obchodzi co to jest
Definicja: Opowiadanie o nastolatkach, o ich buncie słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Co nas to obchodzi

Słownik: Opowiadanie o nastolatkach, o ich buncie.
Definicja: Co nas to obchodzi

- „Litwo, Ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie kto cię stracił
Dziś piękność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, ponieważ tęsknię po tobie”
- Chłopaki ładnie rapujecie - nabija się Levy
- Ee, po trzecim piwie, zacytuję Ci jeszcze Norwida -mówi Kuba
-Błagam, tylko nie leć Sienkiewiczem, jego dzieła wszystkie - Maks i Nikon śmieją się zgodnie.


NIKON

Znów to zrobiliśmy. Upiliśmy się w jakichś krzakach za politechniką. Nie wiem czemu robimy to tak regularnie, mamy po piętnaście lat. Może tj. wpisane w nasz bunt? Maks zawsze mówił iż to nie słabość, tylko kontestacja. Wóda jest, piwo Lech, małe, silne, polskie także- jak rapuje 52 Dębiec.
Nie chodzi o usprawiedliwianie się, wierzcie mi. Jesteśmy nastolatkami, jesteśmy anarchistami i mamy problemy z rzeczywistością.
***
Jestem w budzie koło dziewiątej i prawie zdycham. Zjawia się Kuba w czarnej koszulce z napisem „Robię to, co chcę”. Odrzuca grzywkę z twarzy gestem, który uwielbiają dziewczyny.
- Cześć Nikon, coś blady kolorek. Jak tam po wczorajszej imprezie?
W odpowiedzi zakładam kaptur.
- Jak na buntownika, masz słabą głowę - on zawsze tak kozaczy.
***
Nauczycielka przechadza się po klasie z władczym słowem twarzy, od którego chce się rzygać.
-Zaraz sprawdzimy zadania domowe…Kto przeczyta mi własne? Może Maks? Maks?
Maks który do chwili obecnej leżał na ławce, podnosi głowę. Ma przekrwione oczy. To mój następny kumpel. Nigdy nikt mu nie podskakuje. Słucha rapu, death metalu i rocka progresywnego. Na jej miejscu bym go nie wyciągał do odpowiedzi. Po piwie jest skłonny do agresji. Maks wstaje i rozpoczyna czytać.
- Prawo zostało stworzone dla ludzi, którzy potrzebują dyrektyw tak aby żyć. Dla tych, którym nie przeszkadza, iż są sterowani i muszą żyć wg zasad, których sami nie ustalili i których nawet nie rozumieją…Dla tchórzy z brakiem indywidualności…
Nauczycielka aż otrzymała rumieńców.
- Wpiszę ci uwagę. To nieprawda. Wszyscy ludzie przestrzegają prawa. Nawet ja przestrzegam prawa.
Maks uśmiecha się i mówi powoli.
- Proszę pani, to się w ogóle nie kłóci z moim poglądem.
