powyborczy krajobraz co to jest
Definicja: strzelił gola. Wszystko miało się rozstrzygnąć 21 października słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy POwyborczy krajobraz

Słownik: Dnia 7 września 2007 roku sejm zdecydował o samorozwiązaniu. Na sali obrad, niczym na piłkarskim meczu rozległy się brawa, niewiadomo tylko było kto strzelił gola. Wszystko miało się rozstrzygnąć 21 października.
Definicja:
Genezy tego najgłośniejszego politycznego wydarzenia bodaj od roku 89, należy się doszukiwać nieco przedtem. Chwiejna koalicja PiS-Samoobrona-LPR nareszcie uległa rozkładowi. Kilka miesięcy przedtem z PiSu po głośnej debacie na temat zmiany konstytucji i zapisania w niej ochrony życia poczętego, wyodrębniła się Prawica Rzeczypospolitej na czele z Markiem Jurkiem, który zrezygnował również z funkcji marszałka sejmu. Jak wiadomo zmian nie powiodło się wprowadzić, a jego miejsce zajął Ludwik Dorn. Centralne Biuro Antykorupcyjne wysunęło zarzuty wobec Andrzeja Leppera, którego zdymisjonował premier, aresztowano Janusza Kaczmarka, a prokuratura urządziła sobie happening z udziałem dziennikarzy i niczego nieświadomego byłego szefa MSWiA uwiecznionego poprzez kamery w hotelu Marriot. Kwestia wzbudziła sporo kontrowersji, rodzima scena polityczna podzieliła się na PiS i resztę świata. Opozycja, do której przeszła także Samoobrona i LPR stanęła murem w obronie Janusza Kaczmarka, nie obyło się bez porównań do amerykańskiej afery Watergate. Pojawiły się także głosy o koalicji z Samoobroną bez Andrzeja Leppera co dodatkowo podkopało wiarygodność partii rządzącej.

Liga Polskich Rodzin i Samoobrona utworzyły więc dziwaczny twór pod kryptonimem „LiS” – Liga i Samoobrona. Jarosław Kaczyński powiedział nawet, iż „drapieżne kaczory umieją porwać LiSa”. Kilka tygodni później mogliśmy się dowiedzieć, iż Platforma Obywatelska to istna „ciamcialamcia”. Nim do tego jednak doszło, inicjatywa LiSu rozeszła się po kościach. Roman Edukator porozumiał się więc z Januszem Korwinem-Mikke, i Markiem Jurkiem i powstał twór jeszcze bardziej dziwaczny – Liga Prawicy Rzeczpospolitej. Jak się miało później okazać, twór niezbyt udany. Lewica i Demokraci powstała z połączenia SLD, SDPL, UD i PD, a do wyborów poszła z hasłami socjaldemokratycznymi, próbując odświeżyć nieco swój wizerunek. Twarzą ich kampanii wyborczej był Aleksander Kwaśniewski. Polskie Stronnictwo Ludowe ze swoim żelaznym elektoratem nie musiało się specjalnie prężyć, Waldemar Pawlak pod sztandarem socjalnej zgody i pokoju prowadził własną kampanię bez większych fajerwerków.

