mity kity rumunii drakula co to jest
Definicja: za każdym rogiem czai się wampir, oficer Securitate albo w najlepszym wypadku żebrająca.

Czy przydatne?

Co znaczy Mity i kity o Rumunii cz.2 – Drakula i wioski zabite dechami

Słownik: Wśród wielu Polaków króluje opinia, iż Rumunia to państwo dziki, zacofany i niebezpieczny. państwo, gdzie panuje powszechne ubóstwo. państwo, gdzie za każdym rogiem czai się wampir, oficer Securitate albo w najlepszym wypadku żebrająca sierota.
Definicja:

No może ten wampir to lekkie przekoloryzowanie, chociaż możemy go tutaj potraktować jako przeciwieństwo krwiożerczej kreatury gotowej wyssać z nas wszystko co w mamy w portfelu. Rumunia, po wielu reportażach i opowieściach, które po upadku komunizmu (co najmniej tym oficjalnym) przedostały się do międzynarodowych mediów, została zaklasyfikowana jako jeden z najmroczniejszy państwoów Europy. Nie ma co ukrywać, sporo ze skandali takich jak sprawa sierot, epidemia wirusa HIV i wiejskie ubóstwo zostało udokumentowanych i przedstawionych w sposób rzetelny. Niestety w dużej mierze, zamiast sprowadzić do państwie pomoc (ponieważ taki był chyba cel tych zabiegów), zrobiły z niego atrakcyjny element niedrogich sensacji i bulwersacji. Oczywiście kraj jakieś wsparcie finansowe dostało, lecz za cenę reputacji którą posiada aktualnie. I ten garb kompleksów i uprzedzeń dźwiga współczesna Rumunia na swoich plecach do dziś, mimo, iż od tamtych wydarzeń minęło 17 lat.

