kontrrewolucja moralna czyli co to jest
Definicja: zaskakuje - partia konserwatywna, odwołująca się do tradycji, występuje z propozycją.

Czy przydatne?

Co znaczy Kontrrewolucja moralna - czyli o dekomunizacji

Słownik: Jednym z czołowych postulatów Prawa i Sprawiedliwości, obok pustych haseł o "Polsce socjalnej", była "Rewolucja moralna". Już sama terminologia zaskakuje - partia konserwatywna, odwołująca się do tradycji, występuje z propozycją rewolucji
Definicja: Jednym z czołowych postulatów Prawa i Sprawiedliwości, w okolicy pustych haseł o "Polsce społecznej", była "Rewolucja moralna". Już sama terminologia zaskakuje - partia konserwatywna, odwołująca się do tradycji, występuje z propozycją rewolucji. Dekonstruując to definicja można dostrzec niespójność między nim, a rzeczywistymi koncepcjami PiS-u. Rewolucja znaczy pewną radykalną przemianę, której towarzyszy wyzwolenie emancypacyjnego potencjału, oczyszcza ona pole znaczeń i ustanawia nowy porządek symboliczny. Żadna z wymienionych wyżej cech nie jest tożsama z pisowską interpretacją rewolucji moralnej. De facto polityka partii rządzącej jest par excellence kontrrewolucją, sprzeciwem wobec politycznej modernizacji, próbą petryfikacji zdezaktualizowanej XIX-wiecznej koncepcji suwerenności narodowej i chęcią odrodzenia lokalnej tradycji niepodległościowej i wyznaczonej poprzez nią tożsamości historycznej.

Po transformacji ustrojowej w Polsce tworzył się konsensus liberalno-demokratyczny. Jego głównymi nośnikami byli beneficjenci przemian po roku 1989, a więc elity inteligenckie z środowiska "Gazety Wyborczej", Unia Wolności, czy Sojusz Lewicy Demokratycznej. Jednak ów dyskurs hegemoniczny implikował silnie zakorzenioną w socjalnej tkance ideologię konserwatywno-narodową i dlatego w Polsce nigdy nie ukonstytuował się pełny konsensus kapitalistyczo-demokratyczny. PiS po przejęciu władzy dokonał tylko częściowego odwrócenia stosunku hegemonicznej, zmieniły się wytyczne ideologiczne, w ten sposób, iż na czoło wysunął się dyskurs nacjonalistyczno-katolicki, lecz paradygmat neoklasyczny w ekonomii już przedtem zsakralizowany, nie został poprzez nową władzę naruszony. To iluzoryczne zerwanie z postpolityką, która charakteryzuje konsensus liberalno-demokrtayczny, zapewniło efekt partii braci Kaczyńskich. Projekt hegemoniczny PiS-u był przedstawiany jako wyborcza alternatywa wobec procesu modernizacyjnego III RP i pozyskał zaufanie wyalienowanych obywateli, pozostawionych na marginesie społeczeństwa. Kaczyńscy obiecali poprawę materialną ich losu i, co ważne, zniszczone więzi socjalne zastąpili wzmocnioną identyfikacją z wyobrażoną wspólnotą narodową. A winą za wszystkie niepowodzenia w III RP zostali obciążeni "postkomuniści, agenci i aferzyści". To na nich spauperyzowane masy mają kanalizować własne niezadowolenie. Oczywiście tak określone pole konfliktu maskuje i neutralizuje "realne" antagonizmy klasowe. Dlatego, tak aby podtrzymać tę "pożyteczną iluzję", nowa władza musi oczyścić nasz państwo z wszelkich pozostałości PRL-u, rozliczenie z komunizmem jest podstawą "sprawiedliwej dla wszystkich"(1) IV RP. Dekomunizacji ma towarzyszyć odrodzenie moralne, przyrost nastrojów patriotycznych i zahamowanie kulturowej modernizacji Polski, która niesie nam "cywilizację śmierci" - aborcję, homoseksualne "zboczenia", permisywny seks i tak dalej

