przez, siostrę, serca

Definicja: zaczęła. A drogą do popularności okazuje się zdobycie miłości brata jej przyjaciółki słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Przez siostrę, do serca.

Słownik: Aga zawsze marzyła o popularności. W szkole baletowej mało jej brakowało, lecz kontuzja zrujnowała jej plany. Mimo tego, stara się dokończyć, to, co zaczęła. A drogą do popularności okazuje się zdobycie miłości brata jej przyjaciółki.
Definicja: Plusk. Agnieszka z poirytowaniem spojrzała na swojego prawego buta, do połowy znużonego w brudnej kałuży. Już nienawidziła tej szkoły. Po pierwsze była za spora. Zdecydowanie za spora. Po drugie, nie znała tu żywej duszy, o martwej już nawet nie wspominając. Po trzecie i niestety najważniejsze, wiązała nikłe nadzieje, iż znajdzie tu kogoś na miarę przyjaciela, a patrząc na jej dotychczasowe dokonania owe nadzieje spadały do zera.
Wzięła trzy wdechy i pewnym, choć niezbyt zdecydowanym krokiem, ruszyła w stronę szkoły. Pierwszą rzeczą, która rzuciła się jej w oczy, po przekroczeniu dębowych drzwi był wszechobecny harmider. Jedyną rzeczą, do której mogła go porównać, była dżungla, którą oglądała li i wyłącznie na Discovery. Z przerażeniem stwierdziła, iż jakimś nieznanym cudem będzie musiała przedrzeć się poprzez tą krzątaninę do sekretariatu, a później, o zgrozo, wrócić z powrotem i iść na lekcje.
Zacisnęła oczy i zaczęła na oślep szukać drogi. Niezbyt skuteczne, choć z pewnością mniej boleśnie, niż gdyby musiała to zrobić idealnie zdjąć sobie sprawę z tego, co odbywa się wokół niej.
Gdyby nie ta niemądra kontuzja ścięgna w prawej nodze, teraz sznurowałaby baletki w starej szkole, a nie przeciskała się poprzez tłum rozwydrzonych nastolatków. W jej starej szkole tak nie było – tam był spokój. jakichkolwiek wrzasków czy obściskujących się po kątach par. Tam było zwyczajnie normalnie. A ona? Co ona właściwie tu robiła? Wyróżniała się nawet wyglądem. Chuda, blada, piegowata o kręconych, rudych włosach, ubrana w stare, wytarte spodnie i rozciągniętą koszulkę, w otoczeniu odstawionych w miniówki dziewczyn, których fryzury były doskonale gładkie wyglądała zwyczajnie komicznie, tak aby nie powiedzieć idiotycznie.
Nie wiedziała, jaką głupią ironią losu się tu znalazła. Balet był jej życiem, odkąd była na tyle spora, aby potrafić wypowiedzieć to wyraz. Po za tańcem nie widziała świata. Jedyną muzyką, której słuchała, była ta potrzebna do spektakli czy ćwiczeń, o kinie czy telewizji definicje nawet zielonego nie miała, gdyż każdą wolną chwilę poświęcała na nie kończące się ćwiczenia. Teraz wszystkie lata ciężkiej pracy miały pójść na marne, a z tym zwyczajnie nie potrafiła się pogodzić.
- Uważaj, jak leziesz – powiedział wysoki, na oko starszy od niej blondyn, na którego obecnie wpadła.
A więc zamknięte oczy w ogóle nie były takim dobrym pomysłem, jak uważała.
- Przepraszam – powiedziała – Jestem nowa, mógłbyś mi powiedzieć, gdzie jest sekretariat?
- Właśnie pod nim stoisz – zaśmiał się, przybijając piątkę kumplowi, tuż nad jej głową.

