co to jest
Definicja: Kaczyńskiego. Mimo to, nic nie zostało rozstrzygnięte, a do ugrania ciągle jest dużo.

Czy przydatne?

Co znaczy Gra o 20%

Słownik: Sondaże zdają się mówić: wybory wygra PO, tuż za nią – PiS, a później długo nic. Nawet ostatnie sensacyjne wyniki to tylko jednorazowy skok partii Kaczyńskiego. Mimo to, nic nie zostało rozstrzygnięte, a do ugrania ciągle jest dużo.
Definicja: Poprzez sporo ostatnich tygodni poparcie dla Platformy etapowo rosło, wreszcie utrzymywało się na poziomie trzydziestu proc.. Był to fakt tak optymistyczny, że politycy PO zaczęli nawet przebąkiwać o uzyskaniu większości sejmowej i utworzeniu samodzielnego rządu.

w czasie gdy wystarczył jeden dzień, jedna gazeta i jeden sondaż w Gazecie Wyborczej, aby sprowadzić na ziemię Donalda Tuska, Grzegorza Schetynę i ich partyjnych kolegów. Przeprowadzone przed kilkoma dniami badania pokazują gdyż, iż Platforma nie tylko nie może aktualnie liczyć na zdobycie większości (nawet w koalicji z LiD), lecz musi się martwić, czy w ogóle wybory wygra.

Samych rezultatów owego sondażu, jak słusznie zauważył Jan Rokita, nie należy zanadto brać sobie do serca. Przeprowadzony on gdyż został zaraz po poPiSówce w wykonaniu prokuratury i Jerzego Engelkinga, która zapewne przekonała chwilowo niektórych wyborców, że PiS rzeczywiście walczy z rzekomymi układami i patologiami (to ostatnio ulubione wyraz polityków PiS). Za miesiąc czy dwa, o całej konferencji niewiele kto będzie pamiętał.

Wyniki opublikowane w Gazecie Wyborczej świadczą jednak o czymś innym, o sporo bardziej ważnym. Zmiany, jakie zaszły w porównaniu do wcześniejszych notowań, pokazują gdyż, jak chwiejne i zmienne są poglądy i sympatie społeczeństwa polskiego. W ciągu dosłownie tygodnia, w wyniku jednego czy dwóch głośniejszych zdarzeń, co trzeci spośród zwolenników PO niemal z miejsca stał się sympatykiem PiS i gotów byłby oddać na tę partię głos w wyborach. A przecież Platforma to ponoć anty-PiS.

W tej sytuacji piekielnie ważne stają się głosy tych, którzy jeszcze nie wiedzą, na kogo zagłosują. A jest ich, jak łatwo przewidzieć, całkiem dużo. Jeżeli przyjrzeć się sondażom, w większości z nich ok. 20% stanowią osoby deklarujące, iż pójdą zagłosować, lecz nie zdecydowali się dotąd, kto otrzyma ich poparcie.

Podejrzewam, iż pomimo ostatnich i przyszłych wydarzeń, reszta potencjalnych wyborców swojego zdania nie zmieni i ci, którzy deklarują się po stronie Platformy, zagłosują na Platformę; obecni sympatycy PiS zagłosują na PiS, a zwolennicy LiD oddadzą głosy na LiD. Układ sił (aczkolwiek może nie powinienem korzystać słowa „układ” w odniesieniu również do PiS, ponieważ a nuż premier obrazi się?) jest więc stosunkowo wykrystalizowany.

Walka w kampanii wyborczej toczyć się więc będzie nie o głosy tych, którzy mają aktualnie poglądy jasno sprecyzowane. Dla polityków zdecydowanie ważniejsze będzie pozyskiwanie elektoratu spośród tych dwudziestu proc. niezdecydowanych. Jak aby nie patrzeć, taka liczba głosów może przewrócić wszystko do góry nogami. Wyobraźmy sobie, iż niezdecydowani zechcieliby nagle jednomyślnie zagłosować na LiD. Lewica wygrałaby wówczas wybory, bijąc na głowę obydwie partie prawicowe.

Gra idzie o niemałą stawkę, a aby uzyskać poparcie niezdecydowanych, trzeba będzie uciekać się do różnych metod. Niestety, zdaje się, iż tymi najskuteczniejszymi – i zarazem w najwyższym stopniu obrzydliwymi – dysponować będzie PiS. Własne metody partia Jarosława Kaczyńskiego zaprezentowała już dwa lata temu, gdy zdyskredytowano Donalda Tuska za pochodzenie, a ściślej – za dziadka, który – jak się później okazało – nie uczynił tak faktycznie niczego złego.

Podobnych chwytów poniżej pasa możemy spodziewać się i w tej kampanii. PiS zrobi wszystko, by utrzymać się przy władzy, uzyskując poparcie choćby części spośród tych głownych dwudziestu proc. wyborców. Zbigniew Ziobro już zapowiada, iż ujawni kompromitujące fakty o liderach pozostałych partii – ponieważ w jego oczach, kompromitacja i publiczne niszczenie autorytetów to idealny sposób na pozyskanie poparcie społecznego. Miejmy jednak nadzieję, iż wyborcy pójdą po rozum do głowy i zagłosują na partie, które mniej skupiają się na wyniszczaniu opozycji, a bardziej na własnym programie politycznym i przyszłości Polski.