sukces linii lotniczych noego co to jest
Definicja: Komercyjnych o Ogromnym Sukcesie polskiej polityki. No tylko się radować słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Sukces linii lotniczych Noego

Słownik: Kilka lat temu Wielcy Rządzący – podówczas jeszcze w III Rzeczpospolitej trąbili wszem i wobec, dzięki Kołchoźnika Publicznego, i Kołchoźników Komercyjnych o Ogromnym Sukcesie polskiej polityki. No tylko się radować.
Definicja: Polacy mogą wyjeżdżać za granicę do pracy. I to w dodatku legalnie. Jak okiem sięgnąć bezkres niezmierzony młodych gniewnych koczował na lotniskach Warszawy, Katowic, Gdańska i Wrocławia w oczekiwaniu na samoloty do Wielkiej Brytanii i Irlandii, niczym zwierzęta na biblijną Arkę Noego. Kto miał mniej zasobny portfel – jechał autobusem. Nieważne, byle szybciej, byle dalej stąd, byle wreszcie móc żyć jak człowiek. A rządowa propaganda trąbiła jako te trąby jerychońskie o Ogromnym Sukcesie. Jedna jedyna stacja radiowa próbowała przebić się z poglądem zgoła odmiennym od propagandy Wielkiego Sukcesu. Było to Radio Maryja.
Stacja ta - wyszydzana i przeklinana niemal poprzez wszystko, co żywe i potrafiące mówić (a już nie daj Bóg, jak pisać owo powstanie potrafiło !) prezentowała pogląd, że masowy exodus ludzi w wieku produkcyjnym do państw UE nie jest sukcesem, a symptomem wielkiego kryzysu ekonomicznego państwa. Znaczy to ni mniej ni więcej tyle, iż kraj nie jest zdolne utworzyć warunków do tego, iżby jego obywatele mogli godnie pracować i za zarobione kapitał – zwyczajnie uczciwie żyć. Pomijam tu ozdobniki w stylu „żydy, masoneria, komuna et cetera”, ponieważ nie o to idzie. Następnie, ktoś z przebłyskiem rozsądku zaczął wskazywać na zagrożenia wynikające z tego exodusu. Po pierwsze: Kształcimy za kapitał podatników wykwalifikowanych inżynierów, lekarzy, informatyków, ekonomistów, czy wreszcie stolarzy, mechaników, hydraulików, drogowców, logistyków, którzy później dziękują III Rzeczpospolitej za współpracę, pakują walizki i heja na podbój Europy Zachodniej. A w IV Rzeczpospolitej już jest problem ze zmontowaniem sprawnej grupy pracowników na budowę. ponieważ wszyscy rzetelni rzemieślnicy uciekli tam, gdzie za ich ciężką pracę są sowicie wynagradzani.
Niezrażeni piewcy propagandy Wielkiego Sukcesu i na takie dictum znaleźli odpowiedź: Dobrze, niech jadą – będzie więcej miejsc pracy dla tych, co zostali. A któż został w IV Rzeczpospolitej? Pytało Radio Maryja? Nieudacznicy i personel niewykwalifikowany, kombinatorzy, matacze, czy wręcz spekulanci (Ja myślałem, iż spekulanci wyginęli po reformie rolnej, na przełomie lat 40 – 50, ale jeżeli tych, co próbują jeszcze walczyć z koncesyjno – etatystycznym socjalizmem tytułujemy spekulantami to chyba nic się nie zmieniło od tamtej pory.) I tyle mojego uznania dla tej stacji radiowej. ponieważ przecież pozostała jeszcze jedna ekipa ludzi w IV Rzeczpospolitej. To ci, którzy nie zamierzają wyjeżdżać i nie wyjadą, bo mają zakorzenione poczucie obowiązku wobec swojej ojczyzny. Może nie tak bezpośrednio, jak np. oficerowie Wojska Polskiego, czy patrioci, lecz pośrednio przez własną pracę. To jest ten odsetek ludzi, do których trafiła – propagowana w latach 90-ych ubiegłego wieku idea budowania społeczeństwa obywatelskiego.
