efekt giocondy współczesnym co to jest
Definicja: nierzetelność i ignorancję dziennikarza. To zjawisko możemy nazwać „Efektem Gicondy”.

Czy przydatne?

Co znaczy Efekt Giocondy we współczesnym dziennikarstwie, cz.1

Słownik: Czy media manipulują wiadomością? Ależ oczywiście! Czasem robią to zupełnie świadomie, bywa jednak, iż informacja zostaje zdeformowana przez nierzetelność i ignorancję dziennikarza. To zjawisko możemy nazwać „Efektem Gicondy”.
Definicja:

Czytając albo oglądając serwisy informacyjne, mam regularnie wrażenie, iż dziennikarze starają się zrobić ze mnie pospolitego durnia. Informacje nagminnie podawane są w sposób całkowicie niezrozumiały, szybki albo monotonny, a to w celu zniechęcenia widza do jakiejkolwiek chęci przyswojenia sobie właśnie zaserwowanej mu wiedzy. Wynikiem tych zabiegów jest stan rzeczy, gdy faktycznie ważne kwestie „gubią się” w szumie informacyjnym, a kompletne bzdury trafiają do publicznego obiegu i roszczą sobie prawo do bycia „newsem”. Jak do tego dochodzi?


Już w 1972 roku, znakomity intelektualista naszych czasów, Umberto Eco napisał krótki acz barwny felieton o intrygującym tytule „Telewizjoner”. W pracy tej Eco opisał i udowodnił dziesięć „Reguł Manipulacji” które telewizja stosuje w celu dezinformacji społeczeństw i przedstawił tak zwany „sukces Gicondy” i „;sukces Pelagattiego”, które służące są w prawie każdej z reguł. Mimo iż tekst został opublikowany 35 lat temu, prawdy w nim przedstawione pulsują w żyłach współczesnych mediów mocnej niż kiedykolwiek przedtem. Jedyną różnica pomiędzy przeszłym a teraźniejszym stanem rzeczy jest smutny fakt, że wyraz pisane, które za czasów Eco była przeciwwagą dla telewizyjnych manipulacji, dziś niestety rządzi się tymi samymi „Regułami”.


na początku, gwoli wyjaśnienia, opiszę pokrótce na czym bazuje „;;sukces Giocondy”. Gioconda, znana również pod nazwą „Mona Lisa” to bohater(ka) jednego z w najwyższym stopniu cenionych a zarazem kontrowersyjnych obrazów Leonardo DaVinci’ego. Pan Charles Addams (nota bene, twórca słynnej „Rodziny Adamsów”) narysował swego czasu przezabawny rysunek o tytule „I think you know everybody”, na którym początkowo zwyczajny widz dostrzega tylko grupę zwyczajnych ludzi, zebranych w saloniku. Przygladając się jednak dłużej obrazkowi, zaskoczony osobnik może dostrzec w tłumie Gicondę, która – jak zawsze - uśmiecha się tajemniczo. I w tym tkwi cała esencja sprawy – obrazkowi należy się uważnie przyjrzeć, aby zrozumieć jego ukryty komizm. Pobieżny rzut okiem na rysunek nie jest wystarczający dla uchwycenia żartu Addams’a, bo Mona Lisa jest świetnie wmieszana w tłum. To samo tyczy się wielu informacje – wiadomość leży pod naszym nosem lecz nie jesteśmy w stanie zdać sobie sprawy z jej właściwego sensu. Ludzie mediów stosują kilka sztuczek, aby ten sedno przed nami ukryć.


