pierwsza, praca, pierwsze, wrażenia

Definicja: na stanowisko negocjatora, kierownika HRu, rzecznika firmy. Obniżyłem wymogi - zacząłe słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Pierwsza praca, pierwsze wrażenia

Słownik: Szukając pierwszej pracy byłem przekonany, iż od ręki znajdę świetną okazję. Jakże zaskoczyły mnie przedsiębiorstwa, z miejsca odrzucając moje oferty na stanowisko negocjatora, kierownika HRu, rzecznika firmy. Obniżyłem wymogi - zacząłe
Definicja: Curriculum Vitae

"Byłem osobą odpowiedzialną za przestrzenne, strategiczne rozplanowanie wytwórów w celu jak najlepszej ich prezentacji na specyficznych miejscach poziomych do tego celu wyznaczonych." Tak właśnie określiłem pracę magazyniera w czasie starania się o własną pierwszą pracę. W dobie stanowisk jak Key Account Manager (telemarketer) i Marketing Specialist (handlowiec), informowanie mądrymi słowami o niewymagającej pomyślunku pracy wydawało mi się zabawne i świadczace o mojej inteligencji.
- Jak Pan myśli, jak w pracy handlowca pomoże panu znajomość przestrzennego, strategicznego... - zawiesił głos rekrutant spółki, w której ubiegałem się o stanowisko. w czasie tej pauzy zdałem sobie sprawę z trzech rzeczy - jeden: rekrutant nie czytał przedtem mojego CV, dwa: rekrutant nie ma poczucia humory, trzy: rekrutant w chwilach zadumy staje się purpurowy na twarzy z lekkimi przebłyskami bordo. A podobno kobiety widzą barwy. - ... więc jak Pan myśli, jak wcześniejsza robota pomoże Panu u nas?
Porzuciłem rubaszny pomysł zażartowania z podobieństw pracy magazyniera i handlowca, i wymieniłem punktualność, zaangażowanie, zdolność kierowania czasem i realizacji zadań wyznaczonych poprzez szefostwo. Zadziwił mnie słowo twarzy rekrutanta, któren zdawał się mówić "beżowy. Pomaluję sufit na beżowy...". No lecz cóż - pierwsza robota, należy być miłym, otwartym, uśmiechniętym. Jednym wyrazem "do rany przyłóż misio-pysio". Rekrutacja skończyła się po paru kolejnych minutach, które rekrutant spożytkował owocnie na przejrzenie mojego listu motywacyjnego (iż tez podjął się takiego wysiłku!) i na mądre chrumknięcia i chrząknięcia.


Telefon

Na uczelni zagrzmiał oczekiwany przeze mnie telefon od spółki. Czerwony na twarzy i z duszą na ramieniu poinformowałem wykładowcę w czasie wykłądu, (iż muszę natychmiast wyjść. Dopiero po paru latach dowiedziałem się, że w chwili mej nieobecności wykładowca ogłosił, (iż w jego czasach okrzyk "muszę wyjść" w czasie zajęć oznaczał najczęściej poważne problemy fizjologiczne.
poprzez telefon na korytarzu umówiłem się na szkolenie produktowe; w siedzibie spółki dostałem (wspólnie z trzema innymi osobami) do podpisania umowę, a również wytyczne dotyczące pracy - zaproszono nas do niej już kolejnego dnia.


Pierwszy dzień w pracy

by przygotować się do pracy - umawianie się z klientami w celu prezentacji oferty - zapragnąłem utworzyć sobie bazę spółek, aby móc z niej używać z komputera (łatwiej, prościej, przyjemniej). W tym celu zapytałem wesoło swojego managera o zainstalowaną na jego komputerze bazę danych telekomunikacji polskiej (TEL). Odparł "bazę dostaniesz, gdy będziesz osiągał dobre wyniki w sprzedaży". Hm - pomyślałem sobie rubasznie - a więc dostanę listę klientów wtedy, gdy będę już po spotkaniach z tymi klientami. To jakby lodziarz powiedział dziecku (iż sprzeda mu loda po tym, jak go zje. Zachmurzyłem się nieco, zatrwożyłem i pomyślałem "hm, jestem trochę zachmurzony i zatrwożony, lecz jak to mówią - jutro będzie nowy dzień!". kolejnego dnia dowiedziałem się, (iż komputer w biurze jest i będzie tylko jeden. Na 4 handlowców. Jakież więc było moje zdumienie, gdy najwspanialszym i najsprawiedliwszym metodą dostępu do komputera było ciągnięcie losów i robota na zmiany! Wydawałoby się, (iż to dziwne działanie spółki, które tylko osłabia motywację do pracy - a to nieprawda, to był starannie zaplanowana sposób powiększenia naszej aktywności (jak zostałem pouczony > poprzez managera). Trzeciego dnia dowiedziałem się od managera - chcą z nim porozmawiać na tematy z robotą niezwiazane (po ludzku, zakolegować się) - że ma zrobione cztery kierunki z ekonomii i, (iż ze mną akurat nie widzi sensu rozmawiać. Hm, pomyślałem (jakaż to była głęboka myśl).


