klinika doktora kupellweera co to jest
Definicja: zespołu medycznego kliniki profesora doktora Wiktora Kupellweisera słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Klinika doktora Kupellweisera

Słownik: Jest rok 2023. Dariusz Szostak dostaje na w wyniku choroby alkoholowej udaru mózgu, tym samym trafia w ręce wyspecjalizowanego do granic możliwości zespołu medycznego kliniki profesora doktora Wiktora Kupellweisera...
Definicja:



Piłem do końca, przyjmując metodę dionizyjską. Na początku dwa piwa, później następne iks, aż do straty przytomności. Moje przygody to: nadciśnienie, stan przedzawałowy, połamane kończyny, arytmia i życie na gigancie.

Mam oporny charakter, niby mocny, lecz niekonsekwentnie potrzebujący wsparcia innych ludzi, lecz nie pisz pan o tym!

Luizę spotkałem na leczeniu odwykowym, przypadliśmy sobie do gustu, ponieważ oboje nie mieliśmy zbyt wygórowanych oczekiwań w relacji, co do przyszłości.

Dziś także mimo upływu lat, nie mogę stanąć pod ścianą z wyciągniętymi rękami ku wyzwaniom, jakie dyktowało mi przykładowo pierwsze małżeństwo.

Z robotą zawsze byłem na bakier, irytowało mnie podejście zwierzchników do podwładnych. Za komuny oficjalnie gloryfikowało się robociarzy, lecz co z tego, gdy tak faktycznie każdy fizyczny miał wypisane na czole pariach-popychajło. Sprawdzałem jak to działa, kłóciłem się, walczyłem o własne, zmieniałem zakłady pracy jak rękawiczki, nie mogłem zaakceptować obywatelskiego mechanizmu niewolniczego.

Tkwiłem w cynizmie, drwiąc z materialnych mikrości, które ciągle dla prostych ludzi są niesamowicie istotne i treściwe. Piłem wiele, w prowadzeniu własnego biznesu, przeszkadzał mi alkohol. - Wszystko! Tj. narzędzia, maszyny; miałem poprzez okres swój interes, wydaliłem na zewnątrz wspólnie z uryną.

- Tak wszystko można utracić?

Nie sam odwyk miał mnie uwolnić od nałogu, lecz i sport, erudycja czy przebywanie z normalnymi ludźmi, lecz co z tego, jak wszystko minęło szanowny kolego praktykancie.

- A jak Pan trafił do tutejszego szpitala imienia Wiktora Kupellweisera?

Tylko z własnej głupoty, a i innej placówki nie ma w pobliżu. Mam z górki ponad pięćdziesiąt lat, a ciągle zachowuje się jak pętak, nie zawsze można trafić ze scenografią, uwinąć się, organizm się zużywa.

- Obrobił się pan?

Byłem na czas, dlatego na bankiecie popremierowym urżnąłem się do woli.

- Spożywał pan alkohol w dniu krytycznym?

Tak, piłem z przerwami poprzez kilka dni.

- I działo się coś nie w porządku?

poprzez ostatni miesiąc miałem kłopoty z krążeniem. Nareszcie musiało walnąć. Osłabienie, pogoda, i ta scenografia dały mi popalić.

- Pytam jeszcze raz, co pan pił i jakie ilości?

Sto piw!

- Chore żarty!

Z Bankietu wyrwałem się gwałtownie, w biegu zdążyłem na ostatni kurs. Mogłem prosić, tak aby mnie odwieźli samochodem, honor nie pozwalał wróciłem autobusem. Po godzinie byłem w swoim mieszkaniu. Zamknąłem drzwi, a zaraz później padłem bez życia na podłogę. Po odzyskaniu przytomności waliło mi w głowie. – Oj Darek, źle z Tobą, przeholowałeś i teraz musisz umrzeć!

- Lęk był?

O świcie ze wschodem słońca puściło. Przed ósmą włączyłem sobie telewizor. W jednej ręce puszka piwa, w drugiej magiczna różdżka do przerzucania kanałów zaczął się nowy mityng.

- To przesądziło?

Daty nie pamiętam, najprawdopodobniej za dwa dni miałem mieć imieniny.

- A więc można powiedzieć...

Piłem Tyskie! Odchylam czaszkę w tył, zawartość puszki gwałtownie wlewa się do gardła, podąża dalej w kierunku żołądka, a tu padaczka zaczynam się dusić, wielkie gorąco, nie można oddychać! Nagle strzał ścięło mnie z nóg i pach pod stolik; szczęście, iż nie wyrżnąłem w kant – Klasyczny udar!

