kostka lodu bateria czyli co to jest
Definicja: Co najmniej stać obok i spoglądać, dyskretnie, tak tak aby nikt nie zauważył, lecz żebyś.

Czy przydatne?

Co znaczy Kostka lodu i bateria za 2,30 - czyli drugiej szansy juz nie bedzie...

Słownik: Co najmniej stać obok i spoglądać, dyskretnie, tak tak aby nikt nie zauważył, lecz żebyś Ty wyczuł
Definicja: Jest typowe jesienne popołudnie. Ja ubrana w gruby płaszcz sunę poprzez zatłoczone ulice. Torba trzymana na ramieniu strasznie mi ciąży. Dziś miałam zbyt sporo zajęć. Zrywa się wiatr. Ja szybko łapię się za głowę aby pochwycić w ostatniej chwili ulatująca chustkę. Wzrok kieruję w dół szukając słuchawki, która przy tych gwałtownych czynnościach wypada mi i w tym samym momencie nie zauważam chłopaka sunącego z naprzeciwka. Wpada na mnie, godząc mnie i tak w już bolące ramię i krótkim „sory” załatwia sprawę. Ja poruszona tym zachowaniem, zdenerwowana na wietrzna pogodę, ciężką torbę, tłok na ulicy i to niczego nie załatwiające, potoczne „sory”, odwracam się w nadziei, iż zauważę chłopaka i wyładuję na nim złość z całego tygodnia….Krzyczę „Ej Ty!” Mimo tłoku chłopak w ciemnej kurtce, zdejmując kaptur odwraca się w moją stronę. Mnie już cisną się na myśl słowa, które mają ostrzejsze zabarwienie niż „Czy mógłbyś uważać przyjacielu?”, Otwieram usta, by przekazać jemu ich treść i wtedy zasycha mi w gardle. Nie wierzę, nie wierzę własnym oczom…On widząc moje zdumienie, z początku zabiegany, nieprzytomny trochę wzrok skupia na mojej twarzy. Jego źrenice również rozszerzają się ze zdumienia. poprzez okres stoimy tak na głośnej ulicy Poznania, co chwila popychani poprzez niezadowolonych przechodniów rzucających nieprzyjemne uwagi, co do tamowanego poprzez nas ruchu. Ale ja szybko powracam do trzeźwości umysłu i możności wypowiadania czegokolwiek, z którego to przywileju niezwłocznie korzystam niepewnie pytając się „ To ty Kuba?” On wyraźnie poruszony całą sytuacją powraca również do normalności, łapiąc mnie za łokieć i odciągając na bok, ponieważ ten pan na rowerze niebezpiecznie się zbliżał. Zlustrował mnie z góry na dół, po czym ponownie spojrzał w oczy.
- Śpieszysz się gdzieś? – Zapytał.
W zasadzie to będąc w klasie maturalnej zawsze się śpieszyłam i z niczym nie mogłam zdążyć. Doświadczona ostatnimi czasami gdzie „olewając” pierwsza klasę miałam dwa razy więcej roboty w drugiej, ponownie teraz popełniłam ten sam błąd i ciągle biegałam, kserowałam notatki i non stop kłóciłam się w domu o komputer, robiłam wszystko, tak aby nadrobić materiał i w pierwszej kolejności zdać maturę. I w sumie najrozsądniej w takiej sytuacji byłoby powiedzieć „ Nie, przykro mi, za pięć min. zamykają mi bibliotekę, a ja mam na jutro do przygotowania esej o zmianach w polskim rządzie na podstawie mijającej kadencji”, lecz jak mogłam walnąć w twarz takim tekstem chłopakowi, z którym kiedyś łączyły mnie tak cudowne przeżycia?
- Nie …w zasadzie nie – Uśmiechnęłam się do niego, co on zinterpretował pewnie jako zgodę na zaproszenie mnie do modnej kawiarni za rogiem, ponieważ stwierdził jedynie:
- No to idziemy na kawę.
Musze przyznać, iż, mimo że bywałam tam sporo razy, wtedy wchodząc do przytulnego pomieszczenia czułam się jakbym robiła to pierwszy raz, lecz co więcej czułam, iż takie „standardowe” czynności jak siadanie, zdejmowanie płaszcza czy picie kawy to dla mnie nowość. Czemu tak było? Chyba zwyczajnie przeżyłam ogromny szok spotykając jego. Zwykle jestem osoba wygadaną, lecz wtedy idąc u jego boku milczałam, jedynie wszystko obserwując. Wiał okropny wiatr, do tego zaczęło kropić. Ludzie otwierali własne parasolki, niektórzy próbowali się wcisnąć pod daszek i tak już przepełnionego przystanku. Każdy był zajęty własnymi sprawami. Nie wierzyłam jak mogą tak się zachowywać, kiedy ja idę wraz z Kubą do kawiarni, po tym jak przypadkiem zderzyliśmy się na ulicy. Jak ludzie mogli nie przejąć się tym, iż spotkaliśmy się przypadkiem po dwóch latach i teraz idziemy do kawiarni?! Nie mam definicje jak oni mogli! Za to ja mogłam. Byłam tak przejęta, iż nic nie mówiłam. On zresztą także. Zajęty był przytrzymywaniem kaptura i poprawianiem szalika i tylko, co chwilę zerkał na mnie. Mimo, iż nie widziałam jego ust, ponieważ przykryte były tym czymś wełnianym, wiedziałam, iż się uśmiecha. Widziałam to w jego oczach.