robota handlowca ciężka jest

Samochody firmowe mają tylko managerowie do jeżdżenia na istotne spotkania - zostałem pouczony > poprzez managerów po pytaniu o jezdżenie do klientów na umówione spotkania. Tutaj muszę się zatrzymać i przyznać - pracodawcy i managerowie byli słowni - jak nie było samochodu dla zwykłego handlowca, tak nie było i twardo się tej decyzji trzymali. Gdyż jednak to ja umawiałem się z klientami na spotkania - mogłem umówić je sobie w taki sposób, aby dojechać tramwajem albo autobusem niejako "po drodze", bez większych problemów zwiedzając siedziby róznych spółek w rejonie.


Pierwsza umowa!

Podpisując pierwszą umowę z klientem popełniłem ok. 8 błedów i ok. 8 razy spisywałem umowę, w tym 3 razy przyjeżdżałem do klienta ponownie, aby ową umowę poprawić. Formularz umowy wyglądał gdyż niczym krzyżówka z jakiegoś brukowca - pełna miejsc do wypełnienia niezwiązanych z usługą. Zdałem sobie wtedy sprawę, że w okolicy numeru urządzenia klienta, wieku urządzenia, ilości urządzeń u bliskich, brakuje jeszcze preferowanego gatunku zwierząt, ulubionej potrawy i zagadek a'la rebusy. W międzyczasie mój manager odszedł - dokąd nie wiem, najprawdopodobniej do konkurecji - i w jego zastępstwo przyjechał kierownik z Bielska. Okazało się, (iż - z racji na miejsce pracy - będzie w moim oddziale jedynie raz, może dwa razy w tygodniu. Handlowcy, z którymi pracowałem również odeszli, zostałem więc sam jeden. Co najmniej komputer był dla mnie i mogłem częściej niż zazwyczaj podenerwować się na ultraszybki procesor i niewyobrazalną liczba pamięci operacyjnej. Pomyślałem sobie, (iż spółka musi dbać o mój rozwój i chce, bym nauczył się ładnie pisać ręcznie - chcąc nie chcąc musiałem skorzystać z tej zapomniaje już przeze mnie zdolności.


Nowy manager

Sympatyczna, stosunkowo niebrzydka kobieta. Lat ok. 30, była managerem w innej spółce. Aktualnie na moment próbny, więc musi zrobić dobry rezultat z zespołem handlowców. Ze mną, oznacza. Pierszą instrukcją było to, (iż rezygnujemy z telefonów do klientów. Hm, pomyślałem - będizemy wysyłać listy? Gołębie pocztowe? A może uderzając łyżeczką o rynny ich biur, przesyłać słowa językiem Morsey'a? Nie. Otóż chodziło o sprzedaż bezpośrednią - wspaniała nazwa na wpieprzanie się spółkom w czasie pracy, bez umawiania, bez uprzedzenia, żądając rozmowy z prezesem. Tak, z prezesem! ponieważ ja, handlowiec, wymagam osoby, która z chęcią i pasją usłyszy o mojej ofercie. Początkowo byłem podwożony do paru klientów. Później ta zasada ucichła, gdyż Pani manager miałą "sporo istotnych spraw, Mateusz, nie od tego jest ten samochód firmowy".


następna > robota?

Odszedłem z spółki po ok 4 miesiącach pracy. Zarobiłem w sumie ok. 400 złotych, wydałem ok 500 na paliwo, za które spółka nie chciała zwrócić pieniędzy. Doświadczenie mam z tego tytułu prawie jakiekolwiek, miałem zszarpane nerwy i byłem niewyobrażalnie zdenerwowany na ludzi. Moja uwaga: uważnie dobierajcie spółki do wpsółpracy, pierwsza > robota także jest kwestią wyboru