narkoterroryzm model co to jest
Definicja: słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy NARKOTERRORYZM – model amerykańskiego bezprawia

Słownik: Narkoterroryzm jest elementem szerzej praktykowanego modelu międzynarodowego bezprawia, jakiego dopuszczają się państwa kapitalistyczne.
Definicja: W styczniu 1986 r., w ramach szeroko zakrojonego programu promowania globalnej strategii rządzenia, prezydent Ronald Reagan oświadczył swojemu narodowi, iż „powiązania rządów satelitów sowieckich takich, jak Kuba czy Nikaragua, z międzynarodowym przemytem narkotyków i terroryzmem stają się coraz bardziej widoczne. To podwójne zło – przemyt narkotyków i terroryzm – stanowi w najwyższym stopniu podstępne i niebezpieczne zagrożenie, z jakimi ma dziś do czynienia zachodnia półkula”. Kilka miesięcy przedtem, „współudział rządów komunistycznych w handlu narkotykami”, sekretarz stanu, George Shultz określił jako „obiekt szerzej praktykowanego modelu międzynarodowego bezprawia, jakiego dopuszczają się państwa komunistyczne, a który – jak widzieliśmy – bazuje na wspieraniu międzynarodowego terroryzmu i innych form zorganizowanej przemocy, wymierzonej przeciwko rządom prawa”. Asystent sekretarza stanu, Elliott Abrams stwierdził na spotkaniu Porady Stosunków Międzynarodowych w 1986 r., iż „utrzymanie demokracji i pokonywanie groźby ‘narkoterroryzmu’ są ze sobą nierozerwalnie powiązane”.

Nowa koncepcja narkoterroryzmu znalazła ogromne uznanie nie tylko w kręgach waszyngtońskiej elity politycznej. W 1988 r., w czasie XIV Dwustronnej Konferencji Służb Wywiadowczych, generałowie, zaprzyjaźnionych z USA, argentyńskich i boliwijskich armii oświadczyli jednomyślnie, iż „narkoterroryzm jest sposobem prowadzenia wojny rewolucyjnej” i, iż międzynarodowy ruch komunistyczny „stosuje narkoterroryzm jako socjalno-ideologiczną metodę wywoływania powszechnego niezadowolenia, niszczenia społecznego morale i demoralizowania i dezintegrowania społeczeństwa zachodniego, w ramach szerszego planu strategicznego, mającego za cel promowanie nowego porządku marksistowskiego”. (1)

Ci, którzy mieli jednak odwagę nieco wnikliwiej przyjrzeć się rzeczywistości, znajdowali uzasadnione przyczyny, aby wyciągać kompletnie odmienne wnioski. W czerwcu 1970 r. Federalne Biuro do spraw Narkotyków (BNDD) aresztowało 150 osób w Operacji Orzeł, nazwanej „największą akcją schwytania głównych przemytników narkotyków w historii egzekwowania prawa federalnego”. Minister sprawiedliwości, John Mitchell, ogłosił na konferencji prasowej, iż zdemaskowano, „działającą na terenie całego państwie, strukturę hurtowników, odpowiedzialnych za przemyt ok. 30% heroiny i ok. 75-80% kokainy do USA”. W zdarzeniu tym nie byłoby nic zdumiewającego, gdyby nie fakt, iż ok. 70% aresztowanych stanowili byli członkowie oddziałów zbrojnych, które dokonały inwazji w Zatoce Świń, zorganizowanej przeciwko rządowi Kuby poprzez CIA w kwietniu 1961 r. Schwytana siatka była gdyż częścią, działającego w Tampa na Florydzie, wielkiego imperium mafijnego Santo Trafficante, które do rewolucji kubańskiej kierowało swymi operacjami w Hawanie.(2)

Ronald Reagan, określany mianem „wielkiego komunikatora”, opowiedział swojemu narodowi sporo rzeczy na temat diabelskiej natury światowego komunizmu, dlatego także w listopadzie 1986 r., krótko po ujawnieniu afery Iran-Contras, w telewizyjnym wystąpieniu przed swoim narodem publicznie zaprzeczył jakoby najwyżsi urzędnicy państwowi jego administracji zaangażowani byli w jakąkolwiek transakcję tajnej sprzedaży broni do Iranu, z którym, wspierany poprzez USA, Saddam Husajn prowadził krwawą wojnę. Dochody z tej operacji miały służyć do finansowania terrorystycznych oddziałów Contras na terenie Nikaragui w celu destabilizowania, wybranego w demokratycznych wyborach, ludowego rządu Sandinistów. Tydzień później jednak amerykański prezydent, wzór najwyższych neoliberalnych cnót i antykomunistycznego heroizmu, musiał pojawić się ponownie na antenie narodowej telewizji, aby z pokorą oświadczyć, iż kłamał. Na domiar złego, ujawniono, iż oddziały Contras uzyskiwały również środki finansowe z międzynarodowego przemytu narkotyków, w który zaangażowana była, działająca, zawsze i wszędzie tajnie, Centralna Agencja Wywiadowcza. „The twin evils”, a więc „podwójne zło”, przed którym prezydent przestrzegał kilka miesięcy przedtem swój naród, czyli „przemyt narkotyków i terroryzm”, „stanowiące w najwyższym stopniu podstępne i niebezpieczne zagrożenie, z jakimi ma aktualnie do czynienia zachodnia półkula”, okazało się faktem, w który, w tej wersji, trudno było uwierzyć wszystkim patriotom i wielbicielom „najsprawiedliwszego narodu świata”. Rzeczywistość była zbyt zatrważająca.