Weszliśmy do kawiarni, zajęliśmy stolik. Młoda dziewczyna podeszła do nas i pochylając się ku świeczce zręcznie podała nam menu. Podziękowaliśmy kelnerce i wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Ja nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać wyrzucając z siebie potok nieważnych słów.
- Boże, nie wierzę! To mi się chyba śni. Idę sobie ulicą wkurzona, ponieważ kupiłam baterie za 2,30 w kiosku, a nawet godziny nie pograła, a już siadła! Do tego ta przeklęta chustka. Męczyłam się rano tak aby ułożyć włosy, a ledwie wyszłam z klatki i tak powiało, iż już nie wyglądałam. W szkole myślałam, iż padnę , urwałam się z ostatnich lekcji, lecz szybko przekonałam się, iż nie zaoszczędzę na czasie wychodząc koło 16 na miasto, gdzie niczego nie można załatwić na skutek korków i w ogóle…!
lecz on śmiejąc się przerwał mi ruchem ręki i rzuconym nieśmiałe „cicho!” więc się zamknęłam.
- Bardzo mi przykro na skutek tej chustki, > lecz opowiesz mi o tym później, ponieważ na razie to w najwyższym stopniu interesuje mnie, co tutaj robisz? Gdzie się uczysz? Gdzie mieszkasz? I w ogóle, co u Ciebie słychać? Niewiarygodne, iż Ciebie spotkałem! Trochę się boje, iż to sen…Auuua – Wykrzyczał dosyć głośno – Mogłaś mnie uszczypnąć, a nie kopać! – Powiedział zdenerwowanym głosem
- Oj tam przestań! Istotne, iż teraz wiesz, iż to nie sen…no i ja przy okazji także.
Po chwili rozmowy o niewiele istotnych kwestiach odpowiedziałam mu na wszystkie pytania i w roli ścisłości, tak aby każdy mógł dowiedzieć się tyle ile mu było dane, napiszę to teraz. No, więc nazywam się Agata i jestem w trzeciej klasie liceum. Półtora roku temu przeniosłam się z rodzinnego Słupska do Poznania - uroki pracy ojca. Codzienna egzystencja upływa mi na nauce w tygodniu i zabawie w klubach w czasie weekendu. W sumie jestem normalną nastolatką, której odbija wśród przyjaciół i która raczej nie wierzy w użytek, > lecz którą dzisiejsze spotkanie na ulicy do rozmyślań o tym zachęciło…
- ponieważ widzisz ja w tym semestrze przeniosłem się tutaj na uczelnię. Przedtem jak wiesz, > lecz w sumie skąd mogłabyś wiedzieć, studiowałem we Wrocławiu. Wynajmuję dwupokojowe mieszkanie na spółkę z takim trochę dziwnym rockowcem, > lecz nie narzekam. – Przerwał moje przemyślenia
- A co z Marysią? – Wypaliłam chyba trochę nieodpowiednio, ponieważ jego twarz dziwnie się skrzywiła.
- Jaka Marysią? – Zapytał, aczkolwiek dobrze wiedziałam, iż wie kogo mam na myśli
- No twoją dziewczyną – Wytłumaczyłam
- Chyba raczej byłą dziewczyną – Sprostował - Pół roku, po tym jak my straciliśmy kontakt, rozstaliśmy się…
- Rozumiem, przykro mi…
- Nie powinno skoro mi nie jest – Odpowiedział dopijając ostatni łyk kawy, po czym spojrzeniem przywołał kelnerkę i powtórnie złożył zamówienie
- No a jak u Ciebie w takich kwestiach? Masz kogoś? – Ciągnął temat
- Nie... wiesz, ja nie mam na to czasu. Nie powiem, iż z nikim się nie spotykam, ponieważ tak nie jest, > lecz nie to są zobowiązujące „widzenia”. Wiele czasu spędzam w klubach, poznaje nowych ludzi, > lecz rozumiesz, to tylko znajomości na krótka metę i chyba na razie mi to wystarcza – Skończyłam zdanie i również dopiłam własną kawę.
