błąd zaniedbanie lekarzy co to jest
Definicja: odpowiedzialności - sąd umorzył sprawę słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Błąd czy zaniedbanie lekarzy

Słownik: Przyczyną śmierci mojego męża było zaduszenie się - gdyż lekarze go nie zaintubowali. Popełnili ogromny błąd - i nie poniesli za to żadnej odpowiedzialności - sąd umorzył sprawę.
Definicja: BŁĄD, ZANIEDBANIE CZY Sytuacja; Zwyczajnie NIEWYJAŚNIONA ŚMIERĆ


Zgłaszam prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa poprzez pracowników Szpitala w Dęblinie w dniu 13 lutego 2006 r., polegającym na nieudzielaniu właściwej pomocy medycznej mojemu mężowi Mirosławowi Kowalikowi lat 57, co z powodu doprowadziło do jego śmieci.

Przebieg zdarzeń dający podstawę do oceny przyjętej na wstępie przedstawiał się następująco:

W dniu 13 lutego br. około godz. 12.00 zgłosiliśmy się z mężem do lekarza pierwszego kontaktu Moniki J. w Przychodni Kolejowej w Dęblinie. Mój mąż uskarżał się na ból gardła i duszności, miał temperaturę około 39 ˚C i wysokie ciśnienie (220/110 mmHg). Po przebadaniu lekarka podjęła decyzję o skierowaniu męża do Szpitala Wojskowego w Dęblinie z zaznaczeniem „cito” do poradni laryngologicznej.
Z przychodni do szpitala udaliśmy się natychmiast ( około 7 min.) własnym samochodem. Do izby przyjęć wezwano lekarza Małgorzatę G., która zleciła pilną konsultację laryngologiczną. Mąż został przewieziony już na wózku na trzecie piętro na oddział laryngologiczny z racji na olbrzymie trudności w oddychaniu i problemy z wypowiadaniem żadnych słów.
Po zbadaniu doktor wystawił skierowanie na przewiezienie męża do szpitala w Puławach odległego ( około 30 km od Dęblina. Nie zdecydował się na pomoc natychmiastową, która jeszcze wtedy dałaby mu szansę przeżycia. Lecz pan lekarz Maciej K. kończył już dyżur i nie miał czasu …
Mój mąż cierpiący czeka na izbie przyjęć na karetkę i lekarza, który zdecydowałby się jechać do Puław. Symptomy duszności narastały, czas uciekał. Ja nie byłam uświadomiona co odbywa się z mężem. Zaniepokojona długim oczekiwaniem na karetkę proponuję jazdę do Puław własnym samochodem. doktor Krzysztof O. z izby przyjęć po spojrzeniu na męża ostrzega mnie, iż wioząc prywatnym samochodem, biorę na siebie odpowiedzialność. Nie zdawałam sobie nadal sprawy z powagi stanu zdrowia mojego męża, więc
czekaliśmy nadal.
W pomiędzy czasie wezwano lekarza kardiologa Andrzeja K. i zrobiono EKG w pozycji siedzącej.
Nareszcie zjawia się stara zwyczajna karetka (marki Plonez Truck), nie zaopatrzona w aparaturę do ratowania życia człowieka.
Teraz wraz z kierowcą karetki czekamy na lekarza.
Jedna z pielęgniarek wydzwania szukając lekarza, który pojedzie z mężem.
Bez rezultatu.
Każe nam nadal czekać. Po chwili przychodzi doktor Krzysztof O. i pyta pielęgniarkę dlaczego jeszcze nie jedziemy.
Pielęgniarka tłumaczy mu, iż nie ma kto jechać z pacjentem. Teraz on rozpoczyna dzwonić. Wykonuje kilka telefonów, dalej nic … po pewnym czasie zdenerwowany kierowca karetki widząc co się dzieje udaje się ze skierowaniem do szpitala w Puławach do dyrektora szpitala w Dęblinie. Po jakimś czasie kierowca wraca, czekamy jeszcze i
nareszcie pan doktor Krzysztof O. stwierdza, iż „wszyscy boja się pacjenta” i sam jedzie.
Każe kierowcy spakować jakiś sprzęt. Kierowca po spakowaniu wychodzi do
karetki.
Mąż o własnych siłach bez opieki schodzi z wysokich schodów, a ja za nim. Pytam pana doktora czy mogę jechać z mężem. lekarz odpowiada, iż nie, ponieważ przypadek wymaga tego, iż mąż musi jechać na siedząco, czyli nie ma miejsca w karetce.
Mąż siada z tyłu, a pan lekarz Krzysztof O. odpala papierosa.
Kierowca czeka w uruchomionym samochodzie od dłuższej chwili, mąż nadal siedzi, a pan lekarz po kilku zaciągnięciach wsiada do karetki i wyjeżdżają w kierunku Puław.
Czas wyjazdu karetki od momentu podjęcia decyzji przewiezienia męża do innego szpitala trwał ( około 1 godziny.
Ja po odjeździe karetki, natychmiast przyjeżdżam do domu, pakuję mężowi rzeczy potrzebne do szpitala i udaję się do Puław samochodem z rodziną.
W drodze mijamy się z karetką, która wiozła męża.
W szpitalu w Puławach jestem ( około godz. 16.00. dowiaduję się, iż mój mąż nie żyje. doktor z pogotowia w szpitalu informuje nas, iż pomimo natychmiastowej reanimacji, która trwała ( około 50 min. nic nie dało się już zrobić. Zwyczajnie na jakąkolwiek pomoc lekarską w Puławach było już za późno.
doktor Krystyna K., która była obecna przy reanimacji nalegała, by zrobiono sekcję zwłok, w celu wyjaśnienia powody zgonu. Motywowała to tym, iż dyrekcja szpitala w Puławach będzie także nalegać na wykonanie sekcji zwłok celem wyjaśnienia śmierci. W/w
doktor, która była bezpośrednio przy reanimacji męża, była bardzo zszokowana tak nagłą śmiercią. Po wyrażeniu zgody na przeprowadzenie sekcji, wyniki wykazały, że powodem śmierci było ostre zapalenie krtani, co wywołało niewydolność oddechową, obrzęk płuc i dalej mózgu.
Chciałabym, by wyjaśniono mi jak to możliwe, iż dopuszczono do śmierci mojego męża, biorąc pod uwagę to, był w rekach lekarzy od 12.00 do 15.25, ponieważ o tej godzinie zakończył życie.
Nie rozumiem dlaczego przewieziono mojego męża do innego szpitala mając na miejscu anestezjologa, laryngologa i innych lekarzy, a najważniejsze, iż jest oddział intensywnej terapii.