Nowa szkoła w ogóle nie była taka zła, jak sobie wyobrażała. Była jeszcze gorsza. Chyba nie powinna się do niej uprzedzać, po pierwszym dniu, w którym zdążyła już podpaść nauczycielowi matematyki, („ponieważ dlaczego nie można zwracać się do prof.ów po imieniu?”) i najwyraźniej zniechęcić do siebie całą płeć żeńską nowej klasy. Przecież nie można oceniać ludzi po pozorach, prawda? Aga starała się, lecz jakoś nieszczególnie jej to wychodziło.
Stanęła pod oknem, i zaczęła pierwsze kroki pas de quatre jej zespołu. Pierwszy skok, zakończył się fiaskiem, a mianowicie na podłodze. Jej ścięgno tego nie wytrzymało.
- Nadal uważasz, iż dałabyś sobie radę w szkole baletowej?
- z pewnością lepiej, niż w tej durnej budzie – zezłoszczona Agnieszka zerwała się z podłogi i wyminęła ojca w drzwiach, kierując się w stronę łazienki. Chciała tylko popłakać, nic więcej. A zawsze jak miała na to ochotę, zamykała się w toalecie, tak aby nikt nie widział jej słabości.

Następne dni w szkole nie były lepsze, lecz co najmniej została już oświecona, iż nie powinna zwracać się po imieniu do nauczycieli, co stanowiło spory plus. Co do swojej klasy pomyliła się jeszcze bardziej niż do szkoły. Chłopcy na każdej długiej przerwie chodzili pić do parku, a dziewczyny? O tym już było lepiej nie wspominać. Wszystkie skupiły się wokół Judyty Chyrzewskiej, która dnia trzeciego, na godzinie wychowawczej została wybrana przewodniczącą klasy. Jakby kogokolwiek to zdziwiło.
Agnieszka siedziała sama w ławce – w zestawieniu z jej nową klasą, nawet nie wydawało się to jej dziwne. Z resztą, nawet nie miała ochoty zawierać bliższej znajomości z kimkolwiek, znajdującym się wraz z nią, na nudnej lekcji historii.
Dopiero po miesiącu los się do niej uśmiechnął.
- Powróciła córka marnotrawna – zaśmiała się Judyta, a w raz z nią cała jej świta, kiedy do klasy weszła wysoka blondynka.
-Wiedziałam, iż stęskniłyście się za mną – dziewczyna rzuciła im pogardliwe spojrzenie i zajęła miejsce w ostatniej ławce. W ławce, którą ulubowała sobie Agnieszka.
- Cześć, jestem Aga Wolniak – powiedziała niepewnie, podając jej dłoń.
- Zuza Adamska – blondynka uśmiechnęła się do niej – Burak coś wspominał, iż będziemy mieć nową w klasie, lecz myślałam, iż znowu się nabija.
- Burak?
- Nasz wychowawca – Zuza zaśmiała się – Jak rozpoczyna gadać, o nie podległości Polski, to robi się czerwony.

- Faktycznie nigdy nie byłaś w centrum handlowym?
Aga pokiwała głową. Nie miała na to czasu. Wszystkie ubrania kupowała jej mama, tymczasem ona sama w nieskończoność rozciągała się w pokoju, bądź także powtarzała do klasówki. W jej starej szkole, popularność mierzyło się doskonałością solo. A ona zawsze chciała być na szczycie, zostać znaną baletnicą, choćby otrzymać się na letnie zajęcia. Tak nie sporo jej brakowało.
- Na zakupy nie chodziłaś, w kinie nie byłaś, to, co ty robiłaś w wolnym czasie? Muzyki słuchałaś?
- Muzyki? Oczywiście, iż tak. Przecież to było konieczne to układów. Vivaldiego, Mozarta, czy Czajkowskiego znam wręcz do perfekcji.
- Klasyka? – Zuza nie mogła powstrzymać śmiechu – Przecież musiałaś słuchać czegoś po za tym.
Agnieszka pokręciła przecząco głową.
- A więc chcesz mi powiedzieć, iż nie wiesz, kto śpiewa tą piosenkę, która akurat leci?
- Nie mam zielonego definicje – powiedziała wedle prawdą.
- Monika Brodka. Oglądałaś, chociaż Idola?
- Nie?
- Ciebie faktycznie trzeba wychować.

