blkie spotkanie mędrcem” co to jest
Definicja: które w piątkowe popołudnie postanowiło nawiedzić starówkę w Antwerpii słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Bliskie spotkanie z „mędrcem”

Słownik: Letni weekend w sercu Flandrii może być ciekawy, o ile nie trafisz na ulicznego pseudo-mędrca. Tego właśnie dośwadczyłem ostanio, stając się 1/3 tria, które w piątkowe popołudnie postanowiło nawiedzić starówkę w Antwerpii
Definicja:

gdyż nasze tak zwany sprawy zawodowe sprawiły że znaleźliśmy się w tym samym miejscu o tym samym czasie, spontanicznie postanowiliśmy zgłębić wiedzę na temat siebie nawzajem, nocnego życia Antwerpii, miejscowych muzyków a szczególnie bukietu lokalnego piwa De Konnick.

Moimi kompanami byli: Sarah - filigranowa Hinduska o rozbrajającym, figlarnym uśmiechu i Pascal - długowłosy student Sorbony, Francuz do szpiku kości i mówiący po angielsku z akcentem, który od razu przywodzi na myśl serial “Allo, allo”. Sam wytłumaczył nam przyczynę takiego stanu rzeczy w może niezbyt wyszukany lecz za to bardzo zabawny sposób: “I speak English, but I still have a fucking French in my brain!”.

Noc spędzona w “pewnej liczbie” lokali rozsianych w cieniu imponującej nie tylko rozmiarami antwerpskiej katedry, trwała do 7 rano, a po krótkim wypoczynku praktycznie trwała dalej. Wtedy to na naszej drodze stanął orientalny kaznodzieja oferujący swe mądrości i tandetne sztuczki. Prorok, jak to prorok, ubrany był w luźne lniane szaty. Nadzwyczajnie “przenikliwie” wyczytał szczęście na czole mojego kompana i postanowił go zatrzymać. To był dopiero początek prezentacji “mądrości wschodu”.

Jako rzekomy asceta, człowiek ten uświadomił nam iż to kapitał są dla człowieka, a nie odwrotnie. Później zaczęły się pseudo-prestidigitatorskie sztuczki przeplatane dalszym banałem mającym wyglądać na wiedzę oświeconą. Tak się złożyło że sztuczki udały się zarówno w razie Pascala i Sary. Nieubłaganie więc przyszła kolej na mnie.

Ulicznemu “mędrcowi” sztuczka nie mogla wyjść ze mną. Dziwnym trafem nie mógł odczytać myśli Polaka. Próbując ukryć swą irytacje zaczął “przenikać mnie na wskroś” i przepowiadać przyszłość. Dowiedziałem się na przykład iż jestem człowiekiem mającym tajemnice (Wow! to niezwykłe i jakie niespotykane, iż ludzie je mają, prawda?) a ponadto “moje cele może przesłonić chmura, to natomiast może uniemożliwić ich realizacje” (prwepoaiednia, którą można powiedwieć dosłownie zawsze).

Ta porażająca przenikliwością badanie przyprawiła mnie o pusty śmiech, co jeszcze bardziej poirytowało “naszego guru”. Zaczął on wtedy, mając chyba na celu przestraszenie, kazanie z którego z politowaniem dowiedzieliśmy się o 10 oknach ludzkiego ciała. Warto dodać, iż odbyło się ono wraz ze wskazaniem owych okien/otworów w ludzkim ciele, co sprawiło iż cała zaistniała przypadek napawała lekkim obrzydzeniem. tak aby ukrócić niewygodną sytuację Sara wręczyła mu monetę 2-eurową, której nasz asceta, potępiający kult mamony, nie omieszkał ucałować!

Zastanawiałem się skąd wziął się mój sceptycyzm w relacji to tego pseudo-mędrca przepowiadającego przyszłość za kapitał na ulicy. Na myśl przyszli mi panowie, którzy swojego czasu byli licznie obecni na miejskich targowiskach oferując grę w tak zwany diabełka lub trzy kary. Widziałem niezbyt zadowolone miny tych, którzy skusili się na uczestnictwo grze i “wyjątkowo” przegrali (ponieważ jak wiemy fortuna kołem się toczy). Widziałem Cygankę proszącą o jałmużnę w przejściu podziemnym i jej dzieci w tym samym czasie pozbawiające darczyńce portfela. Czy ten sceptycyzm to jakieś swoiste znamię człowieka znad Wisły? A może wręcz przeciwnie, może to właśnie coś cennego? Taki podskórny sensor pozwalający pewnie iść poprzez życie.

James Joyce powiedział kiedyś o swoich rodakach, Irlandczykach, iż to są ludzie odporni na psychoanalizę. Parafrazując myśl autora “Ulissesa”, aby wytłumaczyć kompanom mój krytycyzm, oznajmiłem iż Polacy to ludzie odporni na “wciskanie kitu”. Mam tylko nadzieje, iż się nie myliłem.

Kto chciałby poznać to samo zjawisko z fran. punktu widzenia może zajrzeć tu: http://hyperfalsch.blogspot.com/2007/07/anecdote-n1.html