varia wyborcze co to jest
Definicja: słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Varia wyborcze

Słownik: Wiele się działo w sobotę 15 wzreśnia w polityce, praktycznie wszystkie znaczące siły polityczne zrobiły większe albo mniejsze show wyborcze.
Definicja: Wiele się działo w sobotę, 15 września, w polityce, praktycznie wszystkie znaczne siły polityczne zrobiły większe albo mniejsze show wyborcze.
Wszystkie te imprezy nie miały żadnego większego znaczenia dla polskiej polityki, żadna konwencja, wiec czy przemówienie – nie przyniosły czegoś, co warte byłoby zapamiętania. Ponieważ prawda jest taka, iż jakiekolwiek ugrupowanie polityczne w Polsce nie ma ani nowego pomysłu na Polskę, ani nawet nośnego programu, który mógłby zainteresować wyborców. Ponieważ żadna partia nie ma zaplecza intelektualnego, które byłoby wstanie przedstawić jasny, spójny program. Zresztą – i tak polscy wyborcy, którzy w 90% są analfabetami politycznymi – nie zrozumieliby tego przesłania. Więc mieliśmy następne wykwity oratorskie, na lepszym albo z reguły gorszym poziomie i następne zabawy medialne dla mas.
Zanim się zajmę krótką analizą dnia dzisiejszego, spróbuję odpowiedzieć, dlaczego tak się dzieje, dlaczego ani dziś – ani prawdopodobnie na żadnym innym spędzie przedwyborczym nie usłyszymy nic, nad czym warto aby było się dłużej pochylić.
Oczywiście – ton kampanii wyborczej został określony poprzez dwuletnie rządy Jarosława Kaczyńskiego i także on ustala warunki brzegowe kampanii. Tj. kampania, która rozgrywa się w przestrzeni medialnej, jest kampania haseł i znaków – a nie dyskusji merytorycznych. Wynika to z czasu, jaki pozostał do wyborów i zasady plebiscytu, narzuconego poprzez PiS.
Lecz kluczowym przyczyną tego jest miałkość intelektualna wszystkich polskich polityków.

Polskie elity polityczne nie mają zaplecza intelektualnego.

O PiS można powiedzieć tyle – jakikolwiek intelektualista, w formie Legutko, Krasnodębskiego, Zybertowicza – nawet gdyby chciał – nie ma wpływu na poczynania Jarosława Kaczyńskiego. Ten wymyślił swoistą „trzecią drogę” polityki, posklejawszy ją z różnych opcji – od francuskiego gaullizmu, przez neokonserwatyzm do etatyzmu gospodarczego – i przyprawiwszy to solidnym sosem populizmu i taniej socjotechniki – dał swoim zwolennikom niedrogie, kolorowe pudełeczko „nowego państwa”. Nie będę tutaj pisał o tych wszystkich epitetach taniego, solidarnego, oddanego wyborcom, sprawiedliwego państwa…już wielokrotnie udowadniałem, jakie to jest populistyczne kłamstwo..
Lecz jedno warto powiedzieć – zmodyfikowanie tego programu w ciągu ostatnich dwóch lat funkcjonowania formacji Kaczyńskiego – dla utrzymania doraźnej władzy politycznej – dało coś takiego, co ja nazywam nawet już nie humbugiem politycznym – ale zwyczajnie politycznym, populistycznym ściekiem idei, które mają pokryć nie spotykany na taką skalę po ’89 roku mechanizm zawłaszczania Państwa na rzecz jednej formacji.

Platforma Obywatelska – tu kwestia jest klarowna – program liberalny, gospodarczy, przytulenie się do idei chrześcijańskich, próba wejścia w buty chadeckie – i zero zdolności przekucia tego w coś w rodzaju skutecznego planu działania. Wydaje się, iż naczelnymi ideologami tej partii są Jarosław Gowin i Paweł Śpiewak Ten pierwszy wyraźnie steruję partię Donalda Tuska w stronę nowego sojuszu z PiS – wg mnie na zgubę PO – i na kolejną, za kilka miesięcy awanturę. Jego pozycja jednak po odejściu Jana Maria Rokity zostanie znacząco osłabiona. Paweł Śpiewak, wyraźnie mający wstręt do kłamstw Kaczyńskiego – odchodzi jakby w cień. PO, tym bardziej, iż nie będzie kandydował do nowego Sejmu. Więc kto? Ano nikt…

