nasze, zasady, wasza, naiwność

Definicja: słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Nasze zasady – wasza naiwność

Słownik: Marketing polityczny – to w dobie prymatu czwartej władzy, a więc mediów – kluczowe narzędzie uprawiania polityki.
Definicja:

Marketing polityczny – to w dobie prymatu czwartej władzy, a więc mediów – główne narzędzie uprawiania polityki. Bez szeroko rozumianego marketingu, w skład którego wchodzi prosta reklama, public relations, techniki socjotechniczne – nie ma polityki. Media, prasa, telewizja od czasów Nixona i Kennedy’ego, a ostatnio także internet – jak natomiast pokazał sytuacja Korei Południowej – to źródła i drogi sukcesu politycznego.


Zbliża się kampania wyborcza, a właściwie – już się zaczęła. Formalnie i nieformalnie.
Nieformalna kampania trwa zawsze, ponieważ jak jakiś przytomny polityk PiS-u zauważył ostatnio w TV – dobra partia rozpoczyna kampanię zaraz po wyborach.
A formalnie – zaczęło ją Prawo i Sprawiedliwość, uruchamiając spoty wyborcze w telewizji i odsłaniając własne billboardy. Z Jarosławem Kaczyńskim i hasłem - „Zasady obowiązują”.


niebrzydkie hasło, nośne, takie dla oka, ucha i serca. Tylko – iż nie dla rozumu. Lecz cóż – patrząc jak Prawo i Sprawiedliwość usiłowała przejąć poprzez ostanie kilkanaście miesięcy elektorat Samoobrony i Ligii Polskich Rodzin – to nie o ludzi rozumnych temu ugrupowaniu i jego przywódcy chodzi.



W Sejmie na naszych oczach dokonuje się całkowita destrukcja podstaw projektu pod nazwą IV RP Jarosława Kaczyńskiego. Jego podstawy – do których się odwołuje to hasło na słupach reklamowych – a więc zasady moralne, przy sprawowaniu władzy – zostały już dawno zanegowane, przyjmując formę relatywizmu moralnego.


Jarosław Kaczyński stworzył własną partię, Prawo i Sprawiedliwość pod kilkoma hasłami, miedzy innymi – odnowy moralnej, i powrotu do wartości chrześcijańskich, wręcz – katolickich.


Po raz pierwszy, jeszcze przed wyborami, Kaczyński złamał zasady uczciwości politycznej, decydując się a na udanie do Torunia, po głosy Tadeusza Rydzyka. Nie przeszkadzało mu to, iż na księdzu katolickim ciążą oskarżenia o defraudacje finansów, zgromadzonych od ludzi na ratowanie Stoczni Gdańskiej, nie raziło jego zaangażowanie w politykę. Cóż, dla realizacji celu, szczytnego celu przebudowy Państwa – możemy pójść na mały, zupełnie mały kompromis. Pierwszy kompromis. Wyborcy docenili – i te parę pkt.ów procentowych przyznali.
Drugi kompromis (oczywiście – dla utrzymania zasad) – to była koalicja z Romanem Giertychem i Andrzejem Lepperem. Andrzej Lepper był, do czasu zawarcia porozumienia powyborczego, wrogiem i osobnikiem amoralnym, gorszym niż nielubiana postkomuna. Nie będę tu przytaczał jednoznacznych i wzniosłych wypowiedzi na temat Andrzeja Leppera, wypowiedzianych poprzez Kaczyńskiego poprzez lata – można je znaleźć w Internecie.


I dalej już było z górki. Stosowaliśmy nasze „zasady” (tak, ot teraz w cudzysłowie to lepiej wygląda…) zupełnie otwarcie.
W myśl ich przestrzegania zlikwidowano Wojskowe Służby Informacyjne, pomiędzy innymi oskarżając je o wpływ na struktury państwa, mediów. Powołano w ich miejsce inne, również do walki z korupcją.
Patrząc ostatnimi tygodniami na działania Centralnego Biura Antykorupcyjnego, a również śledząc liczne publikacje, przecieki prasowe, na różne inne działania służb podległych funkcjonariuszom PiS-u – widzimy jak otwarcie, jednoznacznie są one stosowane do działań niezgodnych z prawem i demokracją. Lecz zapewne – zgodne są z „zasadami”