Weźmy na początek dosyć istotną swego czasu informację związaną z amerykańską satelitą szpiegowską, która w drugiej połowie stycznia 2008 roku uległa poważnym usterkom i zupełnie wymknęła się NASA z pod kontroli. Pierwszy raz miałam okazję usłyszeć o tej historii na CNN Channel. To jednak, w jaki sposób wiadomość została przedstawiona może być sztandarowym odpowiednikiem „Efektu Giocondy”. Jest 25-ty styczeń wieczorem. Od kilku dni, CNN nadaje (niemalże 24 godziny na dobę) wiadomości dotyczące francuskiego banku Societe Generale i podejrzanego o finansowe malwersacje 31- letniego maklera Jerome Kerviela, którego to inwestycje kosztowały instytucję niespełna 5 mld Euro. W tym czasie telewizja zdążyła przewałkować wszystkie „ ważne” kwestie takie jak Societe Generale, skład zarządu, pracowników, prawo bankowe i finansowe, wysokość poniesionych strat, ich skutki, prognozy na przyszłość... brakowało tylko raportu o kolorze ścian w biurze dyrektora SG i mielibyśmy pełny obraz sprawy. Oczywiście co godzinę, znudzeni do bólu widzowie, mogli liczyć na „update” sytuacji. 25-go stycznia uaktualnianie informacje polegało na cogodzinnym pokazywaniu domu Kerviela (w którym to ponoć się schował) i coraz to nowszych jego zdjęć – prywatnych czy także służbowych. Tego dnia nie wydarzyło się w jego sprawie całkowicie nic, a jednak CNN co godzine prezentowało nam „breaking news” – w tym wypadku była to zmiana pejzażu na ulicy przy której mieszkał makler. Gdzieś między „Societe Generale – Jerome Kerviel” show, w czasie wieczornych informacje, wkrada się niespełna 30 – sekundowy news, w którym spiker tonem monotonnym informuje widzów, iż oto na orbicie okołoziemskiej kursuje amerykańska szpiegowska satelita, która właśnie uległa awarii i NASA nie ma nad nią praktycznie żadnej kontroli. Oprócz tego faktem, prezenter dodaje, iż istnieje prawdopodobieństwo że „kosmiczny śmieć” uderzy w któryś z kontynentów, a taki scenariusz – poza oczywistą eksplozją - jest o tyle niebezpieczniejszy, bo satelita zawiera różngo rodzaju radioaktywne substancje. Na tym pólminutowa wzmianka się kończy, a studio oddaje głos dla sterczącego od rana pod posiadłością Kerviela reportera, który przejętym głosem informuje nas... iż w kwestii nie ma jakichkolwiek postępów.


CNN zastosowało w razie satelity „;;;sukces Giocondy” który w tej konkretnej sprawie przejawił się tym, że wiadomość została podana szybko, beznamiętnie i bez żadnego komentarza filmowego. Oczywistą konsekwencja jest więc to, iż taka informacja po prostu się gubi w nurcie innych „newsów”. Przeciętny telewidz, przyzwyczajony do ciagłych obrazów, nie jest w stanie sobie przyswoić krótkiego komunikatu, wypowiedzianego szybko poprzez prezentera, gdzie jedynym obrazem dotyczącym sytuacji jest „gadająca głowa”. Dodatkowo, szanse na dostrzeżenie informacji mieli tylko ci telewidzowie, którzy jak kamień siedzieli przed odbiornikiem i oglądali informacje. A wiadomo przeciez, iż ludzie maja to do siebie, że są z natury gatunkiem mobilnym. W momencie programów telewizyjnych robią sobie kanapki, idą po szklanke wody czy także butelkę piwa (w zalezności od tego co oglądają), korzystają z toalety. Jeśli w trakcie niusa o satelicie, widz był, załóżmy, w kuchni i usłyszał „coś” o jakiejś satelicie plączącej się po orbicie okołoziemskiej, zapewne zdążył dobiec do odbiornika, gdy spiker zdołał przeczytać o meritum sprawy i załapał się na wyrwane z kontekstu „substancje radioaktywne”. wiadomość zostaje zaraz później zbagatelizowana przy zastosowaniu następnego komunikatu o „przełomie” w kwestii Societe Generale, gdzie oglądamy sobie jakies ogórdki na ulicy przy której mieszka nieszczęsny makler, a cały sztab CNN jest zaangażowany w przekonanie nas o istotności wygladu płotu sąsiada Kerviela.


