września teoria spkowa co to jest
Definicja: Oto chwila, która wystawia na próbę ludzkie sumienia Thomas Paine, 1776 r słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy 11 WRZEŚNIA i teoria spiskowa neoracjonalistów

Słownik: "Oto chwila, która wystawia na próbę ludzkie sumienia"
Thomas Paine, 1776 r.
Definicja: W połowie kwietnia 2008 r. portal internetowy „Racjonalista” opublikował artykuł pt. „Pseudonauka ruchu 9/11 Truth”.(1) Zaprezentowany materiał stanowi przerażające świadectwo kondycji umysłowej, w jakiej egzystuje wielka część inteligencji współczesnych społeczeństw przemysłowych. Poniżenie zniewolonego umysłu, będące bezpośrednim skutkiem działania nasilonej, długotrwałej i nieustannej indoktrynacji, jakiej poddani są odbiorcy treści, produkowanych poprzez nowoczesne ośrodki kontroli opinii publicznej, charakteryzuje brak zdolności formułowania opinii własnych i nieustanna potrzeba odwoływania się do autorytetów. Jest także najsmutniejszą chyba właściwością naszej nibydemokracji, w której obywatele, traktowani jak ogłupiały motłoch, nie mają prawa posiadać ani publicznie artykułować niezależnych opinii bez konieczności odpierania agresywnych ataków ze strony ludzi zaangażowanych w obronę nietykalnych symboli hierarchii zachodniej cywilizacji. Artykuł zamieszczony w „Racjonaliście” jest klarowną ekspozycją tej tendencji i równocześnie spektakularnym aktem zerwania więzi z tradycją kartezjańskiej logiki, w myśl której nie jest możliwe wykazanie fałszywości tezy przez zademonstrowanie argumentu, iż teza popierana jest poprzez osobę, która prezentuje fałszywe opinie na tematy odmienne. Świat nie dzieli się, jak sugeruje redakcja „Racjonalisty”, na ludzi posiadających opinie prawidłowe i na ludzi posiadających opinie fałszywe na wszystkie tematy rzeczywistości. To powinno być jasne. Powinno także być już jasne, iż racjonalizm tworzony był w duchu nieustannej krytyki i weryfikacji opinii wygłaszanych poprzez autorytety, reprezentujące interesy rządzących. I nie bezpodstawnie, bo „nie powinno się ufać ludziom posiadającym władzę”, jak stwierdził kiedyś współtwórca Stanów Zjednoczonych James Madison. Taki jest rodowód i znaczenie słowa sceptycyzm, które dumnie zdobi winietę portalu lecz najwyraźniej nie umysły reprezentantów polskiego neoracjonalizmu.

Ben Franklin, jeden z w najwyższym stopniu wysławianych myślicieli amerykańskiego oświecenia przyznał w pewnym momencie swojego życia, iż do deizmu nie przekonały go opinie krytyków chrześcijaństwa lecz bezsensowność argumentów jego obrońców. Potraktujmy to więc jako wskazówkę i spróbujmy przeanalizować racje wyznawców owego ‘neoracjonalizmu’, a więc nazywając rzecz po imieniu: krzewicieli waszyngtońskiego fundamentalizmu na tle sporu naukowego, jaki spowodowały tragiczne wydarzenia 11 września.

fundamentalnym i najsilniejszym argumentem, z którego wywodzą swe racje obrońcy oficjalnie prezentowanej interpretacji wydarzeń 11 września, jest następujące oświadczenie: „nie wierzę w teorie spiskowe”. Ta ujmująca stanowczością popularna deklaracja braku wiary samozwańczych racjonalistów ma jednak jeden rażący mankament. Jest niestety kłamliwa i rzadko kiedy okazywało się to bardziej ewidentne niż w kontekście wydarzeń 11 września.

