władza specjalnej troski co to jest
Definicja: posądzeniem o zabójstwo i zaraz szefowie resortów występują w szablonowych rolach.

Czy przydatne?

Co znaczy Władza specjalnej troski

Słownik: Następny przykład stałego fragmentu gry w wykonaniu władzy. Także i mediów. Odkrywają one, niespodzianie, aferę korupcyjną w szpitalu MSWiA, z posądzeniem o zabójstwo i zaraz szefowie resortów występują w szablonowych rolach.
Definicja: Zbulwersowani, zaskoczeni, zdumieni i nic niewiedzący. No, ponieważ gdyby wiedzieli, to ho, ho…Sądząc po doniesieniach, wielkość afery jest porażający. A może nie tyle wielkość, co jej charakter. Charakter przekazu i przebieg zatrzymania mają z kolei coś z kiepskiego widowiska.

Z rzadka tylko przewijają się wątki odpowiedzialności z tytułu nadzoru. Zupełnie pobocznie pojawia się aspekt okoliczności zatrudnienia. A więc te sprawy, które mają wpływ na konsekwencje w formie prezentowanych teraz zdarzeń w szpitalu resortowym MSWiA. Wszystko przysłania działalność ordynatora, Mirosława G., co oczywiste. Równolegle ukazują wątki zaskoczenia i niedowierzania. Jakim metodą mogło dojść do takiej patologii? Nikt nigdy niczego nie sygnalizował, ponieważ inaczej, niewątpliwie, natychmiast następowałyby reakcje. Szablon.

Na ile te wynurzenia ministrów są wiarygodne? Za każdym wspólnie, przy okazji każdej praktycznie afery mamy do czynienia z takimi samymi reakcjami. Nikt nic nie wie i winni są ci, którzy wiedzieli, lecz milczeli. Tak należy chyba rozumieć te medialne wyznania szefów resortów.

Jak to bywa w praktyce? Można zaobserwować na przykładach, gdy szefowie resortów otrzymują wiadomości. Nie jakieś tam sygnały, lecz konkretne wiadomości, nierzadko z udziałem sądów. W aferę ordynatora zaangażowały się najsilniej dwa resorty, sprawiedliwości, z oczywistych względów i MSWiA, jako organ nadzoru. lecz ze względu zawodu domniemanego sprawcy – lekarza, również i szef resortu zdrowia miał sporo do powiedzenia.

Minister Zdrowia:
W czerwcu ubiegłego roku komisja, w konkursie na stanowisko dyrektora w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym, bezprawnie nie dopuściła do udziału jednego z kandydatów. Bezprawność ta została potwierdzona decyzją administracyjną. W składzie owej komisji połowę, trzech członków, stanowili urzędnicy wysokich, kierowniczych szczebli w resorcie zdrowia. Wobec stwierdzonego bezprawnego działania funkcjonariuszy publicznych przez wzgląd na wykonywaniem obowiązków służbowych, skierowany został do sądu pracy pozew – sygn. akt. VIII P 1710/06

kwestia ta była opisana szczegółowo w artykule „Selekcjonerzy RP” i tekst ów przesłany został szefowi resortu zdrowia wedle przepisami o krytyce prasowej. Dalsze postępowanie przed sądem być może ujawni, czy połowa składu komisji jest zwyczajnie tylko upośledzona i nie potrafi zliczyć do trzech, czy nastąpiło działanie celowe. To już pachniałoby korupcją. Tak czy owak, na tym etapie trzech wysokich urzędników resortu zdrowia działało na szkodę interesu publicznego i prywatnego. Jeśli więc nie mają kłopotów z wydolnością intelektualną, to pozostaje podejrzenie o działanie celowe, a więc zwyczajnie działanie przestępcze.

Minister Zdrowia milczy.

MSWiA:
Również w czerwcu ubiegłego roku próbowano ustalić tożsamość wysokiego urzędnika państwowego w MSWiA, którego poczynania w innym urzędzie nasuwają podejrzenia o dokonaniu poprzez niego przestępstwa. Dopiero przed sądem administracyjnym, po pół roku zwodzenia poprzez urzędników MSWiA, pełnomocnik ówczesnego ministra zmuszony został do potwierdzenia tożsamości, o jaką występowano – sygn. akt II SAB/Wa 150/06. Już wówczas wiedza o podejrzeniu popełnienia przestępstwa poprzez tego urzędnika była w posiadaniu szefa MSWiA.

Teraz zaś, następny szef MSWiA, znów bezprawnie nie odpowiada na pytania, skąd ów urzędnik wziął się w ministerstwie i kto go tam awansował na stanowisko „p.o.” zastępcy dyrektora departamentu.
Ponownie >kwestia została skierowana do sądu administracyjnego, za pośrednictwem organu skarżonego, czego wymagają regulaminy, a więc przez MSWiA. Skarga wpłynęła do ministerstwa 26 stycznia br. Wiedzę zatem o podejrzeniu przestępczych działań urzędnika resortu mają zarówno wcześniejszy minister, Ludwik Dorn, jak i aktualny, Janusz Kaczmarek. Tak jeden jak i drugi nie dają żadnego sygnału, iż cokolwiek zamierzają zrobić.

W obu tych kwestiach regulaminy prawa nakładają na szefów resortów określone wymagania. Nie widać, aby szef resortu zdrowia zamierzał cokolwiek robić. W razie szefa MSWiA >kwestia rozpoczyna ciemnieć jeszcze bardziej. To uporczywe uchylanie się od udzielenia informacji, już teraz w kwestii wewnątrz ministerstwa, samo w sobie stanowi łamanie prawa. Szerzej o tym w „Paragrafem czy maczugą”.

lecz nasuwa także następne podejrzenia. Tak desperackie utrudnianie dotarcia do informacji publicznej nasuwa podejrzenia, iż wewnątrz MSWiA również mogło zostać dokonane przestępstwo. Tym wspólnie poprzez kilku tamtejszych urzędników, poczynając od dyrektora generalnego MSWiA.

Pieprzyku sprawie dodaje fakt, że obecnym szefem MSWiA jest, było nie było, prokurator.

To urzędnicy wysokich szczebli kierowniczych wykonują wymagania nadzoru, o ile je wykonują. Wydają decyzje, o ile je wydają. A jeżeli już wydają, to pytanie, jakie one są?

Teraz, przy okazji afery z ordynatorem ze szpitala MSWiA, wszyscy zainteresowani śpiewają zgodnym chórem i na tę samą nutę: nikt nic nam nie mówił, nikt nic nie sygnalizował.
Mimo, iż od lat kilku pół miasta o tym mówiło, a opinie o ordynatorze wyrażali także i aktualnie zbulwersowani, niezorientowani.
wedle szablonem nikt nic nie wiedział.

niemądry to mówi, czy głupiemu?

Witold Filipowicz
Warszawa, 15 lutego 2007 r.
mifin@wp.pl