delikatna buntowniczka co to jest
Definicja: słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Delikatna buntowniczka...

Słownik: Dziewczyna mieszkająca w domu dziecka po wypadku rodziców trafia do domu zastępczego... Jej życie automatycznie się zmienia...
Definicja: Pot spływał mi po policzkach. Nie przejmowałam się tym, ponieważ i tak wiedziałam, iż będę musiała pomalować się znowu. Siedziałam na leżaku czytając "Na gigancie" i słuchając Hey "Chyba"... Pomyślałam sobie: "Ta majówka miała wyglądać inaczej!". ponieważ tak miało być. Miałyśmy z Irmą spędzić tą majówkę, lecz jej rodzice stwierdzili, iż muszą jechać do nowego domu, który jeszcze nie jest wykończony i go wykończyć.
A ja muszę siedzieć i patrzeć jak mama (moja zastępcza - Dorota) krząta się w ogródku robiąc jakieś rzeczy.
- Laura, ruszyłabyś się lepiej, a nie czytasz tylko jakieś książki. I w ogóle jak można się opalać w make up? - powiedziała wychylając się zza krzaka maliny.
- Widzisz, ja czytam chociaż - powiedziałam z ironią. A oprócz tego, kto powiedział, iż ja się opalam?
- No dobrze, już się tak nie oburzaj. Nie chcesz, nie musisz robić. lecz wiesz.. Mogłabyś iść do sklepu, ponieważ nie mam już cebuli i tym podobne Patrz, czego nie ma w lodówce i kup. Portfel jest w torebce, a torebka jest w moim gabinecie na stoliku. Niechętnie wstałam z fotela, lecz musiałam. Nie mogłam się narażać na razie rodzicom, ponieważ i tak mają ze mną problemy. lecz byli tego świadomi, gdy 3 lata temu mnie brali do swojego domu. Weszłam do domu i położyłam książkę na stole w salonie. Poszłam do mamy gabinetu i wzięłam kapitał. Poszłam jeszcze na chwilkę na poddasze do mojego pokoju. Oczyściłam chusteczkami nawilżającymi twarz, poprawiłam make up. Wzięłam z torebki fajki. "Już nie miałam palić, lecz muszę", powiedziałam sobie w podświadomości. Zbiegłam na dół, zajrzałam do lodówki. Wiedziałam, iż te zakupy będą duże, ponieważ mama z tatą nie mieli czasu robić zakupów.
- Idę - krzyknęłam wychylając się zza okna.
- Dobrze, tylko wróć cała i zdrowa - powiedziała mama.
Wyszłam z domu, włączyłam na całą pydę F.L "Spodnie z GS'u", włożyłam obie słuchawki do uszu. Dwie ulice od domu odpaliłam fajkę i kierowałam się ku PoloMarketowi.
Gdy szłam paląc fajkę stwierdziłam, iż to nie jest fair, iż moi rodzice zapierdalają, a ja muszę robić zakupy. Tata zrobiłby to w 15 min. ponieważ ma samochód, matka to samo, a ja? Znowu będę musiała zarąbać koszyk z polo :) Weszłam do polo i ludzie jak zazwyczaj patrzyli na mnie jak na downa. lecz ja mam to w dupie. Poszłam po napoje, nutelle etc.
Spodziewałam się tego więcej, tzn. było wiele, lecz akurat ojciec przyszedł, gdy ja byłam w kolejce.
- Laura?! Co Ty tu robisz?!
- Mama mnie wysłała po zakupy, pomożesz?
- No, daj to.. Zabierzemy do samochodu. Dorota jest niepoważna, mówiłem, iż jak będę wracać z pracy to zrobię zakupy, lecz nie.. Zajęta była ogródkiem.
- No widzisz tato. Mama już taka jest i się nie zmieni.
- Laura - spojrzał na mnie ojciec groźnie. Paliłaś znowu. Mówiłaś, iż nie będziesz palić!
- Nie paliłam! - zaczęłam wciskać kity. Gadałam z Karolem i on palił. Ja nie paliłam. Nawet nie wiem skąd miałabym fajki.
- Dobra, wierzę Ci - powiedział ojciec, gdy pakował rzeczy do samochodu. Poczekaj, zadzwonię do mamy, pojedziemy na zakupy, chcesz?
- Właściwie przydałoby się, ponieważ nie mam już ciuchów.
- Dobra, poczekaj. Aha, i po drodze musimy pojechać do domu dziecka.
tata odszedł. Do domu dziecka? Po co? Może chcą mnie oddać? Wątpię. Weszłam do samochodu. Mam szczęście, iż mój ojciec słucha takiej muzyki jak ja. Zawsze mu zgrywam piosenki na płytkę ;] Weszłam, pogłośniłam wolum i jazda.
- Jedziemy gdzie? - powiedział ojciec wsiadając do samochodu i ściszając jednoczenie Farbenów.
