straszny

Definicja: tutaj nie zamieszcze. Życze miłego czytania **** słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Straszny Dom

Słownik: Moje opowiadanie nie jest dokączone z kilku przyczyn.. lecz w wolnej chwili to nadrobie i napisze.. mam jeszcze 2 inne opowiadania lecz narazie ich tutaj nie zamieszcze.

Życze miłego czytania
****
Definicja:

To był piękny dzień. Niebo bez chmurne, wiatr lekko muskał twarze ludzi. Karina była niebrzydka dziewczyna, spokojna i bardzo inteligentna. Kochała przyrodę i pomagać innym ludziom. Była bardzo uczynna. Jednak nie miała za wielu przyjaciół. Rodziny praktycznie tez nie miała. Jej matka nie żyje a jej tata siedzi w więzieniu za zabójstwo. Ona uznała, iż nie powinna mówić o tym swoim znajomym, ponieważ to aby tylko pogorszyło jej sytuacje. Wszystkim mówiła, iż oboje rodziców nie żyje. Wychowywała ja babcia, jednak zachorowała i ma zaniki pamięci. Opiekuje się nią wspólnie z dodatkowa opiekunką już od kilku lat. Karina ma 16 lat i postanowiła zacząć zarabiać na życie, aczkolwiek wiedziała, iż nie przyjdzie jej to łatwo. Szukała każdej możliwej pracy. Dała ogłoszenie do gazety, jednak dzwonili ludzie z agencji proponując jej duże kapitał w zamian miała sprzedać własne młode ciało. Nie zgadzała się. Nie chciała. To było jej ciało. Tylko jej.

