różni stanu co to jest
Definicja: irracjonalne i bez głębszego sensu i znaczenia słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Czym się różni mąż stanu

Słownik: Wszystkie „sukcesy” Lecha Kaczyńskiego, łącznie z tarczą antyrakietową, jego słowa i wypowiedzi wyglądają z perspektywy Europy za śmieszne, czasem irracjonalne i bez głębszego sensu i znaczenia
Definicja:

Stary surrealistyczny dowcip brzmi;


- Czym się różni wróbelek?


- Nie wiem…


- Ponieważ ma jedną nóżkę bardziej…
No właśnie – czym się różni mąż stanu… od Lecha Kaczyńskiego? Tu odpowiedź jest wiele łatwiejsza; Mąż stanu wie co, kiedy i w jakimi celu powiedzieć. Na wiecu, do mediów, do innych partnerów politycznych. Mąż stanu wie, iż wyraz wyleci… wróbelkiem – a może wrócić… zakręconym kurkiem z paliwem lub szlabanem na mięso.


Przejrzałem sobie wypowiedzi i działania różnych polityków w kwestii konfliktu kaukaskiego.
I tak, kiedy Kaczyński puszył się na wiecu w Tbilisi, stając na palcach, niczym Pszoniak w „Dantonie” Wajdy, na trybunie Stanów Generalnych, przed gruzińskim tłumem, Sarkozy w tym czasie spokojnie rozmawiał na zapleczu z Saakaszwilim, negocjował z Miedwiediewem, plan pokojowy – i po wizycie w Moskwie ustalił sześciopunktowy plan pokojowy, dający Gruzji perspektywę pokoju. Nie wojny, jaką chciał nasz Napoleon dla ubogich rozpętać z Rosją.



Teraz, kiedy Rosja nie do końca wypełnia własne zobowiązania – Sarkozy grozi zwołaniem Porady Europejskiej, lecz równocześnie nie oskarża Rosji o to, iż stosuje sposoby postsowieckie, jak to robi Lech Kaczyński. Więcej – prezydent Francji i równocześnie in spe prezydent całej Unii – wykorzystuje wszystkie narzędzia dyplomatyczne nacisku na Rosję, by szybciej wyszła z Gruzji, jednak nie przesądza, kto tak faktycznie jest winny za wybuch walk. Nicolas Sarkozy wie, iż język dyplomacji, umiejętnie służący, jest bardziej efektywny od jarmarcznego wrzasku.


Angela Merkel uznała, iż lepiej będzie na początku pojechać do Soczi i spotkać się z prezydentem Rosji, dając sygnał, kto jest w tej sytuacji w dalszym ciągu ważniejszy. - nie tylko dla Niemiec, lecz dla całej UE. Później pojawiła się w Tbilisi, gdzie złożyła twardą deklarację, iż państwa Unii widzą Gruzję w NATO – i to może nawet szybciej, niż aby to jeszcze się w kwietniu, w Bukareszcie wydawało. Oczywiście, ta deklaracja była wypowiedziana bardziej w stronę Moskwy, niż w kierunku Gruzinów – lecz język użyty w jej wypowiedzi nie zamyka drogi kanclerz Merkel dla roli mediatora – i przyjaciela, w biznesie, Moskwy. To jest także czytelny sygnał, iż stanowisko Unii będzie ustalane wspólnie – a nie może zostać narzucone poprzez Lecha Kaczyńskiego i jego towarzyszy z samolotu do Tbilisi. I dzisiejsze wezwanie Kaczyńskiego i Adamkusa do przyjęcia poprzez NATO tak zwanego MAP, a więc planu wejścia Gruzji w struktury tego paktu obronnego – to przysłowiowa „herbata po obiedzie”.


Najostrzej – i równocześnie w najwyższym stopniu racjonalnie zachował się partner Lecha Kaczyńskiego od negowania roli Traktatu Lizbońskiego i częstych lunchy, na jakie Kaczyński latał do Pragi – Vaclav Klaus.


Patrząc trzeźwo na sytuację na Kaukazie, na wszystkie niuanse, gry biznesów, może gry operacyjne służb, wyposażony zapewne w rzetelne analizy i scenariusze, jakie mogą zostać zrealizowane – Klaus powiedział w wywiadzie dla prasy, iż;


“Pod względem odpowiedzialności za wywołanie wojny rola gruzińskiego prezydenta, rządu i parlamentu jest bezdyskusyjna i ewidentnie fatalna. Odrzucam obłudę, która twierdzi: to się już stało, nie pytajmy się dlaczego, trzeba znaleźć rozwiązanie”.


Klaus nie patrząc na liczba wspólnie wypitego wina z Kaczyńskim, negatywnie ocenił jego działania w kwestii konfliktu.


Klaus potrafił oddzielić to, co się dzieje w tej chwili w Gruzji, od przyczyn konfliktu. Zapewne pamięta to, co się działo w początku lat ‘90 na terenie Osetii Południowej i Abchazji i zapewne również pamięta, iż reżim Saakaszwilego ma tyle wspólnego z demokracją, co taboret o trzech nogach z fotelem.


Wojna kaukaska nie upoważnia nikogo do tego, by znów próbować wskrzeszenia zimnej wojny, starają się jednoznacznie ubrać Gruzję w strój bezwzględnego agresora. Rusofobiczna retoryka jest w widocznym konflikcie z „zapominaniem” o tym, co się działo z Polakami np. na Wołyniu, przy okazji ostatniej rocznicy mordów Polaków, jak to słusznie zauważył pomiędzy innymi europoseł Sylwester Chruszcz.


Wszystkie „sukcesy” Lecha Kaczyńskiego, łącznie z tarczą antyrakietową, jego słowa i wypowiedzi wyglądają z perspektywy Europy za śmieszne, czasem irracjonalne i bez głębszego sensu i znaczenia. Tylko śmiech i wzruszenie ramion po tym zostaje…


Azrael