manifest anty artykuł pseudo co to jest
Definicja: słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Manifest (Anty-artykuł / Pseudo-felieton )

Słownik: No dobra, jest tak. Święte dni 27 kwietnia – 6 maja trwają. Nie mam ochoty na sztywniackie, przeintelektualizowane teksty, które...
Definicja: gdy im bardziej się staram tak aby były poważne i mądre, tym bardziej robią się nudne, mdłe i zawsze okazuje się, iż palnęłam w nich jakąś głupotę. I aż się rzygać chce.

Mam chwilę, więc piszę. Musicie wiedzieć, iż nie mam nic do poważnego dziennikarstwa, jest wporzo i to do tego potrzebne, lecz pomyślałam sobie, iż może aby tak napisać felieton o czymś… jakimś niczym, i to typowym dla mnie językiem, bez „ochów” i „achów”, który nie wnosiłby nic nowego, byłby tak bez sensu i do tego, istotne tak aby się nie podobał.

Oszczędność językową jednak zachowam, będzie bez wulgaryzmów. Może - ponieważ nie wiem, ponieważ przecież nie obiecam, nie mam definicje jak ten tekst się rozwinie, nie mam na niego pomysłu. Będzie także bez zbędnych prowokacji. Witkacemu czy Bukowskiego nawet do pięt nie dorastam, wiec nie będę się silić się na jakieś szokujące literackie zwrot, ponieważ będzie to wyglądało sztucznie. A więcej szpanować nazwiskami także nie będę ponieważ posądzicie mnie o to, iż podpieram się autorytetami, iż niby ten artykuł taki inteligentny jest. Eeeee, mam to gdzieś. Może gdzieniegdzie zrobię błąd ortograficzny ( ten zawsze oburza). A co mi tam! Mam dysleksję więc mogę. Żakowski także ma dysleksje i jest dobrym publicystą, lecz nie lubię go jakoś.

A w radio (a można także napisać w radiu): Justin, My love. Lubię Justina. Przypomina mi o Kubie. Kuba nie pisze. Tzn. nie pisze do mnie, lub lepiej: nie odpisuje, na te… jak one? SMSy. A tak to pisze, no… wiersze pisze… samozwańczy Antypoeta. Tak siebie nazywa. (Antypoetą a nie Samozwańcem). Jego wiersze także lubię, co najmniej są bez nadęcia.

„Kochana, teraz musisz się ocknąć, tak mi przykro. Poprzez pół nocy wymiotowałaś
powtarzając: przepraszam, przepraszam, przepraszam – ktoś trzymał cię za włosy.
Masz takie zmęczone oczy, jesteś blada, dłonie mocno zacisnęłaś na udach.
Przestań. „
Fragment z wiersza pt. K.P. z tomiku „Ballady i Romanse”
(Chyba mogłam to zacytować co?)

Wybaczcie prywatę, jednak musiałam… nie wiem dlaczego właściwie i po co w ogóle.

lecz o co cho? Tak właśnie spytałby Kuba, z wyjątkową tylko dla siebie manierą, z przedłużeniem na ooooooo w tym cho [ „cho” skrót od wyrazu „chodzi”, w całości brzmiało aby to zwyczajnie: „> lecz o co chodzi” (przypis dla tych, którym dostatecznie zamieszałam w głowie)]

A dlaczego nie? Myślę sobie. Kto mi zabroni? Po to ten iThing, nie? Wyraź siebie, czy co tam. A gdyby tak rozpętać tu burzę? A gdyby zamiast ugrzecznionych komentarzy totalnie zjechać te wszystkie denne artykuły, a co tam? Konstruktywna krytyka jest regularnie wiele bardziej efektywna niż głaskanie po główce. Napisać coś odrażającego?

A jeżeli ktoś czyta to do chwili obecnej, to może go tym zainteresowałam? Pomysł jest taki, tak aby pisać to co ślina na język przyniesie. A nóż widelec, stworzenie z tego cos konstruktywnego. Zerwijmy z konwencją, ponieważ jest nudna. Nie bawmy się w przeintelektualizowanych dziennikarzy.

Młodzi, zdolni!!! Nie dajcie się zaszufladkować. Prowokujcie!!! Mam taką cichą nadzieję, iż rozpęta się tu piekło. Możecie zacząć o od mojego artykułu. Może ktoś czepnie się języka, ależ… bardzo proszę, a może konstrukcję językowe są do bani? Stylistyka, składnia?
Na bank coś się znajdzie!

No to do dzieła! Koniec z nudą. A może to było nudne? Nie wiem, ja tam się dobrze bawiłam pisząc.

Bełkot i śmietnik. Samokrytyka także potrzeba.

Pozdrawiam wszystkich na iThinku.
Marta





No i Justin, dla tych którzy także lubią