bluzgiem czyli htoria pewnej co to jest
Definicja: rozegrały się nie w Pekinie, ale u nas w państwie w internecie słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Bluzgiem w dal czyli historia pewnej olimpiady

Słownik: Światła zgasły, trybuny opustoszały, ostatni sportowcy wracają do swoich państw. Jednakże nie mniej, a może jeszcze bardziej emocjonujące igrzyska rozegrały się nie w Pekinie, ale u nas w państwie w internecie.
Definicja: Występy Polaków jakie były każdy widział, aczkolwiek niewykluczone, że każdy widział to co chciał i na czym innym skupił własną uwagę. Jedni cieszyli się z każdego zdobytego poprzez naszych medalu, a inni narzekali, narzekali i po stokroć narzekali, tak jakby ktoś im za to psioczenie jakieś bajońskie sumy płacił. A to iż wycieczka za kapitał podatników pojechała, a to iż medali zdobywać nie chcą, transmisje są do bani, komentatorzy do niczego. Dodatkowo, własnymi obserwacjami, aczkolwiek bardziej właściwy byłby zwrot „utrwalonymi poprzez lata poglądami” nie omieszkali podzielić się z innymi w internecie. I tak krok po kroku, a właściwie post za postem zaczęły się internetowe igrzyska, ot taki polski Pekin. Konkurencji zostało rozegranych bez liku. Mianowicie narzekanie indywidualne i grupowe, bluzg w dal czy także rzut wyzwiskiem, co więcej sztafeta gnojeniowo – roszczeniowa, czy także wszechstronny konkurs sędziego wierzchowego, jako, iż nas zawsze jakiś sędzia musi skrzywdzić i „pewne” zwycięstwo odebrać. No cóż, teraz do kompletu możemy rozegrać następną konkurencję pod tytułem: szukanie winnego, czy także bardziej swojsko „to nigdy my, to zawsze oni!”

Przeglądanie komentarzy pojawiających się jak grzyby po deszczu pod wszelkimi informacjami na temat wygranych bądź porażek sportowców u niejednego mogło spowodować przygnębienie. Smutny to obraz, gdy wpierw miesza się z błotem sportowców i broniących ich ludzi, krzyczy się, iż przegrany jak Polak, a później, po zdobytym medalu, jakby nigdy nic obwieszcza się wszem i wobec, iż przecież zawsze się w naszych wierzyło. No cóż, do kompletu dodałabym zawistny jak Polak. Nie chcę być tutaj źle zrozumiana. Nie odbieram ludziom prawa do odczuwania żalu, rozczarowania, zawiedzionych nadziei, jednakże uważam, że powinny być pewne granice. Prawie się popłakałam gdy siatkarze przegrali z reprezentacją Włoch, lecz nigdy nie traktowałam sportowców jako chłopców i dziewczyny do bicia, na których przelewałabym wszystkie własne frustracje, a odnoszę wrażenie, że przeciętny internauta właśnie takowy obraz siebie w czasie tej olimpiady „wyklikał”. Byle się na kimś wyżyć za nudne, nieciekawe, pełne rozczarowań życie. Jak przysłowiowemu Kowalskiemu nie powiodło się w pracy podwyżki wywalczyć to stratę tą miał mu powetować siatkarz, wioślarz czy także pływak.

Nie mnie komentować dlaczego jedni wracają do państwie z medalami, a inni bez. Niech sami wyciągają wnioski, oby w Londynie było już lepiej. Jednakże, uważam, że błędem było takie podbijanie bębenka i nakręcanie, że ten czy ta są to medalowi faworyci w takiej czy innej konkurencji. Pewniacy, którzy wywalczą medal. Ta strategia doprowadziła tylko do nadmiernego rozbuchania nadziei, a gdy pewniacy nie zawsze stawali na podium przyczyniła się do narastania frustracji mas. No ponieważ jakże to, wszędzie peany na jego, jej cześć śpiewano, iż faworyci, pewniaki, iż będzie medal, a tu w najwspanialszym razie pierwsza dziesiątka.

Czytając posty i komentarze wszelkie pojawiające się w necie zauważyłam również inny smutny trend. Gdy przegrywamy i nie ma medali to dramat, gdy wygrywamy i są medale to zaraz pojawiają się głosy, iż to tylko ślepy traf i fuks, ponieważ reszta świata była w gorszej formie. Przykre. Ktoś inny aby dodał typowo polskie