Dalsza rozmowa zeszła nam na opowiadaniu szczegółów z naszego życia. Ja szykowałam się już powoli do wyjścia, kiedy on nagle złapał mnie za rękę i powiedział:
- Agata, czy to musiało się tak skończyć? Przecież obiecaliśmy sobie, iż zawsze będziemy utrzymywać kontakt, iż nie zapomnimy o tym, co było, ponieważ jak sama mówiłaś – pięknych rzeczy się nie wymazuje z pamięci. Widzisz zabolało mnie to, iż usunęłaś mnie ze swojego życia. Zablokowałaś na gg, nie odpowiadałaś na telefony, zerwałaś nawet kontakt z Piotrkiem i Bartkiem, żebym przypadkiem nie dowiedział się, co u ciebie. Zresztą nie wiem, czym zagroziłaś siostrze, > lecz ona także słowa nikomu z Ostrowa o tobie zdradzić nie chciała. Powiedz mi tylko jedno. Czy prócz tych numerów, wyrzuciłaś również moje listy i zdjęcia?
Strasznie zaskoczył mnie tym, co powiedział. Rzeczywiście było tak jak mówił, no, > lecz to była tylko reakcja na to, co zrobił. Więc nie powinien się jej dziwić. > lecz pytanie o listy…to mnie zagięło, ponieważ to były jedyne pamiątki po tamtym Kubusiu. Listy i kilka zdjęć wyjęłam tamtego dnia, gdy byłam tak okropnie wściekła na niego i tylko zastanawiałam się nad metodą, w jaki je wszystkie zniszczę. Spalić czy podrzeć? Wybrałam to drugie, ale gdy ujęłam pierwszą kopertę i chciałam to zrobić, coś z wewnątrz odebrało mi siły i nie mogłam tego uczynić. Z rozpaczy rzuciłam się na łóżko, a listy schowałam na dno pudełka na skarby.. Leży ono w domu, aczkolwiek już dawno nieotwierane, nadal przydaje się w trudnych momentach.
- Nie, nie zdołałam ich zniszczyć. Chyba nie miałam odwagi – Odpowiedziałam
- ponieważ widzisz, ja je ciągle mam i bardzo regularnie sięgam po nie przypominając sobie tamte piękne chwile…Pójdziesz gdzieś ze mną? Proszę, to niedaleko. Chciałbym ci cos pokazać – Zapytał
- No nie wiem i tak już jestem spóźniona. A gdzie chcesz mnie zabrać?
- Do siebie do domu – Odpowiedział
Zapadło milczenie, ponieważ widzicie trochę mnie ta perspektywa przeraziła, ponieważ nagle uświadomiłam sobie , iż ja widzę tego chłopaka po raz drugi w życiu i to po dwuletniej przerwie. I czy mogę mu ufać? > lecz szybko rozwiałam wątpliwości, ponieważ on przecież chce mi tylko coś pokazać. W gruncie rzeczy bardzo byłam tego ciekawa, więc odpowiedziałam:
- No dobrze, > lecz mam niewiele czasu.
- Nie szkodzi to niedaleko – Zapewnił mnie.
No nie wiem czy to było tak „niedaleko”. Jak dla mnie to był duży kawałek. Było już, po 19, kiedy wpadliśmy do jego mieszkania. poprzez chwile staliśmy w ciemnościach, ponieważ żarówka na klatce właśnie zgasła, a on ślepo, na wyczucie, szukał kontaktu w przedpokoju. Wreszcie zapalił światło. Zaprosił mnie do środka i zaczął pospiesznie nastawiać wodę na herbatę. Na co ja, iż już się opiłam kawy i iż się nawet nie będę rozbierać, ponieważ musze zaraz wracać. On nie pozwolił na to, zmusił żebym po zostawieniu wierzchniego odzienia w przedpokoju, ogrzała się w kuchni. Chwile siedzieliśmy w milczeniu nasłuchując jak coraz to mocniejszy deszcz obija się o okna. Rozglądałam się po tym doskonale czystym pomieszczeniu i zaczęłam mieć wyrzuty sumienia na skutek mojej kuchni, na której sprzątanie to mi przypadł dziś zaszczyt. Moje rozważania nad brudnymi naczyniami przerwał Kuba z hukiem odsuwający taboret i kierujący się w stronę korytarza. Przywołał mnie ręką, więc poszłam. Na trasie kuchnia – korytarz uderzyłam w coś wystającego i rozmasowując łokieć weszłam do jakiegoś pokoju, nie zwracając większej uwagi na to, co się w nim znajduje.