***
- Gratulacje stary. Nieźle jej dowaliłeś.
Max obojętnie wzrusza ramionami i zakłada ciemne okulary. Takie sytuacje to nie nowość, uwielbiamy obalać autorytety.
-Widzisz, Nik, Liczą się małe przyjemności. Wydrze się taka na ciebie i od razu ci lepiej.
Siedzimy z Kubą i Maksem w trójkę na murku przed szkołą i czekamy na Levego, ostatniego z naszej paczki. Nie śpieszy się. On nigdy się nie śpieszy.
Mur za naszymi plecami jest cały w graffiti. Nauczyciele marnują tyle czasu, tak aby poznać nasze myśli a i tak nigdy im się nie udaje. Jeżeli tego tak potrzebują wystarczy spojrzeć na ten mur. Wolna trybuna, salon niezależnych.
Zjawia się nareszcie za pięć czwarta, w rozwiązanych tenisówkach, koszulce z napisem „Po co chodzić jak można latać” i zapalonym papierosem.
- Proszę, proszę, jaki komitet powitalny…
Levy hartuje papierosa i rzuca na nas luzackie spojrzenie przymrużonych oczu. On zawsze wygląda jakby był upalony trawką.
- Odświeżycie mi pamięć, co się działo w pamiętny czwartek?
- Eee tam, jak zazwyczaj zalaliśmy się za politechniką i recytowaliśmy inwokację. Co u was nowego?
Kurt poprawia czapkę i przeszukuje kieszenie w poszukiwaniu papierosa.
- Jak wróciłem do domu kłóciłem się ze starymi.
Levy uśmiecha się.- Pytałem co NOWEGO.
***
Na przerwie siedzimy na ziemi. Levy, Maks i Kuba rozmawiają o niezależnych filmach, które ostatnio oglądaliśmy. Nie biorę udziału w dyskusji, słucham Paktofoniki na MP3 i obserwuję Sylwię, która siedzi na parapecie i rysuje coś w szkicowniku.
Krótko o Sylwii. Rudo-czerwonawe, proste włosy do ramion, torba z undergrundowymi naszywkami, glany i czarna bluza z ogromnym znakiem Anarchii. Jest jedyną indywidualistką poza nami w całej tej zasranej szkole pełnej pozerów. W dodatku mieszka w moim bloku.
Sylwia…jak właściwie ją określić?... tj. WOLNOŚĆ.
-Cholera Maks…-Levy trąca Maksa, który wpatruje się w jej plecy z jawnym, tęsknym pożądaniem- W innym państwie aresztowaliby cię za to o czym teraz myślisz.
-No widzisz. Dlatego cieszę się, iż mieszkam w Polsce.
Jasne iż tak. Jesteśmy buntownikami i robimy wszystko inaczej niż inni, więc lubimy nasz państwo i nie narzekamy na niego. Każdy przejaw szpanowania, bycia COOL uznajemy za zbrodnię. To walka z wiatrakami, lecz co nas to obchodzi. Trzeba w coś wierzyć.