- Galeria, tam najwięcej sklepów. Tato, a po co do domu dziecka?
- Kazali po coś przyjechać. lecz nie wiem po co. Chyba dostali zawiadomienie ze szkoły o Twoich ocenach i Twoich kłopotach.
- No, lecz przecież tylko raz mnie złapali na fajkach, a Irma powiedziała, iż przypilnuje mnie.
- No tak, lecz oni mają prawo zgłosić to do domu dziecka. A wiesz dobrze, iż z ocenami także nie masz najlepiej. No właśnie, jak z ocenami?- mówił tato prowadząc samochód.
Wzruszyłam ramionami - Babka z gery powiedziała, iż mnie obleje, lecz nie ma prawa, ponieważ mam tylko jedna ocenę.
- A jaka ta ocena?
- No fakt faktem 1, lecz.. Przecież muszą być 3 oceny. A po majówce zaliczam 4 mapy, więc będzie 5 ocen.
- No dobra, lecz umiesz tą mapę?
- Tak, Irma mnie nauczyła. Historię już zaliczyłam. Angola także. Wychodzę na prostą, tylko ta babka z gery się na mnie uwzięła, od czasu kiedy zrobiłam sobie kolczyk w wardze. I nie mów, iż miałeś rację, iż nie mam tego robić. Znam już tą śpiewkę.
- Scholastyka - mój ojciec, jak chce mnie wkurwić, to mówi do mnie drugim imieniem.
- Nie odzywaj się tak do mnie! Mówiłam Ci sporo razy, iż nie masz się tak do mnie odzywać.
I właśnie w tym momencie dojechaliśmy do domu dziecka. Weszliśmy poprzez drzwi. Od razu mi się wszystko przypomniało. Przypomniało mi się, z jakiego powodu tutaj byłam. Aż w tym momencie pokochałam moich opiekunów. Dziękuję im za to, iż mnie stąd wzięli, a ja jeszcze im takie świństwa robię. Poszliśmy do gabinetu dyrektorki. Cały czas pracowała tu ta sama dyrektorka, dyrektor Potaś. Zapukaliśmy i weszliśmy. Przychodnia był taki jak zawsze. Wszystko luksusowe. A pewnie w pokojach dzieciaków syf jak coś. Tynk odpada, a ona ma skórzaną tapicerkę na fotelach :/
- O witam pana Adama. Cieszę się, iż Pan przyjechał z Laurą Scholastyką. O mój Boże, jak Ty się zmieniłaś. Siadajcie, proszę - mówiła podając mi rękę. Zaprosiłam tu Was po to, by wyjaśnić coś. Dzwoniła do mnie Twoja szkoła Lauro. Mówiła, iż w szkole nie idzie Ci najlepiej i jeszcze na bonus złapano Ciebie na papierosach. Możesz to wyjaśnić?
Siedziałam jak zazwyczaj na krześle tak, iż tyłek był na przedmieściach krzesła, powiedziałam:
- Tak, to racja, złapano mnie na fajkach, lecz to było jednorazowe, nie palę. A co do edukacji.. hmmm... Nie moja wina, iż nauczyciele mnie tyrają. Od kiedy przyszłam do szkoły, już mnie nie lubią. Jakby wiedzieli, jaka jestem. Wszyscy wiedzą, iż jestem z domu dziecka i mnie tyrają, lecz nikt nie wie, z jakiego powodu tu byłam. Co oni myślą, iż dla mnie przyjemnością było siedzieć tutaj bez rodziców? Gówno o mnie wiedzą!
- Laura, kultury trochę! A może czas najwyższy im powiedzieć całą prawdę, dlaczego tutaj byłaś?
- Po co?! Nie obchodzi mnie, co oni o mnie myślą. Mam to gdzieś, tylko iż to wszystko się odbija na moich ocenach. Oceny mi także zwisają, lecz widzę, iż Wam nie.
- ponieważ my dbamy o Twoją przyszłość.- powiedział ojciec kładąc na moje kolano rękę.
- Tiaaa... Dobra, co mam robić?
- Twoje zadanie jest takie. Musisz przestać palić i masz zdać do następnej klasy. Inaczej Twoim rodzicom będą zabrane prawa rodzicielskie.
- CO?!?!!? lecz tak można?
- Teoretycznie tak, praktycznie także. Twoi rodzice nie są Twoimi opiekunami prawnymi. Sąd powiedział, iż po 5 latach rodziny zastępczej, będą mogli Ciebie wziąć jako prawni opiekunowi.
- Aha ;/ Fajnie :/ Dobra, zdam tą klasę.
- Trzymam Cię za wyraz. Nam chodzi tylko o Twoje dobro, a wiemy, iż u Państwa Rolik jest Ci dobrze, ponieważ inaczej byśmy Ciebie tam nie oddali. Dobrze, kwestia wyjaśniona. Liczę, iż Kraj także wezmą to do serca i mam nadzieje, iż zobaczymy się dopiero za 2 lata w sądzie na podpisywaniu dokumentów o prawa rodzicielskie. - podała na początku rękę tacie, później mi i wyszliśmy...