Owi racjonaliści, o których mowa, wierzą gdyż całym swoim sercem, całą własną duszą i całym swoim umysłem w ogromną teorię spiskową, powstałą w gabinecie George’a Busha. Nazwano ją wojną z terroryzmem, a więc spiskującymi przeciwko zachodowi arabami, którzy, jak nam usilnie wmawiano, umieją dzięki scyzoryków sparaliżować warty pół biliona dolarów rocznie mechanizm bezpieczeństwa narodowego imperium amerykańskiego. Aczkolwiek 11 września był ewidentnym, encyklopedycznym odpowiednikiem spisku, definiowanym w leksykonach jako „sekretne porozumienie ekipy osób dla wspólnego osiągnięcia jakiegoś celu”, to dziennikarska brać nie mogła jednak stosować ustalenia „spisek” z racji na skojarzenia, jakie termin ten implikuje w technice manipulacji opinią publiczną, a więc public relations. Hasło „teoria spiskowa” jest w naszej kulturze określeniem kompletnie irracjonalnym i pełniąc w mediach rolę etykiety, służy do wspierania stereotypu, będącego łatwym, ponieważ nie wymagającym przedstawiania jakichkolwiek argumentów, metodą dyskredytowania wszelkich racjonalnych opinii, które mogłyby rzucić jakikolwiek cień podejrzeń na uczciwość postępowania menadżerów globalnego mechanizmu ekonomicznego. Nie trudno zauważyć, iż ustalenie „teoria spiskowa” stosowane jest nagminnie głównie poprzez osoby, które teorii spiskowych ani nie znają ( ponieważ nie wolno ich przecież poznawać) ani nie rozumieją. Artykuł zamieszczony w „Racjonaliście” jest tego jaskrawym odpowiednikiem. Autor bez wdawania się w szczegóły merytoryczne oświadczył, iż ci którzy wyrażają własne wątpliwości, dotyczące wydarzeń 11 września, są gromadą irracjonalnych oszołomów, co to nie rozumieją „prawdziwej” edukacji. Wyrażanie opinii sceptycznych okazało się tym samym w dzisiejszych czasach irracjonalne.

Przyjrzyjmy się zatem temu, czego nie kojarzymy, a co dla nas, obywateli demokratycznego społeczeństwa, powinno być jasne, jeżeli nasze wspólne publiczne dobro, a więc republika, ma żadne jeszcze znaczenie. Zaczynając od pytań najprostszych odważmy się powiedzieć wreszcie tak: my, naród, mamy wszyscy obywatelskie prawo rozumieć, w jaki sposób samolot uderzający w Pentagon wybił w jego ścianie otwór mniejszy od jego rozpiętości skrzydeł i na gruncie jakich praw fizyki daje się to zdarzenie wytłumaczyć i potwierdzić eksperymentalnie. Mamy również prawo żądać odpowiedzi na pytanie, z jakich powodów poprzez tyle lat nie zostało nam to jednoznacznie wyjaśnione. Podkreślmy z naciskiem w tym miejscu, iż służące nagminnie poprzez neoracjonalistów prawo „niewiary w teorie spiskowe” nie jest prawem fizyki i przez wzgląd na tym nie można korzystać go w tym momencie jako argumentu. To jest gdyż prawo o charakterze wyznaniowym a więc religijnym, które, niczym plaga, rozpowszechniło się w korporacyjnej kulturze jako efektywny czynnik stygmatyzacji opinii, szkodzących biznesom władzy. Imponujący jest jednak fakt, iż mimo silnego ostracyzmu, wtórującemu rozkazowi George’a Busha, iż nie „będziemy tolerować jakichkolwiek teorii spiskowych”, są ludzie, którzy z godnością decydują się takie opinie artykułować. Ludzi tych wbrew pozorom jest wielu, a ich liczba nieustannie rośnie.

