najbardziej ekstremalny rajd co to jest
Definicja: lecz udział i walka z samym sobą słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Najbardziej ekstremalny rajd świata - 22. Maraton Piasków

Słownik: W najwyższym stopniu ekstremalne zawody świata, gdzie jak nigdzie indziej potwierdzenie znajduje coubartainowska zasada: nie liczy się zwycięstwo, lecz udział i walka z samym sobą.
Definicja: Organizowany rokrocznie w Maroku Maraton Piasków to wyzwanie dla nielicznych. Dla tych, którzy są w stanie zwalczyć w palącym pustynnym słońcu 220 kilometrów, którym obce jest uczucie bólu, trudu, wyczerpania i zmęczenia. Którzy umieją przeciwstawić się okrutnej Saharze, pokonując granice ludzkich możliwości i udowadniając, iż człowiek jest w stanie przetrwać wszystko.
Maraton Piasków to skrajnie ekstremalna impreza, w której wystartować może właściwie każdy. Warunkiem uczestnictwa jest jedynie wpłacenie na konto organizatorów 5 tys. € wpisowego, przylot do Maroka i stawienie się z pełnym ekwipunkiem na plecach na starcie. Sporo więcej nie potrzeba, ponieważ cały swój dobytek poprzez sześć dni rywalizacji trzeba nosić na własnych plecach. Chcesz dobrze się odżywiać – jedzenie musisz nosić ze sobą, chcesz się przebierać – ubranie musisz brać na plecy od pierwszego do ostatniego dnia zawodów. Organizatorzy dbają jedynie o konieczną opiekę medyczną i wodę, którą dostarczają uczestnikom w chek pointach na trasie każdego etapu. No i o nocleg – kilka pali, na których rozpostarta jest gruba płachta materiału. Podłoga w namiocie? Wolne żarty! Łazienka? Ubikacja? Stołówka? O tym na siedem dni można zapomnieć stając na starcie w maleńkiej marokańskiej osadzie Irch.
Mimo nieludzko trudnych warunków, chętnych do startu w Maratonie nie brakuje, a każdego roku ich liczba wzrasta. Najmłodszy uczestnik biegu nie miał jeszcze ukończonych szesnastu lat, najstarszy zapisał w swoim życiorysie siedemdziesiąt osiem wiosen. Na starcie w Maroku gromadzą się nie tylko ludzie w różnym przedziale wiekowym, lecz i przedstawiciele różnorakich ras, kultur, religii i cywilizacji. Baza noclegowa to prawdziwy kulturowy tygiel, w którym usłyszeć można kilkadziesiąt języków, w którym śmiechy i radość z pokonania następnego dnia rywalizacji przeplatają się z grymasem cierpienia, bólem i łzami. Dla większości z tych ludzi dotarcie do mety jest celem samym w sobie, spośród sześciuset zawodników tak faktycznie o miejsca i nagrody walczy co najwyżej setka. Reszta tu jest po to, tak aby udowodnić sobie, iż jest się w stanie zwalczyć Saharę, iż może dokonać czegoś faktycznie niezwykłego.
Zresztą, samo wyraz rywalizacja i walka o wygraną jest sporym nadużyciem. Od dziesięciu lat gdyż pierwsze miejsce zawsze przypada w udziale Lahcenowi Ahansalowi. Ten Marokańczyk – fenomen na skalę światową, którego docenił nawet ogromny mistrz biegów długodystansowych Hicham El Guerrouj, przybywając na uroczysty bankiet po zakończeniu biegu, na dobrze sobie znanej ojczystej ziemi nie został pokonany od dekady. Są lata, w których z mniejszym, albo większym powodzeniem o wygraną rywalizuje z nim jego … brat, zdarzają się biegi, w których jeden z Europejczyków próbuje odebrać mu tytuł hegemona. Wszyscy oni jednak muszą polec w starciu z niezwykłym Lahcenem, który zdominował Maraton od wielu już lat.
Tegoroczna, 22. edycja Maratonu już za nami. Na mecie w Merzoudze obyło się bez niespodzianek: zwyciężył starszy z braci Ahansal, wyprzedzając młodszego – Mohammeda. Najniższy stopień na podium zajął inny z Marokańczyków, Aziz El Akad, a dopiero na następnych miejscach uplasowali się najlepsi Europejczycy – Hiszpan Jorge Aubeso Martinem i Francuz Philippe Remond. To oni najlepiej poradzili sobie z wszechogarniającym, przekraczającym 40 stopni upałem, z nocnym wiatrem szargającym namioty, piaskiem, kamieniami i niedoskonałościami ludzkiego organizmu. W rywalizacji kobiet triumfowała Francuzka Laurence Fricotteaux, trzecie miejsce zajęła jej rodaczka Veronique Matur, a Europejski rozdzieliła na podium Marokanka Touda Didi. W tym roku w biegu nie wystartował żaden z Polaków, więc jak na razie jedynym uczestnikiem znad Wisły pozostaje Stefan Stefański, który sześć lat temu rywalizację na niegościnnej Saharze ukończył na doskonałym, osiemnastym miejscu. Czy za rok statystyka uczestnictwa naszych rodaków w tym skrajnie trudnym ultramaratonie poprawi się, nie wiadomo. Jedno jest pewne: startujący po raz następny wystawieni zostaną na rywalizację z rozgrzaną słońcem pustynią, na różnicę temperatur sięgającą trzydziestu stopni, niemoc, ból i katusze, z którymi każdy z nich będzie musiał poradzić sobie w pojedynkę.