- Niech pan mówi dalej, my na zajęciach analizujemy powody różnych chorób, stąd ta ankieta.

To był dzień abstynenta, karetki wyły ponad przeciętną. Takich jak ja na neurologii wylądowało dużo. Tylko, iż ja byłem solistą, pozostałych zwieziono z jednej imprezy.

- Chodzi o tych pracowników leśnych, drwali?

Tych pilarzy, co to nawet nie zakodowali, iż doznali porażenia. Chlali wódę na litry jeden padał po drugim, a bezwład ciała myśleli, iż minie jak wymioty czy kac. Pokręciło nas wszystkich równo.

- Takie życie, pęknie małe naczyńko w mózgu i z pełnego wigoru macho, robi się paralityk.

Natka pietruszki!

-To nie ja powiedziałem!

Mniejsza o to, najgorsze, iż człowiek nie może nic zrobić, tymczasem Drakula szaleje! Wszystko niby w należytym porządku, dyrektor chwali się, iż Kupellweiser ma jedno z najlepszych wyposażeń w okręgu, a personel jak trąbią gazety na medal jest, do rany przyłóż.

- Skarży się pan, nie od pierwszej osoby, to słyszę.

Leżąc na łóżku oddziałowym, traci się godność. Siostry nie zwrócą się do człowieka > poprzez per pan, nie ma się ani nazwiska, ani imienia, komunikacja dzieje się przy zastosowaniu formy trzecio-osobowej. A więc nie panie Szostak, tylko
– Odwróci się! Otworzy usta! I forma pytająca – Zesrał się już?

- Może tj. podejście rutynowe do pijaków, narkomanów i pacjentów nieubezpieczonych?

Rozwodziłem się troszkę jak poradzić sobie z tym - Usra się itd.. Pojąłem, iż na tak sformułowane zwroty będę odpowiadać podobnie.

- A więc jak?

Przyniesie basen! Zawoła lekarza! Wymieni cewnik!

- Prawie jak za komuny.

odtąd nie ma konwenansów, siostry wyzywają mnie od chu..., A ja odpowiadam im w formie żeńskiej > poprzez per ku...!

-Pan chyba zbyt wiele się naczytał?

Sparaliżowaną mam lewą cześć ciała, mam problem z orientacja przestrzenno-czasową. Dają mi środki na sen, lecz rozum mam trzeźwy, teraz przy, czytaniu gazety widzę fruwające litery.

- Co z tą przestrzenią?

Wszystkie miejsca stanowią jedną całość Sarnia Góra z Kamienną, Kowary z Zabobrzem.

- To normalne po udarze.

Pewnie mogło być gorzej, trzeba spytać lekarza czy może skutecznie pomóc, lecz bez pieniędzy, na co można liczyć?

- Przecież ubezpieczonym rehabilitacja się należy.

Owszem przyszli złapali mnie za rękę, powykręcali w stawie barkowym, człowiek aż wył z bólu. A w ok. bestie. – Nie wyje ma bolec! później siostrzyczki mnie pionizowały i od razu chciały nauczyć chodzić, żebym nie robił do basenu czy do pampersa, lecz co można zrobić w czasie jednej sesji. Tyle roboty przecież, na nic nie ma czasu.
Jestem sam, leże i łykam tabletki.

- Nie przesadza pan trochę?

Każdy myśli, iż zmyślam, ponieważ w telewizji białe marsze, strajki, głodówki i ględzą, iż służba zdrowia ma źle, iż im się krzywda dzieje. A ja widzę paniusie wymalowane, pedikiur, manikiur, rajstopki, miniówka, jak kłócą się, która ma zmienić pacjentowi osraną pieluchę. Mis Poronnie pełną gębą!

- Powiem krótko, nie wszyscy się do tej pracy nadają!

Jednak, to robota z potrzebującymi, w której trzeba być niezłomnym w świadomym powołaniu. Nie jestem utopistą, wiem, iż ludzie chcą wierzyć w bajki, a rzeczywistość, to nie telewizyjna opowieść o „Leśnej Górze”, gdzie pełne miłości siostry ciągle się uśmiechają, głaszcząc nas po głowie, łapówka, to abstrakt i panie rzadko się tam umiera, nikt nikogo nie zastrasza.

- Ktoś groził panu śmiercią?