KUBA

Wyjmuję ostatnią płytę z komputera i kładę ją na stos pozostałych. Na ekranie komputera wyświetla się napis „skopiowanie zakończone”. To głównie muza amerykańskich zespołów i niemądre filmy wyprodukowane poprzez ogromne koncerny. Nienawidzimy ich. Całe godziny naśmiewamy się z gwiazd typu Akon, Tom Cruise, Avril czy Paris Hilton. Krytykujemy ich na forach internetowych, piszemy druzgoczące recenzje na blogach. Bawi nas, gdy doprowadzamy tym do szału ich fanów.
Tylko po to je ściągamy. tak aby wytknąć miałkość dialogów, potworny kicz tekstów piosenek. Ach. No i oczywiście złamać prawo i odebrać producentom tych półproduktów parę centów. Mówicie iż piractwo to złodziejstwo? Macie rację, amerykański rząd nie lubi konkurencji.
Zaraz później dzwonię do Levego. Pyta czy słuchałem jakiś kawałków z płyt.
- Majstersztyk intelektualnej pustki. Black eyed peas, Pussycat dolls, Fall out boy. To był poppunk, grunk. Jakieś mieszanki.
***
Nauczyciel informatyki zarządza zadanie. Nie kończy jeszcze zdania, kiedy odzywa się Maks:
- Skończyłem.
Odsunęliśmy się z Nikonem od komputerów.
- My także.
- Ja skończyłem dwa razy - to Levy.
Gość zrezygnowanym tonem daje nam spokój. Z pewnością skończył jakieś studia, może nawet w mieście, gdzie dochodzi prąd. Każda lekcja informatyki tak wygląda. Przysuwamy się do siebie na krzesłach. Gdy Levy od niechcenia odblokowuje strony porno, zagaduje nas Sylwia:
-Hej. Mam pytanie. Jesteście piratami, nie?
Przytakujemy wszyscy.
- Jakim programem ściągacie piosenki?
- Nielegalnym. A co, szukasz czegoś?
- Nooo, próbowałam DC++, lub z Emula.
W tym momencie Maks, jak zawsze przejął inicjatywę. Dwie minuty i już jest przy niej. Widzę te manewry, jego pewność siebie i ostro się wkurzam. Widać, iż Maks jest bardziej skupiony na prowadzeniu jej ręki na myszce, niż na samym programie.
- Jak możecie się tym fascynować? - mruczy Sylwia. -To takie nudne…
Przysuwam się do nich na krześle.
- Patrz, ponieważ komputery są nudne. Dopiero jak się ich używa niepoprawnie, robią się ciekawe.
- Tak samo jest z życiem- mówi Maks.
Spoglądam na tytuły kawałków, które chcę ściągnąć. Niszowe zespoły. Red and White, Inclubus, Jimmy Eat World.
- Ten gość będzie miał problemy z trawieniem - rzucam.
Sylwia uśmiecha się do mnie, a Maks i chłopaki spoglądają, jakby chcieli rzucić się na mnie z nożami.
***
Idę dzisiaj do Nikona. Matka pyta co będziemy robić.
- Nic takiego - odpowiadam - posiedzimy na kompie, posłuchamy alternatywy, coś obejrzymy…Wiesz, jak zazwyczaj…
Jasne, iż mi nie wierzy, zbyt wiele razy była u dyrektora.
- Wróć przed osiemnastą- rzuca.
Buhahaha!! Chyba przed OSIEMNASTKĄ.
Wchodzę do jego pokoju. Jest tam już Nikon i Levy, brakuje Maksa. Cholera. Pewnie stary mu zabronił. Szkoda, będzie mi brakowało jego tekstów. Nikt nie umie tak jechać po Amerykanach.
Chłopaki coś palą. Lepiej tak aby to nie była gandzia. Obiecałem sobie, iż nie będę palił trawki, lecz cierpię na chroniczny brak silnej woli. Jak wtedy kiedy sobie obiecałem, iż nie będę miał więcej fantazji seksualnych na temat Sylwii. Nikon rzuca mi piwo.
Godzinę później, śmiejąc się zataczamy się w stronę przystanku. Gdy jesteśmy wspólnie zawsze się z czegoś polewamy.
- Wiesz dla kogo wynaleziono wódkę, stary? - pyta mnie Levy
- Dla ciebie… I dla mnie.
Trzymamy piwa w rękach, przejeżdża patrol glin. Stajemy na krawężniku i wyciągamy środkowe palce.