- Kurde, > lecz się walnęłam. Zobacz aż skóra się zdarła i cholernie piecze! – > lecz nie doczekałam się żadnej reakcji z Kuby strony. Żadnego bandaża, plastra, worka z lodem, więc podniosłam wzrok…i drugi raz w ciągu trzech godz. zostałam druzgocąco zaskoczona…lekko wryta w ziemię…
Naprzeciwko drzwi wejściowych znajdowało się okno, a niżej biurko. No standardowe połączenie… wiecie dopływ światła i w ogóle. Kiedy przesunęłam wzrok chcąc odnaleźć sylwetkę Kuby, spojrzałam w prawo na łóżko i ścianę położoną nad nim. To wtedy ogarnęło mnie tak ogromne zdumienie. No, ponieważ powiedzcie mi jak miałam zareagować na widok kilkunastu swoich zdjęć poprzyklejanych jedno na drugie na ścianie kolegi? ale to nie było wszystko. Taka trochę odrętwiała, chcąc bliżej przyjrzeć się tej małej „gablotce” podeszłam do lóżka i zauważyłam napis wykonany markerem tuz nad zdjęciami…szybko uświadomiłam sobie, iż to był trochę zmieniony cytat z mojego listu, zaadresowanego do niego: „I tylko żebym nie obudził się kiedyś i nie stwierdził, iż to Ona była mi przeznaczona…”zaś pod zdjęciami „…niestety…” Zamurowało mnie doszczętnie. To chyba było już trochę zbyt wiele zaskoczeń jak na jeden dzień. Hm w sumie stanowczo zbyt wiele! Wzrok skierowałam na szafkę umiejscowioną koło łóżka, którą w tym odrętwieniu przesunęłam i na kartki na niej leżące. Co to były za kartki? Teraz każdy może dopowiedzieć, ze były to moje listy. Wyglądały mniej więcej tak jak te ksiązki w bibliotece, które są regularnie wypożyczane, i które przechodzą poprzez sporo rąk. Nie mówię, iż kartki były zabrudzone, czy cos w tym rodzaju, ponieważ mając na myśli te ksiązki z biblioteki, mówię o kulturalnych czytelnikach, nie tych, którzy nie stosują się do zasad i piją herbatę przy czytaniu. Wiedziałam, iż on faktycznie regularnie je przeglądał. Wtedy coś do mnie powiedział, > lecz ja byłam jeszcze w lekkim szoku i nie dochodziło do mnie znaczenie wypowiadanych słów. Dopiero, gdy powiedziałam, co? On powtórzył rozpoczęte zdanie.
- Rozpoczyna mnie przerastać fakt, iż nie mogę mieć tego, czego chce, iż nie mogę zrobić tego, czego bardzo bym chciała. Dążę w życiu do tego, by nie być niczym ograniczona, robić to, co chcę, zwyczajnie żyć pełnią życia i czerpać z niego jak najwięcej…czyli dlaczego pytam się, dlaczego!? Nie mogę teraz się do Ciebie przytulić i dotknąć Twoich włosów? Nie mogę popatrzeć Ci w oczy i poczuć Twojego zapachu? Lub co najmniej stać w okolicy i spoglądać, dyskretnie, tak tak aby nikt nie zauważył, > lecz żebyś Ty wyczuł…- Skończył
A mnie wmurowało…nie dość, iż miał mnie na ścianie, ze czytał moje listy bardzo regularnie, to jeszcze zaczął mi je cytować. Nie wiedziałam, co myśleć, czułam się strasznie dziwnie. Targały mną sprzeczne emocje. Wiedziałam, iż muszę coś odpowiedzieć, > lecz całkowicie nie przychodziło mi nic do głowy. W życiu bym się nie spodziewała,… > lecz moje zażenowanie przerwał dźwięk przekręcanego zamka, a później głośne otwieranie drzwi poprzez, jak to się później okazało, współlokatora Kuby.
- Siemano! Jesteś w domu? Ty, jaki syf był na uczelni…- Przerwał wszedłszy do pokoju i zobaczywszy nas stojących przy „gablotce”. ale szybko odzyskał głos i dokończył.
- Stary, co Ty laskę chcesz wyrwać pokazując jej zdjęcia i listy ukochanej?? – Powiedział z ironia.
A mnie wmurowało, więc on nadal…więc on dalej mnie kochał? Nie, to niemożliwe. Nie chciało mi się wierzyć. Kręciło mi się w głowie. Nagle ktoś pociągnął mnie za rękę i słyszałam tylko już tego wytatuowanego w krzyże – rockowa.
- Ty to przecież ona!! To ta klientka ze zdjęć! Przeciecz mówiłeś ze nie wiesz gdzie jest ! Czemu mi nie powiedziałeś, iż ją odnalazłeś? Wiesz co, taki z Ciebie przyjaciel! - Zaczął prawić wyrzuty
- ; > lecz to był sytuacja. Przypadkiem wpadliśmy na siebie na ulicy. – Wytłumaczył Kuba
- No jasne…- Zadrwił współlokator, ; > lecz widząc nasze miny uśmieszek zszedł mu z twarzy i upewniającym się tonem zapytał
- Nie no łacha sobie ciągniecie? …Yyy serio przypadkiem?
