przełom, wyłom

Definicja: pojawi się za nią całe stado słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Przełom czy wyłom?

Słownik: Pierwsza jaskółka wiosny nie czyni. Czy zapowiedź wyegzekwowania osobistej odpowiedzialności urzędnika państwowego będzie taką jaskółką, czy także pojawi się za nią całe stado?
Definicja: Totalne bezhołowie w aparacie administracyjnym jest faktem. Przykładów na to dostarcza życie dzień po dniu. I nie zmienią tej rzeczywistości nieustające występy medialne osobistości życia publicznego, które na każdą okazję, bez względu na temat wystąpienia, mają przygotowaną frazę” Polska jest demokratycznym krajem prawa”.

Nie zmienią również tej rzeczywistości doniesienia, sporadyczne, o postawieniu przed sądem jakiegoś funkcjonariusza publicznego za działania przestępcze. Te pojawiające się wiadomości mają posmak wydłubywania rodzynków z ciasta. A i same zatrzymania dziwnym zbiegiem okoliczności mają zastanawiająco ograniczony zasięg. Zupełnie tak, jakby osoba publiczna działała w całkowitej próżni.

To w sferze kryminalnej, gdy już – z jakiegoś powodu – tak zwany wymiar sprawiedliwości zechciał się dobrać komuś do skóry. A co w sferze działań, które nie mają cech przestępstwa kryminalnego, lecz są oczywistą szkodą dla interesu publicznego? Regularnie przy tym i dla interesu prywatnego?

Tu urzędnicy czują się jak ryba w wodzie. Każda niekompetencja, każda głupota, regularnie złośliwość, lecz także i łamanie prawa dla własnych celów uchodzą płazem. Za wszystko zapłaci Skarb Państwa. W tym za wszelakie utraty materialne, grzywny, wyroki, zasądzenia. I życie toczy się dalej.

Ostatnio jednak wydarzyło się coś zastanawiającego. Otóż minister Bogdan Klich publicznie oświadczył, iż będzie dochodził od Antoniego Macierewicza zwrotu zasądzonego zadośćuczynienia na rzecz Marka Nowakowskiego. W raporcie likwidacyjnym WSI Macierewicz pomówił Nowakowskiego o współpracę ze służbami specjalnymi poprzedniego mechanizmu.

Poza przeprosinami, Antoni Macierewicz ma zapłacić 30 tys. zadośćuczynienia. Oczywiście, wyrok jest skierowany w istocie przeciwko Skarbowi Państwa, a ściślej przeciwko resortowi obrony, w imieniu którego Macierewicz prowadził procedury likwidacyjne służb informacyjnych. Jeżeli sąd II instancji podtrzyma wyrok, to resort będzie musiał te kapitał wypłacić. Resort, a więc Skarb Państwa, a więc my wszyscy.

Zapowiedź ministra Klicha o zamiarze wyegzekwowania od urzędnika państwowego stawki zasądzonej zdaje się czynić swoisty wyjątek od powszechnej reguły. W tysiącach spraw, gdzie w konsekwencji działań urzędników państwowych Skarb Państwa ponosi utraty materialne wskutek obowiązku pokrywania wydateków z różnych tytułów, urzędnikom za to odpowiedzialnym włos z głowy nie spada.

Stąd także z zaciekawieniem należy oczekiwać rozwoju tej właśnie sytuacji, a w szczególności jej finału. Czy rzeczywiście urzędnik państwowy za wyrządzone poprzez siebie szkody przez wzgląd na wykonywaniem obowiązków służbowych poniesie osobistą odpowiedzialność?

Pytanie także, czy będzie to jakiś wyjątek od generalnej reguły braku odpowiedzialności urzędników, czy może następuje zmiana filozofii rządzenia i funkcjonowania państwa, które pretenduje do miana demokratycznego państwa prawa.

Niejaki sceptycyzm bierze się stąd, że w dziesiątkach i setkach innych tego rodzaju spraw nic praktycznie się nie wymienia. Nie tylko brak sygnałów o postępowaniach choćby wyjaśniających, lecz wręcz można odnieść wrażenia, iż klasa urzędnicza nadal trwa w uświęconym zwyczaju przerzucania wydateków swoich zaniedbań na społeczeństwo. Nawet, jeżeli się wprost wskazuje konkretne szkody i wymóg ich naprawienia.

Tytułem przykładu może być inny resort i sposób zachowanie innego ministra tego samego rządu. Kilka miesięcy przedtem minister Grzegorz Schetyna został ukarany grzywną za nieprzekazanie skargi do sądu administracyjnego – sygn. akt II SO/Wa 38/07.

Na skierowane do ministra pytania, czy zamierza ustalić urzędników winnych tego zaniedbania i czy zamierza, w okolicy innych konsekwencji, wyegzekwować od nich kwotę grzywny, jak i wydatki procesu, minister na początku w ogóle nie odpowiadał, a po ponownym wezwaniu nadesłał pismo, z którego nic nie wynikało.

Tym samym po raz następny minister administracji łamie prawo uchylając się od merytorycznego odniesienia się do wniosku o udzielenie informacji publicznej. Obywatel ma prawo wiedzieć, co się dzieje z finansami z jego podatków, a ponadto ma prawo wiedzieć, czy urzędnicy zaniedbujący własne wymagania poniosą tego skutki.

Brak rzeczowej informacji poskutkował tym, iż po raz następny została skierowana skarga do sądu administracyjnego na bezczynność organu w przedmiocie dostępu do informacji publicznej. Jaki będzie finał kolejnej – w przeciągu roku piątej już sprawie w sądzie administracyjnym przeciw MSWiA – okaże się za jakiś czas. Póki co, podatnik pokrywa wydatki tych spraw i – wszystko na to wskazuje – zasądzonej grzywny.

W zestawieniu prezentowanych postaw dwóch szefów resortów można wyciągać niewiele budujące wnioski. Jeden publicznie oświadcza, iż nie będzie tolerował urzędnika szkodnika i pociągnie go do osobistej odpowiedzialności. Drugi, w kwestii ewidentnej szkody, a nawet wielu szkód – pięć kolejno przegrywanych spraw – najwyraźniej przejawia skłonność do ochrony urzędników, którzy cyklicznie niedopełniają obowiązków i narażają Skarb Państwa na szkody.

Dlatego także kwestia egzekwowania od Antoniego Macierewicza zasądzonej stawki zadośćuczynienia może być tak interesująca, ponieważ znamienna dla jakości życia publicznego.

Przełom to nareszcie czy tylko wyłom?

Witold Filipowicz
Warszawa, kwiecień 2008 r.
mifin@wp.pl