pani (Halina Gryglaszewska – wbrew podejrzeniom większości z nas Laura, nie matka poety-autora sztuki), która czyta „Testament mój” Słowackiego. Zastosowanie tego wiersza nadaje sztuce szczególny rys biograficzny, niekoniecznie zamierzony poprzez autora.
Pewnym utrudnieniem jest także fakt, że w adaptacji Wiśniewskiego sporo wątków przeplata się ze sobą. Reżyser zrezygnował z kilku dłuższych scen na rzecz kilkudziesięciu (!) krótkich. Zabieg ten podkreśla dynamikę inscenizacji, wprowadza jednak chaos. No i brawa dla choreografa (Jerzy Wesołowski) – mimo pozornego bałaganu, aktorzy poruszają się po scenie bardzo sprawnie.
Mieszane uczucia mam również odnośnie aktorów. Z wiadomych względów, część ról przypadła młodym, niedoświadczonym artystom. I to niedoświadczenie, niestety, widać – w szczególności w zestawieniu z grą starszych kolegów. O ile więc, gdy na scenie królowali Mielczarek i Cieślak, na sali dało się słyszeć przyciszone rozmowy, a tu i ówdzie błyskały wyświetlacze niewyłączonych telefonów komórkowych, w czasie pojedynku słownego Cara i Wielkiego Księcia (Krzysztof Zawadzki i Marcin Kuźmiński), oddechy na widowni zamarły.
Spisała się za to Magdalena Tesławska (kostiumy). Wrażenie robią w szczególności biała maska zestawiona z gorsetem i czarną, zakurzoną suknią Siostry Śmierci i czerwona suknia Wioletty, będąca doskonałym podkreśleniem różnic pomiędzy nią a Laurą. również muzyka (dzieło Jerzego Satanowskiego) liczy się na plus – mocna, ekspresywna, szalona, w zestawieniu z feerią barw i galerią przewijających się poprzez scenę postaci, robi na widzu piorunujące wrażenie.
Reasumując: można się wybrać dla paru faktycznie ciekawie zrobionych scen, kostiumów, muzyki, scenografii (chociaż uważam, iż nie wykorzystano w pełni wszystkich niesionych poprzez nią możliwości), Siostry Śmierci, Wariatów i sceny dziewiątej aktu trzeciego. O ile kolejnego dnia nie pisze się kartkówki z treści dramatu