Aga nie pewnie rozejrzała się po obszernym salonie w domu Zuzy. Od dwóch godz. siedziały przed telewizorem, oglądając MTV, a nowa przyjaciółka próbowała wbić jej do głowy wszystkie nowinki muzyczne, niestety z wynikiem marnym. Dziewczyna nie potrafiła zrozumieć, po co komu kolekcja list przebojów, czy choćby ten dziwny łomot wydobywający się z telewizora, przy niektórych piosenkach.
Kiedy Aga znów pomyliła utwór Timberlake’a z Linkin Park („ co najmniej, co poniektóre nazwy pamiętasz!”), Zuzka stwierdzała, iż czas przejść do znanych aktorów.
- Znam... Marylin Monroe.
- Gratulacje. Kogoś jeszcze?
- Mój ojciec kiedyś oglądał dziwny video... grał tam taki dziwny facet z jakimś numerkiem... 009 chyba.
- 007, to James Bond, lecz to nie aktor tylko postać filmowa. A np.... mówi ci coś Sean Connery?
Aga pokręciła głowa.
- To właśnie on grał tego Bonda.
Agnieszka schowała twarz w dłonie. Nie da porady spamiętać tych wszystkich nazwisk, to ponad jej siły.

- Nie dobrze mi się robi na ich widok – mruknęła Zuza.
- Szkoła, to nie salon kosmetyczny, a one myślą, iż skoro są popularne, to wolno im wszystko.
- Taa, precyzyjnie.
- Nigdy nie chciałaś być popularna?
- Jasne, iż chciałam, lecz u nas popularność, to sprawa względna. Judyta jest tak ubóstwiana, tylko, dlatego, iż kiedyś podeszła do Marka, chwilę z nim pogadała, a później wcisnęła wszystkim kit, iż zaprosił ją do kina. Mówię ci, iż wszystkie te jej wielbicielki tylko na niego czyhają. Jakby którąś się zainteresował, miałaby zapewnioną pozycję w szkole.
- Nie myślałaś, tak aby do niego zagadać?
- Ja? Daj spokój – Zuza zaśmiała się.
- Dlaczego? Jesteś niebrzydka, wyluzowana i inna niż te plastikowe panny. Miałabyś u niego szansę.
- Może i tak, gdyby nie był moim bratem.
Zuzka zeskoczyła z ławki. Owszem, zawsze chciała być popularna. Nawet miała szansę, lecz miała także dumę. Judyta chciała się z nią „zaprzyjaźnić” tylko po to, tak aby dobrać się do Marka. A ona niemądra myślała, iż to wszystko szczerze. Najpierw wszystko wyglądało niewinnie – Judyta ot, tak wpadała do niej do domu, czasem gadała z jej bratem. Aż nareszcie podeszła do niego na korytarzu i zyskała czołową pozycję w klasie. Jej to nie wystarczało, w szczególności, iż Marek ją spławił. Zaczęła naciskać na Zuzę, jej przelotne wizyty stawały się codzienne i uporczywe, aż nareszcie panna Adamska powiedziała: nie, tym samym podpadając zarówno Judycie, jak i całej klasie. Po upływie czasu, doszła do wniosku, iż mimo wszystko tego nie żałuje.
- Ty byś mogła spróbować – oświeciło coś Zuzę – Jesteś inna niż Judyta, w jego typie. Z moją pomocą, to mogłoby wypalić, a my mogłybyśmy, nie dość, iż być na topie, to jeszcze skończyć z tym, co odbywa się w klasie.
- Ja? Chyba żartujesz. Nie potrafię gadać z chłopakami. Zawsze robię się czerwona i uciekam.
- I właśnie o to chodzi Aga, o to chodzi.

