hello co to jest
Definicja: Opowiadanie z zainspirowane piosenką Hello zespołu Evanescence słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Hello

Słownik: Opowiadanie z zainspirowane piosenką "Hello" zespołu Evanescence.
Definicja: Hello

Czarne chmury zbliżały się coraz bardziej. Czasem można było dojrzeć błysk błyskawicy i usłyszeć potężny grzmot. Burza była blisko.
Park opustoszał zaraz po tym, jak rozległy się pierwsze grzmoty. Ławki, piaskownice i nie wszystkie huśtawki opustoszały. Prawie.
W oddali, poza placem zabaw stało stare drzewo. Na jednej z jego gałęzi była uwieszona prosta, drewniana huśtawka. I tylko ona była zajęta.
Zdawało się, iż młoda kobieta nie zwraca uwagi na nic. Obojętna na to co robią inni, zawieszona była pomiędzy snem a jawą. Wyglądała jak wdowa ze starych videoów, ubrana w prostą, czarną suknię z małym prostokątnym dekoltem. Czarne włosy kompletnie zasłaniały jej twarz.
- Znów tu jesteś. – jego szept w pustym parku brzmiał jak krzyk.
Dziewczyna podniosła powoli głowę. Spojrzała na niego wzrokiem osoby, którą świat stracił już dawno temu.
- Wiem – odpowiedziała równie cicho. W oddali zagrzmiało.
- Dlaczego? – spytał młody chłopak.
Dziewczyna wyprostowała się i mocniej zacisnęła dłonie na linach. Nie odpowiedziała, jedynie zadarła głowę do góry. Wpatrując się w ciemne niebo odepchnęła się lekko od podłoża. Gałąź lekko się zatrzęsła, ale nadal utrzymywała ciężar dziewczyny.
- Zaraz będzie padać, wracaj do domu – powiedział.
Znów bez odpowiedzi. Czuł się, jakby mówił sam do siebie. Po chwili kobieta zaczęła nucić. Nie rozumiał jej słów, ale melodia była mu znana. Nareszcie odezwała się:
- Nie mam domu – odpowiedziała, wpatrując się w niego.
Jej suknia była czysta, a włosy rozczesane. Nie wyglądała na osobę, która nie ma się gdzie schować przed deszczem. Miał wrażenie, iż mówi tak tylko po to aby dłużej z nim rozmawiać. Właściwie to nie była rozmowa. Przemknęła mu się myśl, iż może ona zwyczajnie lubi jego głos. A może jest chora?
Zawsze, gdy tu przychodził, ona siedziała na tej huśtawce. Nigdy nikt do niej nie podchodził, tak jak gdyby tylko on ją widział. Czasem miał zamierzenie czekać do późna tylko po to, aby sprawdzić czy nareszcie odejdzie. Gdy po kilku godzinach postanawiał do niej zagadać, coś go odciągało. Zwykle ktoś do niego dzwonił. Musiał rezygnować, lecz ciągle powtarzał sobie, iż za którymś zarazem podejdzie do niej i z nią porozmawia.
- Nie boisz się tu zostać? – spytał, ciągle patrząc jej w oczy. Chciał, musiał dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Sam jej głos miał w sobie odrobinę tajemnicy.
- Czego mam się bać? – odpowiedziała spokojnie. – Deszczu? Czy może grzmotów?
- Nie jest bezpieczne w momencie burzy przebywać pod drzewem.
- Nigdzie nie jest bezpieczne.
Spuściła ponownie głowę. Znów zagrzmiało, tym wspólnie jeszcze głośniej. Burza była nad nimi. Rozejrzał się bezradnie po parku. Byli sami, a ona nie wyglądała jakby zbierała się gdzieś, gdzie może przeczekać tą nawałnicę.
- Nie zostawię cię tu samej. Chodź.

Gdy jechali samochodem ciągle patrzyła za okno, obserwując, jak krople deszczu odbijały się od jezdni i szyb samochodu.
- Skąd jesteś? – próbował zagaić rozmowę. Ona jednak milczała. Po kilku minutach stwierdził z rozgoryczaniem, iż chyba jednak nic konkretnego się od niej nie dowie. Wzdrygnął się, gdy usłyszał jej cichy głos.
- Stąd.
- Nigdy cię nie widziałem – mówił spokojnie, aczkolwiek nie mógł się powstrzymać od stwierdzenia, iż nareszcie coś mu się powiodło.
- Może nie chciałeś mnie zauważyć?
Odwróciła głowę w jego stronę. Patrzyła się na niego z dziwnym do ustalenia błyskiem w oku. Nie pasował do niej. Był inny. nareszcie prawie niezauważalnie potrząsnęła głową i znów odwróciła się w stronę okna, jak gdyby zrobiła coś złego.
- Powiesz mi coś o sobie? – zaryzykował, mając nadzieję, iż odpowie mu.
- A co chciałbyś wiedzieć?
- Cokolwiek.
Znów nie odpowiedziała poprzez kilka min.. nareszcie gdy zatrzymali się na światłach odezwała się.
- Nikt nie jest doskonały. Jestem nikim.
Ona jest dziwna pomyślał, gdy zatrzymywał samochód pod domem.