„ w najwyższym stopniu znaczącym przypadkiem narkoterroryzmu, jaki do chwili obecnej odkryto”, w opinii ministerstwa sprawiedliwości USA, było oskarżenie generała Bueso Rosy o konspirację w zorganizowaniu płatnego morderstwa, dokonanego na prezydencie Hondurasu, a sfinansowanego dzięki wielkiej transakcji sprzedaży kokainy. Bueso Rosa, „ceniony sprzymierzeniec USA”, do tego uhonorowany poprzez prezydenta „Medalem Zasługi - najwyższym odznaczeniem, jakim wyróżnić można oficera obcej armii”, był istotnym współpracownikiem CIA w szkoleniu oddziałów Contras. Honduras odegrał ważną rolę w takich operacjach. W 1988 r. amerykańska ambasada w tym maleńkim i zubożałym kraju rozrosła się do wielkośćów jednej z największych placówek dyplomatycznych USA na świecie z liczbą pracowników przekraczającą 300 osób. Ich głównym zadaniem, jak pisał dziennik New York Times, „było zarządzanie wojną Contras i dopilnowanie by Honduras kooperował w pełni ze strategią Stanów Zjednoczonych w Ameryce Łacińskiej”. Wypada dodać, iż pomieszczenie tak licznego personelu wymagało wynajęcia poprzez ambasadę dwóch budynków, będących własnością Juana Ramona Matty Ballesterosa, przedsiębiorcy albo mówiąc bardziej po męsku: gangstera, który we współpracy z amerykańskimi biznesmenami przemycał narkotyki do USA. Przedsiębiorstwo lotnicze SETCO, którym zarządzał, było, wedle raportem Kerry’ego, „główną spółką, używaną poprzez Contras w Hondurasie do transportu towarów i personelu (...), która przeprowadziła ponad mln dostaw amunicji, żywności, mundurów i innych transportów o charakterze militarnym w latach 1983-1985”. (3)

Warto w tym miejscu zastanowić się, z jakiego powodu rezygnujemy zatem z naszego moralnego obowiązku i obywatelskiego prawa aby, parafrazując słowa George’a Shultza, artykułować na forum publicznym opinię, iż „współudział rządu USA w handlu narkotykami”, jest „elementem szerzej praktykowanego modelu międzynarodowego bezprawia, jakiego dopuszczają się państwa kapitalistyczne, a który – jak widzieliśmy – bazuje na wspieraniu międzynarodowego terroryzmu i innych form zorganizowanej przemocy, wymierzonej przeciwko rządom prawa”.

Dwóch bliskich kolegów Olivera Northa, postaci numer jeden afery Iran-Contras, odnotowało w prospekcie kampanii propagandowej, iż powiązanie Sandinistów z narkotykami jest niezłą „szansą, jakiej nie sposób nie zastosować, aby mieć jedną kwestię, z którą nikt publicznie nie będzie w stanie się nie zgodzić”. Święta racja. Dobre kłamstwo w polityce, nie tylko amerykańskiej, jest zawsze szansą, z której nie sposób zrezygnować, jeżeli tylko daje się zarobić na tym dolara.

Rzeczywiście elity polityczne społeczeństw Zachodu w sprawie narkotyków nie potrafiłyby się nie zgodzić, ...aczkolwiek nie na wszystkie salony docierają takie nowinki jak ta, iż konopie indyjskie to, to samo, co marijuana, tylko po meksykańsku. Na pomysł budowy rakietowej konstrukcji antyterrorystycznej na terenie Polski, mniej otumanieni narkotyczną propagandą obywatele spoglądali z zażenowaniem. I nic dziwnego, ponieważ wojowanie przy zastosowaniu rakiet z terroryzmem, którego się samemu wznieca i finansuje, wymaga schizofrenicznej wyobraźni.


Zbigniew Jankowski
(artykuł ukazał się w magazynie Spliff)
________________________________________________________________________
Materiał źródłowy:
(1) P. D. Scott, J. Marshall, Cocaine Politics. Drugs, Armies, and the CIA in Central America, University of California Press, 1998, s. 23-24;
(2) tamże, s. 26;
(3) tamże, s. 60-62