Kiwnęliśmy jedynie głowami. Na co on upadł na kolana i zaczął wykrzykiwać imię Pana Jezusa Chrystusa, sławić Go pod niebiosa i dziękować za to, iż Ten każdego dnia daje mu świadectwo na to, ze cuda się zdarzają. Trwało to dłuższą chwilę i pewnie gdybym nie była tak zdumiona, zaczęłabym się śmiać z tej całej komicznie wyglądającej sytuacji, ; > lecz tylko stałam i patrzyłam jak tamten podnosi się z ziemi i zwracając głowę ku nam mówi
- Widzicie! To Bóg Was na nowo połączył. To dzięki Niemu! Chwalcie Pana, nawet nie wiecie, jaki jest ogromny! – Wykrzykiwał…
Poczułam, iż mam dość. Nagle moje stosunkowo poukładane życie wywróciło się o 180 stopni. W ogóle czy ktoś może mi powiedzieć, co się dzieje? To jakiś żart? Co ja tu w ogóle robie? Jedyne co przychodziło mi do głowy to wyjść z tego domu, wyjść z tej klatki, uciec z tego osiedla i być sama. Było mi strasznie słabo, niedobrze. Wybiegłam z pokoju i pośpiesznie zaczęłam zakładać buty. Kuba dogonił mnie, gdy wybiegałam na pierwsze piętro. Odwrócił w własna stronę i powiedział
- Przepraszam Cię, chyba nie powinienem Ci tego wszystkiego pokazywać, to pewnie dla Ciebie zbyt spory szok, to spotkanie to, co zobaczyłaś, przepraszam. Mam nadzieje, iż się nie gniewasz…
Nie wiem czy się gniewałam. Nie to chyba było inne uczucie, a raczej taki mix…tylko, iż teraz nie był on pozytywnym doświadczeniem tak, jak te mixy w idei czy w erze przynoszące same korzyści. Wyszliśmy z klatki. Poczułam fale świeżego mroźnego powietrza „niezła będzie w tym roku zima” pomyślałam. poprzez chwile szliśmy nie mówiąc nic. Wreszcie Kuba nie wytrzymał wyprzedził mnie i stanął naprzeciwko. Słabo widziałam jego twarz. Latarni na tym osiedlu nie zastałam. Jarzyło się światło na którejś z pobliskich klatek tak, iż mogłam dostrzec kawałek jego prawego profilu. Złapał mnie za rękę i szybkim ruchem przyciągnął do siebie…Byłam bardzo blisko, ; > lecz czułam się niezręcznie nie widząc jego oczu.
- Wiesz…Ja Ciebie kocham, a raczej nigdy nie przestałem kochać… - Powiedział bardzo wolno ściszając głos przy każdym kolejno wypowiadanym słowie, ; > lecz to może tylko mnie się tak wydawało, ze tak dziwnie intonuje?…nie wiedziałam, iż mnie kocha…W tamtym momencie nie wiedziałam niczego. Poczułam tylko ciepło jego ust. Porządnie zakręciło mi się w głowie i zaczęłam spadać, tak bezładnie w jakiś nieokreślony bezkres…


***

Kiedy otworzyłam oczy poraziło mnie światło. Taki trochę niemiły kontrast między tym, co przed chwila widziałam, a raczej, czego nie widziałam i tym, co teraz raziło mnie w oczy. Gwałtownie podniosłam rękę chcąc je zasłonić i poczułam lekkie ukłucie. W sumie Kuba nie musiał mi tego mówić, sama się domyśliłam, ze to igła i kroplówka. Potrzebne mi było raczej wytłumaczenie, dlaczego ta kroplówka podpięta jest do mnie. Kiedy oswoiłam się z rażącym światłem mój telefon zaczął dzwonić. Głos wydobywał się z torebki lezącej na stoliku w okolicy niego. Kiwnęłam mu tak aby odebrał.
- Tak słucham? - Zaczął rozmowę.
- Ty Agata! No gdzie ty jesteś? Odbiło ci? Ile ja mam czekać tutaj z Werą! Zaraz wpuszczają i przepadną bilety! Za ile będziesz? – Rozpoznałam głos przyjaciela, Karola
- Agata nie przyjedzie, ponieważ jest w szpitalu – odpowiedział Kuba.
- iż co w szpitalu, ; > lecz wymyśla! Pewnie się z kimś na mieście umówiła i zapomniała ze mamy iść do teatru i teraz jakieś niedrogie wymówki i to jeszcze sprzedawane poprzez kolegę! W ogóle to, z kim ja rozmawiam? - Zapytał zdenerwowanym tonem Karol w tle słyszałam jeszcze głos wkurzonej Weroniki cos w stylu „zimno mi”
- Jestem Kuba jej…yyy kolega, Agata zasłabła i przed godziną dowiozłem ją do szpitala
- No ładnie! Jaki Kuba? Dobra nieważne, w którym szpitalu?