Pojemne „zasady” kazały Jarosławowi Kaczyńskiemu wzmocnić kraj. Utworzyć kraj solidarne, silne, opiekuńcze, nastawione na potrzeby obywatelskie. A jakie mamy?


z pewnością nie obywatelskie, nastawione na wyzwolenie inicjatyw socjalnych i samorządowych. Autonomia socjalna, w każdej dziedzinie życia publicznego, budził w Jarosławie Kaczyńskim niepokój. Jakakolwiek swoja inicjatywa dowolnego środowiska, która mogłaby nie być poddana kontroli aparatu państwa – jest źle widziana.
Kolektywizm jest wartością nadrzędną i najlepiej go widać w systemie kontroli środków i ludzi.
Schemat państwa solidarnego, proponowany poprzez Kaczyńskiego, zmierza z powrotem do zabrania autonomii jednostki w społeczeństwie na rzecz domniemanego dobra wspólnoty, określonego poprzez jedynie słuszne, dogmatyczne projekty, zabrania i ograniczenia praw obywateli na rzecz praw narodu - nie narodu jako podmiotu - ale jako pewnej retorycznej figury.


Kaczyńskiemu to jednak jest jeszcze zbyt niewiele. Zapragnął on włączyć w krąg swoich wpływów, dla realizacji „zasad” Kościół Katolicki. I dlatego jest on mocno promowany poprzez władzę, jest wzmacniany, wręcz zapraszany do współrządzenie państwem.
Kaczyński,dążył do zmiany Konstytucję Polski w ten sposób, by zostały w niej zawarte bezpośrednie odwołania do wartości katolicyzmu. Bez oglądania się na otwartość światopoglądową, bez liczenia się z głosem innowierców i ateistów. ponieważ w kategorii „zasad” nie liczy się dal niego coś takiego, jak tolerancja światopoglądowa. Kaczyński chętnie przypomina polskie tradycje, tylko, iż nie bardzo wiadomo, które z tych tradycji są najważniejsze.
Czy chodzi o Piłsudskiego? Dmowskiego? Czy może jakieś inne wartości? Moment „Solidarności”? Tak, to ostanie tak, przez realizację nowej polityki historycznej, w której nie ma miejsca dla Wałęsy, Mazowieckiego, Geremka, Bartoszewskiego – są tylko Gwiazda, Walentynowicz, Olszewski… „Zasady” pozwalają na szanowanie jednych, kosztem innych.


Nie lepiej jest ze stosowaniem zasad w innych dziedzinach, szczególnie w administrowaniu krajem. Tu dochodzimy do jednego z fundamentalnych składników „zasad” - a więc walki z układem. ponieważ walka z NIM miała być, w okolicy lustracji – największym zadaniem tak zwanej IV RP. I co? No i nic…


Okazało się, iż ten mityczny układ jest tak cholernie cwany, sprawny – iż połknął nasze plany, „zasady”. Można śmiało napisać – zasymilował się.


Netzel, Glapiński, Skrzypek, Kownacki, Urbański… i wielu, wielu innych, tych moralnych i „profesjonalnych” weszło struktury tego układu – tak aby go, oczywiście, od środka rozbić i realizować nasze „zasady” - i im się nie powiodło. Nawet układ nam podrzucał jaja kukułcze, takie jak Janusz Kaczmarek…


A w zakresie czystej ekonomii – tam gdzie mieliśmy realizować „solidarne kraj” - to już kompletna porażka… nawet jak miało być dobrze – to wyszło jak zazwyczaj. Np. – na obniżce składki rentowej – zyskali oczywiście ci, co zarabiają więcej.


W sferze socjalnej – w realizacji naszego programu przeszkadzali nam i lekarze i pielęgniarki, nauczyciele – nawet NSZZ „Solidarność” nie rozumie z tego, iż „zasady” wymagają czasu – i weszła z nami w spór zbiorowy.


Tak właściwie można aby bez przerwy.


Ja wiem, iż na tym czarno – białym plakacie chodzi o pokazanie Genialnego Stratega, Największego Przywódcy Od Czasu Mieszka Pierwszego jak człowieka zasad, niezłomności, Jedynej Prawdy.


Tylko, iż ci posługujący się rozumem – a nie podlegający tanim, socjotechnicznym zabiegom – wiedzą własne;


Temu Panu przyświeca jedna zasada – zdobycie i utrzymanie władzy. Inne zasady – są tylko niepotrzebnym balastem.


Azrael