między młotem mocarstwowości co to jest
Definicja: trzeba znać własne miejsce w szeregu. Integracja może dać nam korzyści, aczkolwiek to.

Czy przydatne?

Co znaczy Między młotem mocarstwowości a kowadłem marginalizacji

Słownik: Dylematem Polski jest iż "i chciałaby i boi się". Z jednej strony dobrze jest być partnerem i współdecydować o kształcie swego losu, lecz z drugiej trzeba znać własne miejsce w szeregu. Integracja może dać nam korzyści, aczkolwiek to Unia niemiecka
Definicja: Poprzez cały moment przedakcesyjny, może z wyjątkiem pierwszego roku, dokonywaliśmy szeregu poświęceń aby z naszej tratwy do tego statku o nazwie UE wejść: trzeba coś było z tratwy zrzucić, trzeba było jakąś łapówkę Charonowi dać. Zostaliśmy zmuszeni do rezygnacji z niedrogich leków, musieliśmy ograniczyć produkcję przemysłową, uwolnić przepływ pieniądzeów z polskich filii spółek ubezpieczeniowych do ich central i tolerowaliśmy wzrastający z każdym rokiem deficyt w handlu z UE, co starej unii dało kilkaset tys. miejsc pracy, a być może przyczyniło się do odzyskania witalności poprzez gospodarkę unijnego silnika: Niemiec. Zapłaciliśmy wpisowe do klubu, albo -- jak kto woli -- frycowe, i spodziewaliśmy się rewanżu.
Rewanż w zasadzie nadszedł. poprzez pewien czas mieliśmy uprzywilejowaną pozycję i głos tak mocny jak Niemcy a poprzez najbliższych sześć lat będziemy biorcą netto. Rachunki się jakby wyrównują. Może jednak niepokoić nadciągające widmo katastrofy ubezpieczeń socjalnych i ryzyko spadku dynamiki wzrostu w gospodarce z uwagi na masową imigrację wykształconych (za nasze kapitał) mlnów obywateli polskich na zachód. Pojawiają się więc żądania renegocjacji określeń. Zauważamy, iż temu przewoźnikowi zależy na nowych pasażerach z ponieważ dlatego ma kto myć pokład. Podnosimy głowy i chcemy podmiotowego traktowania. Dodatkowo, podniesieni na duchu przekonaniem o swej szczególnej roli jako amerykańskiego alianta i ufni we przyrost PKB, wykazujemy aspiracje aby stać się jednym z przywódcaów Unii. Pewni siebie, waląc wiosłem naszej tratwy w burtę statku, który nas zabrał, żądamy uwzględnienia naszych życzeń w planie podróży.
Stanowcze "nie" kapitana traktujemy jako otwarcie negocjacji a jego uderzenie pięścią w stół jak obrazę. Zachowujemy się jakbyśmy nie rozumieli, iż na pełnym morzu nasza tratwa daleko nie popłynie i alternatywą jest "integracja" załogi z piratami na horyzoncie. Można także dalej sprzedawać warzywa działającej akurat w tej okolicy łodzi podwodnej, lecz ubot może wkrótce odpłynąć... Czy jednak sternicy naszej tratwy mają aż takie atuty i zdolności aby podjąć ryzyko wyrzucenia nas z powrotem na tratwę?
Wracając od alegorii do realiów przyznam, , iż nie jesteśmy w Unii traktowani po partnersku. lecz jakim my partnerem jesteśmy? OK, mamy prężną giełdę, aczkolwiek teraz już mocno przeszacowaną, i powiedzmy, , iż do chwili obecnej sposobność zaproszenia potencjalnych partnerów w biznesach politycznych poprzez nasze czynniki dobrze poinformowane do korzystnych transakcji giełdowych to mógł teoretycznie być nasz efektywny wynalazek na forsowanie swej pozycji w klubie zamożnych. W ostatnich latach zyski były raczej gwarantowane inwestycjami samych tylko funduszy rzędu ponad miliarda euro miesięcznie. lecz to się kończy, podobnie jak zakończyło się nasze pięć min. szczególnej roli szefa Watykanu w kierowaniu swą dyplomacją.
W porównaniu z potężnymi korzyściami jakie Europie dają stosunki surowcowe i strategiczne z Rosją w obliczu konkurencji z Ameryką i problemu muzułmańskiej imigracji, nasze stawianie się i pakowanie koła w szprychy naraża nas na szereg retorsji, które z grzeczności politycy europejscy oględnie przedstawiali w retorycznym pytaniu czy warto umierać za pierwiastek? Czy stać nas na prawdziwe postawienie się i ryzykowanie konfliktu? Nawet Zbigniew Brzeziński przed szczytem w Brukseli ostrzegał, , iż nasza pozycja w Waszyngtonie zależy od naszej pozycji w Unii. Ten sam polityk nieraz powtarzał, , iż głównymi partnerami USA w Europie są Niemcy. Skoro słucha go Senat amerykański, to może my także powinniśmy. Czy my odbieramy takie sygnały jak choćby to symboliczne podesłanie naszym w Afganistanie złomu zamiast wozów bojowych? W tym starciu możemy tylko oberwać po ryju i nikt się za nami nie wstawi. ponieważ kimże jesteśmy?
