narkotykom co to jest
Definicja: Giertych. Monitoring i mundurki w szkołach miały między innymi uniemożliwiać handel.

Czy przydatne?

Co znaczy NIE-narkotykom (?)

Słownik: Jeszcze kilka miesięcy temu media zalewały nas informacjami o akcjach antynarkotykowych, szczególnie wtedy, gdy ministrem edukacji został Roman Giertych. Monitoring i mundurki w szkołach miały między innymi uniemożliwiać handel narkotykami na terenach pa
Definicja: w czasie gdy, szanowni kraj, w praktycznie każdej ze szkół i w każdym z miast, bez względu na ich rozmiar, narkotyki stanowią spory problem, z którym muszą zmierzyć się sami uczniowie.
Jestem dzieckiem z tak zwany dobrej rodziny. Wg nauczycieli jestem nieśmiała i spokojna, zupełnie inna niż dzieciaki z rodzin patologicznych. Wg nich nie powinnam mieć styczności z narkotykami. Tak jednak nie jest.
Wiem, gdzie można kupić „towar” i kogo lepiej unikać szukając go. Wiem to tak samo dobrze jak pozostali uczniowie z mojej klasy i szkoły. Jeżeli ktoś nie jest pewny swoich informacji, może zapytać o to, choćby w żartach, na jednej z przerw. Odpowiedź, którą otrzyma, będzie kompletnie prawdziwa. Nie ma przecież powodu, tak aby kłamać w kwestiach dobrze poprzez wszystkich znanych.
Zastanawiające, iż pomimo takiego ogromu informacji policja nie zajmuje się aresztowaniem dilerów. Wystarczy przyjechać do szkoły, rozprowadzić wśród uczniów anonimowe ankiety i kwestia załatwiona: mają nazwiska, adresy, numery telefonów. Problem w tym, iż Polska jest państwem, w którym mechanizm ma tendencje do popełniania pomyłek, a młodzież, w odróżnieniu do steranych życiem dorosłych, jest o sporo bardziej pamiętliwa. My nie przymykamy oka na to, co wydarzyło się kilka tygodni temu komuś, kogo nawet do końca nie znaliśmy. Wybaczamy z trudem i nie ma się czemu dziwić.
Członek mojej rodziny zyskał wśród mieszkańców swojego miasta łatkę pomyłki. Wrobił go mieszkający piętro wyżej diler, kolega ze szkoły. Aresztowano go, podobnie jak mojego kuzyna, aczkolwiek w organizmie tego drugiego, tak jak i w jego mieszkaniu, nie znaleziono jakichkolwiek śladów narkotyków. Diler wyszedł za kaucją, mój kuzyn dwa dni po nim. O dilerze wiedzieli wszyscy, dla nikogo nie było to tajemnicą, z kolei Maciej był wytykany palcami, obrażany, pomiatano nim. Diler wyszedł ze wszystkiego obronną ręką. Mój kuzyn musiał zmienić szkołę, miał zszarganą reputację. Pobyt w areszcie źle wpłynął na jego psychikę.
Drugi przykład dilerskiej organizacji i sprytu: na jednym z osiedli w moim mieście przeprowadzono nalot na mieszkanie dobrze znanego wszystkim dilera. Niczego nie znaleziono. Kilka dni przedtem ten sam diler zostawił u mojej koleżanki, a swojej sąsiadki, portfel na przechowaniu. Wewnątrz znajdowały się woreczki z marihuaną. Wystarczyłoby teraz, gdyby ktoś wykonał anonimowy telefon i po raz następny policja złapałaby nie tę osobę, którą powinna obserwować.
Dlaczego jeszcze milczymy? Nie chodzi tu tylko oto, iż boimy się kontaktu z policją, czy narażenia się miejscowym handlarzom narkotyków. Główną rolę odgrywa w pierwszej kolejności fakt, iż fajnie jest być dilerem, lecz wiele lepiej jest znać dilera. W naszym kraju nie stanowi to większego problemu, ani tym bardziej tematu tabu. Narkotyki są dla ludzi. Są wszechobecne: motyw liścia marihuany spotykamy na koszulkach, naszywkach, obudowach i tapetach do telefonu. W telewizji roi się od pseudohipisów palących jointy, i to nie tylko przy okazji puszczania antyreklamy dla festiwalu Woodstock.
