strajk

Definicja: samo! oto atmosfera wokół strajku nauczycieli w tym państwie, gdzie i po szkodzie głupi słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy jak nie strajk to co?

Słownik: "Nieroby! Do roboty! 18 godz., 3 miesiące wakacji, przywileje?? I jeszcze niewiele? Ja biorę tałzena na rękę i haruję jak wół. Oni niech mają tak samo!" oto atmosfera wokół strajku nauczycieli w tym państwie, gdzie "i po szkodzie głupi"
Definicja:

iż także ten scenariusz nikogo jeszcze nie nudzi... Związek zawodowy wyczuwa swą szansę na ogólnej fali strajków. Jego polityczni faworyci właśnie w opozycji. Strajk. Mur socjalnej niechęci. Dzień, dwa komentarzy. Wszystko wraca do normy, a więc dyskusji o jakiejś kontrowersji na liście lektur, o nawalance w arkuszu maturalnym, o kosmetyce mechanizmu produkującego rzesze coraz bardziej agresywnych i roszczeniowych analfabetów. Czyżby zmęczenie reformą i strach przed następną? Czyżby apatia posunięta do pokornego przyglądania się pogrzebowi naszych szans w świecie?


Nie będę powtarzał tez mojego artykułu o reformacji oświatowej. Mimo ponad tysiąca czytań, zero komentarzy. Diagnoza zła? Rozwiązania nierealistyczne? Czy może krańcowa obojętność na sprawy dla nas gardłowe? Czy gołym okiem nie widać, >iż jest coraz gorzej, czy koledzy i koleżanki faktycznie chcecie dalej pracować w tych warunkach? A czy wy, uczniowie, uważacie, >iż szkolne doświadczenie was rozwija? Uważacie, >iż się nie da inaczej, czy macie już to wszystko gdzieś?


Wreszcie coś się ruszyło, ponieważ dużo szkół strajkuje. Lecz nie łudźmy się: przewarzająca część postronnych obserwatorów widzi w tym cwaniactwo ludzi, którym się w głowach poprzewracało, zresztą przedstawicieli zawodu niewiele lubianego poprzez dzieci i ich rodziców--niegdysiejszych uczniów. I jak im przetłumaczyć, >iż trzy tysiące jest tylko na papierze, >iż przewarzająca część nauczycieli cały czas jest na niższych i średnich szczeblach awansu, >iż wielu nie ma pełnego etatu, >iż muszą jeździć do kilku szkół i o trzech tysiącach mogą tylko pomarzyć? Czemu się dziwić--frustraci z reguły lubią się wyżywać na innych. Źle im? Dobrze im tak! Rząd ma teraz komfort ponieważ może zbijać punkty na robieniu pełnej zrozumienia miny wobec krytyków strajkujących nauczycieli. Kto wie, może nawet przekalkulują, >iż opłaca się zwiększyć pensum i zlikwidować Kartę Nauczyciela? A może będą chcieli zdobyć punkty wśród wszystkich? Postraszą likwidacją Karty i skasują punkty u "ludu", a później łaskawie od tego odstąpią i zyskają dozgonną wdzięczność Oświaty?


Zaraz, zaraz. Czy tu nie powinno chodzić o ukształtowanie wartościowego człowieka, myślącego, zdyscyplinowanego, przygotowanego do życiowych wyzwań, zdecydowanego, elastycznego ... mądrego? Chyba od tego należy wyjść, a dopiero później dobierać sposoby? Czy na takim celu możemy oszczędzać? To, co niezbędne, jest także realistyczne, ponieważ być musi. A my się zajmujemy tuszowaniem katastrofy--narastającej apatii, chamstwa i bezmyślności. Ja rozumiem, >iż w wielu bogatszych od nas państwach jest tak, >iż przewarzająca część uczniów udaje, >iż się uczy a nauczyciele udają, >iż wymagają. Nie ma problemu, ponieważ dzieci elity sobie jakoś poradzą, czy to dzięki pieniądzom, czy prywatnym szkołom, te kilka proc. ambitnych się zaprze i także da radę, a reszta? Zasiłek, robota wymagająca małpich zdolności... W ostateczności sprzedadzą dom za pół miliona euro i wyjadą smażyć się do końca życia, a w drugą stronę pojadą ambitni, pracowici, zdolni ... Czy my mamy ten komfort? Czy jesteśmy już aż tak bogaci, tak aby zasysać mózgi a później płacić na ratowanie wściekłego trzeciego świata? Czy mądrze jest w naszym przypadku małpować rozwiązania, na które stać innych, lecz nie nas? >iż nie wspomnę o tworzonej w ten sposób "jakości" życia u siebie. W państwach, które przeszły to w co my brniemy, od tej "jakości" powszechnie się ucieka.