Dalej nie pamiętam rozmowy, ponieważ chyba mi się przysnęło. Obudziłam się, ponieważ ktoś narobił wielkiego hałasu na korytarzu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam wpadającego do Sali Karola a niedługo po nim Weronikę.
- Ty, co Ty wyprawiasz?- Powiedział z wyrzutem Karol – to pewnie, dlatego, iż nie jesz mięsa! W ogóle, co to za Kuba? - Kiedy kończył zdanie ja kiwnęłam głową w stronę gdzie stał Kuba, co wywołało, ze zarówno Karol jak i dopiero wpadająca do Sali Weronika spojrzeli na postać siedzącą z moja torebka na kolanach i równocześnie wykrzyknęli
- A co On tutaj robi?
Nie miałam sił na długie tłumaczenia, nie miałam siły na jakiekolwiek wytłumaczenia. Prościej w sumie byłoby powiedzieć, iż nie maiłam siły na nic. ; > lecz znajomi byli wyraźnie zaintrygowali obecnością tego chłopaka…no właśnie, za kogo powinnam uważać Kubę? Jak go nazywać? ponieważ przecież nie był on zwykłym znajomym, zwykłym kolegą. Był osobą, z którą dwa lata temu połączyło mnie wielkie uczucie. Pierwszy raz w życiu zakochałam się i to właśnie on był moim „wybrankiem”. To było piękne przeżycie. Coś najcudowniejszego, co człowieka w życiu spotyka. ; > lecz ja chyba nie mam nigdy takiego „szczęścia do końca”, ponieważ zgoda kochałam go z wzajemnością, a tj. najważniejsze prawda? Tylko, iż on mieszkał na drugim końcu Polski i do tego był od dwóch lat przez wzgląd na Marysią…W pierwszej fazie zakochania, nie myśli się o problemach. Jest się niesionym poprzez jakieś niewidzialne skrzydła, które sprawiają, iż ma się wrażenie, iż można zrobić wszystko, zwalczyć wszystkie bariery…Jednak szybko trzeba się z tego transu obudzić. Mnie tez takie bolesne przebudzenie dotknęło, w pewnym momencie uświadomiłam sobie, iż, mimo że wiem, iż mnie kocha, iż o mnie myśli to jestem bardzo nieszczęśliwa, ponieważ nie mogę z nim być. tj. chyba cos najgorszego na świecie, kiedy kochasz z wzajemnością, a jednak nie możecie być wspólnie…no nic tylko się pociąć…Nie życzę tego nikomu. No i w pewnym momencie zaczęłam się głęboko zastanawiać nad sensem takiego naszego „niewidzialnego związku” wszystkie najbliższe mi osoby twierdziły, iż powinnam zapomnieć o tym uczuciu, ponieważ ono mnie niszczy od środka. Już się tak regularnie nie uśmiecham, już nie zarażam swoim optymizmem, tylko coraz częściej chodzę przygnębiona, zadumana, taka trochę wycięta z rzeczywistości. Kochaliśmy się faktycznie, bardzo mocno i wiedziałam, iż nigdy o nim nie zapomnę i nie zapomniałam. Czasami tylko, kiedy go sobie wspominałam, było mi przykro, iż zerwaliśmy kontakt, iż to się tak wszystko dziwnie potoczyło
- Nie mam siły o tym mówić – powiedziałam zmęczonym tonem
- Przypadkiem spotkaliśmy się na ulicy – dopowiedział Kuba
- No jasne? I co? I iż co jak to? Jak to teraz będzie? iż będziecie wspólnie tak? – Jąkał się Karol
- No pewnie, prawda Agata?! Nieprawdopodobne, ; > lecz nie mogę, spotykasz go po dwóch latach! Normalnie jak w książce! – Nadawała podekscytowana Wera.
; > lecz mi było tak strasznie słabo…poczułam, iż nie wytrzymam tych pytań, tego gadania. w najwyższym stopniu w świecie chciałam być w tamtym momencie sama…
- Dość! Przestańcie się drzeć! Czy nie zauważyliście, ze leżę w szpitalu!? W S-Z-P-I-T-A-L-U! Tu leżą ludzie, którym coś dolega! I nie można ich ….
- Co tu się dzieje? Kto państwa wpuścił! Tu nie może przebywać tyle osób! Proszę natychmiast wyjść! - Uratował sytuacje doktor
- > ; > lecz my do koleżanki… – Kończyli.