MAX

Siedzę koło ojca i jego znajomych. Słucham rozmów. Nienawidzę tych dialogów. Kuba i Levy są u Nikona, a ja nie mogłem pójść poprzez stopnie.
Goście ojca to profesorowie z kilkoma fakultetami, elita narodu. Moi starzy zawsze chcieli, żebym był jak oni. Nigdy do tego nie dojdzie.
Staram się nie słyszeć, tego co mówią. Powtarzam sobie kwestie Kalibra 44 lub to co dzisiaj powiedziała Sylwia. Przestało skutkować, kiedy odezwał się tata.
- Polska… Bród, smród i ubóstwo. Bezrobocie, polityka, gospodarka… Mamy szczęście, iż przyjęli nas do Europy. Spójrzmy na naszego prezydenta. Nic dziwnego, iż młodzi nie chcą tu zostawać.
Zaczęło dzwonić mi w uszach. W szkole lub na ulicy, ktoś kto aby tak powiedział już dawno oberwał aby za każde wyraz, a tu nie mogłem nic zrobić.
- Nie chcemy nigdzie wyjeżdżać. Ani ja, ani nikt z moich przyjaciół - warczę w kierunku ojca. Jak zawsze obrzuca mnie krytycznym spojrzeniem.
- Ty ani nikt z twoich przyjaciół najprawdopodobniej nie będziecie mieli szans wyjechać, ponieważ nie dostaniecie się na studia.
Reszta towarzystwa uznała to za żart, ponieważ rozległ się szmer intelektualnego śmiechu. Nie tak jednak głośny jak dźwięk odsuwanego od stołu krzesła ani trzaśnięcia drzwi wejściowych.
***
Zaraz później pobiłem się, z jakimiś palantami na ulicy. Byli starsi, mieli koło osiemnastki. Nie pamiętam już o co poszło. Wiem, iż było ostro, ponieważ ledwie kontaktuję.
Spotykam Sylwię. To pewnie dlatego iż szedłem do Nikona. Sylwia mieszka w tym samym bloku. Zaprasza mnie do domu. Pytam, czy nie będę jej przeszkadzać, ona na to, iż jej starzy późno wracają.
Jestem w jej pokoju. Wyobrażałem sobie to setki razy. Siada w okolicy mnie.
- Nie możesz wrócić na chatę? Stary cię uderzył, czy coś?
Kręcę głową, ponieważ jeszcze jestem trochę zamroczony. Oprócz tego chcę zwyczajnie gapić się na nią.
- Gdzie są twoi przyjaciele?
- Pewnie się gdzieś schlali.
Ogarniam wzrokiem jej pokój. Czarne ściany, plakaty Republiki, Pidżamy Porno, Kultu. wiele książek, a jeszcze więcej płyt. Tylko oryginalnych. Chce wiedzieć co się stało. Patrzy na mnie, ma dziwny słowo twarzy.
- Biłeś się za poglądy?
- Taaa -odpowiadam - Ja zawsze walczę o poglądy. Mówią, iż to mój problem.
Ona patrzy na mnie chwilę tymi własnymi pięknymi, zielonymi oczami.
- To nie jest problem - mówi nareszcie.

LEVY

kolejnego dnia spotkaliśmy Maksa. Miał limo i zadrapania na twarzy.
- Sory stary - mówimy - odwołalibyśmy, gdybyśmy wiedzieli, iż nie będziesz mógł przyjść.
- Nie ma sprawy - odpowiada krótko.
No tak, on jest twardy. Wciąż się z kimś napieprza i prawie zawsze o poglądy. Wystarczy iż ktoś zapyta „Jakie wolicie kino? Europejskie, czy amerykańskie?”. I ktoś „Amerykańskie”. Na to Maks „Ej, palancie, a w ogóle wiesz gdzie leży Ameryka? I zaraz jeb, jeb, itd.. Kiedyś była taka przypadek, iż wchodzę do łazienki, a tam Maks zmywa krew z nosa. Kiedy zapytałem, c się stało odpowiedział:
- Aaa, jakoś się tak dziwnie patrzył na moją koszulkę.
Na koszulce miał flagę Polski. Jasne.
***
Na lekcji historii mamy dobrą polewkę. Kuba i Max wciągnęli gaz z zapalniczki. Im zawsze musi coś odpierdolić. Jak na siebie nie zwrócą uwagi poprzez sekundę, to już są chorzy. Oglądaliśmy ekranizację „Potopu” i akurat na scenie, gdy wszyscy wygłaszali patriotyczne kwestie, jakiś debil z tyłu zaczął mówić, iż nasz państwo jest chujowy i tym podobne A pamiętam jak ściągaliśmy mu jakieś amerykańskie gnioty i dyskografię Good Charlotte, lub Simple Plan.
Sylwia odwróciła się do niego i była chyba tak wkurzona jak my.
- Faktycznie myślisz, iż ci wszyscy ludzie tak się starali, tak aby taki debil jak ty pieprzył takie głupoty?
Odpowiedział jej coś ostrego, a Nikon i Kuba nabuzowani tym gazem przycisnęli go ławką do ściany.
zakończyło się tak, iż musieliśmy napisać referat o wyjazdach Polaków za granicę. Oczywiście tylko Ja, Kuba, Max i Levy. No ponieważ to zawsze my jesteśmy tymi niedobrymi.
Kompy były czynne tylko w bibliotece. Weszliśmy tam przeklinając (omawialiśmy właśnie ostatnie sensacyjne filmy USA, które do kin wchodziły dopiero za parę miesięcy).
Bibliotekarka powiedziała żebyśmy się zachowywali, ponieważ to nie knajpa. Chyba drzwi pomyliliśmy...

