kasia, przyjaciele

Definicja: Oczywiście tj. tylko część. To są rózne przygody piątki przyjaciół, a również jest w tym wątek miłosny słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Kasia i przyjaciele

Słownik: Oczywiście tj. tylko część. To są rózne przygody piątki przyjaciół, a również jest w tym wątek miłosny... ;))
Definicja: Kasia usiadła na schodach budowy, spoglądając na ciemne niebo, na którym ukazał się już księżyc w pełni i pierwsze gwiazdy. Opuściła dom Oli nie dlatego, iż nie podobał jej się video, tylko dlatego, iż chciała poprzez chwilę pobyć sama, nie miała ochoty już słuchać rozmów Oli, Damiana, Emila i Filipa. A tu było tak cicho i spokojnie...
Było to takie jakby „odludzie”, gdzie rzadko kiedy przejeżdżał samochód, a w szczególności o tej porze. Kasia i Ola, dwie idealne przyjaciółki, kochały z całego serca ich osiedle i tą budowę. Dziewczyna siedziała na szczycie schodów, z nogami spuszczonymi w dół. Cieszyła się z całego serca, iż tu jest takie wspaniałe miejsce, wprost stworzone dla niej – dziwnej dziewczyny, zagadki nie do rozwiązania...
Kiedy tak rozglądała się po okolicy, zauważyła ciemną postać, wychodzącą z domu z naprzeciwka. W nikłym świetle latarni, zauważyła czerwoną czapkę z daszkiem, osadzoną na krótkich blond włosach, luźne ubrania, ręce w kieszeniach... Serce mocno jej zabiło. Damian szedł w kierunku budowy. Wspiął się po schodach i usiadł w okolicy Kasi. poprzez chwilę siedzieli w milczeniu.
- Co ty dzisiaj taka dziwna? - zapytał nareszcie cicho Damian, jakby nie chciał zakłócić przyjemnej ciszy, która ich otaczała.
Kasia od razu nie odpowiedziała. Myślała nad tą sytuacją. Damian dopiero co dołączył do ich paczki, a już odmienił jej życie. Miała ochotę skakać z radości, a równocześnie siedzieć cicho i wpatrywać się w jego zielone oczy. Nie wiedziała, czy to miłość, czy tylko zauroczenie – wiedziała tylko, iż bardzo go lubi. W dwa tygodnie poznała jego cechy charakteru - wie o nim nie wszystko, za to on o niej niewiele... była niedostępna, tajemnicza, a zarazem śmiała i towarzyska. Miała zmienne nastroje. Raz wesoła i gadatliwa, innym wspólnie cicha i spokojna.
- Podobno zawsze taka byłam – odpowiedziała równie cicho, a po chwili milczenia dodała: - Zwyczajnie nie chciałam już słuchać ich badziwiastych rozmów.
Damian zaśmiał się cicho, co wzbudziło w Kasi dreszcz, przechodzący po plecach. Zawsze jak przechodził ją dreszcz, to musiało to mieć dla niej jakieś znaczenie... Zawsze jak przechodził ją dreszcz, kiedy usłyszała jakąś piosenkę, oznaczało to, iż ta piosenka będzie jej ulubioną.
Kasia zaczęła wpatrywać się w księżyc w pełni, zastanawiając się, co to może dla niej znaczyć. Może go kocha?
Po długiej chwili ciszy powiedziała:
- Podobno jak się długo patrzy na księżyc, to w nocy będzie się lunatykować.
- Przyjdę do ciebie w nocy – powiedział Damian, po czym oboje lekko się zaśmiali. - Wiesz, to moje idealne wakacje.
- Dlaczego? - zapytała Kasia.
- Ponieważ poznałem was – odpowiedział chłopak, uśmiechając się lekko. - Wy mi pokazaliście, iż nawet najgorszy dzień, może stać się najwspanialszym. Wy mnie nauczyliście żyć chwilą, cieszyć się z tego, co jest... Mimo, iż znamy się tak krótko, polubiłem was.
- To miłe – rzekła Kasia, również się uśmiechając. - Może kiedyś zostaniemy przyjaciółmi? Czas pokaże...
- A może czymś więcej?
Kasia zamilkła, wpatrując się w jego zielone oczy, w których zauważyła jasne iskierki. Serce przyspieszyło jej rytmu, miała wrażenie, iż lada chwila Damian je usłyszy, w jednej chwili zrobiło jej się gorąco, a jej oddech stał się nierówny.
- Co masz na myśli? - zapytała drżącym głosem.
