postacie, idej, brońcie

Definicja: cokolwiek aby to znaczyło, lecz o postaciach z osobna i o ideach z osobna słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Postacie idej brońcie się!

Słownik: Dziwny tytuł tego tekstu jest w dosyć specyficzny sposób powiązany z treścią. Nie traktuje gdyż moja dzisiejsza wypowiedź o postaciach idej, cokolwiek aby to znaczyło, lecz o postaciach z osobna i o ideach z osobna.
Definicja: Chcę tym tekstem bronić używania tych słów właśnie w takich formach, jakie podałem w tytule. Czyli dopełniacz liczby mnogiej od słowa idea w formie idej, nie zaś idei. Mianownik zaś liczny mnogiej od słowa postać w formie postacie, nie zaś postaci. Główną przesłanką za wyborem wzmiankowanych jest sprawa jednoznaczności. Język powinien być dokładny i jednoznaczny na tyle, na ile to jest możliwe. Jednym zaś z kryteriów jednoznaczności jest jednoznaczność gramatyczna. Pod tym terminem rozumiem taką sytuację, w której nawet wyrwane z kontekstu wyraz będziemy mogli określić gramatycznie, czyli w razie rzeczowników podać jego sytuacja, rodzaj i liczbę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, iż konstrukcja naszego języka jest taka, że biernik regularnie jest identyczny z dopełniaczem i tak dalej Tego uniknąć nie można. Za absolutne minimum uważam jednak rozróżnialność mianownika od przypadków zależnych i liczby pojedynczej od mnogiej. W formach przeze mnie krytykowanych tej rozróżnialności nie ma. Słowo idei jest równocześnie dopełniaczem liczby pojedynczej i mnogiej, a słowo postaci równocześnie mianownikiem liczby mnogiej i dopełniaczem, celownikiem i miejscownikiem liczby pojedynczej a również dopełniaczem liczby mnogiej. Dlatego jestem gorącym zwolennikiem tych form, które umieściłem w tytule. A tytuł jest taki, jaki jest, ponieważ nie zdołałem wymyślić lepszego, który aby je obie w sobie zawierał.

Każdemu chyba wiadomo, iż j. polski jak zresztą każdy język żywy, wymienia się i ewoluuje. Niektóre z tych zmian są naturalne, inne zaś zadekretowane poprzez uprawnione władze. Do tych ostatnich należy ogromna reforma j. polskiego, a w szczególności ortografii polskiej przeprowadzona w latach trzydziestych XX stulecia poprzez tak zwana Komisję Ortograficzną. Przewarzająca część przeprowadzonych wtedy zmian nie wzbudza juz aktualnie kontrowersyj (chociaż w okresie wprowadzania wzbudzały nie wszystkie). Kilka jednak dotąd jest mocno kontrowersyjnych. Chciałbym tu zwrócić uwagę szczególnie na jedną z nich, mianowicie na likwidację specyficznej końcówki dopełniacza liczby mnogiej rzeczowników rodzaju kobiecego, pochodzących głownie łac. albo greki, a kończących się na -ia, -ja, czy -ea. Chodzi o takie słowa jak konstytucja, komisja, litania, czy właśnie idea. Przed reformą dopełniacz liczby pojedynczej tych słów brzmiał odpowiednio: konstytucji, komisji, litanii i idei, a liczby mnogiej: konstytucyj, litanij, komisyj i idej. Po reformie zaś dopełniacz liczby mnogiej brzmi tak samo jak pojedynczej. Skoro jednak reforma została zadekretowana, to może nie pozostaje nam nic innego, jak się do niej stosować? Okazuje się, iż nie, bo Komisja Ortograficzna zostawiła pewna furtkę. Na szóstym i ostatnim spotkaniu, które się odbyło w dniach 20-21 kwietnia 1936 roku, na którym przyjęto „ przewarzająca część dotychczasowych uchwał, a dyskutowano ponownie tylko te, które poprzednio albo na ostatnim zebraniu spowodowały zastrzeżenia”, rozpatrzono również pisownię końcówek dopełniacza liczby mnogiej znacząco ograniczając jej zakres występowania: „Uznając za normalne nierozróżnianie dopełniacza l. poj. i mn., jako nieistniejące w żywym języku, dopuszczono jednak formę oboczną dopełniacza l. mn. -yj, -ij w wypadkach, gdzie chodzi o usuwanie dwuznaczników czy niepewności, w szczególności w języku naukowym, prawniczym, administracyjnym: sesji:sesyj, racji:racyj, linii:linij...” jak pisze Beata Zaluza w swojej pracy doktorskiej omawiającej pomiędzy innymi tę reformę. Z powyższego wynika jasno, iż dopełniacz liczby mnogiej w formie identycznej z dopełniaczem liczby pojedynczej (oczywiście w odniesieniu do omawianej ekipy rzeczowników) nie jest bynajmniej obligatoryjny. Jest rekomendowany, nawet stanowczo rekomendowany, to fakt, lecz wykorzystywanie starej formy w języku pisanym jest dopuszczalne. Nie ma późniejszych aktów normatywnych w tej kwestii, nie była ona już poruszana. Nie ma więc przeszkód, by pisać i publikować teksty z użyciem starych form tychże słów. Dodatkowym argumentem za taką praktyką jest wykorzystywanie jej sporo lat po reformie poprzez tak znakomite autorytety w zakresie szeroko pojętej humanistyki jak Władysław Tatarkiewicz, Feliks Koneczny, Julian Krzyżanowski, czy Czesław Miłosz. Specjalnie wybrałem przedstawicieli różnych opcyj ideologicznych, by wykazać, iż wykorzystywanie starej praktyki nie jest obciążone stygmatem wyboru o charakterze politycznym. Ostatni z wymienionych stosował tę praktykę nieco niekonsekwentnie, jak mniemam z pełną świadomością i rozmysłem. Np. w Zniewolonym umyśle można znaleźć następujące zdanie traktujące o Gałczyńskim: Gdyż podobał się czytelnikom, miał sporo propozycji z redakcyj i radia. W zdaniu tym widać, iż owa niekonsekwencja (w świetle powyższego jak w najwyższym stopniu dopuszczalna), ma walor artystyczny. Zdanie tak skonstruowane brzmi lepiej od zdania zawierającego dwie identycznie brzmiące formy. Liberalne podejście do wytycznych komisji ma więc poza praktycznym również artystyczny walor. Zachęcam więc do tej praktyki, aczkolwiek przyznaję, iż i ja sam nie w każdym tekście mogę ją wykorzystać, niektóre gdyż redakcje życzą sobie tekstów pisanych językiem nowoczesnym.

Drugi problem jest znacząco prostszy. Skoro normy językowe dopuszczają obydwie formy nic nie stoi na przeszkodzie, by konsekwentnie i w każdych cyrkumstancjach stosować lepszą. A która forma jest lepsza, postacie, czy postaci? Zdecydowanie postacie. Jak już napisałem wyżej jej ogromną zaletą jest jednoznaczność. Oprócz tego postaci jako mianownik strasznie ranią uszy. Co najmniej moje, a mniemam, że nie tylko moje.

Mam nadzieję, ze moje wywody kogoś przekonały, a jeżeli nawet nie przekonały to zaciekawiły, zastanowiły i skłoniły do przemyśleń. Ja osobiście myślę, iż nie warto zawsze gnać za nowinkami. Czasem trzeba przyznać, iż stare jest lepsze. Nie oznacza to, iż jestem przeciwny zmianom w języku. Jestem przeciwny jedynie bezsensownym zmianom.