LiD – jest tu, niestety nie lepiej. Kiedyś naturalnym zapleczem intelektualnym lewicy była „Kuźnica” w Krakowie, kiedyś był ferment, po przemianach okrągłego stołu – chęć wyzwolenia się z okowów i pozbycia etykiety postkomuny. Po krachu wyborczym w roku 2005 – wszystko to zamarło. Wszystkie te partyjki typu „Racja”, PPP i inne, lewackie – budzą we mnie silny pogląd, iż nie ma szans na zjednoczenie polskiej lewicy – tej lewicy odwołującej się do komunizmu, rzecz jasna. A środowisko „Krytyki politycznej” i Sławomira Sierakowskiego – wyraźnie się od tej formacji dystansuje. Prawda jest taka – młoda, wykształcona inteligencja, która się w Polsce tworzy, i młoda klasa średnia – nie da się „kupić” na stare teksty o sprawiedliwości socjalnej, o równości szans, o egalitaryzmie. Te hasła należy zostawić populistom – oni, z pod sztandarów Leppera i Kaczyńskiego – są lepsi w mamieniu ludzi. Aleksander Kwaśniewski może utworzyć hasłowy program wyborczy –
lecz nie stworzy programu nowej formacji. Może zapowiadany bardziej szczegółowy program, którego zręby poznaliśmy w trakcie ubiegłotygodniowej konwencji na Rozbrat przyniesie materiał do dyskusji –
lecz bardzo bym na to nie liczył. Tym bardziej, iż konwencja kampanii nie sprzyja merytorycznym dyskusjom, konferencjom programowym, panelom…

W rozwiniętych demokracjach mówimy – partia XYZ jest liberalna,
lecz w programie ma także przedmioty takiej to a takiej doktryny. W Polsce niestety jest odwrotnie – partia Prawo i Sprawiedliwość uchodzi za prawicę, a nawet w retoryce jest – populistyczno - socjalistyczna. I tak jest ze wszystkimi.
Z czego to wynika ? Nie, nie z pragmatyzmu politycznego – ponieważ tj. termin oznaczający zdolność zmiany nastawienia w konkretnych przypadkach w ramach doktryny. Polskie partie są koniunkturalne – i populistyczne – bez wyjątku. I bez zaplecza ideowego i intelektualnego.

Druga odpowiedz na pytanie - dlaczego mamy takie marne elity polityczne – brzmi – ponieważ winny jest rozwój socjalny Polski w ciągu ostatnich 17 lat. I w sensie pozytywnym i negatywnym.

Pozytywnym – gdyż świadomość socjalna jest ściśle skorelowana z poziomem wykształcenia i zamożności. Im społeczeństwo bardziej wykształcone – tym bardziej świadome i swojej i polityków odpowiedzialności za życie polityczne. I jego wybory bardziej świadome. Świadomy wyborca powinien sobie zdawać sprawę z tego, iż jego uczestnictwo w wyborach powinno wpływać w prostej linii na poziom życia jego, jego rodziny, na jego życie zawodowe.

Tylko w tym jest szkopuł – w Polsce tak nie jest… gdyż w Polsce, jako państwie, gdzie mechanizmy demokratyczne nie do końca działają, politycy są praktycznie bezkarni, jeśli chodzi o weryfikację ich obietnic.

Nie ma czegoś takiego, jak weryfikacja wyborcza. Mechanizm wyborczy, preferujący wybory proporcjonalne, preferuje głosowanie na partie, bloki, nie na poszczególnego przedstawiciela danej społeczności. Jest tak na szczeblu centralnym i lokalnym. Każdy, nawet w najwyższym stopniu mierny poseł, jeśli jest posłuszny szefowi własne partii, i ta partia nie popełniła katastrofalnych błędów politycznych – ma szanse na reelekcje do kolejnego parlamentu. Tym należy wyjaśniać, iż poziom posłów z kadencji na kadencję, poziom wykształcenia, etyki – spada… I za tym idąc – spada oczywiście poziom prac legislacyjnych – spada poziom prawa i regulacji gospodarczych Sejmu. I Polska na tym traci. Cóż – JOW – muszą kiedyś w Polsce nadejść – taka jest potrzeba państwa.

Oczywiście, spadająca frekwencja wyborcza wynika z tego, iż społeczeństwo co raz bardziej widzi, jak niewiele od niego zależy. Prowadzi to także do tego, iż ludzie, którzy mogliby wnieść coś konstruktywnego dla Polski, do życia politycznego – unikają aktywności socjalnej, uciekając w sferę biznesu – i w ich miejsce wchodzą miernoty. Cóż sobą reprezentują tacy jak Bosak, Pawłowicz, Mateusz Piskorski ?! Co wnoszą do budowy Państwa?