Gdy trafiliśmy z tatą do Galerii najtrudniej było znaleźć wolne miejsce. Troszeczkę tych samochodów było. ojciec wyszedł i zadzwonił gdzieś, a ja zrobiłam to samo. Na moim wyświetlaczu wyświetliła się "Iremka :*"
J: Cześć Irma
I: Oo. Witaj kochanie. Co taka smutna?
J: A weź przestań. Musiałam jechać do domu dziecka i powiedzieli, iż jeszcze jedno jakieś przewinienie i oblanie, to wracam do domu dziecka.
I: Mamo, ja rozmawiam... Nie przeszkadzaj mi! Zuza, idź stąd!
J: Irma, rozmawiaj ze mną i mów do słuchawki!
I: Sorry , lecz mamy małe zamieszanie w domu. O czym mowa, aha.. A oni mogą tak zrobić?
J: Właśnie o to chodzi, iż tak. Sąd nie zgodził się na to, by rodzice mieli całkowite prawa. Są rodziną zastępczą na 5 lat i po 5 latach będą mogli mnie wsiąć na całe życie.
I: To trochę przejebane, lecz wiesz dobrze, iż..
J: Tak, wiem. Sama się w to bagno wpakowałam. Nie mów mi tego, ponieważ wystarczy, iż mi starzy mówią, a raczej zaczną. A jak u Ciebie? Jak dom?
I: Cudownie! Poznałam już kilku sąsiadów. Źle nie będzie, lecz zadupie jak coś. Czaisz, iż nie ma biedrixa?
J: Boże, i co Ty teraz zrobisz bez dowodu rzeczowego numer 2? Hłe hłe hłe!
I: Właśnie nie wiem! Nie wiem, jak przeżyję. lecz mam za to Żabkę. Może to nie biedronka, lecz także zwierze xD
J: No raczej, ok, ja muszę spadać, ponieważ idę z ojcem na zakupy. 3maj się kochanie. Kocham!
I: Dzięki za telefon. także się 3maj i także kocham, pa
[piiiiiiiiiiiiiiiii]