- To właśnie jest Marek.
Agnieszka przełknęła ślinę. Zuzka wskazywała na chłopaka, którego spotkała pierwszego dnia pod sekretariatem, i miała nadzieję już więcej go nie zobaczyć. Owszem, był przystojny, nawet jej się podobał. Za to piekielnie nie podobało jej się jego zachowanie. Wszystko pod publiczkę. Sztuczny śmiech, idiotyczne odzywki, które słyszała na korytarzu.... Od takich osób trzymała się z daleka.
- To ja podziękuję.
- Och, Aga nie bądź cykor.
- Tj. szpaner do potęgi entej, Zuza! A ja wolę takich nie znać.
- Aguś... Nie chcesz skończyć z tym szkolnym idiotyzmem?
- Nie głaskaj mnie pod włos – mruknęła Agnieszka.
- Aga, daj spokój, nic ci się nie stanie, jak raz wybierzecie się wspólnie do kina...
- Wybierzecie?
- Wybierzemy, a ja was zostawię samych. Aguś...- Zuza zrobiła błagalną minę.
- Raz! lecz mówię ci, na następne spotkanie nie będę miała ochoty ani ja, ani on.

Aga niepewnie przekręciła się w fotelu. Czuła się niemądrze, czekając wraz Zuzą na Marka. Nie miała ochoty na bliższe spotkanie z tym egocentrykiem, lecz nie widziała dla siebie innego wyjścia. Zacisnęła oczy i zapragnęła wrócić do szkoły baletowej, o tak. Zdecydowanie wolała zmagać się z zazdrosnymi dziewczynami, które tylko czekają na to, aby zepchnąć cię na samo dno, aniżeli iść do kina ze starszym bratem Zuzki. To było ponad jej siły. Nie lubiła chłopców. Byli ironicznie idiotyczni i wkurzająco dziecinni. Wyjątków nie znała, i jakoś nie sądziła, tak aby Marek właśnie takowym był. Szczególnie, iż próbkę jego zachowania mogła odczuć na sobie, a raczej nad sobą.
Rozległ się charakterystyczny dźwięk, przekręcających się w zamku kluczy, a po chwili do domu państwa Adamskich, z dzikim okrzykiem „Zuza, zrobiłaś obiad?” wpadł Marek.
W co ja się pakuje – pomyślała przerażona Aga, obserwując, jak blondyn kładzie się na kanapie. Nawet przy gościach zachować się nie umie. Lub nie uważa jej za gościa. Lub w ogóle jej nie zauważył.
- Mareczku, jaką chcesz zupę, pomidorową czy ogórkową? – zapytała przymilnym tonem Zuzka.
- Dobra mała, czego chcesz? – prychnął przyzwyczajony do gierek siostry Marek.
- Chodź ze mną i z Agą do kina w sobotę. Ona nigdy tam nie była, a jedyny video, który puszczają a na którym nie byłam jest od szesnastu lat i nas bez ciebie nie wpuszczą.
- Nie ma mowy – prychnął chłopak.
- Mareczku... postawię ci bilet... co to dla ciebie? Jak z nami pójdziesz, to nie umrzesz. A po za tym zobacz, sam mówiłeś, iż chcesz iść na ten video. Mareczku...
- Pierwszy i ostatni raz – burknął chłopak spoglądając na rudowłosą dziewczynę, siedzącą w fotelu. Jego ulubionym fotelu na domiar złego.