Pamiętam piękne ciepłe lato roku 1998, kiedy to uczestniczyłem w jednej z edycji Szkoły Liderów Socjalnych i Politycznych. To właśnie tam poraz pierwszy spotkałem się z odmiennym postrzeganiem dobra wspólnego, które nie kojarzyło się już z czymś, co jest państwowe, a więc z gruntu byle jakie i z góry skazane na zniszczenie albo kradzież. Tam także sugerowano nam troskę o owo dobro wspólne, które ma służyć nam wszystkim. Począwszy od kosza na śmieci, jakże regularnie niszczonego na naszych ulicach, poprzez ruchomy dorobek wielkiej fabryki, na postawach etyczno – moralnych skończywszy. Dziewięć lat temu – wówczas mnie, człowieka młodego obligowano, aby po wyjeździe do domu i pracy w organizacjach, czy to politycznych, czy to pozarządowych uczyć młodszych od siebie takich prawych postaw.
Jakież zdziwienie ogarnęło moją osobę, kiedy w rodzimej organizacji pozarządowej – uznano mnie za idiotę. On chce kształcić swoich następców? Bóg go opuścił, przecież wyhoduje na własnej piersi żmije, które nas później zjedzą i zagarną dla siebie nasz ciasny, lecz własny trzepak. On jest niebezpieczny. Trzeba go izolować. Przypomniałem sobie te słowa w momencie świąt Bożego Narodzenia, kiedy przechadzałem się nieopodal siedziby tejże organizacji. Kiedyś żyła, emanowała energią i dobrymi uczynkami – dziś straszy pustką i przedśmiertnymi konwulsjami. Jako ten niebezpieczny, izolowany stanąłem po latach na ruinach czegoś, co było piękne, a nade wszystko potrzebne młodemu pokoleniu i zapłakałem w duchu. ponieważ dziś nikt nie podejmuje wysiłku kontynuacji tego, czemu poświęciliśmy z ekipą zapaleńców własne studenckie życie.
Po trzecie: Różne autorytety – mieszane dzisiaj z błotem, poprzez publicystę Rafała A. Ziemkiewicza w Michnikowszczyźnie, póki jeszcze żyły, apelowały o działania edukacyjne, mające na celu wychowanie następnych pokoleń młodych ludzi w duchu szeroko pojętego Dobra, Prawdy, czy tez Prawa. Analogicznie do młodych elit politycznych. Wspomniane wyżej autorytety ostrzegały przed intelektualną i etyczną mizerią , która nie będzie zdolna do sprawowania rządów w kraju. Z przerażeniem, powoli ten czarny scenariusz się spełnia, ponieważ co wybory to wybrańcy ludu coraz bardziej kontrowersyjni z jeszcze bardziej kontrowersyjnymi receptami na leczenie naszej umęczonej ojczyzny.
A w czasie gdy, jak okiem sięgnąć bezkres niezmierzony młodych gniewnych nadal koczuje na lotniskach Warszawy, Katowic, Gdańska i Wrocławia w oczekiwaniu na samoloty do Wielkiej Brytanii i Irlandii, niczym zwierzęta na biblijną Arkę Noego.
Boję się pomyśleć, co będzie kiedy wyjadą stąd wszyscy. Z pewnością dyrektorzy finansowi niedrogich linii lotniczych będą usatysfakcjonowani. Dziwię się jedynie specjalistom od marketingu, dlaczego żadna linia lotnicza nie nazywa się Noe Air. Wszak wyciągają ludzi z powodzi głupoty, beznadziei i bylejakości.
Będę się bacznie przyglądał, kto będzie tym wybranym, komu przypadnie rola ostatniego gaszącego światło w Nadwiślańskim Państwie