Wydarzeń było bez liku. Filipińska choroba Aleksandra Kwaśniewskiego, Józef Oleksy, Jerzy Miller czy Piotr Ikonowicz z Polskiej Partii Socjalistycznej zdecydowali się startować z list wyborczych Samoobrony. Politycznych transferów było więcej – Nelly Rokita, i Maciej Płażyński z list PiSu. Z listy PO natomiast - Bogdan Borusewicz, i Radosław Sikorski, kojarzeni do chwili obecnej z partią braci Kaczyńskich. Niejednoznacznie zachowywał się także Kazimierz Marcinkiewicz, przejawiający ciągoty w stronę Platformy Obywatelskiej, mówi się, iż wystąpił z partii. Ostre słowa Władysława Bartoszewskiego, który stanął po stronie Donalda Tuska również nie były bez znaczenia. Ogromne wybuchy przemokniętych kapiszonów, sprawy w trybie wyborczym - od oszczerstw pod adresem Saby, psa Ludwika Dorna, po poważne oskarżenia pod adresem środowiska SLD ze strony Zbigniewa Ziobry. Prawdziwa walka trwała jednak pomiędzy dwiema najpotężniejszymi siłami - pomiędzy Polską solidarną, a Polską liberalną. Każdy ruch wroga był bez skrupułów krytykowany. ?adne działania przybierały wręcz znamiona rodem z greckiej tragedii – czego aby nie zrobić i tak będzie źle. Decydujące znaczenie miała chyba jednak kwestia Beaty Sawickiej, delikatnie mówiąc, zniszczonej poprzez CBA. Miliony polaków oglądając zapłakaną posłankę uznało najwyraźniej, iż coś pękło, iż pewna granica została przekroczona. Wprawdzie nie robiłbym z niej męczennika politycznego, lecz działania CBA w relacji do niej poszły zdecydowanie zbyt daleko. Cykl przedwyborczych debat również był bardzo emocjonujący, chociaż z wyjątkiem debaty Kaczyński-Tusk, zwycięstwa nie były jednoznaczne.

jeśli chodzi zaś o samą kampanię, to wpadek nie brakowało chyba żadnej partii. Daleko nam jeszcze pod tym względem do Zachodu, lecz z całą pewnością można powiedzieć, iż była ona przeprowadzona w pełni profesjonalnie. Walka toczyła się na słowa, plakaty, w internecie i na ulicy. Każda tematyka życia społecznego zdawała się poprzez te kilka tygodni być przesiąknięta polityką. Jak twierdzą eksperci od public relations, w demokracji to jest jak w najwyższym stopniu zdrowe i normalne. Ponieważ zarzutów o zagrożenie w Polsce demokracji nawet nie chce mi się komentować. W ostatecznym rozrachunku decyduje nie program, nie hasła wyborcze tylko emocje i sympatie. Kampania nie musi być merytoryczna (nota bene wyraz nadużywane poprzez polityków wszystkich opcji poprzez ostatnie dwa lata aż do obrzydzenia). Kampania musi trafić do jak najszerszej ekipy socjalnej – do ich obaw i nadziei, co regularnie wymaga głoszenia sprzecznych idei i haseł. Tak się wygrywa wybory. Tym wspólnie powiodło się to Platformie Obywatelskiej. Ponieważ nie oszukujmy się, iż PO zjednało sobie wyborców programem budowy drugiej Irlandii, podatkiem liniowym czy obietnicami podwyżek. Platformie powiodło się wygrać, ponieważ zbudowali, wspólnie z mediami, niesamowicie mocną niechęć do rządzącej partii. Nie bez znaczenia okazała się także frekwencja. Przewarzająca część ludzi, którzy nie brali udziału w wcześniejszych wyborach, zagłosowało właśnie na partię Donalda Tuska. Mam tylko pewne wątpliwości co do stałości tego elektoratu, w sytuacji, gdy środek ciężkości nagonki medialnej przeniesie się z tych co już byli, na tych co właśnie wygrali, niesie to wówczas ryzyko wzmocnienia się lewicy. W internecie żarty z Platformy mają się już w idealne, śmieją się z niego nawet we francuskim radiu. Czyli?

Przed partią rządzącą stoją teraz trudne decyzje. Na początku budowa koalicji, najprawdopodobniej z PSLem. Niemniej jednak, nawet to nie wystarczy do przegłosowania prezydenckiego weta. Przez wzgląd na atakami Donalda Tuska na głowę krajów można się spodziewać, iż środek będzie ten stosowany dość regularnie. Poprzednie opozycyjne pieniactwo również nie ułatwi Platformie sprawy. Apolityczność Lecha Kaczyńskiego to mrzonka, nie może się odciąć od swojej partii z pewnych obiektywnych przyczyn - trudno, tak aby nagle wyrzekł się własnego brata bliźniaka. jakiekolwiek regulaminy nie mogą na nikim wymusić wyzbycia się pewnych politycznych sympatii. Pozostaje mieć nadzieję, iż któraś ze stron pójdzie na ustępstwa, na co – co najmniej na razie – się nie zapowiada. Do większości głosowań, będzie trzeba uciułać przewarzająca część kwalifikowaną. O szukaniu takowej w szeregach PiSu można raczej zapomnieć, pozostaje więc jeszcze LiD, który w przedwyborczych deklaracjach raczej dystansował się od poczynań PO.

