lody smaku brukselki co to jest
Definicja: pochodzenie tego boskiego specyfiku: Stany Zjednoczone Ameryki Północnej słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Lody o smaku brukselki.

Słownik: Miało być o lodach i od nich zacznę, ponieważ któż ich nie lubi? Moje ulubione, Manhattan ice dream french vanilla. Już sama nazwa wskazuje na pochodzenie tego boskiego specyfiku: Stany Zjednoczone Ameryki Północnej...
Definicja: Kraków 17-01-2006

Spędzając upojny wieczór w zaciszu kamienicy przy ul. Kątowej widzę bałagan na własnym biurku, trochę śmieci, płyta „The Very Best Of Blues Brothers”, okulary, dwa zegarki bezładnie otaczające cicho pobrzękujący komputer. Oglądam się w lewo, okno, za oknem mróz ok. 25 stopni poniżej zera, czy to ? by z pewnością idealny okres na pisanie eseju o lodach? Zadaję sobie to retoryczne pytanie i składam myśli.
Miało być o lodach i od nich zacznę, ponieważ któż ich nie lubi? Moje ulubione, Manhattan ice dream french vanilla. Już sama nazwa wskazuje na pochodzenie tego boskiego specyfiku: Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, kraina wiecznej szczęśliwości; kariery od pucybuta do milionera, ach! Całe trzysta kilkadziesiąt lat historii. Na chwilę wypadam z rytmu i odbiegam myślami w ciemność. Nie na długo. Szpara w drzwiach przepuściła próbkę powietrza z zewnątrz. Wracam, do Europy, jestem w Europie dosłownie i w przenośni.
Czy czuję się Europejczykiem?
Średnio, na przyłączenie Internetu czekam już drugi miesiąc. Coś jednak sprawia, iż ta europejskość napawa mnie optymizmem. Myśl, iż rozpoczyna tworzyć się nowa historia, moje miejsce w Europie w 2004 roku zostało jednoznacznie sformalizowane. Przestałem być Europejczykiem poprzez urodzenie w państwie o nazwie Polska. Stałem się członkiem Europy jako wspólnoty, wspólnoty wolnych krajów, które chcą trzymać się wspólnie. Dlaczego?
Dlaczego po tysiącach lat wojen i podbojów, ludzie dobrowolnie zacierają granice? Sam nie wiem. Może ma to związek z kompletnie ludzkim lękiem przed odosobnieniem.
Nawet ja idąc rano poprzez klatkę schodową patrzę na grubasa bijącego co wieczór żonę bez nienawiści, może z obrzydzeniem, lecz napewno nie to jest nienawiść. Nie odbieram świata w kategoriach dobra i zła, raczej kontrastów i różnic. Wartościowanie pozostawiam innym.
Godzinę potem jadę tramwajem, widzę ludzi różnych narodowości siedzących w okolicy siebie. To chyba dobry symbol. W ich oczach również widać ognia nienawiści. To zdarzenie zdaje się być czymś nadprzyrodzonym, iż ludzie od pewnego czasu idą w kierunku postrzegania koloru skóry na tym samym poziomie co koloru oczu.
Wracam jednak do lodów, by ostudzić emocje, gdyż wydaje mi się, że topnieją. American dream jako pragnienie o kraju mesjaszu narodów, rzeczywiście traci na wartości. Czym jest pragnienie o mesjaszu, który zrodził się z tys. ofiar wojny secesyjnej?
Zderzenie mitów Ameryki i Europy następuje właśnie teraz. Ameryka zdaję się być ostatnim reliktem przeszłości. Od wieków mamy dowody na to, że imperia powstają na ziemiach przygotowanych do uprawy rozlewem krwi. Parafrazując Fukuyamę, przyznaję mu rację, pod koniec zimnej wojny nastąpił koniec historii, ale była to historia USA.