Dilerzy to ziomy z osiedla, którzy pożyczą ci kapitał, gdy starzy zaczynają skąpić ci na przyjemności, wysłuchają twoich problemów, zorganizują imprezę, pomogą ci rozwiązać twoje kłopoty. To ludzie, których regularnie mijasz na ulicach, kumple udzielający ci korepetycji z matmy i sportowcy, którym zazdrościsz szybkości, czy zwinności. Dzieciaki, z którymi spędziłeś idealne lata swojego dzieciństwa. To twój chłopak, dziewczyna, przyjaciel. To ktoś, o kim wiesz, iż stara się zorganizować kapitał, tak aby jego rodzeństwo miało co jeść. Z dilerstwem nie zawsze wiążą się ogromne zyski, poprzez co rzadko zostaje zauważone. Można działać bez obaw przed nalotem policji, a przecież tylko tego boją się początkujący „królowie ulic”. lecz od czego są kumple? Zawsze ktoś pomoże ci i przechowa kilka działek w zamian za małą zapłatę. Czy to nie wspaniałe?
Lubimy dilerów, nie ma co temu zaprzeczać. Symbolizują wszystko to, przed czym przestrzegali nas rodzice, nauczyciele i policja, do których straciliśmy już zaufanie. Odwracamy się od nich dopiero w momencie, gdy dostrzegamy jaką krzywdę wyrządzili naszym bliskim i znajomym, a wtedy regularnie jest już za późno, aby cokolwiek zmienić. Nie mówimy o nich nikomu, ponieważ stało się już coś, o co obwiniamy sami siebie, lub jesteśmy pewni, iż zrobi to za nas ktoś inny. Nic w tym dziwnego. Wszyscy znają dilerów.
Akcje wspierane poprzez rząd ustały, problem pozostał, i to większy niż kiedykolwiek. Młodzież musi sama odpowiadać sobie na pytanie, jaką postawę przyjąć: nadal milczeć, czekając na następne posunięcia mądrzejszych od siebie, czy wyjść przed tłum narażając się na nienawiść ze strony rówieśników i stresujące przesłuchania na komisariatach wyrządzające większą krzywdę składającym zeznanie niż dilerom. Urządzane raz do roku w ramach dnia walki z narkotykami pogadanki tylko nas nudzą. Wtrącane jeszcze rzadziej uwagi, czy wałkowany namolnie poprzez rodziców temat tylko nas do nich zniechęca. Jesteśmy aktywni. Hasło: „Nie narkotykom” studzi nasz zapał. Wciąż słyszymy to samo: NIE bierz, NIE handluj, NIE ufaj dilerom, narkotyki są ZŁE, narkotyki niosą ŚMIERĆ... Dosyć!
Każda z rewolucyjnych waszym zdaniem akcji przebiega wg takiego samego schematu- zakazy, wyjaśnienie działania narkotyków, skutki brania. To do nas nie przemawia. Chcemy wiedzieć, co zrobić z dilerami, a nie z sobą. Co z robić z naszymi znajomymi, którzy nie biorą, lecz zarabiają na narkotykach. Co z tymi, którzy uzyskane w ten sposób kapitał przeznaczają na wycieczki klasowe? Co z tymi, którzy nie mają innego wyjścia?
Dorośli stwierdzą z całą pewnością-niech przestaną handlować. I co dalej? Niech znajdą pracę. A jeżeli żadnej pracy nie ma? jeżeli nie mają szansy na studia, ponieważ usłyszeli kiedyś, iż nic z nich nie wyrośnie? jeżeli zostali wyśmiani albo obrażeni zbyt sporo razy, aby mieć jakąkolwiek nadzieję na inne życie? Co wtedy? Czy możecie im pomóc, rodzice, nauczyciele, panie ministrze? Czy narzucicie im własne rozwiązania wymagające bezwzględnego wysłuchiwania waszych uwag, stworzycie im zamknięty świat, w którym na każde pytanie istnieje tylko jedna odpowiedź: NIE?
Jeśli tak będzie wyglądać wasza pomoc, to obawiam się, iż młodzież odwróci się od was zupełnie, wzorując na was własne zachowanie. Powie stanowcze NIE i będzie handlować dalej, a ostatnie niedobitki starające się coś zmienić dołączą do zwolenników dilerów pod biało-czerwoną flagą z liściem marihuany.