ziobro wewnętrzny wróg co to jest
Definicja: słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Ziobro - wewnętrzny wróg Kaczyńskiego

Słownik: Ziobro wewnątrz PiS, na krótkiej smyczy jest niegroźny. Na zewnątrz partii – jeśli ktoś da mu zaplecze polityczne – i kapitał – może być groźniejszy.
Definicja: O Zbigniewie Ziobro od dawna mówi się per „delfin”. Nie ssak morski, obdarzony inteligencją i ciepłym charakterem, których temu niedokończonemu prokuratorowi brak – ale następca tronu Jarosława Kaczyńskiego i jego brata, hologramu z Pałacu Namiestnikowskiego.

Cała kwestia zamieszania wokół wyborów szefa Prawa i Sprawiedliwości w Małopolsce i „wycięcia” Zbigniewa Wassermanna poprzez zwolenników byłego ministra sprawiedliwości nie warta byłby nie tylko mszy, lecz nawet zdrowaśki, gdyby nie to, iż oddaje ona stan wewnętrzny partii i relacje w niej panujące.

Ziobro odstrzelił swojego największego wroga Zbigniewa Wassermanna – prawie natychmiast został oskarżony poprzez Jarosława Kaczyńskiego szefa partii o „szkodnictwo”. To pierwsza taka przypadek, gdy k Kaczyński publicznie i jednoznacznie karci swego przybocznego z Krakowa za zbyt duże ambicje. Jak usłużni przeciwnicy Ziobry donoszą – Porada Polityczna zakończyła się ostrą wypowiedzią Kaczyńskiego i SAMOKRYTYKĄ byłefo ministra.

W PiS panują zdrowe zasady demokracji – w starym dobrym stylu – centralizmu demokratycznego. Pan Kaczyński wybiera kandydatów – a „teren” ich demokratycznie zatwierdza – najchętniej poprzez aplauz i zaakceptowanie…

Zbigniew Wassermann otrzymał po raz drugi rekomendację prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na szefa małopolskich struktur partii. Ziobro obiecał, iż zrobi wszystko, by Wassermann został zaakceptowany. Jednak to co się stało – to była mała próba sił, z której wbrew pozorom Kaczyński nie wyszedł kompletnie zwycięsko.

Ziobro pokazał, iż może być niezależny – i pokazał – w ogóle nie Kaczyńskiemu – ale innym, iż może być sprawnym i skutecznym politykiem. Pokazał to również swemu drugiemiu cicerone – ojcu kierownikowi z Torunia.

Ponieważ nie wierzę, iż Tadeusz Rydzyk odłożył projekty swojej partii ultraprawicowej ad acta. On patrzy w sondaże, wie, co się dzieje z poparciem dla PiS – i wie, iż jeśli ono spadnie poniżej 15% - to może się opłacać powołanie, na bazie polityków narodowo – katolickich nowej partii. I kto mógłby stanąć na jej czele? Roman Giertych? Marek Jurek? A może Anna „od Judasza” Sobecka? Nie – właśnie Zbyszek Ziobro…

Dlatego także trzeba inaczej popatrzeć na występ Jacka Kurskiego w programie „Kropka nad i” u Moniki Olejnik.

To co zostało poprzez jednych odczytane jako „chlapnięcie jęzorem”, o wspólnym gniazdku Patrycji Koteckiej i cherubina Ziobro, albo jako zaplanowana gra na ocieplenie wizerunku byłego ministra i odciągnięcie uwagi od małopolskiej afery – jest zupełnie czymś innym.
Jacek Kurski zawsze powtarza, iż jest w PiS dla Jarosława Kaczyńskiego i jest dla niego „pierwszym łańcuchowym”, gotowym na skok do gardła każdemu. Taki jego urok – i taka rola w partii – aczkolwiek liczy, iż wierność zostanie kiedyś nagrodzona.