Damian nic nie mówiąc, zaczął zbliżać własną twarz do jej twarzy. Tą magiczną chwilę przerwała im Ola, która wybiegła z domu i krzyknęła:
- Kasia, twoja mama dzwoniła i kazała ci już wracać do domu!
Kasia poczuła, iż się czerwieni. Dlaczego akurat dzisiaj każe jej wrócić przedtem? Dlaczego?!
- Do zobaczenia – szepnęła i zeszła ze schodów budowy.
Do domu miała jakieś pięć min.. Szła szybko, nie lubiła chodzić późnymi wieczorami po ulicach. Było ciemno, przerażająco... Każdy dom, każdy krzak, każde drzewo było mroczne, zdawało się na nią patrzeć. Wszystko rzucało duże, ciemne cienie.
Ucieszyła się, kiedy otworzyła drzwi do swojego domu i weszła do ciepłej kuchni. Było w niej tak jasno, iż jej oczy musiały się do tego przyzwyczaić.
W kuchni niska blondynka o miłej twarzy smażyła naleśniki – ulubione danie Kasi, a na jednym z krzeseł siedział wysoki brunet, z rękoma złożonymi na piersi.
- Po co kazałaś mi wracać przedtem do domu? - zapytała Kasia mamę.
- Ponieważ robię naleśniki, później będą niedobre – odpowiedziała mama, jakby to było oczywiste. - A zresztą, po co masz się szlajać po nocach?
- Mamuś, przecież są wakacje...
Zawiedziona Kasia chwyciła talerz z naleśnikami i mleko i poszła do salonu, gdzie siedzieli już jej trzej starsi bracia. Kamil i Marcin, bliźniacy, starsi od niej o dwa lata, grali w jakąś grę na komputerze, a Dawid, starszy od niej o rok, oglądał telewizję.
- Co ty taka dzisiaj markotna? - zapytał Dawid, a za chwilę dodał, szczerząc zęby: - Chłopak cię rzucił?
- Zamknij się – warknęła Kasia.
- Sorry, zapomniałem, iż ty nie masz chłopaka. Nie dziwię się.
- Daj mi spokój! - krzyknęła Kasia, wbiegając na górę do swojego pokoju i trzaskając drzwiami.
Dlaczego Dawid zawsze musiał jej dokuczać? Miała już go dość, miała dość już tego dnia. Była już tak blisko pocałunku z Damianem i wszystko legło w gruzach...
następny raz Kasia przyłapała się na tym, iż o nim myśli... musiała przyznać, iż ostatnio bardzo regularnie o nim myślała, aczkolwiek najpierw był jej obojętny, a nawet z jednej strony nie chciała go przyjąć do paczki, ponieważ już przyzwyczaiła się do Oli, Emila i Filipa. Nowa osoba była dla niej zbędna, a teraz nie chce, tak aby odeszła...
Zaczęła sobie przypominać, co było przed dwoma tygodniami...

Kasia, Ola, Emil i Filip siedzieli na budowie. Kasia spuściła nogi w dół, Ola siedziała opierając się o ścianę, Emil krążył po budowie, bawiąc się kluczykami od motoru, które trzymał w rękach, myśląc, co można aby dzisiaj porobić, a Filip łupił pestki i z nudów rzucał łupinkami w dziewczyny.
- Przestań! - krzyknęła nareszcie Olka. - Nie masz co robić?!
- No, właśnie nie mam – odpowiedział Filip, śmiejąc się.
- Weź, zostaw je – powiedział Emil. - Patrzcie, ktoś jedzie na motorze. Znacie go?
Cała czwórka zaczęła się przyglądać chłopakowi. Miał krótko ścięte blond włosy, luźną, czarną koszulkę i jeansowe krótkie spodenki. Jechał na czerwonym motorze z dość małą prędkością. Nagle, tuż przy budowie, zatrzymał się.
Zaklął cicho pod nosem i spróbował zapalić silnik. Na nic. Motor nie ruszał.
Kasia, Ola, Emil i Filip wymienili spojrzenia i natychmiast zeszli schodami na dół. Podeszli do chłopaka, po czym Emil zapytał:
- Co jest?
- Chyba brak benzyny – odpowiedział chłopak, wstając z motoru i sprawdzając liczba bezyny.
- Mogę ci trochę pożyczyć – powiedział Emil, podchodząc do swojego motoru.
Kiedy już nieznajomy miał zatankowany bak, wsiadł na motor i już przekręcał kluczyk, lecz Ola powiedziała szybko:
- Zaczekaj! Możemy się poznać... Ola jestem. Tj. Kasia, Emil i Filip.