Ekspert do spraw wizualnej identyfikacji naukowo-technicznej amerykańskiego wywiadu, generał Albert Stubblebine, objaśniał: „jednym z moich zadań w wojsku było interpretowanie obrazów dla wywiadu wojskowego w momencie zimnej wojny. Dokonywałem pomiarów fragmentów sowieckiego sprzętu na podstawie fotografii. Taką miałem pracę. Gdy patrzę na otwór w ścianie Pentagonu i porównuję go z rozmiarem samolotu, który miał w niego uderzyć, stwierdzam, iż ‘samolot nie pasuje do otworu po zniszczeniu’”. Wyznawcy waszyngtońskiej teorii spiskowej wierzą z kolei w wyjaśnienie opublikowane poprzez rząd USA, wedle którym stworzenie tak małej średnicy otworu w ścianie Pentagonu wynika z faktu, iż skrzydła samolotu odpadły przed uderzeniem w fasadę budynku. Co ciekawe, ani skrzydeł ani samolotu ani ciał pasażerów nie widać jednak na żadnym dostępnym materiale wizualnym. Wyznawcy teorii spiskowej mają jednak „swoją”, stworzoną poprzez Biały Dom, wizję tego wydarzenia.

Paranormalne zdarzenie, które miało miejsce 11 września w Waszyngtonie, kryje w sobie cały szereg fascynujących zagadek. Nie okazały się one jednak interesujące na tyle, aby spowodować publiczną dyskusję w massmediach, których, jak się okazuje, czasami o dziwo nie interesują sensacje. Zagadkami w najwyższym stopniu intrygującymi były: brak szczątków samolotu, brak pożaru, który po katastrofach lotniczych gaszony jest regularnie dziesiątki godz., brak żadnych zapisów wideo w najwyższym stopniu strzeżonego budynku na świecie, skonfiskowanie poprzez FBI wszystkich taśm wideo pochodzących z sąsiadujących przedmiotów i dziesiątki intrygujących opinii ekspertów, takich jak choćby ta: „Przeleciałem 6000 godz. za sterami Boeinga 757 i 767 i nie potrafiłbym poprowadzić tej maszyny po torze opisanym [przed uderzeniem w Penatgon]. Byłem pilotem myśliwców i instruktorem walk powietrznych w US Navy Fighter Weapons School i mam doświadczenie w lotach na niskich wysokościach przy wysokiej prędkości. Nie byłbym w stanie dokonać tego, co zrobili ci amatorzy” – oświadczył otwarcie dowódca wojskowy Ralph Kolstad z doświadczeniem ponad 23 000 godz. odbytych lotów. Zadał również te same, intrygujące wszystkich, pytania: „Jak wygląda zniszczenie ściany Pentagonu, które wywołały skrzydła samolotu? Gdzie są ogromne części maszyny, które zawsze odpadają w momencie wypadku? Gdzie się podział cały bagaż? Co się stało z kilometrami przewodów i kabli, które są częścią każdego wielkiego samolotu? Gdzie są stalowe części silnika?”. (2)

Pytania te nie zaintrygowały jednak massmediów. Nie powstały także jakiekolwiek wątpliwości, dotyczące tragedii na Manhattanie aczkolwiek nigdy w historii żaden budynek o konstrukcji stalowej nie zawalił się w konsekwencji pożaru. 11 września zdarzyło się to w Nowym Jorku aż trzykrotnie.

w najwyższym stopniu fascynującym faktem, związanym z dniem 11 września jest coś, co powinno przykuć uwagę racjonalistów, gdyby tylko bardziej byli skłonni zawierzyć możliwościom ludzkiego rozumu, niż ulegać sile swoich przekonań duchowych. Otóż wieżowce zawaliły się w momencie około 10 s z prędkością bliską swobodnego spadania, a więc z prędkością jaką porusza się ciało puszczone swobodnie, gdy działa na nie wyłącznie siła grawitacji (przy zaniedbywalnie małym wpływie sił oporu powietrza). Znaczy to, iż potężna masa wspierająca budowlę nie spowolniła w najmniejszym nawet stopniu ruchu zawalającego się budynku. Niezwykłe to zdarzenie zostało zinterpretowane poprzez NIST (National Institute of Standars and Technology) w specjalnej zamówionej poprzez rząd publikacji, przedstawionej narodowi jako oficjalny raport wydarzeń 11 września, w ten oto znamienny dla świata sposób: „pęd (równy iloczynowi masy ciała i jego prędkości) dwunastu i dwudziestu ośmiu pięter (odpowiednio dla wieżowca WTC 1 i WTC 2) spadających na wspierającą je poniżej konstrukcję (która została zaprojektowana aby stawiać opór tylko sile statycznej pięter, znajdujących się powyżej, a nie przeciwdziałać dynamicznym oddziaływaniom, związanym z pędem zwróconym w dół) tak bardzo przewyższył możliwości wytrzymałościowe struktury znajdującej się poniżej, iż ta nie była w stanie zatrzymać ani spowolnić ruchu spadającej masy”.(3) Oto, zatem, oficjalne stwierdzenie rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki, > iż dnia 11 września 2001 r. nie funkcjonowało podstawowe prawo natury, będące fundamentem mechaniki klasycznej, a znane od ponad trzystu lat jako druga zasada dynamiki Newtona.

