Definicja:
Kiedy nadejdzie czas
Wejścia na szafot przed kata,
Nim sąd skinieniem głową da znak
Życzenie będę miał jedno.
Bym mógł przygotować
Ostatni napój.
Do mojego kubka
Ciemnego proszku dwie łyżeczki
Wsypałbym, do tego cukru dwie.
Prawie wrzątkiem zalałbym powoli
Tak, aby nawilżyć całość.
By gruba warstwa uniosła się
Na powierzchnię wody niczym kożuch brunatny
Przeszyty drobnymi czaszami z powietrzem.
Nim wytworzy się osad gęsty
Jeszcze przed opadnięciem
Dolałbym soku z czarnej porzeczki.
Uwielbiam ten aromat,
Ciepły, lekko gorzki kawy
Z gęstym, cierpkim owoców
Wymieszany.
Wieczorne wspomnienia by wróciły
Ten właśnie zapach w całym salonie,
Latem przy otwartym oknie...
Szkoda...
Kontemplując
Bym sączył powoli mając świadomość
Że to najlepszy napój
Jaki w życiu piłem.
Bo ostatni.
Na koniec
Trzymając w dłoniach
Chłodniejący kubek,
Zdobiony ręcznie farbowanymi kwiatami,
Który przez dwadzieścia trzy lata był przy mnie,
Który dostałem od najbliższej mi w życiu osoby
Z prozaicznej okazji imienin,
Wróciłbym do celi myślami
Po krótkiej retrospekcji,
I cisnął nim z całej siły o ścianę.
Potłukł na tysiąc kawałków.
Żeby nikt nigdy z niego nie pił
Kawy z sokiem porzeczkowym,
Wspominając tego,
Na którym wykonano wyrok.
Nie chcę Ci przysparzać więcej cierpienia.
Wejścia na szafot przed kata,
Nim sąd skinieniem głową da znak
Życzenie będę miał jedno.
Bym mógł przygotować
Ostatni napój.
Do mojego kubka
Ciemnego proszku dwie łyżeczki
Wsypałbym, do tego cukru dwie.
Prawie wrzątkiem zalałbym powoli
Tak, aby nawilżyć całość.
By gruba warstwa uniosła się
Na powierzchnię wody niczym kożuch brunatny
Przeszyty drobnymi czaszami z powietrzem.
Nim wytworzy się osad gęsty
Jeszcze przed opadnięciem
Dolałbym soku z czarnej porzeczki.
Uwielbiam ten aromat,
Ciepły, lekko gorzki kawy
Z gęstym, cierpkim owoców
Wymieszany.
Wieczorne wspomnienia by wróciły
Ten właśnie zapach w całym salonie,
Latem przy otwartym oknie...
Szkoda...
Kontemplując
Bym sączył powoli mając świadomość
Że to najlepszy napój
Jaki w życiu piłem.
Bo ostatni.
Na koniec
Trzymając w dłoniach
Chłodniejący kubek,
Zdobiony ręcznie farbowanymi kwiatami,
Który przez dwadzieścia trzy lata był przy mnie,
Który dostałem od najbliższej mi w życiu osoby
Z prozaicznej okazji imienin,
Wróciłbym do celi myślami
Po krótkiej retrospekcji,
I cisnął nim z całej siły o ścianę.
Potłukł na tysiąc kawałków.
Żeby nikt nigdy z niego nie pił
Kawy z sokiem porzeczkowym,
Wspominając tego,
Na którym wykonano wyrok.
Nie chcę Ci przysparzać więcej cierpienia.
Data powstania utworu: nieznana
Autor: nieznany
Tytył: Kiedy nadejdzie czas Wejścia na szafot przed kata, Nim sąd.