* * *

Chwilę dziennie dzisiejszy;

Donald Tusk dał niezłe przemówienie. Ostre, dobre w rytmie i retoryce, z kolei jeśli chodzi o treść – „pojechał po bandzie” a może nawet wypadł za nią… Passus o walce cywilizacji wschodu z zachodem – był trochę nie z tego świata, tak, jakby w kręgu Prawa i Sprawiedliwości odkryto nagle rosyjskich kretów. Zapomniał również, iż jednak za te dwa miliony Polaków, którzy wyjechali za granicę za chlebem – to wszyscy, precyzyjnie wszystkie siły polityczne są odpowiedzialne.
Przemówienie Radosława Sikorskiego – równie dobre, wyważone, osobiste, bez zbędnych ataków personalnych.

Strzał z Bogdana Borusewicza, jako kandydata PO do Senatu – dobry, aczkolwiek to raczej bomba nie była.
lecz może być to doskonały sygnał dla wielu starych działaczy „Solidarności”, iż ludzie uczciwi powinni się głęboko zastanowić.
Po raz następny chamstwem popisał się Jacek Kurski w swoim komentarzu o nielojalności Borusewicza wobec Kaczyńskich. Prawda, której nie da się zakłamać jest taka, iż gdy Borusewicza po raz pierwszy zamykano w więzieniu – to Lech Kaczyński pisał doktorat, podpierając się w nim cytatami z klasyków marksizmu – leninizmu…

Dla mnie jednak wiadomością najważniejszą jest odejście Leszka Millera z SLD.
W odróżnieniu do wczorajszej decyzji Jana Marii Rokity, podyktowaną, wg mnie nie rozgrywkami wewnątrz PO – ale problemami Jana Marii z swoją tożsamością, nie tylko polityczną – tą sprawę uważam za istotną i znaczną dla sytuacji LiD-u w wyborach i po nich. Jana Maria Rokita nie osłabił PO i nie wzmocnił PiS-u ( przez żonę Nelly) ale sprowadził siebie samego do poziomu folkloru politycznego. Odejście Millera – otwiera nowe perspektywy na ewentualną koalicję powyborczą Lewicy i Demokratów z Platformą – i na odbudowę więzi działaczy postsolidarnościowych, bogato reprezentowanych w obu formacjach. To znów mógłby być silny impuls rozwojowy dla polskiej polityki. Onyszkiewicz, Lis, Frasyniuk, Geremek, Mazowiecki z jednej strony, Borusewicz, Tusk, Mężydło – z drugiej…plus młoda inteligencja z jednej i drugiej strony – to dobre perspektywy. Dobrze, iż Aleksander Kwaśniewski tą sprawę tak rozwiązał.

Nie mam szacunku ani zaufania za grosz do Leszka Millera, pomimo jego liberalnych pomysłów gospodarczych i wrodzonej inteligencji. Dla mnie to jest kluczowy „architekt” sukcesu Jarosława Kaczyńskiego. Gdyby nie to, jak doprowadził SLD do upadku – Kaczyńskiego nie byłoby u władzy. I nie byłoby tego szamba politycznego ostatnich dwóch lat.

Leszek Miller to człowiek inteligentny. Jest także sprytny, co u polityka jest zaletą, jeśli wykorzystuje to dla dobra swojej formacji i wyborców.
lecz nie jest uczciwy.

Ten betonowy aparatczyk przeszedł długą drogę, od fabryczki w Żyrardowie, poprzez KW w Skierniewicach, aż do szefa stworzonego poprzez siebie Sojuszu Lewicy Demokratycznej – i premierostwa RP. Stworzył, a właściwie – przekształcił sporą formację polityczną – i następnie, poprzez kurczowe trzymanie się władzy – zniszczył ją.

Sądzono, iż po dojściu do władzy w partii Wojciecha Olejniczka – i odsunięciu Millera od kandydowania do Sejmu w wyborach 2005 roku – odejdzie w niebyt. Jednak zaczął się pojawiać w mediach, zaczęto go cytować i zamieszczać jego artykuły, jest również ekspertem w telewizji – lewicowym ekspertem, z ramienia SLD.

Okazało się, iż jest… liberałem W ramach SLD, na podstawie statusu partii – tworzy platformę socjalliberalną. Za zgodą i poparciem Wojciecha Olejniczaka, który go teraz usunął.

Mam takie osobiste podejście do polityki i polityków, zresztą do ludzi także – wierzę im, i staram się brać ich słowa i opinie za niezłą monetę. z kolei – jeśli po jakimś czasie okazuje się w działaniu, iż zawodzą – a Leszek Miller – jako szef SLD i premier rządu – zawiódł mnie – to nie ma przebacz. Panu – dziękujemy.

Azrael