aktywnym, uczestnictwie, kulturze

Definicja: taki sobie felietonik... co mi w duszy grało słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy o Aktywnym Uczestnictwie w Kulturze

Słownik: taki sobie felietonik... co mi w duszy grało..
Definicja: Promocja Aktywnego Uczestnictwa w Kulturze jest celem nadrzędnym, sensem istnienia wszelakich możliwych zinstytucjonalizowanych mniej albo bardziej form parania się tak zwany kulturą z wyższej półki. To dla Aktywnego Uczestnictwa w Kulturze powołuje się fundacje, stowarzyszenia, dla Niego organizuje się działalność domów kultury, konstruuje programy operacyjne, powołuje komisje ekspertów, o Nim pisze rozprawy, prace etc.. Wiem coś o tym, ponieważ sama czas jakiś temu, z poczucia obywatelskiego obowiązku wobec rodaków, takie ciało promujące Aktywne Uczestnictwo w Kulturze do życia powołałam. Wymóg to nie tylko wobec ludzkości, to wymóg także wobec samej siebie, konieczność właściwego pomnożenia powierzonych mi talentów. A może trochę także ze względu posiadanego wykształcenia – na skutek niezliczonych godz. spędzonych przy instrumencie, na skutek morza łez wylanych - i radości, i wzruszenia, i smutku, i wściekłości, czuję posłannictwo, by tą kulturę najwyższą, niekomercyjną krzewić w każdy możliwy sposób – robota u podstaw, z kulturą pod strzechy, i co tam jeszcze… można sobie tu zgodnie z uznania jeszcze parę niewątpliwie szczytnych celów dopisać.

No tak… i co my tu mamy – „cel nadrzędny”, „wyższa półka”, „ wymóg”, „posłannictwo”, – co aby nie mówić, definicje brzmiące zgoła niewiele zachęcająco, a czasy niestety takie, iż ani musieć, ani kazać nie należy. niewiele pamiętam epokę, w których nie wola, ale ; wymóg był wewnętrznym imperatywem jednostki do wykonywania czegokolwiek, więc trudno mi orzec, czy ówczesne Aktywne Uczestnictwo w Kulturze było efektem nakazów, czy może wewnętrznej potrzeby obcowania z czystym pięknem. W każdym razie, jakby na to nie patrzeć, ludzkość chadzała i na koncerty, i do teatrów i wszędzie tam gdzie było artystycznie, i z najwyższej półki.
A może także zwyczajnie nie było nic ciekawszego do roboty.

Ze znanych i bardzo wiarygodnych źródeł wiadomo mi także, iż i ze sponsoringiem problemów nie było, ponieważ jak ten wybitny artysta się już nareszcie pojawił, to nie wypadało w tym nie maczać palców, a i swoi artyści się po świecie zanadto nie szwędali, więc jednym wyrazem należało w tą kulturę i rodzimą i obcą na własnym terenie inwestować.
Teraz słyszę, iż zbyt biednym społeczeństwem jesteśmy, iż mamy zbyt sporo potrzeb bardziej naglących, niż np. słuchanie muzyki klasycznej. Abraham Harold Maslow umieścił pewnikiem takie sprawy, jeżeli nie na samym wierzchołku swojej piramidy, to gdzieś w jego pobliżu.

I tak sobie myślę, iż może to i trochę nam ta kultura niekomercyjna jakoś na za wysoką półkę wlazła, a co najmniej tak się nam wydaje.
Zrobiło się w życiu w pewnym sensie wygodniej. Sama pamiętam czasy jak z zazdrością oglądałam w telewizji programy o tym, jak ludzie w państwach dalekich mogą używać z usług bankowych nie wychodząc z domu, pamiętam żywo jak całą noc na stojąco jechałam pociągiem bardzo niepośpiesznym na – za każdym wspólnie wytęsknione – wakacje w Karkonoszach. A teraz co – ktoś mi przyniesie zakupy do domu, jak mi się menu w restauracji nie podoba, to pójdę do innej, a jak czegoś nie rozumiem, to cały sztab doradców pomoże mi podjąć decyzję, więc sobie myślę, jako taki przysłowiowy „Kowalski” (bądź „Kowalska”), iż może mnie przerażać fakt, iż w ramach Aktywnego Uczestnictwa w Kulturze pójdę spotkać się z czymś „z najwyższej półki”, czymś tak doskonałym, iż może nawet niegodna jestem spojrzeć temu w oczy. A może jeszcze mnie zaatakuje znienacka i coś mi w głowie poprzewraca? A może będzie nudno i ktoś zobaczy, iż nic nie rozumiem?
No i w pierwszej kolejności nie mam co na siebie do tego teatru włożyć.

I tym metodą unikamy jak ognia tego Aktywnego Uczestnictwa w Kulturze. Co najwyżej możemy włączyć telewizor i zadowolić się kulturą, a raczej tworem dla mas. Bezpiecznie w fotelu pozmieniać kanały i pobyć poprzez chwilę w jednym bądź drugim serialowym świecie, jakkolwiek aby nie były one do siebie podobne, lub posłuchać niekoniecznie odkrywczych interpretacji, lecz za to bardzo znanych utworów. A jak powszechnie wiadomo, ludzie lubią te piosenki, które znają …
Są także jednak pewne jednostki, – o czym donoszę z nieukrywanym zachwytem, które mają odwagę się z tą kulturą zmierzyć. Zdarzyło mi się na mojej zawodowej drodze spotkać ukształtowanych i całkiem dojrzałych ludzi, których ciekawość sztuki okazała się znacząco silniejsza niż kompleksy na skutek niewiedzy czy braku wykształcenia i z lekką nieśmiałością wprawdzie, lecz z za to ogromną determinacją pobierają np. lekcje gry na instrumencie.
ponieważ w moim przekonaniu Aktywne Uczestnictwo w Kulturze to w pierwszej kolejności wielka doza przeżyć, inspiracji, to okazja do wzbudzania i wyzwalania wszelkich emocji – i tych bardziej i tych mniej pozytywnych. I zupełnie się nie należy tego bać ani wstydzić. I w ogóle nie trzeba się na tym aż tak bardzo znać, tak aby odczuwać, po prostu i po ludzku.

przez wzgląd na powyższym, tak aby nie być gołosłowną donoszę, iż dla czystej i niczym nieskażonej przyjemności zapisałam się na lekcje śpiewu. I nie bacząc na to, iż sąsiedzi w czasie moich mozolnych prób pokonywania wysokich dźwięków ewidentnie ustawiają głośniej telewizor, zamierzam kontynuować moje Aktywne Uczestnictwo w Kulturze i czerpać z tego radość ciągłą i niebywałą, czego i Państwu z całego serca życzę