Wszędzie panie to samo leżałem na różnych agendach Kupellweisera nie chce nawet myśleć, co odbywa się na poziomie dziecięcym. Dzieci przecież nie umieją się tak bronić.

- Czy to, by nie propaganda?

Na neurologii, pracują najgorsze harpie! Podciągnij sobie, to chłopaku jak chcesz pod fikcję statystyczną, może za jakiś czas zobaczysz jak mnie na łóżku przed sąd stawiają, tak aby przywrócić dobre imię białej służbie.

- tj. subiektywna prawda, wstrząs pourazowy.

Kupellweiser jest, jak fabryka idzie pełną parą, taka taśma. Gdyby pan leżał na moim miejscu i widział jak starszemu człowiekowi, w którym dosłownie tli się życie, żałuje się koca na dogrzanie czy procedurę uśmiercania innego pacjenta zupą pomidorową, którą wlewano mu na siłę mimo odruchów wymiotnych, to myślę, iż mimo młodego wieku wpadłby pan na pomysł, tak aby spać w szpitalu z nożem pod poduszką.

- Nie no, są to już czyste pomówienia, sugestie, myśli pan, iż ludzie są tacy?

Postawie klinice zarzut, w zaparte będą kłamać, ponieważ żadna inna alternatywa, jak bycie pigułą czy lekarzem w mózgu im nie zaświta. Dla kitlów, najważniejsze jest trwanie i pieniądz; pacjenci, to tylko pochodna, potrzebna do zakupu lakieru do paznokci.

- Jaki jest sedno, w tym wszystkim, co pan opowiada!

Pokój i szacunek. Byłbym niesprawiedliwy i nielogiczny, gdybym twierdził, iż wszyscy z pod tego szyldu są barbarzyńcami. - Ludzie uczciwi, co oni muszą czuć, kiedy tak dewaluuje się autorytet ich profesji?

- Ja chcę być uczciwym, wyuczyć się na lekarza pierwszego kontaktu.

Wybór profesji, przywilej młodości, lecz gdy się skończą studia niech pan za jakiekolwiek skarby nie bierze posady w szpitalu doktora Kupellweisera! Niech już go zamkną z braku pracowników ewakuują wraz z dziećmi, kobietami w ciąży, wcześniakami chorymi na serce i raka. Niech, to będzie nowe miejsce, ze schludnością i dyscypliną monitowane centymetr po centymetrze kamerami.

- Na moim roku wszyscy chcą zdrowych ekonomicznych rozwiązań finansowych i przewarzająca część marzy o wyjeździe zagranicę.

w ogóle mnie to nie dziwi. Mało dni temu wymówiła tu pracę taka młoda panienka. Może ja pan zna, zgrabna brunetka o pogodnej twarzy? Było widać, iż na poziomie dziewczyna, chodziła jak szwajcarski zegarek, troskliwa, przejęta, a stare matrony, co to po korytarzach flegmatycznie suną z zadartymi do góry głowami, tak, iż nosem rysują sufity, zbeształy ją za to, iż wierzga jakby się miał zaraz świat zawalić. Pilnowały swego interesu, wiedzą, iż pacjenci nie niemądry i widzą, iż młódka biega koło nich jak należy, stawiając tym samym w niedobrym świetle, prawie cały zespół.

- Nic nowego pod słońcem, praktykanta zawsze się wykorzystuje, fala jak w wojsku.

Szukajcie szczęścia gdzie indziej, żebyście czasem i wy za piętnaście lat nie wyzywali pacjentów od chu... - Lepiej dla was młodych omijać z dala siostry nauczycielki w sadystycznym uniesieniu skręcające jądra sparaliżowanemu mężczyźnie.

- lecz pan zmyśla, to nie może być prawda!!!

Może jest szerokie i głębokie, a pan jest naiwny jak dziecko!

- Zwyczajnie to brzmi zbyt abstrakcyjnie i nie mieści się w głowie.

Każdy mężczyzna, aby zaprotestował. To, iż możemy sobie porozmawiać, nie jest bez znaczenia, nie wiem, czy pan, to zachowa tylko dla siebie, gdyby te diablice dowiedziały się, iż demaskuje je przed światem, gdzie nie ma -Osra się! Obróci się! To...

- Nie jestem kapusiem.

To dobrze, lecz i tak mi się dostanie, za długo rozmawiamy ze sobą, niech pan ukradkiem spojrzy na te maski, już myślą o nowej formie szyderstwa, Ostatnio mianowały mnie gejem, a ja mam córki, żonę i zawsze ukierunkowany byłem na kobiety.

