dlaczego łamie wiara co to jest
Definicja: Przemyślenia po śmierci babci...bardzo intymne. Bolesne słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Dlaczego łamie mi sie wiara?

Słownik: Przemyślenia po śmierci babci...bardzo intymne. Bolesne.
Definicja: Wcześniej wierzyłam w niebo bezgranicznie, w duszę nieśmiertelną która tkwi w każdym człowieku. Wszystko co wiedziałam o Bogu, wszystko w czym Boga czułam było tak naturalne i wspaniałe, iż nie trzeba było się nad tym głębiej zastanawiać. Wystarczyły mi piękne, strzeliste topole, piękne niebo, burza popołudniowa, śnieg, kwiaty na łące, jesienne liście a czułam, iż świat jest właśnie poprzez Boga stworzony i iż on jest.
I miałam małe zboczenie. Lubiłam cmentarze. Czułam się tam bardzo spokojnie. Wszystkich świętych było moim ulubionym świętem jakkolwiek dziwnie to brzmi. Świece, ich ciepło, kwiaty, groby, łuna nad cmentarzem, wszystko to sprawiało, iż czułam w powietrzu złudne drgania dusz ludzkich. Miałam wrażenie, iż zmarli otaczają nas, nie, nie w formie duchów, lecz jakby myślami. Ciężko to określić...

Babcia odeszła w poniedziałek wielkanocny. Nagle. To był zaledwie miesiąc. I zgasła. Jakby złośliwa, stara Atropos przecięła jej życie własnymi ostrymi nożycami. Byłam w pracy jak się dowiedziałam. Pamiętam, iż zaczęłam krzyczeć na cały głos. To było tak niewiarygodne, takie bolesne. "Babcia nie żyje, babcia umarła". Kilka słów, których znaczenia do końca nie pojęłam nawet do teraz. Aczkolwiek staram się. Codziennie wieczorem. Przed snem, modląc się za nią dziesiątkę różańca. Wspominam, mimo bólu, mimo rozdrapywania ran, wszystko to, co się z nią wiąże. tak aby żyła w moim sercu i pamięci. tak aby przypadkiem nie wyblakła.

Czasami jak zamykam oczy, widzę ją już w trumnie. Zimną i bladą. Nieruchomą tak nienaturalnie. Pamiętam spokój z jakim leżała, a ja starałam się dostrzec ślad oddechu. Nic. Pusta skorupa kochanego człowieka. Nienaturalna, lecz nie odpychająca. Znana.

Czasami jak zamykam oczy widzę jej grób. Sterta ziemi. Jasny krzyż. Data śmierci. 9 kwietnia 2007, trzy dni przed własnymi urodzinami. Takie to niesprawiedliwe! Chce krzyczeć a nie mogę. Chcę przychodzić na jej grób a nie mogę. Ponieważ jedynym moim odruchem jest, aby zacząć kopać, aby otrzymać się do niej i jeszcze raz ją przytulić. , aby poczuć, iż mnie kocha! , aby ukoiła to wszystko co się we mnie kłębi.

lecz chciałam nie pisać o tym. Chciałam napisać o tym, dlaczego zachwiała się tak bardzo moja wiara po jej śmierci. Nie to jest wina samego faktu jej odejścia. To raczej wina księdza, który prowadził mszę pogrzebową. Siedziałam w pierwszej ławce, trochę przytępiona tabletkami uspokajającymi i patrzyłam na jasnobrązową trumnę. Patrzyłam na dwie gromnicę, jedną po każdej stronie trumny. Jedna dymiła ciągle w górę, wił się ten dym, kręcił i przykuwał moją uwagę.

Przy kazaniu klękłam. Chciałam bardzo wczuć się w to co ksiądz powie. Byłam pewna, iż usłyszymy słowa pełne pociechy i otuchy. iż wskaże on nam jak mamy myśleć, co czuć, jak poradzić sobie z tym tępo pulsującym bólem, który nie chciał wynieść się z mojej duszy i dusz reszty żałobników.
Niestety. Ksiądz, pieprzony służbista, czy jak go tam nazwać, gadał takie rzeczy, iż myślałam iż wstanę i uderzę go w twarz. Myślę, iż gdybym była mniej wierząca, bardziej odważna i mniej otumaniona środkami na uspokojenie byłabym gotowa to zrobić. Mówił o tym, iż ona chyba była niezłą kobietą, > lecz nie wie, ponieważ nie chodziła do kościoła. iż być może jest już "jedną nogą w niebie", ponieważ przyjęła kolędę, a "może już jest dwoma nogami w niebie".

Ciężko pisać, kiedy łzy zasłaniają monitor. Co mogę powiedzieć? Śmierć była wystarczającym ciosem. Ksiądz tylko przekręcił kilka razy nóż który to odejście wbiło w nasze plecy. Szkoda, iż ktoś kto powinien szczególnie w tych chwilach dawać oparcie okazał się "tylko" słabym, beznadziejnym człowiekiem. Szkoda, ponieważ każdy z nas potrzebował wtedy słów wsparcia a nie typowego kazania