Chociaż od samochodu do klatki jego domu był niewielki odcinek, zmokli tak jakby szli na piechotę. Gdy weszli do mieszkania, zapadła cisza. Ona wpatrywała się, jak krople z jej włosów moczą jego dywan. On wpatrywał się w jej dłonie. Szczupłe, delikatne, teraz ociekające wodą. Był pewny, iż w dotyku były jak aksamit. Wyciągnął rękę, już prawie chwycił jej dłoń.
Nie mogę. Nie znam jej.
- Napijesz się czegoś?

Siedziała na fotelu w okolicy, spokojnie pijąc gorącą kawę. Kazał jej się przebrać, aby nie siedziała w mokrych ubraniach. Jego stara flanelowa koszula i spodnie dosłownie wisiały na niej.
Przeklinał się w myślał za to, iż cofnął wtedy rękę, równocześnie tłumaczył także, iż jej nie zna. Nie powinien jej nawet zapraszać do domu.
Coś go jednak w niej pociągało. Nie była to uroda, raczej ten dziwny blask, który zobaczył w jej oczach, gdy jechali samochodem. Ta nadzwyczajna energia, która wyzwalała się przy każdym ruchu dziewczyny.
- Mogę jeszcze?
Potrząsał szybko głową. Dziewczyna wyciągnęła w jego stronę dłoń z pustym kubkiem.
- Jasne – odpowiedział szybko.
Wstał i wyjął z jej rąk pustą szklankę.
Zakręciło mu się w głowie. Miał rację, jej skóra przypominała aksamit. Wystarczyło jedno spojrzenie w jej ciemne oczy.
Postawił kubek na stole i usiadł w okolicy niej. Zobaczył z bliska jej długie, czarne rzęsy.
Wszystko stało się tak szybko.
Splecione dłonie, zachłanne pocałunki, smak kropel deszczu.
Bliskość.

Obudził się sam. Miejsce w okolicy niego było kompletnie przykryte, poduszki wygładzone. Nie było śladu tego co się wydarzało poprzedniego wieczoru.

Ich pocałunki były rozpaczliwie. W szaleńczym, pozornie pozbawionym sensu tańcu, ich wargi spotykały się ze sobą i rozstawały. Jego dłonie błądziły po jej ciele. Od delikatnej szyi, przez ramiona zatrzymując się na talii. Przerwała pocałunek. Oddychała powoli, jakby z trudem. Nic nie mówił, jedynie patrzył na jej zamknięte powieki. Po chwili podniosła wzrok i spojrzała na niego. W jej oczach było coś dziwnego. Blask, jakiego jeszcze nigdy nie widział, a zarazem taki, który znał idealnie.
- Znam cię – szepnął.
W odpowiedzi pocałowała go.

Wyszedł z pokoju i stanął na szczycie schodów nasłuchując. Nasunęła mu się myśl, iż może jest w kuchni. Na dole panowała jednak cisza.
Zajrzał do każdego pomieszczenia. Nie było jej ubrań, kubek stał umyty w szafce, rzeczy, które jej pożyczył, leżały złożone w szafie. Tak jakby jej nigdy tutaj nie było.
Wszedł na piętro i oparł się bezsilnie o ścianę. Był z nią tylko kilka godz.. Kilka? Teraz wydawało mu się, iż ten czas spędzony z nią to jedynie sekundy i minuty. Wtedy było to całe godziny, lata. Zamknął oczy i parę razy lekko uderzył tyłem głowy o ścianę. Jednak zamiast ukojenia pojawił się lekki ból. Odepchnął się od podarcia i ruszył do łazienki.
Otworzył szybkim ruchem drzwi.
Uderzył go w twarz ciepły podmuch powietrza. W całym pomieszczeniu było gęsto od pary wodnej. Czyli mu się nie śniła.
Wszedł do środka i rozejrzał. Na wieszaku nie wisiał żaden ręcznik, mydło stało tak jak wcześniej, kabina była otwarta. Odwrócił się w stronę umywalki i zamarł. Podszedł bliżej, nie wierząc własnym oczom.
Lustro było zaparowane. Ktoś jednak, delikatnym i wprawnym ruchem ręki, wytarł parę. Litery układały się w słowa. Słowa w zdania. Zdania w prawdę:
Witaj, jestem twym umysłem danym ci, byś miał do kogo mówić
Jestem wszystkim co pozostało z wczoraj.

Dzwonek na szkolnym boisku dzwoni znów
Deszczowe chmury nadchodzą aby znów igrać
Czy nikt nie powiedział ci, iż ona nie oddycha
Hello, jestem twym umysłem danym ci, byś miał do kogo mówić
Hello

jeżeli się uśmiechnę i nie uwierzę
Wkrótce ja wiem obudzę się z tego snu
Nie próbuj naprawić mnie, nie jestem zepsuta
Hello, jestem kłamstwem żyjącym dla ciebie, więc możesz się ukrywać
Nie płacz

Niespodziewanie ja wiem, nie śpię
Hello, ja ciągle jestem tutaj
Wszystkim co pozostało z wczoraj

Evanescence - Hello