precz, koalicjami

Definicja: pogoni za starą Europą, wyrównywania poziomu technicznego, technologicznego i infrastruktur słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Precz z koalicjami

Słownik: Truizmem jest już powtarzanie, iż Polska stoi przed koniecznością przyspieszania, na ile to tylko możliwe, trwającej na szczęście już modernizacji w pogoni za "starą" Europą, wyrównywania poziomu technicznego, technologicznego i infrastruktur
Definicja: PRECZ Z KOALICJAMI!

Truizmem jest już powtarzanie, iż Polska stoi przed koniecznością przyspieszania, na ile to tylko możliwe, trwającej na szczęście już modernizacji w pogoni za "starą" Europą, wyrównywania poziomu technicznego, technologicznego i infrastruktury, lecz również standardu usług i poziomu dochodów ludności. Za pasem mamy organizację prestiżowych imprez, Euro 2012 czy wystawy światowej. W czasie gdy w państwie trwa wojna polityczna, utrudniająca, spowalniająca, a nawet blokująca przemiany. Ambicje i emocje w tej wojnie między partiami i politykami osiągnęły już taki poziom, iż wręcz niewyobrażalna jest jakakolwiek sensowna współpraca między nimi. Dolewają już nawet nie oliwy, lecz wręcz benzyny do tego politycznego ognia nie wszystkie media, a wielu dziennikarzy, takich jak na przykład p. Monika Olejnik, czy Tomasz Lis robi wszystko, aby ten pożar jeszcze bardziej podsycać, ustawiając się zresztą bardzo konkretnie po jednej ze stron tego konfliktu.

Myślę, iż coraz więcej nas, zwyczajnych obywateli ma już dość tej politycznej bijatyki, prowadzonej bez jakichkolwiek reguł i ewentualne wybory mogłoby w cuglach wygrać jakieś nowopowstałe ugrupowanie polityczne, w którym fundamentalnym warunkiem uczestnictwa byłby brak przynależności do jakiejkolwiek z aktualnie istniejących partii, a program koncentrowałby się tematach modernizacyjnych i rozsądnym wyważaniu równowagi w tematyce socjalnej, w szczególności między kapitałem i robotą, gdyż każda z dwóch rywalizujących ze sobą koncepcji Polski solidarnej i Polski liberalnej jest przegięciem, które tak faktycznie nie służy rozwojowi państwie. Polska zbyt solidarna (społeczna) zagraża gospodarce, Polska zbyt liberalna, w szczególności gdy ten liberalizm znaczy raczej ochronę kapitału, niż faktyczną swobodę działalności socjalnej i gospodarczej może zagrozić pokojowi społecznemu. Doświadczenie socjalizmu w wersji PRL-u w ogóle nie wyklucza powtórki z tego tematu.

Takie ugrupowanie w przyszłości być może stworzenie, jeśli aktualny bałagan na scenie politycznej będzie trwać nadal. Cierpliwość ma wszak własne granice. Jednak na tę chwilę trzeba szukać innych rozwiązań, dających szansę na ustabilizowanie sytuacji, powstrzymanie politycznej bijatyki, zmuszenie polityków do merytorycznej działalności, w której tak faktycznie powinni się weryfikować. Takim rozwiązaniem jest moim zdaniem umożliwienie rządzenia państwem najsilniejszej partii politycznej. I nie myślę tu o konkretnej partii, tylko o tej, która uzyska w wyborach największe poparcie. Jest na to prosty sposób: radykalne podniesienie progu wyborczego w wyborach do Sejmu do na przykład 25%, z tym, iż swoich posłów musiałyby mieć przynajmniej dwa ugrupowania - jako druga (i opozycyjna) wchodziłoby do Sejmu partia która uzyskała najwięcej głosów, bez względu na to, ile ich uzyskała.
To fundamentalne założenie takiej reformy politycznej można uzupełnić następująco:
1. Bez zmian pozostaje ordynacja większościowa do Senatu i wszystkie mniejsze ugrupowania polityczne mogą tam ulokować swoich przedstawicieli, oczywiście proporcjonalnie do wielkości uzyskanego poparcia. Nie zaszkodzi to celowi reformy, jakim jest powstanie, co najmniej na jakiś czas mechanizmu dwupartyjnego, albo prawie dwupartyjnego, gdyż Senat nie ma decydującego głosu co do ostatecznego kształtu tworzonego prawa.
2. Możemy się umówić, iż rozwiązanie tj. tymczasowe i obowiązywać będzie powiedzmy poprzez trzy następne kadencje Sejmu, po czym wykorzystywanie podwyższonego progu zostanie ponownie rozważone.
3. Partie polityczne są dofinansowywane z budżetu po przekroczeniu 5% poparcia w uzyskanych głosach wyborców, a wejście do Sejmu przestaje być warunkiem otrzymywania dotacji. Opcją tego założenia może być warunek zdobycia miejsc w Senacie.
4. Raz w kadencji, lecz nie przedtem niż po roku jej trwania, partie które uzyskały przynajmniej 5% poparcia, lecz nie weszły do Sejmu, miałyby prawo (wspólnie i wszystkie) zażądać przeprowadzenie referendum w kwestii skrócenia kadencji. Jednak przegrana w referendum oznaczałaby wstrzymanie dotowania tych partii z budżetu.
5. W publicznych środkach przekazu partie opozycji pozasejmowej powinny mieć prawo prezentowania swojego zdania na równi z partiami znajdującymi się w Sejmie.
6. W przypadku rozłamu w partii tworzącej rząd i mającej przewarzająca część w Sejmie i stworzenia sytuacji w której tej większości już nie ma, Sejm rozwiązuje się automatycznie i odbywają się poprzednie wybory.