Ów scholastyczny argument, > iż „pęd pięter był tak bardzo spory, > iż konstrukcja nie była w stanie spowolnić ruchu”, kwalifikuje się bez cienia wątpliwości do > w najwyższym stopniu absurdalnych stwierdzeń, jakie wyartykułowano w historii współczesnej edukacji w publikacji o rzekomo naukowym charakterze. Jest on równoważny postulatowi, którego byłby w stanie odeprzeć intuicyjnie każdy przytomny kierowca, > iż pędzący z dowolną prędkością samochód, zderzając się z pojazdem stojącym na jego drodze, będzie kontynuował ruch z niezmienioną prędkością wspólnie z samochodem, w który uderzył. Oto w jakie szarlatańskie bzdury wierzy w początkach XXI wieku zwiędły kwiat polskiego racjonalizmu. Ci, którzy sądzą jednak, > iż to wyczerpuje skalę absurdu, w jakim pogrążyły się umysły wyznawców waszyngtońskiej teorii spiskowej, są w ogromnym błędzie. Dzień 11 września ma gdyż wszelakie szanse przejść do historii zachodniej cywilizacji jako Światowy Dzień Absurdu i żałoby po zdrowym rozsądku.

W ciągu 10 sekund, na oczach całego świata, rozpadło się w niewyjaśniony sposób 287 stalowych kolumn, wspierających konstrukcję budynków. Ich dezintegracja musiała, jak sugeruje logika, przebiegać w sposób absolutnie synchroniczny, biorąc pod uwagę fakt, > iż budynki runęły wertykalnie w obrębie swojej podstawy, nie przechylając się w żadną stronę, mimo że uderzenie samolotów nie było bynajmniej centralne. Mechanizm ten jest niewyobrażalny również z innego powodu. Źródłem energii, która go zainicjowała, były - rzekomo - szczątkowe ilości paliwa lotniczego, jakie mogły pozostać po eksplozji w samolocie. Co więcej, paliwo lotnicze w >> w najwyższym stopniu wydajnym procesie spalania (który nie miał miejsca 11 września) może wytworzyć temperaturę nie przekraczającą 1000 stopni Celsjusza. Stal z kolei topi się dopiero w temperaturze powyżej 1500 stopni. aczkolwiek spalanie w wieżowcach WTC nie przebiegało wydajnie, o czym świadczył czarny dym, a więc tlenek węgla powstający jako wytwór powolnego „niskoenergetycznego” spalania, odbywającego się przy niedoborze tlenu (i mogącego, jak się szacuje, wytworzyć temperaturę niewyższą od 600 stopni), to problem ten wyznawcy waszyngtońskiej teorii spiskowej wyjaśnili beztrosko, > iż stal w temperaturze 1000 stopni traci już własne właściwości wytrzymałościowe i może ulegać odkształceniom, a więc na przykład być gięta. Właśnie owemu procesowi „gięcia” 287 olbrzymich kolumn stalowych świat przyglądał się 11 września, gdy „gięcie” odbywało się synchronicznie z prędkością swobodnego spadania w sposób identyczny w budynku WTC 1, WTC 2 i WTC 7, w który, tak na marginesie, nie uderzył żaden samolot, o czym „wolne” media nie miały okazji poinformować swoich konsumentów. Po tylu latach antyterrorystycznego obłąkania, w jakim pogrążyła się zachodnia cywilizacja, jednego możemy być pewni: historia ta nie mogłaby wydarzyć się w Media Marktcie.