W roku 54, powstała idea powstania wspólnoty, wspólnoty interesów, ludzi, wolnych krajów, co więcej tę wspólnotę chcą budować państwa o najlepiej rozwiniętych tradycjach narodowych.
Dziś 52 lata potem siedzę w Europie a nawet w dwóch Europach. Przerzucam karty pamięci i szukam konfliktu wewnątrz Europy i widzę przed oczami scenę ze Shreka 2, kiedy to „wróżka matka chrzestna” mówi: „jakichkolwiek ogrów (…), „„jakichkolwiek ogrów (…), „„„jakichkolwiek ogrów (…)” myślę to samo, „„„„jakichkolwiek wojen, żadnej krwi, zwyczajnie Europa. To jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, iż jesteśmy elementem wielkiego eksperymentu, eksperymentu tworzenia mieszanki, z której powstaną nowe lody. O tym jednak potem. Tak, więc mamy zderzenie dwóch idei, dawnego tworu zwanego imperium i eksperymentu, któremu na imię UE. Nowego początku Historii. Tej na miarę XXI w. Nie dajmy się zwieść pozorom, jesteśmy unikatowi. Niepowtarzalni. Nikt przed nami nie podjął się takiego wyzwania. Chciałbym podzielać zdanie Jeremy-iego Rifkina, iż „nie” dla konstytucji to tylko gra obrażonych. Niestety autor tego stwierdzenia skażony jest lodami American dream, widzi wszystko w dwóch kategoriach: czarne albo białe, dobre albo złe, w Europie mamy zaś jeszcze odcienie szarości. Podoba mi się to, że sam Rifkin stara się dodać nam otuchy by trwać w tym eksperymencie, ale Immanuel Kant podważyłby w każdą najmniejszą pobudkę dzięki, której Rifkin nam dobrze życzy.Wynika to z bardzo prostego twierdzenia, czyn nawet chwalebny uczyniony nieświadomie jest wg Kanta bezwartościowy. Tak właśnie wygląda kwestia z Rifkinem, dla niego UE to droga do Państwa federalnego, dla Nas federalizm jest tylko zatarciem się idei, dzięki której Unia powstała. Jednak niezależnie od tego jak nasz eksperyment błądzi nie powinniśmy zapożyczać kategorii zza oceanu, w Europie istnieje szereg odcieni między skrajnościami, dlatego na starym kontynencie wartości nowego świata są zwyczajnie bezużyteczne. Europejski eksperyment ewoluuje wraz z nami. Naprawi się sam, tylko dlatego, iż jest dobrowolny. Naszym zadaniem jest jedynie pozwolić mu trwać. Ten twór nie potrzebuje zapasu energii, jego paliwem jest nadzieja, nadzieja na wspólną przyszłość, nie tylko naszą jako Europejczyków, lecz przyszłość pierwszego pokojowego eksperymentu, mającego szansę stać się precedensem w historii współżycia narodów.
Nie zmarnujmy tej szansy.
Na koniec także będzie o lodach, lodach o smaku brukselki, nie będą słodkie, będą mogły zostawiać cierpki posmak w ustach. ale lody o smaku brukselki są świeże i zamiast topnieć, tężeją. Nie tylko w temperaturze -30 stopni. Nie musimy się ich bać, ponieważ mimo tego, iż mogą pozostawiać wyżej opisany posmak, mamy nań remedium, tak aby było śmieszniej pochodzi ono z USA. Tak to tik-taki. Rozkoszujmy się smakiem naszego eksperymentu, przecież i tak najlepiej smakuje to, co swojskie, nasze wydatek jest przecież niewielki, nie grozi nam nawet otyłość nowego świata. Przecież Tik Tak - ma tylko dwie kalorie!
Moja przypadek się nie wymieniła, przybyło jedynie wypalonych papierosów w popielniczce, bałagan jest, jaki był, ale wydaje mi się, iż uwolniłem się od kilku myśli drążących mój umysł. Lody mi nie w głowie, lecz kawy bym się napił, najlepiej włoskiej, espresso.