symbioza służb mediów co to jest
Definicja: O tym, iż służby specjalne i media są „zblatowane” ze sobą – jest wiadome od dawna.

Czy przydatne?

Co znaczy Symbioza służb i mediów

Słownik: O tym, iż służby specjalne i media są „zblatowane” ze sobą – jest wiadome od dawna.
Definicja:

O tym, iż służby specjalne i media są „zblatowane” ze sobą – jest wiadome od dawna. Wskazywały na to artykuły i audycje „niezależnych dziennikarzy”, takich jak Anita Gargas, Tomasz Sakiewicz, Dorota Kania, czy Jan Piński. Wręcz uważam, iż niektóre z tak zwanych prawicowych periodyków „żyją” ze współpracy z obecnymi i byłymi funkcjonariuszami służb, WSI, ABW, CBA czy policji, są poprzez nie „zadaniowane”. Wskazują choćby na to sprawy takie, jak Olina, a z późniejszych – Milana Subotica, czy Stanisława Wielgusa. Istnieją podejrzenia, iż niektórzy dziennikarze są wręcz na etatach tych służb.


Ostatnio jednak widać, iż różne ekipy byłych i aktualnych funkcjonariuszy służb nie tylko dbają o swoje interesy, lecz wręcz walczą ze sobą – wykorzystując media do rozgrywek między poszczególnymi ekipami. I to co kiedyś było kiedyś „wrzutką” polityczną – dziś jest brutalną rozgrywką personalną i o wpływy.


kwestia Wojciecha Sumlińskiego pokazuje, jak głęboka to była i jest symbioza.



Przypomnimy – ABW, na polecenie Prokuratury Krajowej weszła 13 maja równocześnie domu dziennikarza Piotra Bączka, członka komisji weryfikacyjnej i rzecznik Antoniego Macierewicza, a również dziennikarza gazety „Głos”, dr Leszka Pietrzaka, innego członka tej komisji, Aleksandra Lichockiego, pułkownika służb szczególnych PRL i Wojciecha Sumlińskiego – dziennikarza „Wprost” i „Gazety Polskiej”.


Akcja ABW była również elementem szerszej sprawy, zmierzające do wyjaśnienia działania agentury służb szczególnych w środowiskach dziennikarskich, i kontrolowanych przecieków z ABW i IPN do mediów.
Osnową całej sprawy jest raport pełniącego poprzez trzy miesiące wymagania szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, pułkownika Grzegorza Ryszki, który trafił na biurko ministra Klicha i premiera. Raport miał ponad 600 stron, na jego podstawie zostały już podjęte decyzje wewnętrzne w ABW i złożone stosowne wnioski do prokuratury. >kwestia ta ma najwyższy priorytet i jest prowadzona poprzez Prokuraturę Krajową i ABW – dla zachowania szczelności postępowania. To ma wykluczyć tak popularne za poprzedniego rządu przecieki do mediów „niezależnych”.


Sumlińskiemu postawiono sporo zarzutów, w tym zarzut łapówkarstwa, łącznie z Aleksandrem Lichockim, zarzut przewłaszczenia wielu sekretnych dokumentów.
W trakcie majowych przesłuchań ABW w mieszkaniach Sumlińskiego i jego rodziny zabezpieczyła sporo dokumentów wskazujących na jego korupcję, w tym handel aneksem raportu Antoniego Macierewicza. Niestety, pod wpływem prawicowych mediów i jazgotu polityków PiS – nie zdecydowała się wtedy na wniosek o jego czasowe aresztowanie. Pomimo, iż oskarżenie, o tym, iż Sumliński obiecał wykreślenie (dzięki Lichockiego) nazwiska jednego z oficerów WSI z aneksu, za kwotę 200.000 zł – wyglądał bardzo poważnie.


