usmiechajä…c siä™ wspomnieĺ co to jest
Definicja: mojemu dzieciĹ„stwu zawdziÄ™czam to, kim teraz jestem słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Usmiechając się do wspomnień

Słownik: DzieciĹ„stwo i wspomnienia z tego okresu ĹĽycia ksztaĹ‚tujÄ… nasze postrzeganie Ĺ›wiata, co do tego nie ma ĹĽadnych wÄ…tpliwoĹ›ci. MyĹ›lÄ™ sobie, ĹĽe mojemu dzieciĹ„stwu zawdziÄ™czam to, kim teraz jestem.
Definicja: Dodam, ĹĽe caĹ‚kiem mi ze sobÄ… dobrze. Kocham przyrodÄ™, szanujÄ™ jÄ… i doceniam. Dobrze mi z ludĹşmi. Pochylam siÄ™ nad kaĹĽdym czĹ‚owiekiem. To wartoĹ›ci, które wpojono mi w okresie, gdy nie mogĹ‚am o sobie sama decydować. W pewnym sensie skazano mnie na takie stosunki ze Ĺ›wiatem. Przez skojarzenie powyĹĽszych wartoĹ›ci z konkretnymi pozytywnymi wspomnieniami, pewne postawy wobec nich sÄ… dla mnie jasne, staĹ‚e i niezmienne.
Moje najpierwsze wspomnienia to te z domu mojej babci, która mieszka na wsi. Tam byĹ‚am „wywoĹĽona” z naszego domu na przedmieĹ›ciach, ponieważ ojciec wyjeĹĽdĹĽaĹ‚ w delegacjÄ™, a mama pracowaĹ‚a pięć dni w tygodniu: nie dostaĹ‚am przydziaĹ‚u do lokalnego przedszkola. U babci caĹ‚ymi dniami hasaĹ‚am z dziećmi po polach, do dziĹ› pamiÄ™tam rozĹ›wietlonÄ… promieniami sĹ‚oĹ„ca Ĺ‚Ä…kÄ™, ĹĽóĹ‚te kaczeĹ„ce które zrywaĹ‚am na wianki, siatkÄ™ na motyle... Ĺ‚apaliĹ›my je, a później caĹ‚ymi chmarami wypuszczaliĹ›my w niebo. JeĹ›li chodzi o owady, byĹ‚y jeszcze biedronki, pszczoĹ‚y i pajÄ…ki. W 1986 roku byĹ‚a plaga tych pierwszych. Wraz z zaprzyjaĹşnionymi dzieciakami Ĺ‚apaĹ‚am je w pojemniki, później stawaĹ‚y siÄ™ one obiektem zamiany: to na nich nauczyĹ‚am siÄ™ liczyć. ponieważ trzy kropki byĹ‚y cenniejsze, niĹĽ dwie. WyĹĽej „chodziĹ‚y”. Owadom oczywiĹ›cie nic siÄ™ zĹ‚ego nie dziaĹ‚o, trzymaliĹ›my je w pojemnikach po ciastkach i karmiliĹ›my cukrem, a po pewnym czasie wypuszczaliĹ›my na wolność. Z pajÄ…kami, byĹ‚o podobnie: hodowla i handel kwitĹ‚y. W szczególnie sĹ‚oneczne dni, uskutecznialiĹ›my natomiast inne zabawy, zwiÄ…zane z pewnym ryzykiem: chodziliĹ›my na Ĺ‚Ä…ki i goĹ‚ymi rÄ™kami Ĺ‚apaliĹ›my za skrzydeĹ‚ka pszczoĹ‚y, zbierajÄ…ce pyĹ‚ek z przydroĹĽnej nawĹ‚oci. W tym byĹ‚am idealna, nie baĹ‚am siÄ™ ich ukÄ…szeĹ„: do dziĹ› nie robiÄ… na mnie wiÄ™kszego wraĹĽenia, tymczasem oboje moi rodzice sÄ… na nie uczuleni. W ogóle nie jestem uczulona na nic, rzadko kiedy chorujÄ™: ponieważ gdy moi rówieĹ›nicy spoglÄ…dali na deszcz z zakurzonych, smutnych sal przedszkola, ja w gumowcach i foliowym pĹ‚aszczyku patykiem rzeĹşbiĹ‚am cieĹ›niny pomiÄ™dzy jednÄ…, a druga kaĹ‚uĹĽÄ… na babcinym podwórzu i na zmianÄ™ z ciotecznym rodzeĹ„stwem puszczaĹ‚am Ĺ‚ódki z orzecha wĹ‚oskiego.