Ostatecznie najważniejsza jest chyba budowa rządu. Czekam na rząd specjalistów i ludzi faktycznie kompetentnych. lecz gdy na medialnym targu, wśród potencjalnych kandydatów na ministra sprawiedliwości przewijają się nazwiska Julii Pitery (z wykształcenia polonistki), lub Andrzeja Zolla (który ma niemały majątek naukowy, lecz o apolityczności czy zaostrzaniu kar dla przestępców można zapomnieć), zaczynam mieć pewne wątpliwości. Również głosy o tym jakoby Waldemar Pawlak miał objąć ministerstwo gospodarki nie są dla mnie najwspanialszym sygnałem. Nie można mu odmówić dyplomatycznych zdolności, lecz jako absolwent Wydziału Samochodów i Maszyn Rolniczych na Politechnice Warszawskiej mógłby się na tym stanowisku, delikatnie mówiąc, nie sprawdzić. Do tego deklaracje o czystce w resortach „siłowych” czy „defotygizacji” w MSZ. Zapowiedziano także zmianę ustawy o CBA i usuwanie jego szefa, Mariusza Kamińskieg. Przychylę się do stwierdzenia, iż jest on osobą dostatecznie skompromitowaną, obawiam się z kolei, tak aby na jego miejsce nie powołano następnego, politycznego pionka.

Obietnic jest więcej. Podwyżki dla nauczycieli i lekarzy, przebudowa służby zdrowia, setki kilometrów autostrad, cud gospodarczy, ułatwienie życie przedsiębiorcom, efektywna polityka zagraniczna, wycofanie naszych wojsk z Iraku. To wszystko w ciągu dwóch lat. Nie można zapomnieć o Euro 2012, które jest wielkim przedsięwzięciem logistycznym i infrastrukturalnym. Gdyby opóźnień w tej kwestii było niewiele, w Warszawie, tymczasem wszystko wydawało się jasne, rozgorzał spór o lokalizacjęStadionu Narodowego.

Bardzo bym chciał, tak aby się to wszystko spełniło, żebyśmy mieli rząd specjalistów. Byłoby lepiej dla Polski i Polaków. Tylko iż żadna z partii w sejmie nie pozwoli raczej na cięcie wydatków społecznych czy podatek liniowy, łącznie z koalicyjnym PSL. Do tego trzeba pewnej socjalnej zgody z której uzyskaniem mogłoby nie być łatwo. Co za tym idzie, połowa planu PO może spalić na panewce. PSL nie będzie „przystawką” jak to było w sytuacji Samoobrony i LPRu. PSL mimo, iż uzyskał niewiele mandatów mówi o „wielkości racji”. Nie tj. jednak najważniejsze. Donald Tusk, >jeśli faktycznie chce coś w Polsce zmienić, a nie przeprowadzić tylko kosmetyczne zmiany, musi przeprowadzić gruntowne reformy. Reformy, jak uczy historia, mają zwykle to do siebie, iż są dla społeczeństwa dość bolesne. Nieudaną próbę gruntownej przebudowy wielu dziedzin życia mieliśmy za rządów AWS. Na próbie się także zakończyło. Pytanie brzmi, czy Platforma odważy się, dla dobra nas wszystkich, ryzykować utratę części poparcia i zrobić to o czym w Polsce wszyscy mówią, lecz nikt jeszcze nie zrobił. Mam nadzieję, iż Donald Tusk zaryzykuje własną pozycję w marszu do pałacu prezydenckiego na rzecz potrzebnych, lecz niekoniecznie popularnych decyzji. ponieważ to, czego w najwyższym stopniu chyba brakuje aktualnie naszej polityce to konsekwentność. tak aby żyło się lepiej