Weszliśmy z tatą do Galerii. Poszliśmy na początku do H&M. Jak zazwyczaj nic nie było. Boże, czemu ja nic nie mogę sobie kupić? Kupiłam sobie jedynie okulary. Czas najwyższy było je zakupić, nareszcie słonko daje po oczkach :) później poszliśmy do croppa. A zresztą nie chce mi się pisać. Powiem tylko, iż kupiłam sobie: spodnie, bluzkę x2, bluzę i okulary i koraliki i kolczyk do wargi xD Poszliśmy z tatą do balbeku.
Ja jak zazwyczaj zamówiłam sobie kebaba na talerzu, a ojciec jakiś wygibas.
- Tato, co robimy w wakacje?
- Nie wiem jeszcze, lecz wiem, iż ja jadę w delegację z spółką do Stanów w lipcu.
- Mogę jechać z Tobą? Proszę?
- Lauruś, lecz Ty się tam zanudzisz. A oprócz tego nie znasz języka.
- Znam, tylko... nie chce mi się dobrze pisać sprawdzianów. Do You speak English?
- Yes. You don't speak English. Laura, nie udowadniaj mi, ponieważ wiem, iż umiesz, lecz nie pojedziesz. Chyba pod warunkiem, iż będziesz miała 4 z angola.
- Dad! Cały czas jakieś warunki! O nooo... O nooo.. Nie ma tak dobrze. Udowodnię Ci, lecz... Hmm... Jeszcze pomyśle nad większym wynagrodzeniem :) Już wiem! Kupicie mi gitarę elektryczną?
- Jak zdasz ładnie do następnej klasy z dobrym zachowaniem - masz gitarę, a jak masz 4 z angola, to wezmę Ciebie na miesiąc do Stanów.
- Dobra, umowa stoi - podałam tacie rękę i popiliśmy sok stykając się szklankami.
Gdy wróciliśmy do domu była już 20. Mama była trochę zła, iż tak późno wróciliśmy, lecz cóż. Zakupy zrobiliśmy i było dobrze. Poszłam do mnie do góry, ogień schowałam do fajek. Miałam ich jeszcze 9. "Spalę je kiedyś? "- pomyślałam patrząc na nie. Wzięłam jednego LM niebieskiego. Powąchałam go. Nie złamałam. Odłożyłam do paczki, a paczkę schowałam do torby. Włączyłam kompa. Na gadu jak zazwyczaj nie ma nikogo ciekawego. "Gram na gitarce, a później kąpu i spać. Kom :*"- tak widniał mój opis. Czyli tak zrobiłam. Wyciągnęłam z futerału gitarę i zeszycik mój. Założyłam bluzę i poszłam na balkon na dół. Usiadłam na krześle. Nade mną świeciły miliony gwiazd. Zaczęłam grać i śpiewać:

"Gdybyś był, a nie bywał
Raz na jakiś czas...
Byłabym wreszcie "czyjaś"
Nie "bezpańska" - aż tak..."

później nagle usłyszałam mamy głos i dalej śpiewałyśmy wspólnie:

"Jesień trwa -
Rdzawych liści czas,
Kaloszy, peleryny i mgły
Jesień trwa -
Szpetnej aury czas
Pod płaszcze się pcha,
Wyziębia nam serca - wiatr

Gdybyś miał, a nie miewał
Czas i chęć i gest...
Byłabym na wyłączność
A nie - ogólnie dostępna...