RUMUNIA ZABITA DECHAM, 10 LAT ZA MURZYNAMI

Jak bardzo nie cierpię ustalenia użytego powyżej, zdecydowałam się na umieszczenie go podtytule z jednego względu. „10 lat za Murzynami” było częstym epitetem, wypisywanym namiętnie na forach internetowych, którym określano Rumunię w stosunku do jej przyszłej jeszcze wtedy aneksji do UE. W mniemaniu wielu Polaków, Rumunia to państwo ubogi i zacofany, z infrastrukturą zamierzchłych czasów, urbanizacją w stylu komunistycznym I wsiami do których modernizacja zawita może w przyszłej dekadzie. Logiczny argument, iż skoro Rumunia została przyjęta do Unii, musi mieć wskaźniki ekonomiczne I poziom życia na przyzwoitym poziomie jakoś do wielu Polaków nie przemawia. Dlaczego?
Na kilka miesięcy przed wstapieniem tegoż państwa do UE, kanał BBC News zaczął pokazywać regularnie informacje powiązane z Rumunią (co ciekawe, Bułgaria pojawiała się w nich o sporo, sporo rzadziej). Oczywiście poruszano tematy kontrowersyjne I o wydźwięku raczej negatywnym, przykładowo korupcja, stan przygotowania państwie przed aneksją (podkreślając niedociągnięcia) czy także obaway co do przewidywanego wtedy zalewu Angli rumuńskimi robotnikami (jak to stało się w razie przystąpienia do UE Polski I emigracji naszych rodaków). Do dziś nie wiem jakim cudem redaktorom stacji, zawsze na koniec reportażu bądź także „niusa”, udawało się wkomponować krótki filmik przedstawiający wiejską drogę, na niej wóz zaprzęgnięty w konia (jednego, tak aby było dramatyczniej) I szczerzącego zęby Cygana za cuglami. I nie istotne było, czego informacja dotyczyła. Przykładowo, komentowano problem łapówek. Na koniec, słychać było komentatora, który mówił: „Tak więc korupcja jest nadal problemem w państwie, gdzie poziom życia na wsi, przypomina ten z XIX-stego wieku”. I oczywiscie na ekranie nasz przyjaciel Cygan, koń I wiejska droga. Lub weźmy na tapete problem grożącej Anglii, fali nowych imigrantów – „Możemy spodziewać się nowego napływu niedrogich robotników z Europy Wschodniej, (ponieważ w państwie gdzie nie ma perspektyw a poziom życia na wsi zatrzymał się w XIX-stym wieku (tutaj ponownie ten sam koń I ten sam Cygan, tyle iż na przykład z profila), imigracja może być jedyną szansą na ludzkie życie”. Doszło do tego, iż gdy BBC mówiło choćby wzmiankowo o Rumunii, zakładałam się sama z sobą czy I tym wspólnie pokażą nam znowu ten sam kawałwek. Mój mąż pod koniec grudnia 2006, był już tak niedobry, iż na widok tego nieszczęsnego konia z Cyganem wyskakiwala mu żyla na czole. I zwykle serwował im wtedy dłuugą „wiązankę” w swoim ojczystym języku.
Po co te zabiegi? Przede wszytskim pewnym grupom nacisku bardzo zależało na tym, aby nie otwierać rynków pracy dla nowych członków Unii – Rumunii I Bułgarii. Obawaiano się powtórnego zalewu Wysp Brytyjskich robotnikami z „tej drugiej części” Europy, jak to się stało po aneksji państwoów w 2004, pomiędzy innymi Polski. informacje te miały zapewne utworzyć wrażenie iż w Rumunii jest już tak tragicznie, iż ludzie dosłownie koczują na granicy rumuńsko – węgerskiej aby z dniem 1 stycznie wystartować jak z procy, I przelecieć całą Europę aby wylądować prosto na brzegi Zjednoczonego Królestwa.
Powiodło się. Rumuni I Bułgarzy nie otrzymali prawa do pracy w Wielkiej Brytanii z dniem wejścia do Unii, mimo iż początkowo taki był intencja. Tylko, iż tak faktycznie ta wiadomość zrobiła wrażenie tylko na niewielkiej grupce mieszkańców Rumunii (oczywiście rząd wyraził własne niezadowolenie, lecz była to raczej sprawa prestiżowa niż jakakolwek inna). Dlaczego? (ponieważ gdyby, Brytyjczycy pomyśleli trochę, to aby ich olśniło iż tak faktycznie zagrożenia nie ma. A (co najmniej nie na taką skalę jak się mogliby spodziewać po poprzednich doświadczeniach. Dlaczego? (ponieważ Rumuni nie wyjeżdżają z reguły do pracy w Wielkiej Brytanii czy Szkocji. Oni jadą do Włoch, Hiszpanii albo także Grecji. To jest uwarunkowane sporym podobieństwem językowym między rumuńskim I językami wymienionych państwoów, a również kulturowym. aktualnie legalnie we Włoszech mieszka i pracuje ok. 300 000 Rumunów (297 570 to dane z października 2006 wg Italian National Institute of Statistics) a nielegalnie aż 2 miliony 300 tys.. W Hiszpanii legalną liczba podaje się nawet jako 321 000 (nielegalnych obywateli szacuje się na ok. 1,5 miliona). Porównując, w Wielkiej Brytanii jest 20 000 legalnych Rumunów, a wyjazd do tego państwie planowało dodatkowych 10 000. Dodam tutaj że, aktualnie szacuje się iż w samej tylko Angli jest 500 000 Polaków ( w tym 230 000 legalnie pracujących).