- Damian jestem – przedstawił się blondyn, gasząc silnik.
- Gdzie mieszkasz? - zapytała Ola.
- Na ulicy Piaskowej – odpowiedział Damian. - dopiero co się tam wprowadziłem. A wy?
- Ja mieszkam w tym – powiedziała Ola, wskazując na dom, który znajdował się naprzeciwko budowy.
- A ja już za nim – Filip wyszczerzył zęby.
Kasia bez słowa skierowała się na budowę i usiadła tak, jak zawsze. Reszta podążyła za nią, rozmawiając wesoło. Wkrótce Kasia również zaczęła z nimi rozmawiać. Czwórka przyjaciół dowiedziała się o nowym znajomym wielu rzeczy i uznali w myślach, iż warto go poznać.
- Może pojedziemy na łąkę? - zaproponowała Kasia, kiedy już wszystkim znudziło się siedzenie na budowie.
Wszyscy przyjęli ten pomysł z entuzjazmem. Chłopacy wsiedli na własne motory i pojechali szybciej, z kolei Kasia z Olą wybrały się piechotą. Dojście na łąkę zajęło dziewczynom dziesięć min.. Dochodziła godzina dwudziesta pierwsza, więc zaczęło już się ściemniać.
W pewnym momencie zobaczyli, iż po torach, znajdujących się na łące, sunie pociąg. Kasia i Filip jak na komendę zerwali się z miejsc, pobiegli tuż przed tory i zaczęli machać rękoma i śmiać się głośno. Niektóry z pasażerów im odmachiwali, inni pokazywali nieprzyjemne gesty, lecz im to nie robiło różnicy. Istotne, iż się dobrze bawili.
Kiedy pociąg odjechał, zauważyli po drugiej stronie torów jakąś ciemną postać, która się do nich zbliżała. Znajdowała się z jakieś dziesięć metrów od torów, więc nie mogli zobaczyć jej twarzy.
Natychmiast zaczęli uciekać w stronę przyjaciół.
- Tam ktoś jest! - krzyknął Filip, wskakując na motor.
- A gdzie jest Olka? - zapytała Kasia, rozglądając się dookoła i marszcząc brwi.
- Nie wiem! - odpowiedzieli Emil i Damian, również wskakując na motory.
Chłopacy odjechali. Kasia zaczęła rozglądać się w ciemności w poszukiwaniu Oli. Czarna postać była już tuż przy torach. Kasię ogarną lekki strach. Stoi zdana sama na siebie pośrodku łąki, jakiś człowiek idzie w jej kierunku i w dodatku Ola gdzieś zniknęła.
- Ola! OLKA! - krzyknęła Kasia, okręcając się dookoła.
Nagle zobaczyła drugą ciemną postać, wychodzącą z drugiej strony. Kasia wytężała wzrok, tak aby zobaczyć, kto tj.. Chwyciła komórkę, by rozświetlić aczkolwiek trochę postać, lecz okazało się to na nic.
- Ola? - zawołała niepewnie. - Olka, nie żartuj sobie!
- Tu jestem! - usłyszała krzyk zdyszanej przyjaciółki, który dochodził z zupełnie innej strony.
Odwróciła się na pięcie i ujrzała biegnącą w jej kierunku blondynkę.
- Czyli kto tj.? - zapytała niepewnie Kasia, wskazując na postać, którą pomyliła z Olą.
- A kto to? - zapytała Ola, wskazując na postać na torach.
Wymieniły szybkie spojrzenia i z krzykiem stamtąd uciekły...

Kasia precyzyjnie pamiętała jakie były obrażone na chłopaków, iż zostawili je same, jednak szybko im przeszło, nie umiały się na nich gniewać. To oni zawsze poprawiali im humor, oni zabierali je na pizzę i colę, na lody, bez nich byłoby tu nudno.
Kasia sama nie wiedziała czemu, lecz z początku nie lubiła Damiana. poprzez pierwszy tydzień się z nim kłóciła, dokuczali sobie nawzajem, zwyczajnie nie trawili się. Wszystko zmieniło się w drugim tygodniu. Może to za sprawą przyzwyczajenia? ponieważ poprzez cały tydzień, dzień w dzień, się spotykali, spędzali ze sobą całe dnie, ich niechęć do siebie z każdą chwilą malała, stała się obojętnością, a teraz... teraz już się lubią.
Kasia z niecierpliwością wyczekiwała kolejnego dnia, kiedy go znowu zobaczy... czy to oznacza, iż zawitała w jej sercu niej miłość?