>iż uczniowie nie chcą tego, czego właśnie im trzeba? Wiadomo, > >iż najwygodniej nie robić nic. W mini-ankiecie przeprowadzonej dziś wśród moich uczniów na pytanie jakich zmian oczekiwaliby od mechanizmu oświaty, przewarzająca część pisała o potrzebie przywrócenia amnestii maturalnej, pomniejszenia trudności egzaminów gimnazjalnych i maturalnych (sic!!!), pomniejszenia wymogów uczelni, pomniejszenia liczby godz. lekcyjnych i lektór (pisownia oryginalna) do przeczytania, zniesienia obowiązkowej matury z matematyki i zdawania tylko wybranych elementów, z których zajęcia byłyby nb. jedynymi w szkole. Na dzisiejszej akademii młodzież przedstawiała "projekt", a więc arkusz brystolu z wklejonymi flagami i paroma napisami mówiącymi o europejskiej szkole marzeń: więcej malowania a mniej myślenia. Szczere.



Jak znam życie, klasa polityczna niebawem wyjdzie naprzeciw potrzebom młodych ludzi, w szczególności jak sondaże wskażą na potrzebę pozyskania kilkudziesięciu tys. głosów. Czy to wyjdzie na dobre samej "klasie"? Przypomina mi się kawał o Żydzie, który jak się Arabowi zakończyła amunicja, sprzedawał mu naboje i uciekał... Analogia pomiędzy Żydem a Giertychem przypadkowa.


Jednak ci sami uczniowie oczekują monitoringu i małych klas i budowy przedmiotów sportowych w szkołach. I proszę--tam, gdzie postulaty uczniowskie są bez sensu, faktyczne rozwiązania są już i tak daleko posunięte po myśli postulujących. Tam zaś, gdzie ich pomysły idą we właściwym kierunku, na ich realizację raczej nie ma co liczyć. Najprościej niedrogo kupić sobie poparcie. Pewnie się okaże, o ile już się nie okazało, > >iż co niedrogie to drogie--niedrogą popularność będzie trzeba okupić statusem bantustanu. Na pozór to korzystne dla rządzących i ich zaplecza, lecz czas pokarze (tak, tak, poprzez er zet).


Moim skromnym zdaniem to już 'zaostatni' (jak mawia mój młodszy syn) dzwonek na zmianę mechanizmu. Powinien on uwzględniać potrzebę uczynienia edukacji ciekawszą, przyjemniejszą i bardziej przyjazną dla ucznia--bez radości z edukacji będzie dalsza kontestacja albo ogłupiające kucie. Jednak nowy mechanizm oświatowo-wychowawczy powinien w rezultacie dawać większą wiedzę, świadomość miejsca i czasów w których żyjemy, a wreszcie uczyć myślenia i inicjatywy. Wymagające powinny być w pierwszej kolejności przedmiotowe i międzyprzedmiotowe zadania projektowe--wtedy żaden wymagający egzamin nie straszny.


A to, co piszę, sprowadza się do wołania o natychmiastową zmianę tego mechanizmu szkodliwej fikcji, o zaprzestanie kokietowania wyborców kosztem ich losu. Osobiście nie wierzę, aby dało się to zrobić bez przymusu. Nie wierzę jednak również, tak aby takie strajki jak dzisiejszy zmieniły sporo na lepsze jeżeli będą się sprowadzać do gardłowania o kapitał, nawet jak przy okazji funduje się uczniom to co w najwyższym stopniu lubią--zero szkoły.



Mam pomysł. Zbierzmy się, nauczyciele, delegacje uczniów i rodziców w przededniu Dnia Nauki Narodowej w centrach stolic naszych pow.ów i przekażmy rządzącym żądanie wprowadzenia zmian w naszym systemie nauki, i innych koniecznych i powiązanych kroków prawnych. Jak będzie nas w każdym z ponad trzystu pow.ów po 500-1000 osób, i jeżeli wystosujemy konkretną petycję, rząd tego nie zignoruje, a tak zwany "ludzie" źle nie odbiorą . Nieskromnie uważam, > >iż tekst o reformacji oświatowej, zamieszczony tu na ithink.pl, jest jakimś pomysłem do dyskusji. Możemy utworzyć specjalną stronę, na przykład wiec-14x dot coś tam (teraz może to być kawalec.eu albo ithink) i przygotować memorandum, które demonstrujący poprą. Można umówić się od razu na następny taki wiec w pierwszy dzień wiosny tamże, by ocenić reakcję władz, a w międzyczasie zbierać podpisy pod obywatelskim projektem ustawy przygotowującej wprowadzenie koniecznych zmian. Przypuszczam, > >iż postulowana strukturalna zmiana da nam--nauczycielom--większą swobodę realizacji tego co umiemy, a nie zawsze możemy na codzień robić, da większy komfort pracy i szacunek socjalny, a pewnie również i jakąś satysfakcję materialną. Co da uczniom łatwo się domyślić wiedząc, co daje, a czego nie daje, aktualny mechanizm.