Rządząca prawicowa koalicja, brak żadnych rozwiązań mających na celu budowę "Polski społecznej" - która występuje w sprzeczności z "uświęconymi" dogmatami neoliberalizmu, kompensuje konsekwentną polityką ideologiczną. Co zawiera się pod tym szerokim definicją? W pierwszej kolejności umacnianie hegemonii symbolicznej i materialnej prawicy, dzięki polityki historycznej, a również bezpośrednio z nią powiązanej, polityki zagranicznej(2) i antykomunizmu - stanowiącego rdzeń ideologiczny rządzącej prawicy. Właśnie dekomunizacja w programie Prawa i Sprawiedliwości jest kardynalnym elementem oczyszczenia państwa, a więc wspomnianej przedtem kontrrewolucji moralnej.

Dekomunizacja obejmuje całość pola społecznego. Wszystkie pozostałości i symbole PRL-oskiej przeszłości powinny zostać wyegzorcyzmowane, a jej ludzi należy "wyeliminować" z życia publicznego(3). Anektowanie poprzez prawicę przestrzeni publicznej miało swój początek już w pierwszych latach transformacji. Wtedy usunięto z polskich miast i wsi w najwyższym stopniu charakterystyczne przedmioty poprzedniego mechanizmu. Nazwy ulic, parków, fabryk Włodzimierza Lenina ( które znajdowały się w większych miastach) zastępowano najczęściej Janem Pawłem II, podobnie Karol Marks, Feliks Dzierżyński czy Wanda Wasilewska znikali z polskich miast. Regularnie towarzyszyły tym wydarzeniom, protesty i zamieszki - jak w momencie demontażu pomnika Lenina w centrum Nowej Huty w grudniu 1989 roku(4). Skądinąd podobny los spotkał warszawski monument Feliksa Dzierżyńskiego, który znajdował się na placu o jego imieniu - aktualnie przemianowanym na plac Bankowy. W taki sposób, wspólnie z narodzinami III Rzeczpospolitej w najwyższym stopniu "rażące" symboliczne wspomnienia tamtej epoki usunięto i potępiono jako złe duchy komunistycznego reżimu. W Europie zachodniej przypadek prezentuje się zgoła odmiennie. W byłym Berlinie wschodnim możemy przejść się Karl-Marx-Strasse i podziwiać pomnik autorów "Manifestu Komunistycznego". A w Bolonii do dziś pozostała Viale Ilic Uljanov Lenin.