- Pijak do tego gej, zbyt wiele jak na jednego człowieka.

Plotki nie biorą się znikąd. Pochwali się przed ordynatorem jednego rehabilitanta, który zgodnie z prawideł bierze się do roboty, a fuszerę siostrzyczek skrytykuje, iż więcej ludziom szkody przynoszą niż pożytku. I już Hetery będą rozsiewać plotkę o gejostwie i straszyć sprawdzaniem odbytu, dla rozrywki muszą sprawdzić czy jest w porządku!

- No tak! HM! - Panie Dariuszu, ponieważ tj. najważniejsze, jeszcze raz spytam czy wiele pan spożył alkoholu tuż przed wypadkiem?

Sto piw, młodzieńcze, sto piw, jedno piwko za drugim.

- ciągle ta złośliwość, a ja takiej liczby nie mogę wpisać do ankiety.

To nie pisz człowieku, pójdziesz za chwile do drwali i będzie ogromnym osiągnięciem gdy pojąkasz sobie z nimi.

- Z beczki moralności, czy ma pan żal, za doprowadzenie się do takiego stanu?

Źle sformułowane pytanie!

- A to dlaczego?

Żałuję, ubolewam, gdybym nie chlał nie byłoby mnie tu.
- Czy ktoś pojmie, co ja próbuję powiedzieć? Ja, to jeszcze sam się w te bagno wpakowałem, lecz nie wszyscy na swoje życzenie zdrowie sobie rujnują. - Są tacy, co tu leżą, ponieważ ich nagle coś chwyciło, takim ludziom więcej jak krzywda się dzieje! Musi pan z nimi porozmawiać! Nie dość, iż chorzy, to jeszcze gnębieni > poprzez personel. Leży sobie taki człowiek w łóżku; ot fundamentalny frasunek, ledwie dycha, ktoś tam sprząta, myje podłogę tak aby pacjenci mieli czysto, toczy się życie. później hm! Tą samą szmatą od podłogi wyciera się obłożnie choremu twarz i ja to wszystko widzę i nikt mi w to nie chce uwierzyć!

- A ile jest dwa razy dwa?

Bezczelność! - Czwartego stycznia, zalegam jak zawsze, na stoliku w okolicy mnie leżą mandarynki od Luizy.

- To pana partnerka?

Dba o mnie jak może, całe jej życie w tej chwili skupiło się na moim kalectwie.

- Kocha ją pan?

A jak pan myśli?

- Myślę, iż tak!

To poczciwa kobieta. Boleje, iż cierpi jak inni za moją dezercję...
- W tle słyszę głos salowej Panie Darku, a może tak obrać panu te mandarynki?
Szok, myślę czyżby chwila dobroci dla zwierząt, akt człowieczeństwa? Salowa ma na dłoniach żółte rękawiczki, którymi przed chwilą zmieniała pampersy. Zaczynam protestować, krzyczeć, lecz nic z tego ufajdanym w szambie paluchem do jamy gębowej wpycha mi się zakupionego > poprzez bliską osobę cytrusa.
Muszę mieć witaminy!

- Nie wiem, co powiedzieć z całą pewnością niesmaczna ta pańska historia?

Zaraz kończę, każdy chce wyjść stąd jak najszybciej. Tyle, iż dziś piątek, a w weekendy nie wypisują.

- Mam nadzieję, iż za tydzień jak przyjdę nie będzie już tu pana.

Dziękuję! W poniedziałek idę do domu!
Ordynatorowi powiedziałem. – Panie doktorze! Ja nie proszę, ja z całą świadomością, jaka mi pozostała, żądam jak najszybszego wypisu z tego fantastycznego szpitala.

- I co on na to?

Dziwne, uśmiechnął się i przyjął do informacje.

- A widzi pan, nie można subiektywnie, tak na wszystko patrzeć!

Rozumie się dom, to nie klinika, szybko dojdę do normalności, z czasem zapomnę o wszystkim, wspólnie z Luizą i przyjaciółmi popracuję nad rehabilitacją. Człowiek lęka się śmierci, a tu prawie, iż mnie wykończyli, źle jest umierać w takim miejscu.

- Dobrze, iż już więcej nie będziemy mieć okazji do rozmowy.

Niech pan przestudiuje tę własną ankietę i na końcu grubym pismem napisze.

- Nasi, tu byli, są i długo jeszcze będą. Ankietowany, dopiero po przebytym wylewie pozbył się nałogu i dzięki Bogu żyje.