pański nauki stolicy wyjechał co to jest
Definicja: czy większych ośrodkach edukacyjnych słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Syn pański na nauki do stolicy wyjechał był…

Słownik: W nie tak bardzo odległych czasach studia miały charakter elitarny. Nie każdy Janek czy Marysia mogli sobie pozwolić na pobieranie nauki w mniejszych czy większych ośrodkach edukacyjnych.
Definicja: W nie tak bardzo odległych czasach studia miały charakter elitarny. Prawie każdy Janek czy Marysia mogli sobie pozwolić na pobieranie edukacji w mniejszych czy większych ośrodkach edukacyjnych. Nawet jeśli posiadali odpowiednie predyspozycje od strony umysłowej, to nie pozwalał im studiować aspekt finansowy bądź dla rodziny. Wiadomo przecież, iż trzeba rodzinę założyć, dom wybudować, a o posadzeniu drzewa nie wspominając. Studia były więc przyjemnością ludzi w pewnym sensie uprzywilejowanych społecznie a więc właścicieli ziemskich, byłej szlachty, handlarzy i mieszczaństwa. Ta ostatnie ekipa była od zawsze bardziej uprzywilejowana pod względem nauczania. Na terenach wiejskich istnieje niepisana zasada zmuszająca niejako dzieci do pomagania rodzicom przy uprawie gruntów i pracach gospodarskich. Nie powstała ona w ostatnim dziesięcioleciu, lecz kilkaset lat temu, gdy jedynym źródłem utrzymania była właśnie uprawa i hodowla. Dzieci te nie wyjeżdżały do miasta w celu nauczenia się czegokolwiek, ponieważ musiały pomagać rodzinie w utrzymaniu się. Nie wyjeżdżały ponieważ z jednej strony nie mogły, a z drugiej nie chciały. Wystarczyło popatrzeć na tych ‘z miasta’, na ich inność i dziwność, tak aby biedny człowiek ze wsi nabrał ogromnego dystansu i niechęci do wszystkiego co miastowe. Jednym wyrazem bał się miasta i wolał spokojne życie uregulowane zmieniającymi się porami roku.
Dzięki takiemu obrotowi sprawy ci którzy mieli studiować, studiowali, a cała reszta zajmowała się nie mniej znaczącymi sprawami. Rzemieślnicy mieli swoich następców, których przysposabiali do zawodu w swoich małych zakładach, na wsi zostawało wiele młodych ludzi, by spełniać się w tej materii. Studiowanie było jedynie pewna alternatywą, innym metodą na ułożenie sobie życia. Dodam, iż nie jedynym i nie dla każdego przeznaczonym.
Cały czas mówimy o sytuacji ogólnej, która poprzez dziesięciolecia nie zmieniała się prawie w ogóle. Celowo nie określiłem ram czasowych, gdyż opisany powyżej stan rzeczy można umiejscowić równie dobrze w czasach przedwojennych jak i latach osiemdziesiątych wieku dwudziestego. lecz nie tylko. Taka sytuację znajdziemy również (może w nieco zmienionej formie) w czasach pierwszych uniwersytetów i w czasie rozbiorów Polski. Stan ten jest tak naturalny, iż trwał poprzez dziesiątki lat i nie do chwili obecnej aby się nie zmieniło gdyby nie kapitalizm.
Jeszcze w latach osiemdziesiątych studiowanie było przeznaczone dla wybranych. Mogło aby w zasadzie tak zostać, lecz nastąpiły nieuniknione przemiany społeczno – gospodarcze i nastała nowa przypadek polityczno – mentalna. Zaczęły powstawać uczelnie niepaństwowe – twór dotychczas w Polsce nieznany i niepraktykowany. Inaczej jednak niż na zachodzie, to były to szkoły elitarne, o wysokich aspiracjach, a nędzne szkoły zatrudniające po kilku wykładowców i wynajmujące budynek od wojska (proszę mi wybaczyć nieścisłości – od wojska wynajmowała także państwowa wyższa szkoła pod nazwą UKSW). Tu niestety inaczej niż na zachodzie patrzono na powstające szkoły. Najpierw swej działalności sporo z nich praktykowało zgrany motyw, który do dziś dnia pokutuje wśród mniej zorientowanych rodziców abiturientów.