Jesień trwa -
Rdzawych liści czas,
Kaloszy, peleryny i mgły
Jesień trwa -
Szpetnej aury czas
Pod płaszcze się pcha,
Wyziębia nam serca - wiatr"

- Ślicznie śpiewasz. Śpiewaj dalej - powiedziała mama
- Nie chce mi się! Mamo, czy Wy mnie chcecie oddać?
- Nigdy Ciebie nie oddamy! Nawet tak nie możesz myśleć. Będziemy o Ciebie walczyć, lecz Ty także musisz się starać.
- Tak, wiem o tym.
- Będzie dobrze, musi być - mama pogłaskała mnie po głowie. Nie siedź zbyt długo. Dobranoc.
- Dobranoc.
I zagrałam jeszcze raz to samo i pomyślałam: "Jak to będzie bez Irmy? Czy dam sobie rade?" Moje myśli były różne. Wiem, iż będzie inaczej, ponieważ tylko ona mnie rozumie, tylko ona mnie chce... Nie mam nikogo innego niż ona, a tu teraz ta wyprowadzka.
Spojrzałam w górę i powiedziałam głośno:
- Za co mnie tak karzesz? Za co?! na początku rodzice, dom dziecka, a teraz Irma i cała akcja z domem dziecka! Co ja Ci kurwa zrobiłam?!
Odpowiedzi nie dostałam.
Nawet nie wiem, czy się jej spodziewałam. Wyszłam z balkonu, zamknęłam go i nawet straciłam ochotę na kąpiel. Walnęłam się na łóżko i w mgnieniu oka zasnęłam głębokim snem!
___________________________________________

- Kochanie, wstawaj, ktoś przyszedł do Ciebie. - weszła moja mama do pokoju i odsłoniła mi moje okno, które wczoraj wieczorem zasłoniłam przed snem. Wstałam. Moje oczy były jeszcze zaklejone. Zegarek wskazywał 10:30. "Kto o tej godzinie aby przyszedł?" - pomyślałam. Wiedziałam, iż za chwilę mama będzie mnie z dołu wołać, więc założyłam tylko szlafrok. Zeszłam na dół. Moje oczy ujrzały... Boże... To niemożliwe...
- Dzieci, ja Was zostawiam i pędzę do pracy. Wraz z tatą wrócimy późno. Zrób jakiś obiad, pa - powiedziałam mama wychodząc.
Nie odpowiedziałam nic, tylko ogarniałam włosy.
- Yyyy... Yyyyy.. Bartek? Co Ty tu robisz?- wydukałam tylko tyle.
- Witaj. Przyjechałem Cię odwiedzić.
- Wejdź, nie stój tak w wejściu.
Bartek to zrobił. Zaprosiłam go do salonu.
- Napijesz się czegoś? - przytaknął - Czyli co tu robisz? - mówiłam do niego dążąc do kuchni.
- Przyjechałem do babki, więc postanowiłem Cię odwiedzić, chyba nie przeszkadzam?
- Nie, spoko. Dobrze zrobiłeś. - położyłam sok na szklanym stoliku. Pozwól, iż pójdę się ubrać.
Szybko pobiegłam do góry.
Założyłam jeansy i bluzkę, włosy szybko rozczesałam. Wzięłam jak zazwyczaj 2 gumy orbit różowe i zadzwoniłam do Irmy.

J: Irma, nie wiesz, kto u mnie jest.
I: Nie wiem, święty Mikołaj?
J: Jasne, Ty tylko o prezentach. Nie, Bartek przyjechał.
I: Bartek?! Żartujesz?!
J: Nie, w tym sedno, iż nie żartuję. Dobra, ja kończę, ponieważ On a mnie czeka. Zadzwonię później
I: lecz... [piiiiiiiii]

Bartek. Mój były chłopak, z którym nie gadałam rok. Zerwaliśmy ze sobą, gdyż on się wyprowadzał i... znalazł sobie tam kogoś innego. Wyprowadził się dwa lata temu, jakoś utrzymywaliśmy, kontakt - a raczej staraliśmy się to robić, > lecz... Jak widać nie wyszło. I po dwóch latach on się pojawił. Nie wiem po co, nie wiem, dlaczego.

