przeciw polontyce co to jest
Definicja: Bezpardonowy atak licealisty na niecne praktyki nowoczesnej polonistyki słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Przeciw polonistyce

Słownik: Bezpardonowy atak licealisty na niecne praktyki nowoczesnej polonistyki.
Definicja: Instrukcją polonistki, a w sensie szerszym - wymaganiami curriculum, zmuszony dziś byłem poprzez dwie godziny nieprzerwanego pisania dokonywać interpretacyjnej wywisekcji fragmentu książki p. Herlinga-Grudzińskiego. Bezmyślny automatyzm podobnych zadań jest, w okolicy chronicznego niewyspania, głównym przyczyną mego rozgoryczenia i frustracji płynących z edukacji w liceum. Cóż z tego, iż przychodzą mi one bez trudności? Pominąwszy już to, iż napełniają mnie bezbrzeżnym poziewaniem, z samej swej natury stoją te ćwiczenia w jaskrawej opozycji do wszystkiego, co przyjmuję za swój pogląd na język, literaturę i sztukę w ogólności. Niniejszy artykuł porusza owego poglądu jeden aspekt.

Język mam za przewodnik mych myśli, i w celu zapewnienia maksymalnie wydajnego przewodnictwa chcę, aby był mi posłuszny pod każdym względem. Siadając do klawiatury pragnę się językowi narzucić, ująć go w karbach swego stylu, zapanować nad nim - Słowacki dobrze to raz ujął. Postulat ten nie jest nigdy w pełni możliwy do spełnienia, bo okruch prawdy tkwi w poetyckiej metaforze, że język jest tworem żywym. Jakże regularnie doświadczam czegoś, co nazwać mogę "wolą języka", gdy następne zdanie tekstu pisze się właściwie samo, rodząc się ze zdania poprzedniego, to zaś wydaje na świat następne zdanie; i tak esej sam z siebie formułuje wnioski, których nie przewidziałem, opowiadanie zaś prowadzi do wydarzeń najzupełniej niezamierzonych, diametralnie nieraz przeinaczając pierwotną wizję tekstu. Zdarza mi nagminnie, iż siadam do pisania z jedynie pierwszym zdaniem w głowie, po czym pozwalam reszcie dopisać się samej. Można powiedzieć naturalnie, iż to natura mojego stylu prowadzi tekst w takim a nie innym kierunku, tym niemniej ciągle to jest siła, nad którą nie sprawuję pełnej kontroli. Dobre pisarstwo, uważam, bazuje na symbiozie między wolą pisarza i wolą języka; gdy poeta próbuje przeforsować własne wbrew woli języka, tekst rozpoczyna zgrzytać, gdy natomiast wola języka dominuje nad poetą, ten ryzykuje wędrówkę w rejony mu nieznane i częstokroć mętne.

aby zilustrować ten mechanizm: siadając do pisania tego artykułu nie znałem w ogóle definicje "wola języka" i nie wiedziałem zupełnie, iż dobre pisarstwo bazuje symbiozie woli języka i woli pisarza (nie ujmowałem tego w ten sposób). Idee te tkwiły we mnie - naturalnie - jednak w stanie nieuformowanym. Uformowały się dopiero jako wypadkowa tego, co chciałem przekazać i tego, gdzie prowadził mnie język.

Co zaś odbywa się w razie wspomnianych zadań, jakie przede mną i rówieśnikami mymi stawia polonistyka tudzież inne styki? Prócz wspomnianych sił walczących ze sobą w tekście, od równowagi których zależy jego jakość i piękno, pojawia się siła trzecia: cenzor w formie kryteriów strukturalnych pracy. Byłem dopiero co słuchaczem wykładu na temat poprawnej budowy esejów w języku angielskim; groteskowość jego zjeżyła mi włosy na głowie. Szczegółowość wytycznych sięga budowy pojedyńczych zdań. Niespełnienie wymogów determinuje naturalnie obniżeniem oceny za structurę pracy. Do czego to prowadzi? I poeta, i język kompletnie muszą podporządkować się z góry narzuconej strukturze; struktura nie może już pojawić się samoistnie jako wypadkowa tego, do czego zmierza poeta i tego, gdzie go język prowadzi. Każda cenzura jest zubożeniem; narzucona sztywność tekstu implikuje jego suchość; suchość uśmierca soczystość języka i polot autora. Gdy rewelacyjnie wyważona i doskonała pod względem napięcia i emocji puenta pojawi się nagle pod koniec trzeciego akapitu, czyż nie jest zbrodnią kontynuowanie pisania, > aby zawrzeć w tekście akapit podsumowujący i tym samym zaspokoić kryteria? Gdy młody wieszcz, mocą swej wrodzonej wrażliwości, napisze rozprawkę ujmującą lekkością stylu i trafnością spostrzeżeń, jednak najzupełniej nieprzystającą do szablonu, czyż nie jest szaleństwem karać go za niepodporządkowanie się matematycznym receptom? Toż dlatego komputery do perfekcji opanowały dziedziny ścisłe, zaś wszelka sztuka pozostaje pozostaje poza ich zasięgiem, bo ta ostatnia neguje reguły, zaś nieograniczoność jest jej esencją. Gdy wtłoczy się pisarstwo w ciasne szablony, napisanie wzorowego eseju już wkrótce nie będzie przedstawiać dla maszyny większej trudności - szablonowe pisanie nie wymaga wszak inteligencji ani talentu, a mechanicznego wyrobienia. Efektem są teksty wyprane z indywidualnego piękna, o soczystości mumii i równym stopniu sztucznej preparacji, ociosane do bezdusznego uniformizmu, a wszystko w imię dyktatu Wniosku i Konkluzji. Wnioski i Konkluzje, jak również św. Hipotezy Interpretacyjne, uzyskały gdyż bezwzględną palmę pierwszeństwa w nowoczesnej polonistyce i to nic, jeżeli twój płód twoich pisarskich wysiłków jest suchym badylem o zerowym wdzięku i trupiej poetyce za to ogromnych właściwościach nasennych, byleby prowadził do ścisłego, zimno skalkulowanego wniosku.

Ach, wiem, iż to tylko niemądre szkolne wypracowania. Co jednak, gdy podobne podejście zostanie wpojone ludziom od maleńkości? Kto nauczy ich nieszablonowości, gdy ich potencjał improwizacji zostanie zmiażdżony w zalążku? Jak wykształci się w nich poczucie takich imponderabiliów, jak piękno, wdzięk, polot, literatura?