Tak więc dążąc w kierunku podsumowania, mogę stwierdzić że wykorzystanie miały tutaj (wynikajace pośrednio z „Efektu Giocondy”) reguły manipulacji wg Eco:
Reguła Manipulacji nr 4: „Niewygodną informacja umieść tam, gdzie nikt juz się jej nie spodziewa” (radioaktywne zagrożenie, wspomniane „od niechcenia” na końcu)
Reguła Manipulacji nr 9: „istotne wiadomości mogą być podane jedynie ustnie, nieważne mogą byc tez sfilmowane” (brak materiału filmowego na temat satelity, lecz ustawiczne pokazywanie domu Kerviela i całego katalogu jego podobizn)
i Reguła Manipulacji nr 6: „Podaj wiadomości w całości dopiero wtedy, kiedy prasa z nastepnego dnia zdąży juz ją rozpowszechnić”.


Tego wieczora znalezienie jakiejkolwiek informacji na temat feralnej satelity, zajęło mi conajmniej trzy godziny. Zdążyłam w tym czasie odwiedzić oficjalna stronę NASA (nic), Europejskiej Agencji Kosmicznej (nic), „przegooglować” internet (nic) i generalnie przekopać całą oficjalną stronę serwisu CNN. Nareszcie, ok. pierwszej w nocy, krótka notka na temat satelity „wypłyneła” na stronę startową CNN jako „Hot News”. Okazało się iż kilka (-naście? -dziesiąt? – set?) osób również próbowało się dokopać do wzmianki o satelicie i prawdopodobnie sterowany programem komuterowym serwis, „wyrzucił” automatycznie informacja o „szpiegu który się popsuł” na pierwszą stronę. Na następne wieści dotyczące wpadki NASA trzeba było czekać następne trzy dni, kiedy to w końcu portale internetowe zaczęły pisać o satelicie (w tym momencie moje ukłony dla Patryka Bochenka, który w swoim artykule „Kosmiczne Śmieci” opublikowanym na IThink.pl, bardzo szybko – w porównaniu do innych, profesjonalnych dziennikarzy - opisał sytuację). Wtedy CNN zaczęło nagle serwować długie i wyczerpujące komentarze na temat awarii (zobacz: Reguła Manipulacji nr 6), oczywiście odwołując się do swojej pierwszej, mizernej wzmianki o satelice słowami „Jak już informowaliśmy przedtem...”.


Jakież więc wnioski wypływają z historii o pewnym niesfornym satelicie? Takie, moi drodzy czytelnicy, iż by pozbyć się niewygodnej informacje, lecz równocześnie nie być posądzonym o jej ukrywanie, trzeba ją tak zakamulować, zmianipulować i zakręcić, jak Addams zrobił to z Giocondą w swoim rysunku. Problem z tą konkretną wiadomością, był taki, iż „jedynym” rozpatrywanym od samego początku metodą na zapobiegnięcie rozbiciu się satelity o Ziemię (i ziemię) było jej zestrzelenie. Niestety, tutaj pojawiała się trudność, gdyz kiedy rok przedtem Chińczycy mieli podobny kłopot ze swoim satelitą i zdecydowali się na „ustrzelenie ptaszka”, Stany Zjednoczone ostro protestowały, usilnie przekonując iż to jest bardzo niebezpieczne, a Chiny ryzykuja tylko po to, aby mieć pewność, iż odzyskają wrak satelity (można sobie wyobrazić, iż jakiekolwiek kraj nie ma ochoty na dzielenie się technologią swoich urządzeń szpiegowskich). NASA, postawiona w tej samej sytuacji, zdecydowała się więc na krok, który sama tak ostro krytykowała rok przedtem. Trzeba więc było ukrócić żywotność tej informacja, tak by nie dać szansy ludziom (naukowcom, specjalistom czy także znawcom tematu), na żadne debaty dotyczące rozwiązań. Wtedy może ktoś zauważyłby hipokryzję w działaniach Amerykańskiej Agencji Kosmicznej i mogłaby się z tego wywiązać niepotrzebna polemika. Tak więc, pełny obraz sytuacji został nam przedstawiony wtedy, gdy już oficjalnie mówiło się o zestrzeleniu statku jako o głównym rozwiązaniu.


Patrząc z boku i nie wnikając w początek tej całej historii każdy z nas mógłby zapytać: No więc o czym tu dyskutować? Zostaliśmy przecież poinformowani i oczywiście uratowani przed strasznymi skutkami katastrofy.


Nieprawdaż?