- Sorry, iż musiałeś czekać. No mów co u Ciebie? Długo nie widzieliśmy się.
- No, dwa lata już minęły, jak mnie tu nie ma. Co u mnie? Hmmm.. jakoś żyję, jak widzę. Chodzę do szkoły plastycznej. Tzn. teraz się przenoszę do Bydgoszczy.
- O.. Ciekawe, a to dlaczego?
- ponieważ tutaj jest klasa fotograficzna, a u mnie nie ma, więc się przenoszę. U babci będę mieszkał. A co u Ciebie?
- U mnie... Jakoś czas leci - uśmiechnęłam się
- Widzę, iż włosy przefarbowałaś, kolczyk zrobiłaś... nono. A z Irmą się 3masz?
- Czas najwyższy się zmienić. Ty także się zmieniłeś. Dreadki widzę, taki reggae się zrobiłeś, nie jak wtedy drech.. Z Irmą... Tak, caałyyyy czas.
- Weź mi nie przypominaj tamtych czasów. Boże.. Jaki ja niemądry byłem. Widzę fortepian, grasz?
- Gram.. Nadal gram. Teraz jeszcze gram na gitarze. Każdy był niemądry. Ja słuchałam hop hopu, a teraz punk polski. > lecz cóż.. Czasu się nie cofnie. - zagryzałam wargi
- No, niestety. - i zapadła cisza. A jak tam Twój facet? - nagle palnął Bartek
- Nie mam faceta. I jakoś się nie zapowiada na to, abym go miała. A jak tam ta Twoja.. Jak ona miała.. Ania?
- Nie wiem! Nie mam z Nią kontaktu, tylko na „cześć cześć”. Zdradziła mnie. Rok z nią byłem. Teraz nie mam nikogo. Zająłem się kompletnie fotografiką. A znaleźli tego, kto spowodował wypadek Twoich rodziców? - chwilowo zamilkłam. Przed oczyma pojawił mi się ten widok. Widok rozwalonego samochodu. > później widok pogrzebu. Spojrzałam na kominek, gdzie znajdowało się zdjęcie rodziców.
- Tak, znaleźli go. 6 lat w zawieszeniu na 15.
- I jaka była powód wypadku?
- Koleś był pijany i ojciec chciał go wyminąć, a on zaczął szpanować samochodem i... w drzewo wjechali, a ten uciekł z miejsca akcji, tylko zadzwonił po policję.
- I kiedy go znaleźli?
- Półtora roku temu. Rok temu była kwestia i... ehhh...
W tym momencie Bartek mnie przytulił, a mi po policzkach spływały łzy. I w tym momencie cała złość na niego przeszła mi. > lecz równocześnie go nienawidziłam. Wiedziałam, iż mnie skrzywdził, ponieważ nareszcie byłam z nim rok i 10 miesięcy i... zostawił mnie... > lecz... To już było. Nie mogę się na niego nareszcie gniewać tyle. Nie mogę.. A może ja nie chce? Po co on w ogóle powrócił do mojego życia?!
Tak trudno mi było go wywalić z mojego życia, a teraz nagle - po dwóch latach się pojawił i... Chce tak zwyczajnie wybaczenia, czy czego ode mnie oczekuje?
- Myślałem o Tobie - powiedział, a raczej zaszeptał do ucha. Nabrałam odwagi, odrzuciłam go i powiedziałam:
- Myślałeś o mnie? Kiedy? Wtedy, gdy się z nią całowałeś? Wtedy, gdy ze mną zrywałeś? Kiedy?! No powiedź mi to! I co w ogóle masz na myśli mówiąc "Myślałem o Tobie"?
- Mam na myśli to, iż byłaś w moim sercu, aby...
- Byłam? Byłam poprzez ten rok, kiedy ona była?! Chyba jakaś pomyłka!
- Nie! Ty nawet nie wiesz, czemu z nią byłem!
- To może mi teraz powiesz?! Olśnisz mnie?! - powiedziałam z ironią i wściekłością w głosie i oczach.
- Byłem z nią po to, by zapomnieć o kobiecie, dziewczynie, niskiej, chudej, blondynce, którą tutaj zostawiłem. Zostawiłem ją samą!
Wstałam i podeszłam do drzwi balkonu. Czułam jak łzy, łzy goryczy lecą mi po policzkach. Jedne, druga, potop łez. Podszedł do mnie i powiedział:
- Chyba to nie był idealny pomysł, by wpaść do Ciebie. - wytarł własną dłonią moją łez. Nie musisz mnie odprowadzać, sam wyjdę.
Poszedł. Słyszałam tylko trzask zamykających się drzwi.
Moje serce nic nie czuło. Chwyciłam za telefon i wykręciłam numer Irmy.