- Idźcie…- Powiedziałam zrezygnowanym tonem, chciałam mieć wreszcie święty spokój. Zamknęłam oczy i znowu poczułam, iż spadam, > ; > lecz tym wspólnie tak przyjemnie…


***

W sumie to jesienne popołudnie było o sporo ładniejsze od tego, w które spotkałam Kubę. Siedzieliśmy na ławce. Nie wiało, co można było stwierdzić, po mojej chustce, która nie wymieniła swojego miejsca od rana. Siedziałam, patrzyłam w górę na drzewo, którego gałęzie osłaniały miejsce, w którym byliśmy. Gdy tak się spojrzało w górę i chwilę patrzyło, można było odnieść wrażenie, iż liście nieźle się bawią spadając z drzew. Wzajemnie się goniły, obracały. Tę chwilę zadumy przerwał mi Kuba głośnym chrząknięciem. Już od początku spotkania, był jakiś nieswój, taki podenerwowany.
W sumie nie wiem, czym. Fakt widzieliśmy się po raz pierwszy od wydarzenia w szpitalu, > ; > lecz czy to wywoływało w nim aż takie emocje?
- Agata widzisz ja strasznie długo myślałem nad tym jak mam to powiedzieć, tak aby ładnie ubrać w słowa, tak aby było jak należy. I nie wiem ile kartek pokreśliłem próbując coś utworzyć na brudno, > ; > lecz fakt faktem, iż niby miałem tam coś przygotowane, > ; > lecz teraz to już w ogóle nie pam…- Przerwałam mu i kazałam przejść do rzeczy.
- Nie stresuj się przecież to tylko ja – Próbowałam go uspokoić.
- Widzisz, nie wiem czy pamiętasz, co Ci powiedziałem przed Twoim omdleniem…- Urwał.
- Pamiętam…
- No właśnie, tak, więc widzisz po tym jak rozstałem się z Marysią zacząłem myśleć tylko o Tobie. Na wszelakie metody chciałem z Tobą porozmawiać, chciałem żebyś wiedziała, iż już nie jestem z nią, iż teraz możemy być już wspólnie tak jak chcieliśmy! > ; > lecz nie udawało mi się zdobyć o Tobie żadnej informacji. Agnieszka nie sypnęła się ani razu. Chciałem przyjechać do Słupska porozmawiać, > ; > lecz zagroziła mi, iż mnie zabije jak to zrobię. Miałem doła…strasznego. Miałem poczucie, iż straciłem coś strasznie cennego…i to z własnej winy. > ; > lecz widzisz zrozumiałem swój błąd i wiem, iż Ty jesteś mi tą pisaną, iż to z Tobą chcę być…tak, więc Agata czy teraz będziemy wspólnie?
Dziewczyny nieraz tak maja, iż wiedzą, co powiedzą faceci. Ja regularnie tak miałam, spodziewałam się, iż usłyszę to pytanie. I nie powiem, iż się nad nim nie zastanawiałam. Leżąc w szpitalu, jak nigdy miałam wiele czasu na przemyślenia. Tylko, iż do jakichkolwiek konkretnych wniosków nie dochodziłam. Teraz spotkałam się twarzą w twarz z tym pytaniem i wiedziałam, iż nie mogę powiedzieć „Sory wiesz później Ci udzielę odpowiedzi jak sobie przemyślę wszystko”, ponieważ nie tędy droga…trzeba było się określić, tam w parku, na tej ławce, pod tym ogromnym drzewem i pięknymi spadającymi liśćmi…
- Nie…- Zdołałam wydusić to z siebie po dłuższej chwili milczenia
On czekał na inne słowa, miałam wrażenie, iż był pewien, iż usłyszy cos zupełnie o innym znaczeniu
- > ; > lecz jak to?- Był wyraźnie zaskoczony
Trochę mnie to zbiło z tropu. ponieważ w sumie, dlaczego on miał prawo być przekonanym o moim „tak”? Po tym wszystkim?