Z biegiem czasu emocje wokół symboli PRL-u ustawały, antykomunistyczny egzorcyzm został częściowo powstrzymany, a pomniki i ulice bohaterów dawanego ustroju wkomponowały się w topografię terenów III RP. przypadek uległa gwałtownej zmianie wspólnie z dojściem do władzy braci Kaczyńskich. Postanowili oni dokończyć to, czego nie powiodło się najpierw transformacji. Tym wspólnie wymazane z przestrzeni publicznej zostaną wszystkie nazwy korespondujące z lewicą. W taki sposób radni PiS z Lublina, zaproponowali usuwanie nazwy ulicy Lucyny Herz - bohaterki stworzenia warszawskiego, oskarżonej jednak poprzez domorosłych historyków o współpracę z NKWD, Stefan Okrzeja, bojownik PPS-u, powieszony w carskim więzieniu, także się nie spodobał nowej władzy. Za odpowiednikiem Lublina, podążyły inne polskie miasta, w Katowicach pojawił się pomysł zastąpienia pomnika żołnierzy radzieckich, monumentem Ronalda Reagana (co wg wstępnych szacunków kosztowałoby miasto pół miliona złotych). Podobnie Jerzy Ziętek, wojewoda katowicki w latach 70-tych, inicjator budowy słynnego Wojewódzkiego Parku Kultury, najprawdopodobniej padnie ofiarą dekomunizacji. Do znamiennego incydentu doszło na Śląskiej Akademii Medycznej, gdzie pozbyto się dotychczasowego patrona Ludwika Waryńskiego. Minister Religa poparł tę decyzję, gdyż w jego opinii Waryński to "człowiek, którego działania bezpośrednio przyczyniły się do stworzenia PRL" - wypowiedź ministra stanowi najlepszą egzemplifikacje absurdalnej racjonalizacji ideologicznego zaślepienia rządzącej prawicy. Wspomniany Waryński zmarł w 1889 roku w twierdzy szlisselburskiej, więc oskarżanie go o wpływ na konstytuowanie się PRL-u, jest równie kuriozalne jak powiązanie Nietzchego z obozami koncentracyjnymi. Jednakże apogeum irracjonalizmu, zaprezentował wicemarszałek Sejmu, z ramienia LPR, Janusz Dobrosz, kiedy zadeklarował on chęć oczyszczenia wrocławskich ulic z "reliktów komunizmu", do których zaliczył pomiędzy innymi Jana Brzechwę, czy prezydenta USA Franklina Delano Roosvelta - za to, iż "sprzedał Polskę w Jałcie" (sic!). Warto jeszcze odnotować ostanie propozycje ministra kultury Kazimierza Ujazdowskiego, który zainspirowany wydarzeniami w Estonii(5), zapowiedział przygotowanie ustawy usuwającej z polskich miast i ulic symbole "komunistycznej dyktatury" i "obcego (w domyśle sowieckiego) panowania". Co najciekawsze, minister Ujazdowski zaapelował do Polskiej Partii Socjalistycznej o poparcie dla swojego projektu, odwołując się do tradycji patriotycznej i niepodległościowej polskich socjalistów. Odpowiedź PPS-u, była oczywiście niekorzystna. Jest bardzo sporo przykładów neurotycznego egzorcyzmowania ze sfery publicznej symboliki lewicowej i robotniczej, choć najistotniejszy w tym zjawisku jest jego wpływ na obraz socjalny i wytyczne ideologiczne prawicowej hegemoni. A w pierwszej kolejności dlaczego lewica powinna się radykalnie przeciwstawiać temu procesowi?