Moje dzieciĹ„stwo byĹ‚o bezpieczne, spokojne i prawdziwie radosne. Magiczne. MiaĹ‚am bogatÄ… wyobraĹşniÄ™, caĹ‚ymi dniami potrafiĹ‚am bawić siÄ™ z wyimaginowanymi przyjacióĹ‚mi, nie byli oni ludĹşmi, tylko elfami, lub misiami: te ostatnie byĹ‚y w moim ĹĽyciu bardzo waĹĽne, szczególnie dwa: Dudek, i Krystyna. Oba powstaĹ‚y w mojej gĹ‚owie, oba stworzyĹ‚am sama. Dudek mentalnie przypominaĹ‚ Puchatka, Krystyna byĹ‚a bardziej obrotnym miĹ›kiem. Oba powstaĹ‚y ze sĹ‚onecznego Ĺ›wiatĹ‚a, skupianego poprzez krysztaĹ‚y, które kolekcjonowaĹ‚a moje mama. Wiem, jak to brzmi. Lecz jako maĹ‚e dziecko naprawdÄ™ widziaĹ‚am wszystkie miski, driady i elfy. PrzeĹĽywaĹ‚y one nieopisane przygody, których jedynÄ… cechÄ… wspólnÄ… byĹ‚ brak bólu i cierpienia. Moi przyjaciele Dudek i Krystyna, ĹĽyli w utopii. Dopiero gdy nauczyĹ‚am siÄ™ czytać, odkryĹ‚am baĹ›nie braci Grimm i tajemniczy Ĺ›wiat zbrodni. GdzieĹ› w trzeciej klasie starej, dobrej bezgimnazjalnej podstawówki pojawiĹ‚ siÄ™ Edgar Allan Poe i Sherlock Holmes, później: u zbiegu dzieciĹ„stwa i dojrzaĹ‚oĹ›ci odkryĹ‚am ksiÄ…ĹĽki Agaty Christie, Chandlera, gdzieĹ› w oddali zamajaczyĹ‚ mój ukochany w tej chwili horror: barwy mojego ĹĽycia mocno Ĺ›ciemniaĹ‚y, lecz jednoczeĹ›nie staĹ‚y siÄ™ bardziej jaskrawe. Moje wewnÄ™trzne Ĺ›wiaty nie byĹ‚y juĹĽ utrzymane w subtelnych pastelach. OscylowaĹ‚y raczej wokóĹ‚ jaskrawych, czystych kolorów, opieraĹ‚y siÄ™ na kontraĹ›cie: jak czerĹ„ i biel, dobro – zĹ‚o. ponieważ Ĺ›wiat z wolna przestawaĹ‚ być dla mnie rozmytÄ… przestrzeniÄ… dni poprzecinanych nocami bez Ĺ›wiadomoĹ›ci: zmieniaĹ‚ siÄ™ w obraz poraĹĽajÄ…cy feeriÄ… nasyconych barw i odcieni, stawaĹ‚ siÄ™ Ĺ‚amigĹ‚ówka, mozaikÄ… sytuacji, wspomnieĹ„ i doznaĹ„, miÄ™dzy którymi jedynym wytchnieniem staĹ‚a siÄ™ noc, gdy mogĹ‚am posegregować przeĹĽyte dni, powsadzać je do konkretnych szufladek pamiÄ™ci. NauczyĹ‚am siÄ™ tego w dzieciĹ„stwie, od pszczóĹ‚, przyjacióĹ‚ ze wsi i Dudka i Krystyny, którzy dla mnie byli równie waĹĽni i realni, jak moja mama i ojciec. CieszÄ™ siÄ™, ĹĽe miaĹ‚am przyjacióĹ‚ utkanych ze Ĺ›wiatĹ‚a. DziĹ› dziÄ™ki nim bez problemu odróĹĽniam jasne dobro od mrocznego zĹ‚a. CieszÄ™ siÄ™, ĹĽe nie chodziĹ‚am do przedszkola. I ĹĽe miaĹ‚am babcie na wsi, ponieważ dziÄ™ki temu jestem dziĹ› taka, jaka jestem. Nie muszÄ™ siÄ™ wstydzić, ani ukrywać siÄ™ przed ludĹşmi. A jak patrzÄ™ w lustro to dalej widzÄ™ czĹ‚owieka, a nie jakiegoĹ› cyborga bez serca. O!