- Kuba…Nawet sobie nie wyobrażasz jak cierpiałam. poprzez prawie pół roku nie byłam tą samą Agatą. Uleciało ze mnie powietrze, straciłam sedno życia. Bolało mnie serce poprzez Ciebie. Tak strasznie bolało mnie to, iż wybrałeś Marysie, iż kategorycznie przekreśliłeś moje nadzieje. Nie będę wspominać o tym, co wywołało, ze straciliśmy kontakt sam dobrze wiesz,… > ; > lecz po części to była dla mnie próba ratunku, ucieczki od tego niespełnionego uczucia. Musiałam wziąć się w garść. Trwało to cholernie długo…no, ponieważ takie rany nie goją się z dnia dziennie. ; > ; > lecz podniosłam się i stoję…teraz już twardo, mocno. Mam poukładane życie. Wiem, czego chcę. Nie zapomniałam nigdy o Tobie…o nie. ; > ; > lecz wspominając Ciebie mam teraz przed oczami młodzieńczą miłość, która się przerodziła w ogromną rozpacz, ; > ; > lecz to już było. Minęły dwa lata. Ja zamroziłam w sobie tamto uczycie. Ta kostka lodu siedzi cały czas we mnie…Kiedy spotkaliśmy się przypadkiem, zamurowało mnie, później zastanawiałam się czy to, dlatego, iż moje uczucia odżyły, ; > ; > lecz teraz wiem, iż to nie z tego powodu…to był zwyczajnie… spory szok…. ponieważ widzisz, teraz siedząc w okolicy Ciebie nadal nie mogę w to uwierzyć....Ile ja bym dała kilka lat temu za taką sposobność. aczkolwiek minuty z Tobą…Wtedy? Wszystko…Ciężko mi to mówić, . ponieważ wiem, iż moje słowa ranią… ; > ; > lecz Kubuś nie stopiłeś tego lodu…nie powiodło Ci się to. Tamto uczucie odeszło gdzieś, strasznie głęboko i nawet Ty już go stamtąd nie wygrzebiesz…jeśli jest tak jak mówisz, iż mnie nadal kochasz, to strasznie Tobie współczuję, . ponieważ będziesz musiał przejść poprzez to, co ja kiedyś przechodziłam, a wiem, iż to okropne uczucie…Przepraszam Ciebie Kuba…Przepraszam Ciebie, ; ; > ; > lecz ja nie potrafię zmusić się do miłości, tak jak kiedyś chciałam zmusić się tak aby ją wyrzucić z dnia dziennie z mojego serca…- Tu przerwałam i spojrzałam mu głęboko w oczy. Świeciły się nienaturalnie, to chyba były łzy. Tak strasznie kuło mnie serce, tak strasznie żałowałam, iż to wszystko się tak potoczyło…Tak strasznie przeklinałam, ze Bóg jest taki niesprawiedliwy…


***

Minęło dużo czasu od tamtej rozmowy w parku. Więcej Go nie widziałam. To wszystko było takie dziwne. Czasami łudziłam się, iż go spotkam gdzieś na ulicy, iż znowu na mnie wpadnie, . ponieważ brakowało mi jego jako przyjaciela, jako kogoś, z kim mogłabym porozmawiać. ; ; > ; > lecz tak się nie stało…Kiedyś przechodziłam w okolicy Jego osiedla i pomyślałam, iż zajrzę. Zapukałam do tamtych drzwi w nadziei, iż mi otworzy. ; ; > ; > lecz ujrzałam tylko tego wytatuowanego, który zlustrował mnie szybko i odburknął jedynie
- Kuba już tu nie mieszka – I zamknął mi drzwi przed nosem
Taka odpowiedz mi nie wystarczyła, dlatego zapukałam jeszcze raz, na co drzwi otworzyły się gwałtowniej i chłopak wyraźnie wkurzony powiedział:
- Głucha jesteś? Nie mieszka tu! Wrócił do Wrocławia.
Tego się nie spodziewałam. ; ; > ; > lecz rozumiałam Go. Ucieczka była najwspanialszym metodą.

***

- Agata weź otwórz ja włosy myję! – Wrzeszczała z łazienki siostra.
Ja zaspana podniosłam się z kanapy. Otworzyłam drzwi i ujrzałam znajomego Pana Listonosza.
- No dla Agatki mamy liścik dzisiaj…- Powiedział listonosz wręczając mi kopertę. Zażartował cos, ; ; > ; > lecz ja nawet się nie zaśmiałam, . ponieważ już przeczytałam nadawcę: Kuba Mieszewski...I chciałam jak najszybciej zamknąć drzwi i przeczytać to, co napisał…
- Kto to?- Zawołała Agnieszka z łazienki
- Nikt, listonosz!- Odpowiedziałam i zagłębiłam się w lekturę
List nie był długi, w porównaniu z tym, co kiedyś przyzwyczajeni byliśmy do siebie pisać. ; ; > ; > lecz był treściwy. Pisał o tym, iż bardzo cierpi, iż musiał znowu zmienić szkołę, iż nie mógł zaryzykować, iż byśmy się jeszcze kiedyś spotkali, iż pewnie nieraz miałby ochotę przyjść pod moje mieszkanie i poczekać aż wyjdę, tak aby porozmawiać. Nie chciał mnie męczyć. Strasznie przezywał to wszystko. Pisał, iż żałuję, iż to wszystko się tak potoczyło. ; ; > ; > lecz w tamtym momencie w najwyższym stopniu zależało mu na Marysi…i tak dalej itd

***

Widzicie sporo razy zastanawiałam się jakby to było, gdyby to wszystko potoczyło się inaczej. ; ; > ; > lecz zawsze dochodzę do tego samego wniosku, iż szczęścia i nieszczęścia dostajemy od Boga przeważnie po równo. I, iż skoro się wycierpiało, to kiedyś z pewnością nadejdzie ukojenie w bólu. Taki tok myślenia pomógł mi się podnieść po tym wszystkim. Wracam do normalności. ; ; > ; > lecz jedno wiem, iż tej całej historii z Kubą nigdy, ; ; > ; > lecz to przenigdy nie zapomnę…