pęknięta rura czyli robota co to jest
Definicja: domu słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Pęknięta rura - czyli robota po polsku

Słownik: Dziennikarstwo to czasem proza życia. To czasem opis prostej, zwyczajnej sytuacji, regularnie lokalnej, obserwowanej chociażby poprzez okno własnego domu...
Definicja: Dziennikarstwo to czasem proza życia. To czasem opis prostej, zwyczajnej sytuacji, regularnie lokalnej, obserwowanej chociażby poprzez okno własnego domu...

O 7 rano, do domu zapukał lekko zdenerwowany sąsiad, który poinformował mnie o awarii rury wodociągowej tuż w okolicy swojej posesji. Radził mi, abym czym prędzej zgromadził wodę, bo ta w każdej chwili może zostać odłączona. Napełniwszy kilka wiader, włącznie z wanną, czekałem na rozwój sytuacji. Na miejscu była już grupa z MPWiK. Trzech pracowników, jęło się do zrywania kostki brukowej. Rzeczonej kostki zerwali niewielką kupkę, po czym dobywszy łopat i kilofów, poczęło dziurę wykopywać. Kopali tak sobie do 9, a dziurkę zaiste marną, marniuteńką wykopali. Zmęczeni przysiedli na krawężniku, i zapaliwszy papierosy, oddawali się zapewne marzeniom o wygranej w Totolotka, ponieważ jutro kumulacja okrutna się szykuje i do zainkasowania jest stawka 10 mlnów złotych.

Kiedy już odpoczęli, wsiedli do firmowego auta i odjechali. O godzinie 10, przyjechała inna grupa, tym wspólnie była to służba drogowa, której zadaniem było zabezpieczenie wykopu, poprzez rozstawienie biało-czerwonych barier. Ta wydawałoby się prosta czynność, zajęła pracownikom ok. 40 min.. Średnio 10 min. na jedną barierkę, co jest chyba swoistym rekordem. Oni również niemiłosiernie zmęczeni byli, ponieważ tak jak poprzednicy, na krawężniku usiedli i po papierosku zapalili. Po dwudziestu minutach odpoczynku odjechali.

Ujrzawszy sąsiada poprzez okno, postanowiłem wyjść do niego, z zapytaniem czy znany jest mu termin zakończenia prac. Sąsiad z nieukrywanym sarkazmem, stwierdził, iż we dwóch szybciej byśmy się uporali z tym zadaniem. Uznawszy iż wykop jest dobrze zabezpieczony, udaliśmy się do domów. Dopiero o 16 zaczęło być gorąco. Moim oczom ukazała się kawalkada pojazdów: ogromna wywrotka, takaż koparko-spycharka i cztery samochody ciężarowe. Pomyślałem, iż jak nic, zaraz zacznie się rozkopywanie całej ulic. I cóż się okazuje, ten cały ciężki sprzęt, i ze dwudziestu chłopa chyba, do tej biednej małej dziurki, wydelegowane zostało. Przybyłe grupy korzystniejsze wrażenie na mnie wywarły, ponieważ zrazu za łopaty chwycili i dziurę dawaj powiększać. Zaciekawiony postępem prac, podszedłem do wykopu i oczom moim niemalże krater się objawił. Dwóch jegomości którzy weń weszli, kompletnie schowani w nim byli.

Kiedy już „szeregowcy” ową dziurę dostatecznie przysposobili i do pękniętej rury się dostali, do akcji wkroczyła koparka. Łychą swą potężną za rurę chwyciła i jednym pociągnięciem niczym chory ząb, z ziemi wyrwała. Ot, chwaty pomyślałem, teraz to już praca pójdzie jak po maśle. Rura na pobliskim klombie złożona została i do wykonania zadania zawezwano wywrotkę. Ziemia, która uprzednio wykopana została, teraz poprzez koparko-spycharkę na nią ładowana była.

Rozwój sytuacji napawał optymizmem, ponieważ i ludzi wiele i sprzęt ciężki... Nagle do moich drzwi robotnik w niebieskim drelichu zapukał, z prośbą o przestawienie auta, ponieważ to nieopatrznie na hydrancie stoi. Przestawiłem więc samochód i nieśmiało zapytałem się, kiedy prace zakończone zostaną, a tym samym wszystkie niedogodności z nimi powiązane? Robotnik z miną człowieka od którego wszystko zależy, odpowiedział: - Panie, my tu rurkie chwilowo podłączymy, coby sąsiad z całą rodziną wodę mieć mógł.
Na to ja, przybrawszy poważną minę: - Panie, a wg Pana, co znaczy termin chwilowo?
- No wie Pan, może do jutra, może poprzez tydzień? - wypluł przyklejonego do warg papierosa i hydrant zaczął odkręcać.

Po chwili woda zalała ulicę, a mnie o niewiele krew nie zalała. Tak oto z prostej wydawałoby się czynności, zrobił się niemalże plac wielkiej budowy. W tym wszystkim jednak cieszy mnie fakt, iż wbrew obawom sąsiada nie pozbawiono mnie wody. Nie wiem tylko czy powstrzymam się od patrzenia poprzez okno, kiedy to sąsiad z całą familią do hydrantu zaiwaniał będzie. ponieważ ów zawór wodny, nie gdzie indziej jak trzy metry przed moim domem stoi