elektrody, sprawa, polska

Definicja: Odkryłam nową chorobę. Osób zapadających na nią jako jedynych ze wszystkich chorych nie jest mi żal słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Elektrody a sprawa polska

Słownik: Odkryłam nową chorobę. Osób zapadających na nią jako jedynych ze wszystkich chorych nie jest mi żal.
Definicja: Od kilku miesięcy coś w środowisku zewnętrznym mnie niepokoiło. Poprzez pewien czas nie mogłam zidentyfikować o jaki przedmiot (tudzież zdarzenie) chodzi. Zaopatrzyłam się w wiatromierz, barometr i deszczomierz (termometr już posiadałam) i rozpoczęłam obserwacje meteorologiczne. Chwała Bogu, iż w szkole podstawowej miałam dobrego nauczyciela przyrody – dlatego doświadczenia przeprowadziłam sprawnie i szybko. Na ich podstawie stwierdziłam, iż to nie warunki pogodowe wprawiają mnie w niepokój.
Kolejnego dnia musiałam jechać do centrum miasta w pilnej sprawie. Tam zorientowałam się, co doprowadza mnie do tak niekomfortowego stanu. Mianowicie to są istoty płci pięknej (w tym przypadku wyraz „pięknej” jest nieadekwatne do sytuacji), rzecz jasna – prawie wszystkie. Wszak z natury jestem osobą miłą, życzliwą i tolerancyjną. Niestety ‘koleżanek’ chorych na to świństwo znieść nie mogę, złośliwości im nie szczędzę, a słowotok cichych przekleństw i złorzeczeń wylewa się ze mnie, niczym gorąca lawa z krateru wulkanu typu wezuwiańskiego (Boże, przebacz!). Zanim nazwę tę chorobę po imieniu, opiszę jej tragiczne w skutkach symptomy. Otóż mottem zarażonych istot jest hasło „wypchane sianem piersi mam – każdemu je dam”. I to raczej najłagodniejsza forma tegoż motta. Osoby chore cały swój czas poświęcają na „pielęgnację” swojego – jak im się wydaje – najpiękniejszego ciała. Noszą przykrótkie ubrania (wszak wszyscy muszą wiedzieć, iż jest co „przelecieć”), każdego dnia chodzą do solarium (bez przypalonego kawałka skóry czują się nieswojo) i minimum trzy godziny na dzień spędzają przed lustrem, nakładając na twarz kilogramowe ilości maści, fluidów, pudrów, różów, tuszów etc. W wyniku tego nie wiadomo, jak faktycznie wygląda ich buzia, lecz zapewne inaczej.
Z oczywistego braku czasu i przekonania, iż jest się stworzonym do rzeczy wyższych, poziom rozwoju intelektualnego i duchowego istot zarażonych jest żenująco niski. Można powiedzieć: odwrotnie proporcjonalny do czasu spędzanego przed lustrem, w solarium, sklepach odzieżowych i na zapijanych imprezach. Zdania, które wydobywają się z ust zakażonych panien są nieskładne, niemądre i nieprawidłowe albo tak wulgarne, iż człowiek będący ich nausznym świadkiem zastanawia się, jak to możliwe, że osoba tego samego gatunku (homo sapiens sapiens) może być tak wyzbyta kultury, taktu, elementarnych wartości i myślenia.
Ta ohydna zaraza to Dodyzm Elektrodyzm. Rozprzestrzenia się ona drogą kropelkową, lecz również przez telewizję i inne środki masowego przekazu. W ekipie największego ryzyka są osoby zakompleksione, nie mające własnego stylu albo nie umiejące spożytkować swojego czasu i pieniędzy. Szczepionki na tę chorobę jeszcze nie wynaleziono, jednak, jak sądzę, dobrym środkiem zapobiegawczym i ochronnym może być zwyczajnie prawdziwa wrażliwość i zdolność rozpoznawania głębszych wartości. Nie ulega jednak wątpliwości, że Dodyzm Elektrodyzm należy tępić w zarodku. W przeciwnym razie on wytępi prawdziwe piękno