lumpeksie peweksie co to jest
Definicja: ławki kościelne zamieniały się w wieszaki, leżaki – na których spoczywały ubrania.

Czy przydatne?

Co znaczy W lumpeksie jak w peweksie

Słownik: Kiedyś dawno, dawno temu, kiedy chodziło się do kościoła – i nie mówię tu o nabożeństwie niedzielnym czy świątecznym, był taki wyjątkowy okres, kiedy ławki kościelne zamieniały się w wieszaki, leżaki – na których spoczywały ubrania
Definicja: Kolorowe bluzki, sukienki po babciach, przewarzająca część to jakiś dobry szit, lecz przy naszej szarzyźnie i sklepowym nihiliźmie, to robiło to wrażenie.
I ten ogrom, i to bogactwo i taka radość…i za darmo, i radość za free i ciuchy za free.
Minęło lat 10, może ciut mniej i na horyzoncie zaczęli pojawiać protoplaści aktualnych salonów odzieży używanej, a więc second-handy, tudzież second-handzi. Aczkolwiek tyle samo tam odzieży na cztery litery, co na ręce, więc czemu nie second-buttyJ???
(To nie ignorancja, to demencjaJ).
Osobiście jednak wolę poczciwą nazwę – lumpeksy. Z kolei ustaleń na ten nowy rodzaj sklepów ci u nas dostatek, poza lumpeksami, mamy szmacianki; ciucholandy; szmateksy; stosowane Pewexy i tak dalej
Ówczesne second-handy to sklepy dla tych mniej forsiastych (jak i eventy kościelne rzecz jasna), a chodzenie do nich było poprzez wielu uznawane za delikatnie mówiąc dziwne. Niektórzy niby tam chodzili, lecz czuli wstyd przed zanurzeniem się w dziupli.
Bądźmy szczerzy, wtedy były to niezbyt estetyczne miejsca, z zapachem jeszcze mniej apetycznym, a przebywanie tam, działało na człowieka mniej więcej tak, jak wąchanie ruskich perfum poprzez rurę od odkurzacza…I to poprzez godzinę.
Powracając do lumpeksowego obciachu… Sama byłam świadkiem, jak ludzie oglądali się za siebie, sprawdzali, czy by sąsiad nie przechodzi w okolicy, czy by nie namierzył ich ktoś znajomy. A jak już zdecydowali się wejść, to oglądali i niby kaprysili, narzekali, po czym korzystając z przywileju intymności, w samotności płacili w pośpiechu…A w domu, ta sama radość, co 10 lat temu po wizycie w kościele. Niektórym nawet tam zdarzało się nagle zapadać na chorobę zwaną kleptomanią.

Tak jak asortyment i obsługa w lumpeksach w ciągu następnych 10 lat przeszły metamorfozę, a zakapiorkowe nory zmieniły się w standardowe magazyny, a nawet bardziej ekskluzywne szopy, tak i je odwiedzający – z ciut płochliwych, przypadkowych tekstylnych turystów zmienili się w regularnych klientów.
Teraz nikt nie chodzi tam w przebraniu, drzwi w przenośni i dosłownie stoją do klienta otworem, są rabaty, przeceny, a i można się potargować.
Teraz i dziad i pan, wspólnie przeszukują wieszaki, a i zagadają do siebie sympatycznie.
I czy żona lekarza czy śmieciarza, to coś dla siebie znajdzie. Nawet nasza eksportowa modelka Karolina Malinowska przyznaje się, iż tam się szafuje.
Ci bardziej cierpliwi celują wzrokiem w kosze…I powiem Wam, iż skarby to się znajduje na dnie oceanu!