J: ( tylko poflikiwałam )
I: Co się kochanie stało? Czemu płaczesz? Co on Ci zrobił?
J: (flik) Nic tylko (flik) był... był (flik) nie wiem po co. Nie wiem dlaczego. [piiiiiii]

To ja się odłączyłam. Sama, specjalnie. Wyłączyłam telefon. Poszłam do góry po gitarę. Wyszłam na dół na balkon i zaczęłam grać i śpiewać poflikując. Nie wiedziałam, co myśleć. Grałam, śpiewałam i miałam mętlik w głowie...

Poszłam na górę. Wysuwane schody na poddasze ściągnęłam. Weszłam tam z moją gitarą. Odpaliłam kompa. Usiadłam na moim "siedzeniu" na parapecie. Odpaliłam fajkę. Gdy ją spaliłam i wyjebałam ustnik poprzez okno usiadłam przed kompa. Włączyłam zdjęcia.
Włączyłam jego zdjęcie, które mi przysłał z przed roku.
To zdjęcie było robione poprzez fotografa i tu już zaczynał słuchać reggae. A bynajmniej tak mówił. Włączyłam neta. Od razu informacja do Irmy.

Irma: Pojebało Cię? Co TY sobie wyobrażasz?
Ja: Przepraszam.
Irma: Teraz przepraszasz, a wyobraź sobie, co ja czułam 2 godziny temu.
Ja: No mówiłam przepraszam!
Irma: Ok, sorry , poniosło mnie. A teraz powiedz, co się stało?
Ja: Bartek przyszedł.
Irma: No to już kur*a wiem, > lecz możesz jaśniej?
Ja: Przyszedł. Wystarczy to! Znowu pojawił się w moim życiu!
Irma: > lecz przecież i tak niedługo zginie. Przyjechał przecież tylko do babci.
Ja: Właśnie się mylisz! On przyjechał składać papiery do plastyka i będzie tu mieszkał!
Irma: I co teraz?
Ja: Nie wiem, > > lecz wiem, iż... Przy nim czułam się inaczej. Przytulił mnie i znowu czułam zapach jego perfum, które nadal były tego samego zapachu. Czułam bicie jego serca :(
Irma: kochanie, kochasz go?
Ja: Nie chcę go kochać! Nie chcę, tak aby wracał do mojego życie!
Irma: A czy ja zadałam pytanie, czy chcesz GO kochać? Nie! Boże!! Kobieto, kochasz go?
Ja: Nie krzycz na mnie! Nie wiem. Nic nie wiem!
Irma: Ty go nigdy nie przestałaś kochać. Taka prawda! Wytłumaczył się?
Ja: TAK, > > lecz czy to ma żadne znaczenie? Zranił moje uczucia!
Irma: Nie rozmawiaj o tym ze mną tylko z Nim. Ja Ci tylko mogę powiedzieć, iż Cię kocham i 3mam kciuki. A teraz muszę lecieć, kocham Cię, pa :*
Ja: Dziękuję bardzo. Ja Ciebie także kocham, pa :*
Irma: [niedostępna]
Mój opis: I po co mi to? Czy to miłość?