I w istocie nie mogłaby wydarzyć się nigdzie poza chorą wyobraźnią. W 1988 r. ogień w budynku First Interstate Bank Building w Los Angeles szalał poprzez 3,5 godziny, niszcząc 5 z 62 pięter wieżowca lecz nie spowodował jakichkolwiek znacznych uszkodzeń struktury budowli. W 1991 r. ogromny pożar budynku One Meridian Plaza w Filadelfii gaszony był poprzez ponad 18 godz. i zniszczył 8 z 38 pięter jednak szkielet nośny konstrukcji nie doznał jakichkolwiek widocznych uszkodzeń. W 2004 r. w stolicy Wenezueli, Caracas, poprzez 17 godz. płonął 50-piętrowy budynek, a pożar zniszczył 20 górnych pięter i mimo to przedmiot nie zawalił się. Co więcej, w odróżnieniu do pożarów w wieżowcach WTC, ogień we wszystkich tych budowlach był tak gorący, > iż z oknach pękały szyby.(4)

Jim Hoffman, kalifornijski informatyk, autor >> w najwyższym stopniu wnikliwej i obszernej krytyki raportu NIST, zwrócił uwagę na fakt, który powinien zainteresować naszych racjonalistów, > iż w nauce doświadczalnej, hipoteza nie może być traktowana jako naukowa jeżeli bierze pod uwagę kompletnie unikalny sytuacja, czyli taki, który nigdy do chwili obecnej nie miał miejsca i którego nie daje się eksperymentalnie powtórzyć.(5) odpowiednikiem takiej pseudonaukowej hipotezy jest teoria spiskowa, rozpowszechniona poprzez administrację Busha w państwach zachodnich, postulująca, > iż budynki WTC zawaliły się 11 września w konsekwencji pożaru, wywołanego poprzez uderzenie w nie samolotów.

Ci, którzy mieli odwagę szerzej otworzyć oczy, zmuszeni byli rozważyć jednak inny od podanego oficjalnie powód zniszczenia wieżowców na Manhattanie. Racjonalna ocena dostępnych powszechnie przesłanek sugeruje, > iż budynki mogły być zniszczone dzięki rutynowej sposoby, stosowanej poprzez przedsiębiorstwa pirotechniczne, zajmujące się burzeniem starych budowli. Mechanizm zawalenia się wieżowców na Manhattanie miał wszelakie cechy kontrolowanego zburzenia. Nie przypominał za to w niczym sukcesów, jakie powodują pożary. Jednakże w rządowym dokumencie, przygotowanym poprzez NIST, stwierdzono, > iż „nie znaleziono potwierdzających dowodów na wsparcie hipotezy, > iż wieżowce WTC zniszczone zostały wskutek kontrolowanego zburzenia przy zastosowaniu materiałów wybuchowych, zainstalowanych przed dniem 11 września”. Dowiadujemy się jednak, z czego to wynika. Otóż pojawia się w tekście zdanie, > iż „NIST nie przeprowadził testów próbek stali w celu zbadania składu i pozostałości chemicznej [termitu czy innych środków wybuchowych] materiału”. James Fetzer, prof. filozofii Uniwersytetu w Minnesocie, skomentował to wystarczająco elokwentnie. „Twierdzenie, > iż instytut NIST nie znalazł potwierdzających dowodów na wsparcie hipotez alternatywnych, takich jak kontrolowane zburzenie, miałoby znaczenie tylko w razie, gdyby instytut NIST naprawdę poszukiwał dowodów, które mogłyby wesprzeć hipotezy alternatywne”.(6) Święta prawda. Nie można przecież wykryć choroby bez zbadania pacjenta, aczkolwiek na pewno nie to jest argument w pełni oczywisty dla głęboko wierzących amerykanistów.