Kto oglądał program, widział, iż Kurski o związku Pati i Zbyszka, w kontekście zamiany pary nie tylko notebookiem – mówił prawie minutę!
Tu nie chodziło o jakiekolwiek ocieplenie i wybielenie Zbigniewa Ziobro – lecz o coś wręcz przeciwnego – o potwierdzenie pogłosek, iż Ziobro sterował działaniami Koteckiej, iż kierował jej robotą nie tylko z tylnego fotela, a wręcz z łóżka.
I jeszcze jedno – istotne dla elektoratu radiomartyjnego – pokazano Ziobrę nie jako rycerza na koniu – ale
niemalże jako libertyna, żyjącego w grzesznym związku…kogoś, kto sieje zgorszenie, żyje z kobietą bez sakramentu.
Dla nas – także libertynów – to śmieszne – lecz dla setek tys. z uszami przy radyjku z Torunia – to poważnie dyskwalifikująca kwestia.

Jarosław Kaczyński wie co robi. On wie, jak ambitny jest Ziobro – i wie, iż w swojej miernocie i tak jest brylantem na tle Brudzińskich, Kuchcińskich i innych Cymańskich. Już przed wyborami w 2005 roku Ziobro celował w premierostwo – stąd wyciągnięcie za uszy Kazimierza Marcinkiewicza. Wie, iż Ziobrę stać na sporo – i na działania zakulisowe.

Jest ciekawe, nawet bardzo – jak się ich stosunki będą układać wspólnie z rozwojem sprawy postępowania prokuratorskiego wobec Barbary Blidy – a jeszcze bardziej – postępowania przed komisją Kalisza.

Od samego początku twierdzę, iż początkiem sprawy, początkiem całej akcji, skierowanej przeciwko Blidzie – była myśl i wola polityczna, zrodzona w głowie Zbigniewa Ziobro, a może i za podjudzeniem Jarosława Kaczyńskiego, by dochodzenie w kwestii domniemanego udziału posłanki w układzie korupcyjnym, zamienić w dochodzenie i akcję potwierdzającą istnienie „układu”. Układu, który miał się ponoć składać z przestępców, polityków SLD – a Blida miała zostać narzędziem, dzięki którego można aby było „rozrobić” sprawę.
Ta komisja ma znaczenie główne do zrozumienia, jakim układem, splotem sił politycznych PiS, aparatu ścigania i służb szczególnych chciał zarządzać Jarosław Kaczyński, w myśl zasady, iż cel uświęca środki. Inne komisje tylko uzupełnią ten obraz. I dobrze, iż dziś ta komisja rozpoczęła działalność. Mam nadzieję, iż Ryszard Kalisz poprowadzi ją nie w kierunku medialnej hucpy – lecz prostą, jasno wytyczoną ścieżką rzetelnej analizy materiałów i zeznań – ku Zbigniewowi Ziobro.

jeśli z kolei okaże się, iż jednak Ziobro wywinie się w kwestii – to zagrożenie dla Kaczyńskiego jest olbrzymie.
Ponieważ to jest człowiek równocześnie służalczy – lecz i bezwzględny, nie jest inteligentny – lecz za to cyniczny, sprytny i pozbawiony empatii.
jeśli ktoś stanie mu na drodze albo uważa, iż może być dla niego zagrożeniem – nie ustaje próbach zniszczenia człowieka. Tak postępuje od lat młodości, kiedy to zadenuncjował – praktycznie bez powodu – swoich kolegów z akademika, posługując się już wtedy i prowokacją i podsłuchami i zwykłym donosicielstwem Wyroki sądowe, odwoławcze, w wielu instancjach wykazywały, iż posługiwał się także kłamstwem.
Jest gotów na każde działanie, mające przybliżyć go do celu – a więc do jak najszerszego kręgu władzy. Wypełni każde zadanie, z największą gorliwością – nie patrząc się na okoliczności. Jego celem było być niezbędnym dla Jarosława Kaczyńskiego. W tym celu był gotów nawet na starcie się z ludźmi dotąd wydawałoby się nie do ruszenia – jak Ludwik Dorn. Jego władza opiera się kontakty interpersonalne, wyniesione z krótkiego epizodu pracy w prokuraturze katowickiej – i także mające te same znamiona przypodobania się szefowi. Nie wie tylko Kaczyński, iż w granicznym momencie może się okazać, iż ta niezbędność Ziobry – obróci się przeciwko niemu.

Ziobro wewnątrz partii, na krótkiej smyczy jest niegroźny – teraz. lecz może być śmiertelnym zagrożeniem za jakiś czas. Na zewnątrz partii –
jeśli ktoś da mu zaplecze polityczne – i kapitał – a może to zrobić Tadeusz Rydzyk – będzie jeszcze groźniejszy.

Azrael