Zeszłam z gadu. Była już godzina 16. Zeszłam na dół, by zrobić naleśniki. Zrobiłam je, > > lecz rodziców nadal nie było. "Wyszłam na spacer. Jak coś mam komórkę. Kocham Ciebie i Twojego partnera/partkerkę, ponieważ nie wiem, kto to czyta :P. Laura"

I wyszłam. I nie wytrzymałam. Znowu zapaliłam. "Kurwa, nie mogę znowu tłumić w sobie tych myśli. Nie mogę." - pomyślałam. Wyciągnęłam telefon i w książce telefonicznej wyszukałam numer Bartka. "Czy On ma cały czas ten numer? Najwyżej..."

J: Cześć z tej st...
B: Wiem kto. Cześć Laura.
J: Bartek, muszę z Tobą pogadać. Spotkamy się?
B: A chcesz ze mną gadać?
J: Nie wiem, > > lecz wiem, iż muszę, iż nie mogę w sobie tłumić (w tym momencie papieros mi się skończył).
B: Dobra. Gdzie i kiedy? (jak zazwyczaj konkretny)
J: Masz czas teraz?
B:
[piiiiiiiiiiiii]

"Zostało mi 8 fajek" Wyciągnęłam jedną i zapaliłam. Moje dłonie się spociły."no gdzie On kur*a jest?"- pomyślam.
- Od kiedy palisz?! - Wystraszyłam się, a on podszedł mnie od tyłu.
Dopaliłam ją do końca i powiedziałam:
- Od... 2 miesięcy... > > lecz już nie palę. - zgasiłam fajkę.
- Czyli, o czym chciałaś mówić?
Nagle zrobił mi się mętlik w głowie. "Co ja mam mu powiedzieć?!"
Oczy mi spojrzały na piasek. Motały się.
- Co jest?! Co Ci siedzi na serduchu?
- ponieważ gdy zapomniałam, Ty wróciłeś. A... Nie wiem, czy chcę!
Wstałam, on również. Usta na przeciwko mnie. Mój wzrok nadal był ku dołu. własną rękę skierował na moją brodę i podniósł głowę mi.
Jego niebieskie oczy były takie same jak dwa lata temu.
- Laura. Kocham Cię! Zawsze kochałem, > > lecz wiem, iż Ty nie możesz być ze mną. Wróciłem tutaj dla Ciebie, dla kobiety chudej, niskiej blondynki, którą zostawiłem.
- Nie ma już Jej! Ona nie żyje. Teraz jest brunetka. Bunt. - nagle zmieniłam ton głosu na.. trzęsący. Kochasz mnie?! Ile to dla Ciebie oznacza?! Czemu nie powiedziałeś mi tego nigdy?! Czemu nie ..
- Nie zadawaj tylu pytań. Nie powiedziałem Ci, ponieważ wiedziałem, iż nie będziesz chciałaś ze mną gadać i wiem, iż zachowałem się durnie! Wstyd mi z tego powodu, ponieważ wiem, iż ...
- Nie mów nic. Nie chce chyba już tego słuchać, > > lecz... - zabrałam odwagi. Kocham Cię! Kochałam zawsze i... Gdybyś chociaż zadzwonił prze ten rok, powiedział, iż z Nią jesteś.. to nic bym nie mówiła teraz, a tak musze Ci to powiedzieć, iż... Nie potrafię Ci zaufać. Wybacz..
Poszłam, a raczej pobiegłam. Wpadłam do domu.
- Ej, ej, ej... Laura, wracaj tutaj.
Ustałam na schodach i powiedziałam:
- Po co mamo?
Usiadłam na schodach i płakałam. Mama do mnie podeszła, usiadła koło mnie i powiedziała:
- Kochanie, czemu płaczesz?!
- Nie pojmuję tego świata! Nie chcę nawet pojmować.
- > > lecz co się stało?!
- Bartek..
- Oj, kochanie! Nie pierwsza, nie ostatnia Twoja miłość i..
- Wiem mamo, > > lecz... Nic, nie istotne - wytarłam łzy i poszłam na gorę.
Było już dość późno. Usiadłam z gitarą na moim parapecie.
Gwiazdy zaczynały świecić. Zaczęłam grać, aż w pewnym momencie powiedziałam:
"Czy kiedyś mi się uda?!"
Poszłam spać.