Artykuł zamieszczony w „Racjonaliście”, będący właściwie rozpaczliwą próbą pogrzebania rozumu, został zlinczowany poprzez sporą część szanujących intelekt czytelników. Ten spektakularny pokaz umysłowego poddaństwa i moralnego tchórzostwa skomentowany został poprzez jedną z czytelniczek w sposób, który zasługuje na wyróżnienie.

„Artykuł żenujący. (...) Mam wrażenie, > iż niektórzy kraj racjonaliści tak bardzo uwierzyli w oficjalną wersję i co gorsza mogli zbudować na tym nawet własne życiowe filozofie, że przyznanie się do najmniejszej wątpliwości wywróciłoby im świat do góry nogami. Mówią wiec innym z wyżyn swych intelektów: ludzie mądrzejsi od was nie wierzą w te bzdury, a wy tu chcecie podskakiwać? I ten ton pogardy wobec tych, którzy odważą się pisnąć, > iż coś tu nie gra... ach wiec tj. ten państwa racjonalizm?” (7)

Tak właśnie! tj. „państwa racjonalizm”, a raczej tj. racjonalizm organizacji państwa. Dzięki istnieniu systemu dystrybucji przywilejów, kultura intelektualna w każdym społeczeństwie hierarchicznym kształtowana jest w zgodzie z interesami hierarchii, zabezpieczanymi poprzez ekipy, które tworzą aparat przemocy, utrzymujący status quo. Główną funkcją intelektu w społeczeństwach hierarchicznych jest tworzenie przyjaznego klimatu, ułatwiającego realizację celów elity politycznej. Do realizacji tych celów służy kłamstwo i przemoc. Zadaniem inteligencji, a więc ekipy przygotowanej do publicznego artykułowania opinii jest racjonalizowanie, a więc usprawiedliwianie, fałszowanie, ignorowanie czy marginalizowanie motywów stosowania przemocy państwowej. Wydarzenia 11 września i postawa polskiej inteligencji są najwymowniejszym tego świadectwem. Są także najlepszą ilustracją tezy, > iż koniecznymi sposobami tworzenia piramid władzy były, są i będą kłamstwo i przemoc.

***

W noc przed wigilią roku 1776 generał Waszyngton wydał swoim dowódcom rozkaz odczytania żołnierzom, przygotowującym się do przeprawy poprzez rzekę Delaware, specjalnie na tę chwilę przygotowanego tekstu, zaczynającego się od słów: „These are the times that try men’s souls”. Znaczenie pamfletu, którego autorem był Thomas Paine, okazało się dla amerykańskiej historii monumentalne. I nie bez powodu pisano później: „bez pióra Paine’a szabla Wszyngtona nie przydałaby się na nic”. aby odnieść zwycięstwo, trzeba w nie wierzyć, a właśnie wiary w zwycięstwo żołnierzom nad rzeką Delaware brakowało >> w najwyższym stopniu i to jej brak był powodem poważnego kryzysu przed bitwą o Trenton.

Ruch „9/11 Truth” powstał również w czasach poważnego kryzysu lecz zupełnie innej natury. Paine pisał swój tekst w epoce hołdu rozumu. Ruch „9/11 Truth” powstał z kolei w czasach wielkiego kryzysu rozumu, w erze ignorancji, będącej wytworem przemysłowo wytwarzanej propagandy. Powstał jednak z inicjatywy ludzi, którzy słowa Toma Paine’a, rozumieją tak samo dobrze, jak rozumieli ponad dwa wieki temu wycieńczeni żołnierze nad rzeką Delaware, którym w mroźną, grudniową noc czytano: „Tyranii tak jak i piekła nie daje się zwalczyć łatwo; jednak mamy prawo pocieszać się tym, > iż im cięższy jest konflikt tym bardziej chwalebne zwycięstwo. To co pozyskujemy niskim kosztem, ma dla nas wartość niewielką. (...) Niebiosa znają prawdziwą wartość swoich dóbr ale dziwne byłoby doprawdy, gdyby tak niebiański artykuł jak WOLNOŚĆ nie był ceniony wysoko.” (8)

Gdyby Tom Paine miał szansę czytać dziś artykuł w „Racjonaliście”, mógłby zapytać tylko, jaka jest cena rozumu wśród salonowych psów na rynku masowo wytwarzanej propagandy... w czasach, które ponownie „wystawiają na próbę ludzkie sumienia”?


