słupa, słup

Definicja: archiwalno-biblioteczno-muzealnych. Czy tj. przykład dobroczynności katolickiej słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Mów do słupa, a słup...

Słownik: Zakon pauliński bez zgody właściciela rozdysponował jego własność. Rzekomo rozdając jego rzeczy ubogim i paląc papiery, efekty kilkuletnich kwerend archiwalno-biblioteczno-muzealnych. Czy tj. przykład dobroczynności katolickiej?
Definicja:

Próaby odzyskania własności jak dotąd nie przyniosły żadnego konkretnego skutku. Pomimo listów wysyłanych do rektora Seminarium paulińskiego na krakowskiej Skałce i generała zakonu paulińskiego na Jasnej Górze władze zakonne i seminaryjne nie udzielają odpowiedzi ograbionemu z własności Człowiekowi – eks-zakonnikowi. Korespondencja wysyłana za pośrednictwem Nuncjatury Apostolskiej, Konferencji Episkopatu Polski i Kurii krakowskiej również nie przyniosły jakichkolwiek wyników.

Zakon pauliński milczał i milczy. Dobrze, iż chociaż Nuncjatura Apostolska zachowała się wedle obowiązującymi w kościele procedurami informując o swych działaniach obłupionego z własności eks-zakonnika.

Skoro pośrednictwo najwyższej hierarchii kościoła polskiego zostało zignorowane poprzez generała zakonu paulińskiego, to najwyższa poro poprosić o pomoc ludzi mediów. Może socjalny nacisk i rozgłos otworzy usta NIEMYM...

Poniżej zamieszczony jest list z 18.11.2007 r. wysłany bezpośrednio go generała zakonu paulińskiego, który w czerwcu 2008 r. został wysłany ponownie za pośrednictwem J. E. Abp Józefa Kowalczyka (Nuncjusza Apostolskiego), J. E. Abp Józefa Michalika (Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski) i J. E. Abp Stanisława Dziwisz (Metropolitę krakowskiego), na który generał zakonu paulińskiego, ani nikt z władz tegoż zakonu nie udzielili odpowiedzi.




Do generała OSPPE

Ponad pięć i pół roku oczekiwania na ZWROT pozostawionych na Skałce rzeczy, to jednak bardzo długo. I służąca poprzez skałecznego rektora sposób zignorowania mnie, nie wiem: czy jeszcze mnie śmieszy, czy już irytuje i oburza?

Może jest ona efektywna w odniesieniu do niektórych osób i problemów, jednak w tym przypadku trafiła kosa na – przysłowiowy – kamień…, ponieważ ignorować można tylko tych, którzy pozwalają na to, ;aby ich tak traktowano. To, iż jestem cierpliwy, to inna sprawa, a cierpliwość ma to do siebie, iż się kiedyś kończy – moja jest właśnie na tym końcowym etapie. Nie mam ochoty dłużej czekać na łaskawe ustosunkowanie się skałecznego rektora seminarium do mojego poprzedniego listu. Między zadumą nad beztroskim dysponowaniem cudzą własnością (w tym konkretnym przypadku MOJĄ) a zdrowym rozsądkiem istnieje dysonans i w końcu wypada go zniwelować i rozwiązać sporną kwestię.

Minęło już dużo ponad pięć lat od WYRZUCENIA mnie ze Skałki. O okolicznościach nie mam ochoty wspominać, ponieważ mam szacunek dla śmierci, a pamięć o Wojciechu Salamonie utrwaloną wspomnieniami, regularnymi pobytami nad jego grobem… i wzbogaconą rozmowami z jego rodziną. A zresztą skrawki informacji o mnie bez wątpienia można przeczytać w dokumentacji przechowywanej w archiwum zakonnym. A sam nie mam ochoty na wspomnienia, ponieważ ODRAŻAJĄCY był sposób wmiatania, poprzez władze zakonne, śmierci pod dywan niebytu i niepamięci!

A teraz może do rzeczy:

wedle deklaracją, podpisaną przeze mnie w momencie trwania nowicjatu, wniesione do zakonu dobra w razie opuszczenia wspólnoty podlegać miały zwrotowi. Klauzulą tej deklaracji było nie ponoszenie poprzez zakon odpowiedzialności za ich ówczesny stan. Z chwilą opuszczenia przeze mnie wspólnoty zakonnej, taż traciła prawo dysponowania nimi. To, czy były użytkowane jest aktualnie sprawą drugorzędną, z kolei nikt – oczywiście poza mną – nie miał prawa podjęcia decyzji o przekazaniu czegokolwiek z mojej własności ubogim i tym bardziej o spaleniu papierów – sukcesów kilkuletnich kwerend archiwalno – muzealno – bibliotecznych jak i pozostałych pozostawionych na Skałce tekstów, notatek, nadbitek i tak dalej

To chyba drobna przesada: zaspokajać swoje rządze niszczenia cudzą własnością! Może to dla kogoś było przyjemnością – zaspokojeniem chuci, jednak z mojej perspektywy (osoby, której własność rozdysponowano) nie ma to nic wspólnego z pozytywnymi wrażeniami.