Reasumując to kolekcja dodatkowych założeń reformy: partie wykluczone poprzez nią z Sejmu powinny zachować sposobność komentowania na bieżąco wydarzeń politycznych, powinny mieć sposobność dotarcia do wyborców, powinny mieć szansę zmiany sceny politycznej, lecz nie powinny mieć możliwości blokowania postępu prac przy bieżącym tworzeniu prawa i nie powinny mieć możliwości absorbowania partii rządzącej inaczej, jak argumentami w dyskursie publicznym i koniecznością odniesienia się do tych argumentów poprzez rządzących.
Tu warto zauważyć, iż to właśnie mniejsze partie koalicyjne (we wszystkich dotychczasowych koalicjach) były źródłem awantur, domagając się stanowisk i usiłując zdobyć wpływ na sytuacje polityczną przynajmniej taką samą jak więksi koalicjanci. Wszak ulubionym stwierdzeniem Andrzeja Leppera jest: nie istotne ilu mamy posłów, istotne, iż bez nas nie byłoby koalicji.

jeśli nawet moją propozycją znalazła Wasze uznanie drodzy Czytelnicy, to pewnie zadajecie sobie dobre pytanie: kto powinien zainspirować i przeprowadzić taką reformę, z pewnością będąca nie w smak wielu środowiskom politycznym, lecz również wielu mediom, które przyciągają uwagę swoich odbiorców relacjonując kłótnie i awantury polityczne. Moim zdaniem z inicjatywą referendum w tej sprawie powinien wystąpić Prezydent, inicjując również stworzenie ponad partyjnego Komitetu Obywatelskiego. Alternatywą jest uruchomienie Pospolitego Ruszenia Obywatelskiego tworzonego tak, jak powstawała "Solidarność" - z potrzeby zmiany politycznej w wypadku nieznośnej dla większości Polaków. Taki ruch obywatelski mógłby domagać się referendum w tej sprawie zbierając podpisy, czy także wysyłając listy do Prezydenta, domagające się takiej reformy
Cóż się gdyż stanie, > jeśli będziemy tylko gnuśnie przyglądać się scenie politycznej ? Przyspieszone wybory wygra prawdopodobnie jedna z dwóch największych aktualnie partii politycznych, lecz wygra tak, iż nie będzie w stanie rządzić sama. A więc znowu jakaś koalicja i prawie z pewnością powtórka z rozrywki: kłótnie i absorbująca walka wewnątrz tej koalicji, być może tylko bardziej skrywana przed opinia publiczną. Deklarowana aktualnie regularnie poprzez niektórych polityków umiejętność koalicyjna ich ugrupowań to częściej pustosłowie przedwyborcze, a > jeśli nawet, to owszem umiejętność zawiązania, lecz praktycznie z pewnością nie harmonijnego trwania koalicji poprzez całą kadencję. A szanse cywilizacyjne będą nam umykać, albo kończyć się podobnie, jak chociażby nie załatwiona w porę kwestia obwodnicy Augustowa.

Tak więc pewnie i tak trzeba będzie z tym bałaganem politycznym coś zrobić, tyle tylko, iż > jeśli nie teraz, to za kolejnym obrotem politycznym, lecz kosztem następnych awantur politycznych i straconych w międzyczasie szans. Chociaż zatem mój głos, to pewnie głos wołającego na puszczy - to jednak wołam, jak mogę najgłośniej: zróbmy to teraz, zażądajmy referendum i zmieńmy ordynację wyborczą. Tylko powierzenie rządów jednej, konkretnej partii, pozwoli ją następnie ocenić, rozliczyć z popełnionych błędów odsuwając od władzy, albo w uznaniu zasług powierzyć po następnych wyborach. dalsze rządzenie.

Tym wszystkim, którzy się jednak wahają, uważając przedstawione rozwiązanie problemu koalicji za zbyt radykalne, nie rezygnując, proponuję wariant nieco łagodniejszy: dopuszczamy koalicje partyjne, lecz pod warunkiem sformowania ich przed wyborami, przedstawienia wspólnego programu działania po wyborach, systemu uzgodnień wewnątrz koalicji, konkretnej, imiennej obsady stanowisk w rządzie i na najważniejszych 50 stanowiskach w Kraju, a również obsady stanowisk w 50 najważniejszych spółkach i agencjach państwowych. No i oczywiście rozpad koalicji po wyborach znaczy automatycznie skrócenie kadencji Sejmu i przedterminowe wybory.
Krzysztof Płocharz