Zbigniew Jankowski



PRZYPISY:________________________________________

(1) E. Standing, Pseudonauka ruchu 9/11 Truth, Racjonalista, www.racjonalista.pl/kk.php/s,5839;
(2) przytoczone wypowiedzi, wraz ze źródłami, dostępne na stronie www.patriotsquestion911.com;
(3) D. R. Griffin, Debunking 9/11 Debunking, Olive Branch Press, 2007, s. 166 i NIST, “Answers to Frequently Asked Questions” 30 August 2006, http://wtc.nist.gov/pubs/factsheets/faqs_8_2006.htm;
(4) D. R. Griffin, Debunking 9/11 Debunking, s. 162;
(5) tamże s. 172;
(6) tamże s. 173;
(7) komentarz iwona – obciach na Racjonaliście, 18.4.2008, www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,5839;
(8) T. Paine, Common Sense, Rights of Man and other Essential Writings of Thoman Paine, Signet Classics, 2003, s. 71, The Crisis.



KOMENTARZ DO ILUSTRACJI
by wykazać, > iż dwa przypadki pokazane na rysunku nie są równoważne tzn., > iż niemożliwością jest >>by czas spadania w razie pierwszym (t1) równy był czasowi spadania w razie drugim (t2) wystarczy skorzystać z prawa zachowania pędu, wynikającego z II zasady dynamiki Newtona. Prawo to używane jest do analizy tak zwany zderzeń kompletnie niesprężystych (zilustrowanych bardzo czytelnie dzięki modelowego przykładu na stronie wikipedii pod linkiem http://pl.wikipedia.org/wiki/Zderzenie_ca%C5%82kowicie_niespr%C4%99%C5%Bcyste) i zakłada, > iż pęd układu przed zderzeniem równy jest pędowi układu po zderzeniu. Newton określił pęd ciała jako iloczyn jego masy i prędkości. Z udowodnionej poprzez niego drugiej zasady dynamiki wynikały poniższe zależności:

Pp=Pk, gdzie Pp to pęd układu przed zderzeniem, a Pk to pęd układu po zderzeniu.

Odnosząc to do realiów 11 września, spadające piętra w wieżowcach WTC pod wpływem stałej siły grawitacji miały przed każdym uderzeniem w piętro niższe pęd Pp=vp x mp, a po uderzeniu masa poruszającego się układu powiększała się o masę piętra znajdującego się poniżej, jednak całkowity pęd układu pozostawał – wedle zasadą zachowania pędu - ten sam, a więc

Pp=vp x mp = vk x (mp+mpn)=Pk, gdzie mpn to masa piętra niższego,
z czego wynika, > iż
vk=vp x mp / (mp+mpn) < vp,
a więc szybkość ruchu spadających pięter po uderzeniu musiała być mniejsza od prędkości ruchu przed uderzeniem. Tak samo odbywa się na przykład w każdym zderzeniu samochodowym. Znaczy to zwyczajnie tyle, > iż zderzenie niesprężyste z każdą masą determinuje zmniejszeniem prędkości ruchu.
Właśnie ten fakt i powyższy symbol nierówności dowodzi niezbicie, > iż wieżowce nie mogły zawalić się pod wpływem siły obsuwania się górnej części konstrukcji. jakiekolwiek piętro nie napotykało gdyż na żadną siłę oporu ze strony pięter poniższych, bo budynek runął w momencie odpowiadającym ruchowi swobodnego spadania. Znaczy to, > iż konstrukcja musiała być sukcesywnie pozbawiana swoich właściwości nośnych – bo nie wytwarzała siły oporu - i musiało być to dokonane pod wpływem źródła energii innego niż siła grawitacji