W dniu dzisiejszym już wiem, iż postępowanie zostało umorzone. Prokuratura przekazała sprawę do sądu, a ten ja umorzył.
Nie mogę pogodzić się z tym faktem. Tu ewidentnie błąd popełnili lekarze. Szpital, gdzie pracują słynie z tego, iż „lekarze” popełniali błędy, poprzez które wiele pacjentów zmarło – tylko niestety rodzina tych ludzi bała się i nadal się boi o tym głośno mówić. Ci pseudo lekarze w ogóle nie przejmują się zdrowiem pacjenta. I tak było w razie mojego męża – otóż pan lekarz kończył już dyżur i kazał odwieźć pacjenta do szpitala oddalonego o ( około 30 km od Dęblina. Gdyby zaintubowali - żyłby dzisiaj!!!! Dlaczego tego nie zrobili???
To pytanie było zlekceważone nawet poprzez prokuratora i sąd w Rykach. Prokurator brał pod uwagę tylko zeznania lekarzy, moich nie, gdzie czas odgrywał bardzo sporą rolę.
Mąż będąc 3 godz, w rękach lekarzy – udusił się. Jest dla mnie i moich dzieci ogromny szok.
Mieszkamy w małym mieście Dęblinie, gdzie korupcja jest na pierwszym miejscu!!!

doktor – prokurator – sąd - to jedna ogromna KLIKA!!! Ręka rękę myje……………….
Nieprawdopodobne to jest, iż prokurator czy sąd nie dopatrzyli się nieprawidłowości w zeznaniach lekarzy (każdy zeznał co innego). Nie jest dla nich istotne, iż powodem śmierci mojego męża nie był zawał czy wylew (tak jak podejrzewano) – tylko ZADUSZENIE SIĘ!!!! Tak wykazała sekcja zwłok.

Może jest ktoś taki, kto mógłby nam pomóc???

Proszę pisać na zdres: akowalik27@wp.pl