Przeciętna szkoła wyższa najpierw lat dziewięćdziesiątych wynajmowała byle jaki budynek, podpisywała umowy z kilkoma profesorami, zatrudniała panie sekretarki i zaczynała nabór. Wpisowe oczywiście wynosiło dużo, lecz równocześnie wniesienie go gwarantowało, przyjęcie na studia. Organizacja ta, zakładana po części poprzez zwyczajnych oszustów, istniała dwa albo trzy lata i jej założyciele znikali za granicami państwie z walizkami pełnymi uczciwie zarobionych pieniędzy. Działo się tak sporo razy, nie zawsze media nagłaśniały sprawę. Nie każda oczywiście działała w ten sposób. Bardzo łatwo sprawdzić, które były uczciwe – dziś są na szczytach rankingów i konkurują, pod względem jakości kształcenia oczywiście, z uczelniami państwowymi. Wtedy właśnie powstała opinia o szkołach prywatnych, iż są przeznaczone dla nieuków pragnących z jakiś niewyjaśnionych przyczyn dostać wykształcenie wyższe.
Dziś przypadek uległa zmianie. Na jednej stronie monety edukacyjnej mamy dobre prywatne uczelnie, które uczą, wymagają i przeważnie kosztują dużo. Mamy doskonałe kadry, piękne budynki, studentów wygrywających olimpiady i konkursy ogólnoświatowe. Druga strona jest nieco brzydsza. Tu uczelnie są w miarę niedrogie (rekordem odnotowanym przeze mnie osobiście jest pewna uczelnia kosztująca 75 zł miesięcznie) i niestety nie uczą. Idący do niej studenci na wykładach widzą jedynie nagrania z wykładów znanego profesora, zajęcia odbywają się regularnie w wynajętych od liceów budynkach, a za zapłacenie czesnego jest równoznaczne z otrzymaniem tytułu licencjata.
Kto idzie więc na takie studia? Odpowiedź jest bardzo prosta – wszyscy: pomoce fryzjerskie, wiejscy ‘strongmani’, barmani z dyskoteki Vanessa, sklepowe sprzedające ulubione piwo Lech, głupiutkie córeczki równie głupiutkich mamuś, córki i synowie rolników z miejscowości ‘bardzodalekoodszosy’ i inni nie wymienieni. Robią to z kilku powodów, których uzasadnienie staje się zdecydowanie prostsze jeżeli wrócimy do początku tego tekstu. poprzez lata ich rodziny, żyjące w pewnego rodzaju kaście niewykształconych podświadomie chciały jednak zdobyć wiedzę. Wedle popularna zasadą – to co nie powiodło się matce uda się córce. Teraz, gdy szkoła kosztuje grosze mogą sobie na to pozwolić. Nie pytają o merytoryczne przygotowanie wykładowców, ani o mechanizm komputerowy na którym jest oparta szkoła, lecz wyłącznie o czesne i o to ‘czy trzeba chodzić’. Kolejnym przyczyną jest fakt, iż studiowanie jest dziś modą i koniecznością. Ten, który nie studiuje, nie jest już ‘bohaterskim traktorzystą nie pozwalającym na zadawanie imperialistycznego ciosu klasie robotniczej’, lecz zwykłym głupkiem. Studiowanie jest ‘trendy’, studiowanie jest na czasie i stało się normalnością i koniecznością. Dla większości osobników płci męskiej idących na tego rodzaju studia to jest również sposób na niknięcie służby wojskowej. Bardzo prosty i niedrogi, gdyż, za kilka złotych ma się z głowy WKU i można spokojnie dalej pracować jako bramkarz w Vanessie.
Zaszły spore przemiany w polskim studiowaniu. Od elitarnego przymusu do plebejskiej mody dyskotekowej. Wszelakie statystyki mówiące o ilości młodych ludzi, którzy studiują są moim zdaniem niepełne. Zamiast pokazywać ilości powinny mierzyć jakość. Ile osób studiuje na uniwersytetach, ile w szkołach prywatnych aktualnych w rankingach, a ile w reszcie. Może wtedy aby się okazało, iż jednak mamy w tym państwie studiującą pewnego rodzaju elitę i mamy ludzi dla których to jest tylko modny bonus do szaroburego życia.