Prawdziwe tygrysy gospodarcze są w Azji, prawdziwe studnie bez dna do pompowania wszelkich dostępnych pieniędzy w Afryce, prawdziwe problemy polityczne do rozwiązania są z Islamem i Rosją. Sprawy, którymi Zachód faktycznie żyje są nam obce a nasze problemy im. Jeżeli rzeczywiście chcemy być aktorem w jakiejś ważnej grze, to jedynym pomysłem na tj. modlić się o wojnę rosyjsko-amerykańską i zaoferować w niej silniejszemu swą strategiczną pozycję, co zresztą chyba robimy. Ja rozumiem, , iż może to być nawet korzystne dla oferentów, lecz czy my, obywatele, wkładając palce pomiędzy drzwi możemy na tym coś wygrać? ponieważ nawet jak Rosja zostanie pokonana i jakimś cudem nie dojdzie do eksplozji nuklearnych, to chętnych na eksploatowanie tego państwie jest więcej niż Iraku a my w Iraku dostaliśmy zaledwie sposobność sprzedaży tam kilkuset wozów bojowych i paru tys. karabinów.
Tak bardzo chcemy być aktorem globalnym... W '39 także się Śmigłemu wydawało, , iż -- jak w piosence -- "nikt nam nie zrobi nic!" Tylko później, już po srogim laniu, okazywało się, , iż Beck był podejrzewany o agenturalne związki z Niemcami. Czasem nieładny wróg jest mi na rękę, ponieważ może dać dobry pretekst, nieprawdaż? Jest w Europie dużo państwoów silniejszych i bogatszych od Polski, które jak widać aż takich jak my aspiracji do wtrącania się w niemieckie plany nie mają i żadna korona im z głowy nie spada. A może sobie myślą: a niech się tam Niemcy realizują w tym co od pokoleń mają zakorzenione w głowach, a więc przewodzenie imperiom, ponieważ może się do tego nadają?
Co właściwie możemy stracić na niemieckiej hegemonii? Ziemie Odzyskane, o ile są w zgodzie z prawem zapisane w nasze hipoteki, pozostaną nasze. Trzeba tu być na miejscu, tak aby zobaczyć jak nasi rodacy trwonią to dobro, które po wojnie wpadło im w ręce! Widząc co się tu dzieje, łatwo się domyślić, , iż jakby się rząd nie starał, tutejsi ludzie i tak sami się Niemcom sprzedadzą lub dadzą wywłaszczyć nawet jakbyśmy w Radzie UE byli drugą Ogromną Brytanią. Zamiast walić głową w mur może lepiej uregulować parę spraw prawnych i wychowywać lud aby się mniej pomiędzy sobą żarł, aby cokolwiek interesował się tym co się dzieje, mniej się upijał i łajdaczył, mniej był łasy na kasę za nic, za to więcej myślał, ponieważ jeżeli Niemcy masowo kupią nasze sądy to nawet nie będzie miał się kto - ani jak - organizować do cywilnej samoobrony.
Moja diagnoza jest taka: Rosjanie nas nie zniszczą jak nie będziemy im psuli biznesów z Niemcami, Francją i resztą Unii, Ameryka nam nie pomoże ponieważ mają na świecie zbyt wielu klientów w jeszcze większej potrzebie, którym w większości i tak nie pomogą.. Ich klasa polityczna jest nadzwyczajnie uległa lobby żydowskiemu, które także czegoś od Polski chce. Czy my kiedykolwiek bylibyśmy w stanie spełnić ich roszczenia? Dla Brytyjczyków jesteśmy użyteczni jako spowalniacz niezbyt pasującej im integracji, ponieważ oni tego nie chcą robić w pojedynkę. Czechom dajemy nadzieję, , iż nie są sami wobec Niemiec. Sojusz z Brytyjczykami zawsze był dla nas egzotyczny a nasza tam imigracja jest im równie na rękę jak samym naszym emigrantom. Nikt nam zaś nie broni nawzajem sobie pomagać i mieć dobre stosunki z Czechami bez wsadzania Unii kija w szprychy.
w wypadku pozostawania pomiędzy młotem a kowadłem najlepiej wysunąć stamtąd łapę, ponieważ ani kowadłu nie jest koniecznie potrzebna ani młota nie uniesie. Jest czas byśmy jako naród osiągnęli wreszcie jakieś wykształcenie, cywilizacyjną ogładę i względną zamożność. jeżeli polskość ma jakiś obiektywny sedno - a wierzę, ze ma - tj. nim to co w naszej chrześcijańskiej tożsamości pozytywne, a w historii godne pochwały: zdrowy rozsądek, pracowitość, ambicja, życzliwość wobec słabszego, tolerancja światopoglądowa i zdolność współżycia z innymi kulturami i wspólnego budowanie nowej jakości. Taka byłą I Rzeczpospolita do czasu wyrzucenia arian.
Urzeczywistniajmy to, budujmy się od wewnątrz, a na razie posłuchajmy Chiraca. W naszym obiektywnym interesie jako ludzi i obywateli jest silna Unia respektująca prawa obywatelskie a zarazem respektująca krajowe normy wrażliwości obyczajowej. Taka właśnie może powstać i nie jest w naszym interesie aby jej w tym przeszkadzać, ponieważ alternatywą jest pozostawanie pod butem naszego własnego państwa w kraju, co niektórzy zwą niepodległością. Skoro nie da się nawet we własnym domu tego buta zdjąć, to skąd ten zapał, aby go tym mocniej sznurować, na przykład broniąc się rękami i nogami przed wyższością jurysdykcji unijnej?
Nie da się tracąc cnotę pozostać dziewicą. Klamka zapadła w 2004. Nie da się dyktować warunków silniejszym. I mam nadzieję, , iż tą właśnie logiką kierowali się Bracia kiedy podpisywali w Brukseli kapitulację. Wartością dodaną całej sprawy jest zdolność przedstawienia jej jako zwycięstwo aby udobruchać tych, którym rozumowanie tj. obce.