Prokuratura po trzymiesięcznym dochodzeniu, zdecydowała się jednak na wystąpienie o tymczasowy areszt dla Sumlińskiego, i po apelacji w sądzie okręgowym, uzyskała taką zgodę. Sąd, po analizie materiałów stwierdził, iż
materiał dowodowy zebrany poprzez prokuraturę wskazuje na duże prawdopodobieństwo, iż Sumliński popełnił zarzucane mu przestępstwa.
Sumliński miał dostać postanowienie sądu, jednak nie czekał na nie i kolejnego dnia udał się do Kościoła Stanisława Kostki, na Żoliborzu (parafii księdza Popiełuszki…) i podciął sobie żyły.
Nie omieszkał jednak zostawić na portalu niezależna.pl listu otwartego, o tym jakoby cała >kwestia był prowokacją służb szczególnych.
Warto ten list przeczytać. Można się z niego dowiedzieć, jak ten w miarę niepozorny człowiek głęboko i bezkrytycznie wszedł w życie służb, jak był poprzez nie traktowany – jak był poprzez nie prowadzony. Sumliński w liście tym opisuje sprawy, które zapewne wielu jego byłych i aktualnych kolegów dziennikarzy nie chciałoby, by ujrzały światło dzienne. Nie wiem, czy Rafał Kasprów, albo Jan Piński są zadowoleni z odkrycia poprzez Sumlińskiego kulis ich pracy.
Sumliński bezkrytycznie przyjmował wiedzę, serwowaną mu poprzez byłych oficerów jeszcze PRL-owskiego WSW, WSI, czy ABW. Nie ukrywa przyjaźni z różnymi z nich, z Aleksandrem Lichockim, jak sam twierdzi, łączą go stosunki daleko przekraczające relacje informator – publicysta.


Cała ta akcja, być może wynika z emocji i nerwowości samego Sumlińskiego. Oglądając go w maju w programie Jana Pospieszalskiego, „Warto rozmawiać”, ustalenie „neurotyczny” wobec niego wydawało mi się zbyt łagodne. Jednak szum medialny, otoczka, histeria prawicowych dziennikarzy, próaby przyrównania czynu Sumlińskiego w żoliborskim kościele do śmierci Barbary Blidy – stawiają pod znakiem zapytania te wnioski, iż był to akt desperacji zaszczutego człowieka.


Jazgot wokół tej sprawy ma efektywnie odwrócić uwagę od Ziobry, prac komisji sejmowych i… przygotowywanych wniosków prokuratorskich wobec Antoniego Macierewicza, Jana Olszewskiego i samego Jarosława Kaczyńskiego.


Hucpa, jaką prawicowe media rozpętały i ich krótka pamięć, kiedy stosowano areszty „wydobywcze”, takie jak wobec Marka Dochnala, poprzez którego usilnie szukano wyjścia na Aleksandra Kwaśniewskiego i innych polityków lewicy – wskazuje, iż przeświadczenie o konieczności rozpętania atmosfery zagrożenia jest duże.


Problem jest jednak wiele poważniejszy. To sprawa tego, jak służby specjalne (byłe i obecne) manipulują poprzez podstawionych (lub naiwnych dziennikarzy) opinią publiczną. I co z tym idzie – również politykami. Dzisiejsze doniesienia „Dziennika”, który bezkrytycznie podaje opinię generał Nowka, iż raport Agencji Wywiadu o nieprawidłowościach przyznania jemu i kilkunastu oficerom mieszkań służbowych, bez podania analizie i weryfikacji tej informacji – wskazuje, iż każdy „ochłap” rzucony dziennikarzowi jest poprzez niego chwytany w lot. Kilka dni temu na „wiarygodne źródło” dała się złapać „Rzeczpospolita”, publikując oskarżenia wobec Nowka i sugerując, iż premier Tusk będzie musiał złożyć doniesienie do prokuratury… Obie wiadomości, jak się pewnie okaże – są sobie równie, z wartością zbliżoną zeru…i obie wyszły z tego samego źródła – oficerów służb.


Prawicowe gazety i portale żyją od kilku dni tymi tematami. Snują na podstawie informacji podsuwanych poprzez usłużnych i „niezależnych” piętrowe teorie spiskowe. Budują projekty poparcia i listy protestacyjne w kwestii Sumlińskiego, które jak zazwyczaj w tych sytuacjach wychodzą z redakcji „Gazety Polskiej”. Zapewne zaraz odezwą się „intelektualiści” pisowscy, narady za konferencjami organizują politycy – a ja mam nadzieję, iż prokuratorzy i ABW będą wykonywali własną pracę do samego końca.


Azrael


List Wojciecha Sumlińskiego