W piśmie datowanym w Krakowie 13.11.2004 r. (odpowiedzi na moją prośbę o zwrot pozostawionego na Skałce mienia) poinformowano mnie, iż na w wyniku braku kontaktu ze mną i prób wysłania – zostały one rozdysponowane...

I tu pojawia się kilka pytań:

1. Chciałbym wiedzieć: kto podjął decyzję o niszczeniu i rozdawnictwie mojej własności?

2. Na podstawie jakich uprawnień została podjęta taka decyzja – oczywiście interesują mnie klauzule prawne, w pierwszej kolejności prawa własnego – zakonnego?

3. Na czym polegały rzekome pró ;aby wysłania rzeczy? Przecież mój adres do czerwca 2005 r. pozostawał niezmienny, więc gdzie był pies pogrzebany? Jakoś nie potrafię znaleźć powody uniemożliwiającej wysłanie materialnej spuścizny mojego życia zakonnego i przedzakonnego (i to właśnie o tę przedzakonną w pierwszej kolejności kwestia się rozbija).

4. Na czym polegały trudności w skontaktowaniu się ze mną? Przecież raptem dwa tygodnie po opuszczeniu Skałki (na początku należało odreagować zachowanie wspólnoty zakonnej po samobójczej śmierci współbrata) można się było ze mną skontaktować pod adresem i telefonem domowym, które znajdowały się w mojej dokumentacji.

5. A skoro uznano, iż istnieją przeszkody w wysłaniu rzeczy, to chciałbym się dowiedzieć jakież to przeszkody się pojawiły, ponieważ przecież ani wysłanie, ani zawiezienie rzeczy nie było chyba zbyt skomplikowaną czynnością dla zwierzchników skałecznego Seminarium.

Skoro wyrażenie zgody na użytkowanie mojej własności poprzez wspólnotę zakonną wymagało formy pisemnej, więc oczekuję na przedstawienie dokumentacji dotyczącej prób skontaktowania się ze mną – kopii telegramów, listów poleconych, wspólnie z kopiami ich nadania, potwierdzenia przyjęcia, bądź nie przyjęcia korespondencji przeze mnie.

Zanim wejdzie tata w temat, proszę precyzyjnie sprawdzić, czy w rzeczywistości żadne pró; ;aby zostały podjęte, ponieważ co najmniej ja nic na temat takowych nie wiem. Poza chamskimi rozmowami telefonicznymi prefekta i rektora skałecznego (w których nie była poruszana sprawa pozostających na skałce rzeczy – wówczas rodzice usiłowali dowiedzieć się co się tak właściwie stało. A później „miło było posłuchać” jak duchownym z łatwością przychodzi mówienie nieprawdy) z moimi rodzicami w drugim tygodniu od WYRZUCENIA mnie ze Skałki nikt z władz zakonnych czy seminaryjnych nie raczył się ze mną skontaktować.

Proszę również o lista rozdysponowanego mienia (oczywiście mojego), w pierwszej kolejności pełny opis bibliograficzny spalonych wypisów i nadbitek z archiwaliów, muzealiów, prasy i druków ulotnych, zwartych i książek. Najprawdopodobniej dla palącego były to tylko nieistotne papiery, podejmującego decyzję o ich spaleniu – makulatura, a dla mnie: był, jest i będzie to sukces kilkuletniej pracy, która nie była wykonana na rzecz zakonu paulińskiego, nie stanowiła jego (zakonu ani jego członków) własności i nie mogła być przezeń użytkowana, a tym bardziej niszczona! Na każdym wypisie i nadbitce zamieszczony był opis bibliograficzny, więc skoro ośmielono się zniszczyć dokumentację, więc oczekuję na przesłanie protokołu zniszczenia z pełnym wykazem danych bibliograficznych zawartych na poszczególnych wypisach i nadbitkach. Oczywiście oczekuję kompletnego wykazu, ponieważ nie mam ochoty na przeprowadzanie następny raz tych samych kwerend. Niby dlaczego zuchwalstwo i brak szacunku dla pracy innych, którym wykazano się na Skałce miałoby skutkować koniecznością wykonania następny raz pracy, która poprzednio zajęła mi kilka lat.

> wedle treścią listu z 13.11.2004 r. moja odzież, obuwie, książki, kasety, wypisy i kopie z archiwaliów, muzealiów i zbiorów bibliotecznych, sprzęt RTV, a nawet gotówka zdeponowana u ówczesnego prefekta zostały spalone bądź rozdane ubogim. W takim razie zadam fundamentalne pytania.

Kiedy i w jakiej formie zostanie zwrócone to, co bez mojej woli i zgody zostało obrócone w perzynę?


Bez słowoów szacunku

Andrzej Albiniak



Usunięto z tekstu jedynie adres zwrotny. Personalia osoby, której własność rozdysponowano są prawdziwe. Niby dlaczego je ukrywać, skoro to zakon pauliński w relacji do autora listu jest organizacją, która zniszczyła efekty jego wieloletniej pracy. A aktualnie chyba kurczowo trzyma się maksymy: „milczenie jest złotem”, tylko czy w tym przypadku „wszystko co się świeci jest” nim?