NIKON

Czytam sobie książkę Nicka Hornby’ego „Długa droga w dół”, kiedy na dole rozlegają się krzyki. Zeskakuję z parapetu i rzucam okiem na klatkę schodową. Sylwia wypada na korytarz. Aha, kłótnia ze starymi. Każdy piętnastoletni przeciwnik mechanizmu przechodzi poprzez to kilka razy na dzień.
Krzyczą głośno, lecz nie rozróżniam słów. Po kilku minutach dziewczyna zbiega po schodach. Jest późno. Na dworze pada. Musiało pójść o coś dużego. Schodzę powoli piętro niżej. w okolicy worków śmieci leży kilkanaście rozwalonych kompaktów. Rodzice połamali jej płyty. Szybkim krokiem wychodzę z bramy, przechodzę poprzez podwórko pełne graffitii (motyw przewodni: „Polska to hhhuuuj”)
***
Siedzi niedaleko, na nieczynnych torach kolejowych. Wpatruje się w nie uporczywie. Widziałem już to zacięte spojrzenie w oczach moich przyjaciół . Powstrzymuje łzy.
Roztrzęsioną ręką wyciąga papierosa. Siadam w okolicy i podaję jej zapalniczkę. Zapala i wydmuchuje dym. Nikt z nas nic nie mówi, a przecież toczy się rozmowa. Opiera głowę na moim ramieniu.


KUBA

Na niemcu siedzę zawsze przy oknie. Patrzę na ptaki za oknem. Nad tablicą wisi napis „A nade wszystko szanuj swą mowę ojczystą. Nie znać języka swego hańbą oczywistą” i orzeł biały. Z etapy wyrywa mnie nauczycielka..
- Kuba odrobiłeś zadanie?
Po cholerę mnie o to pyta? Jasne, iż nie. Od kiedy chodzę na jej lekcję jeszcze nigdy nie odrobiłem zadania. A jednak musi o to zapytać.
-Nie.
-A dlaczego?
-Eee, byłem na imprezie.
-A nie wpadło ci do głowy, tak aby zamiast się bawić odrobić zadanie?
Nie powinienem pyskować, ponieważ i tak mam już nieodpowiednie, lecz jakimś dziwnym trafem w ogóle mnie to nie obchodzi.
-Przy trzecim piwie przeszło mi to poprzez myśl, proszę pani.
Maks natychmiast staje po mojej stronie.
- lecz to takie tępe!! Zmarnowałby tylko czas robiąc zadanie!! Gdybym trafił do Niemiec, to nie pytałbym, gdzie mogę kupić pieczywo, tylko gdzie jest najbliższa kafejka internetowa? I kiedy odlatuje samolot, żebym mógł zwiać z tego beznadziejnego państwie.
Nauczycielka patrzy na nas z satysfakcją.
-Więc Kuba i jego kolega Maks mają obniżone zachowanie na ten semestr. Idźcie do pana dyrektora. Czy ktoś chce do nich dołączyć?
Ach jak my uwielbiamy te retoryczne pytania. Z krzeseł podnosi się Nikon i Levy. Wiedzieliśmy, iż to zrobią. Nikt inny nie rusza się z ławek. Wszyscy nie znoszą niemieckiego, - lecz oczywiście nikt nic nie powie. Wychodzimy z sali i kierujemy się prosto do wyjścia. Pan dyrektor musi sobie poczekać, aż się upijemy. To zwyczajny dzień, - lecz jednak czujemy się źle, tak źle, iż nikt dosłownie, nikt nie stanął po naszej stronie.
W tym momencie otwierają się drzwi sali i ktoś nas woła. To Sylwia. Uśmiecha się lekko.
- No chłopaki, gdzie idziemy?
Wskazujemy głowami na drzwi. Czujemy, iż taaak, iż tak właśnie powinno być. I iż to nie my tutaj przegrywamy.