Kino. Aga wiedziała o nim tylko tyle, iż można tam obejrzeć filmy, nic więcej. Nigdy nie była w owym kinie – jej szkoła nie organizowała takich wycieczek, a ona sama... miała ważniejsze rzeczy na głowie.
Czuła się lekko mówiąc nie swojo, stojąc pod olbrzymim budynkiem z ogromnym, świecącym, różowym napisem MULTIKINO.
- Zapomniałam legitymacji! – jęknęła Zuza – Kupcie bilety, skoczę do domu i zaraz wracam.
Nim ktokolwiek zdołał zaprotestować, dziewczyny już nie było. Stali chwilę przed olbrzymim budynkiem, nie bardzo wiedząc, co robić dalej.
- Dobra, chodź, ;ponieważ nam wszystkie bilety wykupią – mruknął Marek, ruszając w stronę wejścia.
Aga westchnęła i podążyła za blondynem. Nie zamieniając ze sobą nawet słowa stanęli w kolejce. Bardzo długiej kolejce, wypadałoby zaznaczyć.
Po kilkunastu minutach, zaczęli się niecierpliwić – przed nimi została już tylko jedna osoba, a po Zuzce ślad zaginął. Marek, poirytowany do granic możliwości, spojrzał na stojącą w okolicy niego, sięgającą mu raptem do ramienia koleżanką młodszej siostry. I w co ja się wpakowałem pomyślał, lustrując wzrokiem jej rude loki, nie zdając sobie sprawy z tego, iż ona precyzyjnie myśli o tym samym.
Chłopak poczuł krótką wibrację w kieszeni spodni. Otrzymał SMSa. Wyjął telefon i bez większego zaskoczenia, odczytał informacja – Zuzka nie mogła znaleźć legitymacji. A mówił, a powtarzał – posprzątaj pokój, lecz siostrzyczka jak zazwyczaj musi być mądrzejsza.
- Zuza zgubiła legitymację – poinformował wpatrującą się w niego dziewczynę.
- To, co robimy? – zapytała
- Idziemy bez niej – Marek wzruszył ramionami – Zuzka stawiam bilet nam obojgu, a jak jest bałaganiara, to jej problem.
Zamorduję Zuzię. Myślałam, iż żartowała z tym zostawianiem. Aga poczuła, iż jej policzki stają się czerwone. Definitywnie nie nadawała się do tej roli.
- Chcesz popcorn? – zapytał Marek, kiedy wreszcie powiodło im się kupić bilety.
Nie czekając na odpowiedź złapał jej nadgarstek i pociągnął dziewczynę w stronę bufetu.
- Pop, co? – Aga nie kryła swojego zdumienia.
Nie miała zielonego definicje, co to takiego, a skojarzenia, jakie przychodziły jej na myśl, zdecydowanie nie były zbyt przyjemne.
- Popcorn. Prażona kukurydza. Nigdy tego nie jadłaś?
-Nie... Kukurydza jest bardzo kaloryczna, a jakbym za wiele przytyła, mogłabym mieć problemy w szkole.
- Biedactwo – Marek zaśmiał się ironicznie.
Agnieszka spojrzała na niego z politowaniem. Jej niechęć do niego powoli zamieniała się we współczucie – ona musiała spędzić z nim tylko ten wieczór, on z kolei miał przebywać w sowim towarzystwie do końca życia. Kiepska perspektywa.
- Masz, trzymaj – Marek podał jej dopiero, co zakupiony popcorn.
Dziewczyna niepewnie powąchała to białe coś w niebieskim kartoniku. Pachniało solą, która drażniła jej nozdrza. Aga wzięła do ręki jedną białą kuleczkę i wsadziła ją do ust.
- Dobre – powiedziała, sięgając już po całą garść owego pop... czegoś.
- Pewnie, iż dobre – Marek wyrwał jej popcorn – I nie myśl sobie, iż zjesz cały. Ma na video wystarczyć.
- Daj jeszcze! – pisnęła dziewczyna wysuwając dłoń, w kierunku kartonika.
- Nie ma mowy – chłopak odsunął się od niej.
Aga skrzyżowała ręce i popatrzyła na niego z wyższością. Denerwował ją – i to nawet bardzo. Nawet nie potrafiła wyobrazić sobie, siebie w roli jego dziewczyny. Był zbyt egocentryczny i traktował ją, lekko powiedziawszy z góry. A tego, to już ona nie znosiła. Po za tym jedyną drogą prowadzącą do niego była Zuza. poprzez siostrę do serca