żyje, przeciętny, irańczyk

Definicja: odpychająco. O przeciętnych mieszkańcach dawnej Persji wiemy niewiele słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Jak żyje przeciętny Irańczyk.

Słownik: Iran regularnie uznajemy za kolebkę terroryzmu. Płonąca flaga amerykańska na ulicach Teheranu czy niezbyt urodziwe oblicze Chomeiniego działają odpychająco. O przeciętnych mieszkańcach dawnej Persji wiemy niewiele.
Definicja: Pisząc ten artykuł korzystam z doświadczeń mojego nieocenionego taty, który pracował na kontrakcie w Iranie pięciokrotnie. To od niego właśnie dowiedziałam się, jacy faktycznie są tamtejsi ludzie i teraz postanowiłam się z Wami tą wiedzą podzielić.
Polacy odnieśli się do swoich współpracowników serdecznie, ci jednak początkowo byli nieufni. Mój ojciec np. zaproponował, by mówili mu po imieniu. Długo nie mogli się przełamać. Nazywali go „mister”, mimowolnie traktując jak istotę wyższego rzędu. Tak traktują wszystkich przybyszów z Europy. Dopiero po pewnym czasie okazały się dobre cechy Persów: otwartość, wesołość i ogromna serdeczność.
Okazuje się, iż nie wszyscy są religijnymi fanatykami. Miarą tego niech będzie pytanie, jakie zadał Irańczykowi polski geodeta:
- Huszang, czy ty zachowujesz ramadan?
Na co ten, łamaną polszczyzną, odpowiedział:
- Huszang? Ramadan? Nie!
Życie w miastach diametralnie różni się od życia wiejskiego. Kamienne domki w szczerej pustyni zostają zastąpione poprzez wzbudzające podziw budowle, sklepy itp. atrybuty życia miejskiego. Po dwudziestej w mieście rozpoczyna się prawdziwe życie: wtedy ludzie zaczynają robić zakupy, ruch uliczny osiąga największe natężenie, a kolorowe witryny sklepów zachęcają przechodniów. Będąc chociażby w Isfahanie trzeba nieraz wykazać się refleksem, tak aby nie zostać potrąconym poprzez mknące po chodnikach motory. Kierowcy wykazują brak szacunku dla przechodniów i pojazdów innych uczestników ruchu. Stuknięcie w inny samochód to dla Persa nie lada gratka. Poruszanie się po mieście może być męczące, ponieważ trąbienie rozlega się niemal bezustannie.
Robiąc zakupy potrzeba żelaznych nerwów. Trzeba się targować, a ceny dla cudzoziemców są zawyżane nawet czterokrotnie.
Kobiety są traktowane w tym państwie w typowo wschodni sposób. Oddzielne parawany na kąpieliskach czy miejsca w autobusach odgrodzone barierką mówią same za siebie. Na plaży ratownicy bardziej czuwają nad przestrzeganiem „kąpielowej etyki” niż na bezpieczeństwo kąpiących się.
Irańczycy nie mają łatwego życia – islam klasyfikuje każdy aspekt ich egzystencji i nic nie mogą na to poradzić. Jednak, podobnie jak my za komuny, radzą sobie jak mogą.
Na koniec o tym, co wiedzą oni o Polsce. Przybyłych pracowników z grupy GT z ciekawością pytali skąd są. Gdy ci mówili „Poland” Persowie nagminnie przekręcali to na „Holland”. Dopiero słowo „Lechistan” wywoływał skojarzenie. „Lechistan? Wałęsa!” – wykrzykiwali młodzi Irańczycy, niemiłosiernie łamiąc język na próbach wymowy tego nazwiska. Znają także kilku polskich piłkarzy – takich jak Deina, Lato czy Boniek.
W porównaniu do państwoów europejskich Iran jest państwem zacofanym. Rewolucja islamska roku 1979 zamknęła drogę do kontaktów z Zachodem. Kiedy przypominam sobie, iż nie zawsze tak było, żal mi tych ludzi.
Na zawsze zostanie mi w pamięci opowieść taty o pożegnaniu na lotnisku. „Przyjedźcie do nas jeszcze&rdquo