Dekomunizacja jest wyjątkowo niebezpieczna z przynajmniej dwóch powodów. Pierwszych z nich to tak zwana próba pisania historii na nowo. Aroganccy pracownicy IPN-u, realizują założenia polityki historycznej PiS-u, która rzecz jasna wpisuje się w konstruowaną poprzez prawicę hegemonię symboliczną. To znaczy, iż od tej pory wszystkie wydarzenia historyczne będą na nowo przefiltrowywane i reinterpretowane, zanim dostaną się w ramy dyskursu publicznego. Dotyczy to głównie historii najnowszej, a więc II RP, II wojny światowej i Polski Ludowej. Wedle prawicową wizją II Rzeczpospolita jest aktualnie mitologizowana, podobnie jak związana z nią postać marszałka Piłsudskiego, którego bracia Kaczyńscy wręcz apoteozują. Co ciekawe, współczesna prawica spod znaku Prawa i Sprawiedliwości, łączy w sobie dwie antagonistyczne wobec siebie tradycje polityczne II RP, jest to endecką i sanacyjną. Z jednej strony budowane są pomniki Dmowskiego i "Ognia", a z drugiej władze wygłaszają peany na cześć piłsudczyków i rzekomego "cudu" II RP. Gloryfikacja dokonań sanacji jest bezpodstawna. II Rzeczpospolita, po zamachu majowym - ponieważ to do niej się odwołują - była krajem autorytarnym, bardzo zróżnicowanym klasowo, głęboko peryferyjnym, gdzie panowały postfeudalne relacje własności - chłopi stanowili 51 procent ogółu społeczeństwa, a właściciele ziemscy 0,5 procent Mimo zapowiedzi Sejmu Ustawodawczego z 1919 roku o reformie rolnej, nie została ona nigdy zaimplementowana. Innym elementem II RP była rasistowska polityka wobec mniejszości narodowych. Niestety obraz przedwojennej Polski, jaki jest prezentowany w szkołach, w mediach, czy w publikacjach naukowych, drastycznie odbiega od tego rzeczywistego. Analogiczna przypadek jest z Powstaniem Warszawskim, któremu bracia Kaczyńscy postawili największy pomnik w formie Muzeum stworzenia Warszawskiego. Głosy krytyczne, nie popadające w egzaltację przez wzgląd na wydarzeniami z sierpnia 1944 roku, zostały stłumione. Nie mówi się o stworzeniu jako o bezsensownej śmierci około 200 tys. ludzi i o kolosalnych zniszczeniach Warszawy (wskutek samego stworzenia zburzono 60 procent zabudowy stolicy). Mamy za to propagandową retorykę, o nadludzkim bohaterstwie, ogromnym oddaniu za ojczyznę, wzorowym patriotyzmie itd.. Prawicowy "ideologiczny kulturkampf"(6) w okolicy wybielania historii II RP i stworzenia Warszawskiego implikuje kryminalizacje PRL-u. Doskonały świadectwem tej polityki jest mechanizm oczyszczania przestrzeni publicznej z wszelkich znamion "komunistycznego totalitaryzmu". Samo oskarżanie PRL-u o totalitaryzm (aczkolwiek nie był on krajem demokratycznym) jest zwykłym kłamstwem. Równocześnie nie wspomina się o cywilizacyjnych zdobyczach Polski Ludowej - awansie społecznym mas, industrializacji, alfabetyzacji i scholaryzacji społeczeństwa czy reformie rolnej, niszczącej feudalne zależności. W zamian IPN-owscy "eksperci" produkują fantazmatyczną wizję historyczną, redukującą PRL do satelity ZSRR i represji policji politycznej. Wszystkie te działania wpisują się w model dekomunizacji, której narzędziami są właśnie IPN i jego nawałnica ideologiczna, czy analizowane przedtem kolonizowanie poprzez prawicę sfery publicznej. Służyć ma to, w pierwszej kolejności kreowaniu świadomości historycznej obywatelom IV RP.