Nagle pewnego dnia zadzwoniła do niej pewna starsza kobieta z prośbą czy może zaopiekować się chłopakiem, który jest chory. Karina wypytała się o wszystkie szczegóły i postanowiła przyjąć pracę. Miała pracować jako opiekunka. Jej płaca to niewielka suma wystarczająca raptem na pół miesiąca. No, lecz cóż, lepiej to jak w agencji. Kolejnego dnia po powrocie ze szkoły zaczęła się szykować do swojej pracy. Spełniłam życzenie chorej babci i pozostawiłam ja z opiekunką. Wyruszyła w stronę wskazanej poprzez starsza panią ulicę. Doszła do wielkiego domu, miał chyba z dwa pietra i wyglądał jak z „Rodziny Adamsów” przerażający i chłodny. To było pierwsze odczucie, jakie miała dziewczyna, kiedy stała przed furtka, obrośniętą zwiędłym bluszczem.
- Karina, co u ciebie słychać – usłyszała głos koleżanki z klasy Anity.
- Wszystko w porządku, właśnie wybieram się do pracy – odpowiedziała
- nie gadaj – oczy Anity zabłysły ciekawością – a gdzie?
- Właśnie w tym domu – i spojrzała w kierunku starego domu. Uśmiech znikną z twarzy koleżanki, a oczy zrobiły się ogromne i pełne strachu.
- Dziewczyno, czy Tobie życie nie miłe? To ty nic nie wiesz? Tutaj mieszka kobieta, zrzęda i najprawdopodobniej okropna. Nikt jej nie lubi. Ma syna, lecz nigdy go nie wypuszcza z domu. To chyba jakaś wiedźma.
- Gadałam z nią, mi wydaje się, iż w ogóle taka nie jest – odpowiedziała trochę przestraszona Karina.
- Mówię Ci, daj sobie spokój.
- No dobra, zobaczymy, idę z nią na razie pogadam i wtedy stwierdzę, dobra?
- Jak sobie chcesz, lecz ja cię ostrzegałam – powiedziała koleżanka i odeszła.
Teraz dziewczyna miała mętlik w głowie, lecz postanowiła, iż pójdzie. Przekroczyła próg furtki i ruszyła do drzwi wejściowych. Zadzwoniła dwa razy i w drzwiach pojawiła się starsza kobieta. Była ubrana na czarno a jej włosy cieniutkie jak siec pająka były koloru srebrnego. Brązowe oczy wtopiły się w Karinę a usta lekko się uśmiechnęły.
- Dzień dobry – powiedziała z uprzejmością dziewczyna
- Witaj, to ty jesteś ta z ogłoszenia? – Zapytała starsza pani
- Tak to ja
- Proszę, wejdź i się rozgość – Karina powoli wśliznęła do wielkiego salonu. Nie było zbyt miło. W kominku iskierki tak jak ptaki unosiły się do góry. Zdążyła zauważyć, iż z salonu są bezpośrednio schody, w lewo i w prawo na górę gdzie był korytarz do pozostałych pokoi.
- Ja jestem Minerwa i zaprowadzę Cię teraz do mojego syna.
Po drodze opowiadała jej o historii domu i chłopaku, a kiedy doszły do drewnianych drzwi kobieta je otworzyła i Karina weszła. Trochę się krępowała, ponieważ to jej pierwsza robota i nie miała definicje, co ma robić. Kiedy drzwi się za nią zamknęły zaczęła szukać okien ponieważ w tym pokoju było bardzo zimno i przerażająco. Nareszcie znalazła jedno i już podchodziła, kiedy doszedł do niej zimy głos męski.
- Zostaw, nie odsłaniaj okien, proszę.
Dziewczyna się trochę przestraszyła i zaczęła spoglądać w stronę, z której wydobył się głos. Po chwili jej wzrok przyzwyczaił się do ciemności i zobaczyła chłopaka siedzącego w fotelu. To był brunet i miał może z 178 cm wzrostu.
Dobrze zbudowany.
- Jak nie lubisz ciemności – odezwał się po chwili – to pozwól, iż zapale rozpalę w kominku.
Oczy Kariny już widziały w ciemności, ponieważ się przyzwyczaiły. Chłopak podniósł się z głębokiego fotela i ostrożnie, powoli podszedł do kamiennego kominka. Kucną. Rękami przejechał po podłodze w stronę butelki z płynnym środkiem rozpalającym ogień. Ostrożnie polał nią drewno i odstawił butelkę. Drugą ręką z szlafroka, który miał na sobie, wyjął pudełko zapałek. Z niego wziął jedna zapałkę i podpalił, poczym rzucił ją do środka kominka. I w tej samej chwili pojawiły się języczki ognia takie jak na dole w salonie. Ciepło, które wydobywało się z kominka ogrzewało twarz chłopaka, nie mniej jednak lekko oświetlało jego i moja twarz.
- Więc, to ty będziesz mi pomagała i opiekowała się domem? – Zapytał
- Tak, to ja – stwierdził dziewczyna głosem trochę drżącym.
- Wyczuwam w Twoim głosie niepokój, czy boisz się czegoś?
- Yyy, nie, chyba nie – powiedziała nie pewnie
- Chyba? Może masz ochotę się czegoś napić?
- Wiesz, chyba jednak …
- A więc chcesz – dopowiedział i podszedł do barku i nalał soku.


Karina miała teraz sposobność zobaczyć wnętrze jego salonu. Za nią była niska szafka, na której stała rzeźba. Przypominała galopującego konia. Była w pełni wykonana z miedzi. Po jej lewej stronie znajdowało się okno zasłonięte bordowa zasłoną. Była długa, od sufitu do podłogi i tak samo jak drugie okno, znajdujące się za mahoniową szafą. Przy drugim oknie, stoi stolik w stylu średniowiecznym, lecz tak jak i szafa tak i pozostałe meble i stolik były w kolorze mahoniowym. Stoliczek okrągły, lecz nie spory, w sam raz tak aby zmieściły się przy nim dwa bordowo – czerwone fotele. Za nimi na ścianie wisiał ogromny obraz, obraz ich domu. Tuż przy drzwiach, które były drewniane stał kwiatek. A zaraz za nimi znajdowało się ogromne łóżko z jedwabistą pościelą. Na szerokości drzwi był rozciągnięty dywan aż do samego okna naprzeciw, a druga cześć tego dywanu rozciągała się od miejsca gdzie stał stolik z fotelami, do miejsca gdzie stała Karina.
- Tak przy okazji – zaczęła, w tym momencie, kiedy podał jej szklankę z napojem – jak masz na imię?
- David – odpowiedział swoim miłym głosem – lecz myślałem iż moja mama Ci powiedziała. No nic.
- Miło mi, ja jestem Karina, lecz mów do mnie Sara.
- Proszę, proszę- powiedział to tak słodko, jakby właśnie skończył jeść miód – Panna Karina, niebrzydkie masz imię.
- Dzięki – trochę się zawstydziła, ponieważ czuła na swojej twarzy jak pojawiają się rumieńce.

