mateusz co to jest
Definicja: Epizod z życia Mateusza słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Mateusz

Słownik: Epizod z życia Mateusza
Definicja: Nie pamiętał ile dni już jechał. Czuł, iż jeśli zaraz nie zsiądzie z konia to tyłek przymarznie mu do siodła. Od kilku dni padał śnieg i akurat właśnie teraz tym paniczykom zachciało się powymieniać listy. Chędożone durnie. Tak oto właśnie umilał sobie podróż z Ûr do Varen Jacob, posłaniec jego królewskiej mości, władcy Północnej Krainy, króla Dimina.
Zaczęło się ściemniać nawet dość szybko jak na ta porę roku. Jacobowi zostało już tylko mila. Wypoczęty koń przejechałby to raz dwa, lecz rumakowi Jacoba daleko było do tego stanu. Wlókł się noga za nogą, a podkowy dzwoniły w ciszy wieczoru. Jacob cieszył się iż w następnej karczmie będzie mógł wymienić konia na świeżego. Wtedy tylko dziesięć dni do króla Farena, dzień odpoczynku i z powrotem.

Po dwóch godzinach nareszcie zobaczył zajazd. Ponaglił konia, jednak ten nie zareagował. Jacobowi szkoda było konia, nareszcie to tylko zwierzę, a musiało płacić za zachcianki ogromnych panów. Z drugiej strony jeśli nie koń to on odpowie za zwłokę. Wszedł do karczmy, zostawiając konia przy płocie i podszedł do właściciela.

- Czego? Łóżek nie ma – warknął karczmarz
- Posłaniec króla Dimina – odpowiedział Jacob i czekał, aż karczmarz wskaże mu pokój
- Głuchy?! Ni e ma miejsca.
- Jestem posłańcem kró…
- To już słyszałem. Wynocha.
- lecz ja mam listy i glejt i muszę otrzymać nowego konia… - zaczął po raz następny Jacob
- Do widzenia. – karczmarz pozostawał nieugięty
- Czy mam tu wrócić z wojskiem Północnym i wtedy wyegzekwować należne mi prawa? – zagroził posłaniec
- Osz ty pieprzony pokurczu – zaklął szynkarz schylając się pod ladę – nie będziesz mnie tu straszył wojskiem, które cię zdepcze jak spotka gdzieś na trakcie…

Jacob przeraził się nie na żarty. Nie wiedział co tu się właściwie dzieje. W wcześniejszych karczmach dostawał to o co prosił i wyjeżdżał. Postanowił się wycofać. Nawet nie miał się czym bronić ponieważ krótki sztylet raczej nie wchodził w grę jak rzuci się na niego połowa zajazdu a właściciel zapewne trzymał pod ladą lub lagę, lub jeśli był bogatszy to jakąś mniejszą kuszę. Póki co był pośmiewiskiem dla gawiedzi, a wolał to niż stratę życia za jakieś pieprzone listy i prawa.

- Odo – cichy głos odezwał się z rogu karczmy
- Co? Nie widzisz, iż zajmuję się tym kurduplem…
- Odo zostaw go – znów ten sam spokojny głos – jeśli twierdzi, iż jest posłańcem króla to zapewne nim jest.
- Tak samo jak ci wczoraj i przedwczoraj czy choćby trzy dni temu?
- Pozwól mu udowodnić, iż nim jest – Jacob patrzył to na karczmarza to na gościa siedzącego w kącie – zapewne gdybyś nie był tak zajęty czyszczeniem tą zafajdaną brudną szmatą szklanek to raz piwo miałoby lepszy smak, a dwa zauważyłbyś królewski herb na kurtce.
Karczmarz rzucił okiem na pierś Jacoba, na której widniało godło królewskie.
- O cholera – zaklął cicho – tak więc czego sobie miły pan życzy?
- Cha cha - wybuchnął śmiechem nieznajomy z kąta – Odo nie udawaj, iż nie słyszałeś. Wiec z łaski swojej przygotuj pokój dla posłańca i przynieś nam tu przedtem dzban piwa, tylko lepszego niż to ostatnie – karczmarz schylił głowę, kiwnął na dziewczynę a sam podreptał schodami na piętro. – no posłańcu naszego umiłowane króla, niech nam długo żyje, siadaj tu i odpocznij trochę po spotkaniu z Odem.

Jacob nie wiedział czy może mu ufać, nieznajomy mógł być szpiegiem, który chce wykraść listy króla. Przyjrzał mu się, ponieważ do chwili obecnej zajmował go tylko karczmarz i jego ewentualna broń. Nieznajomy nosił dość sporą, szaroburą opończę, jednak nie tyle sporą aby zasłonić miecz przypasany do boku. Zresztą wyglądało tak jakby ten w ogóle nie starał się specjalnie zasłonić ostrza. Jego twarz zasłaniał kapelusz o szerokim rondzie. Nieznajomy zauważył jego wzrok i uśmiechnął się.

- Siadaj gdybym chciał twoje listy to pozwoliłbym Odo cię zabić – powiedział czytając myśli Jacoba – siadaj śmiało.
Jacob usiadł czując spojrzenia całej karczmy na swoich plecach. Zajął miejsce naprzeciwko nieznajomego cały czas mając na oku jego ręce i miecz. Nieznajomy po raz następny się roześmiał.
- No to ci chwali! Brawo! Od razu widać, iż znasz się na swojej robocie.
Jacob uśmiechnął się niewyraźnie, ciągle nie był pewny zamierzenieów nieznajomego. nareszcie podeszła dziewczyna z piwem i kuflem. Stawiając naczynia na stole wypięła ponętnie tyłeczek, tak, iż Jacob nie mógł się powstrzymać aby go nie uszczypnąć. Dziewczyna pisnęła a nieznajomy znowu się roześmiał.
- Mogę? – zapytał Jacob wskazując głową na piwo
- Śmiało – odpowiedział tamten i podstawił swój kufel. Stuknęli się, upili łyk po czym powiedział – Jak zazwyczaj lura. No lecz jak widać spędzimy ze sobą cały wieczór, więc wypadałoby się przedstawić. Jestem Mateusz.
- Miło mi. Jacob z Ûr-Hor. Ekhm Mateusz z …? ponieważ nie dosłyszałem…
- Nie powiedziałem