Drugim zagrożeniem wynikającym z dekomunizacji, szczególnie ważnym dla lewicy, to jest, o czym pisał Slavoj Žižek. Uważa on gdyż, iż potępianie symboli komunizmu prowadzi do zamknięcia debaty publicznej nad jakimikolwiek historycznymi alternatywami dla kapitalizmu. Egzorcyzmowanie ulic Świerczowskiego, czy Majakowskiego tylko naturalizuje kapitalizm, a wszelaką dlań alternatywę sprowadza do totalitarnej aberracji. W polskim dyskursie znajdziemy potwierdzenie dla tej tezy, bo każda krytyka obecnego ładu i propozycja całościowej zmiany, zostanie wykpiona poprzez "eksperta"(7) jako nierozsądna i nierealna. Natomiast "moralista" ostrzeże przed zanadto ambitnym założeniem projektu emancypacyjnego, przerastającym możliwości człowieka i będącym sprzecznym z jego naturą, co z powodu musi doprowadzić do wielkiej tragedii - porównywalnej do gułagów czy holocaustu. Obecna polityka ekstremalnie antykomunistycznej prawicy, powiela ten model, wzmacniając jedynie własną hegemonię ideologiczną. Dlatego lewica nie może marginalizować roli dyskursu historycznego, tylko potraktować go jako pole walki ideologicznej. Nasza rodzima lewica spod znaku SLD, skapitulowała tutaj kompletnie, co prezentuje Przemysław Wielgosz w cytowanym przedtem artykule. Przywołuje on wywiad z Zbigniewem Siemiątkowskim, w którym zauważa pewien niepokojący objaw: " wedle zasadami obowiązującymi w zdominowanym poprzez prawicę dyskursie publicznym, by zdyskredytować sposób uprawiania polityki poprzez PiS i jego sojuszników, przypisuje im praktyki rodem z PRL".(8) Polityk SLD w rozmowie z "Przeglądem", określił prawicowych autorytarystów, jako "moczarowców". to jest wybitny przykład, jak prawica zdominowała język lewicowy, konserwatywnym doktrynerom " powiodło się wmówić politykowi postpezetpeerowskiego SLD, iż autorytaryzm, ksenofobia, nacjonalizm i antysemityzm stanowią dziedzictwo realnego socjalizmu".(9) Niestety lewica pozostaje na pozycjach defensywnych, nie prezentuje żadnego projektu własnej polityki historycznej, a przecież mamy nadzwyczajnie bogatą historię walk klasowych, rewolucji i wszelkich innych form oporu przeciw opresji i wyzyskowi. Bez "lewicowej historii" żadna koncepcja zmiany rzeczywistości socjalnej, nie uzyska wymaganej legitymizacji, zostanie od razu zaetykietowana jako "próba totalitarnego planowania" i ulokowana poza granicami dyskursu. Polska prawica, świadoma tego systemu, zagarnęła przestrzeń historyczną dla swojego paradygmatu, czego tragiczne konsekwencje, w formie egzorcyzmowania lewicowych symboli mamy aktualnie. Konkluzja jest prosta: jeśli nie podejmiemy batalii w obronie naszego dziedzictwa i nie nakreślimy własnej wizji historii, to możemy być pewni, iż każda proponowana alternatywa wobec patriarchalnej, klerykalnej i neoliberalnej IV RP, poniesie druzgocącą klęskę.

Przypisy:
1. "IV Rzeczpospolita - Sprawiedliwość dla wszystkich" - tytuł programu Prawa i Sprawiedliwości.
2. O założeniach i realizacji polityki zagranicznej Kaczyńskich pisze w swoim artykule Jakub Majmurek "Demokracja, nie konsensus!".
3. Odwołanie się do fragmentu program Prawa i Sprawiedliwości: "Choroby toczące PRL wspólnie z nowymi zagrożeniami czasu transformacji ustrojowej, którym nieliczni chcieli przeciwdziałać, deformowały rodzące się instytucje wolnej Polski. W ten sposób narodził się, zamiast demokratycznego kapitalizmu, postkomunizm. Nie zerwiemy z tą szkodliwą dla rozwoju i suwerenności Polski metodą ustrojową, jeżeli nie wyeliminujemy z życia publicznego jej ludzi i układów" - program PiS, strona 16.
4. Co ciekawe pomnik Lenina w 1992 roku kupił szwedzki milioner Big Bengt Erlandsson, za 100 tys. koron.
5. Chodzi tutaj o kontrowersyjną decyzję o usunięciu monumentu Żołnierza-Wyzwoliciela, która sprowokowała szerokie protesty socjalne. ((wskutek zamieszek rannych zostało 150 osób, jedna zginęła, a aresztowano ok. 1 tys. demonstrujących. Polski rząd, wyraził całkowite poparcie i solidarność z władzami Estonii w tłumieniu manifestantów - uznając ich za przeciwników suwerenności narodowej Estonii.
6. Terminu tego użył Przemysław Wielgosz w swoim artykule "Polityka historyczna lewicy".
7. Sylwetkę "eksperta" i "moralisty" przedstawili Sebastian Michalik i Piotr Szumlewicz w tekście "Intelektualista, nowoczesność i możliwe światy" - "Krytyka Polityczna" nr. 1 (2002): inteligenci - bezradni czy martwi; s. 112-129.
8. Zbigniew Siemiątkowski - "Powrót generała Moczara" w "Przegląd" nr 44/2006.
9. Przemysław Wielgosz -"Polityka historyczna lewicy".

Tekst ukazał się na łamach portalu lewica.pl