Karina była naprawę niebrzydka dziewczyną. Jej brązowe włosy były spięte w warkocz i sięgał jej do łokci. Głębokie i czarne jak cyrkonie oczy były tak piękne, iż jej mama lubiła się regularnie patrzeć. Powtarzała „ W twoich oczach jest dar, dowiesz się o nim dopiero wtedy, kiedy nadejdzie odpowiedni okres ”. Zawsze jej to powtarzała, aż do chwili, kiedy zginęła w sytuacji. Od tamtej pory była bardzo skryta, nie chętnie mówiła o rodzinie. Pierwszy dzień mina szybko i lekko. Wróciła do domu późnym wieczorem i zajęła się lekcjami a od czasu do czasu pomagała opiekunce zająć się babcią. I tak mijały dni, poprzez pierwszy tydzień Karina pomagała Davidowi odrabiać lekcje. Dowiedziała się również o jego chorobie. Był niewidomy.
Dziewczyna wiele zrozumiała, dlatego nie pytała się precyzyjnie, co się stało i od kiedy nie widzi. Było jej go żal, i serce ją bardzo bolało na widok chorego Davida. Cieszyła się, iż otrzymała tę pracę i iż może mu pomóc. Jednak takie chwile nie trwały długo. Pani domu postanowiła napisać grafik zajęć Kariny i ona miała się do niego dostosować, chcąc dalej pracować. Biedna nie miła wyboru, musiała przyjąć warunki i zaczęła natychmiast działać.


To była piękna środa, Karina poszła do kuchni i zaczęła przyrządzać obiad. Kiedy zakończyła, zaniosła danie właścicielce domu na ładnie ozdobionej tacy a później chłopakowi. Obojgu smakowało i zaproponowali aby przychodziła do nich częściej i robiła im śniadania, obiady i kolacje. Oczywiście również za podniesiona zapłatą. Zgodziła się. Wszystko zapowiadało się cudownie, aż pewnego dnia jej babcia poczuła się gorzej i wezwano lekarza. Na szczęście to nie było nic groźnego. Karina z niechęcią udała się domu, w którym pracowała.
- Dzień dobry – przywitała się z Minerwą
- A witaj, proszę wejdź – i zamknęła drzwi, gdy dziewczyna weszła.
- Proszę Pani, jest pewna kwestia – wahała się, ponieważ nie chciała być źle zrozumiana
- Mów śmiało – odpowiedziała jej staruszka
- poprzez jakiś czas musze opuścić ten dom i zająć się chorą babcią.
- O jejku, a co się jej stało? – Zaniepokoiła się Minerva

- Na szczęście niż poważnego, lecz chciałabym być teraz bliżej niej, tylko ona mi została.
- Rozumiem, no, lecz wiesz, jesteś niezłą pracownicą, mój syn Cię polubił i za bardzo nie chce żebyś dochodziła, może jest jakieś inne wyjście? – w tym momencie zapadła niezręczna cisza. Nagle pani się odezwała – Może udałoby się, aby twoja babcia z tą opiekunką przeniosły się do mojego domu?
Karina była zszokowana, nie wiedziała, co myśleć. Chciałaby tak aby tak było, lecz czy to wypada? Zastanawiała się, lecz nareszcie odpowiedziała.
- No dobrze, a kiedy mogę szykować się do przeprowadzki babci? – Zapytała niepewnie.
- W każdej chwili – odpowiedziała rozpromieniona gospodyni
- No dobrze, więc ja idę dogadam się opiekunką i ewentualnie jutro się wprowadzimy, dobrze?
- Oczywiście - powiedziała i uśmiechnęła się tak szeroko jak tylko potrafiła
Dziewczyna poszła do domu a na drugi dzień wróciła prosto po szkole i zaczęła sprzątać pokój dla swojej babci i opiekunki.






****

Przepraszam lecz dalszy ciąg nastąpi.. chwilowe zawieszenie opowiesci

****