Innym aspektem przyczyniającym się do postrzegania Rumunii jako państwie o wysokim ubóstwie, są wspomnienia Polaków, którzy widzą to kraj z perspektywy lat osiemdziesiątych. A raczej w wielu sytuacjach ich brak, bo do Rumunii nie sposób było wjechać za czasów komuny. Ci jednak którzy widzieli biedę w tym państwie wtedy, widzą ją również i teraz, pomijając zupełnie w swojej świadomości fakt, iż minęło prawie 30 lat.
Dla nieprzekonanych podam tylko parę ekonomicznych parametrów, które mogą naświetlić trochę sprawę. Dane umieszczone poniżej podaję na podtawie International Monetary Found. Nominalny Wytwór Krajowy Brutto Rumunii w roku 2006 wynosił 204,412 co daje jej 18 miejsce pośród państwoów Europejskich. Polska zajęła w rankingu pozycję ósmą z 526,253. Wydaje się to być gigantyczną różnicą, lecz trzeba tu zauważyć kilka rzeczy. Po pierwsze, już szóste miejsce na liscie to Hiszpania z prawie podwójnym polskim PKB (1,145,078), a miejsce pierwsze – Niemcy, wypracowały PKB na poziomie 2,605,373. Oprócz tego Rumunia wyprzedziła w tym rankingu takie państwa jak pomiędzy innymi Czechy, Węgry, Danię, Finlandię i Słowację, a przecież w 2006 roku nie przystąpiła jeszcze do UE. Oczywiście parametr sam w sobie nie jest bardzo adekwatny do sytuacji ekonomicznej państwie, bo każde kraj ma inną liczbe obywateli (Rumunia ma ich 22,2 miliony, Polska -38,5 lecz już Dania 5,5 a Czechy 10). Najlepiej więc przyjrzeć się PKB na osobę. Wtedy juz Dania wskakuje na 4 miejsce w Europie, Czechy na 26, a Polska na 31. Rumunia ląduje wtedy w rankingu na pozycji 36 z róznicą prawie 4000 dolarów do Polski na obywatela. Drugą istotną pochodną całego zamysłu mierzenia PKB jest jego przyrost. W Rumunii wg najnowszych danych średnie tępo wzrostu PKB to 5,2 parametru procentowego a w Polsce 5,8 ( to jest różnica niewielka, zainteresowanych odsyłam do porównania w dokumencie http://www.pte.pl/pliki/1/59/makro.pdf) . Przedtem, rumuński parametr wzrostu kształtował się na poziomie 6,5 - 7 %. oprócz tego Rumunia ma tylko 5,9% bezrobocia, a jej stosunek długu publicznego do PKB to tylko 19% co jest bardzo dobrym rezultatem (w Europie Wschodniej tylko państwa Bałtyckie mają tę relację procentową mniejszą).
Na koniec należy dodać, iż rzeczywiście Rumunia ma jeden zdecydowany „ogon” który na długo będzie ciągnał się za nią, spowalniając przyrost gospodarczy tego państwie, a ( to jest przypadek na wsi. Wieś rumuńska to wieś ludzi w pierwszej kolejności starych. Przeważająca przewarzająca część z nich nie produkuje oficjalnie nic, obniżając poprzez to wszelkiego rodzaju wskaźniki ekonomiczne, bo tak faktycznie wytwarza produkty które nie tylko sama konsumuje, lecz także i sprzedaje na małych wiejskich targach. Przykładowo, babcia która ma dwie krowy każdego dnia doi z nich mleko. Następnie część mleka, przetwarza tradycyjnym sposbem na ser biały, śmiętanę czy maślankę. Wszystkie własne przetwory sprzedaje na ryneczku, a zarobione kapitał przeznacza na opał i małe opłaty. Ta aktywność gospodarcza, mimo iż nigdzie nie zarejestrowana, generuje pewne towary i mały zysk. Babcine pieniążki wkraczają do obiegu, mimo iż nic tak faktycznie nie wyprodukowała. Tutaj jednak optymizm się kończy. Rumuńska wieś to jednak w większości nadal bardzo słabo rozwinięta sieć dróg (a regularnie i jej brak), zacofanie i przepaść pomiędzy standardami europejskimi. Miejmy nadzieję, iż wejście do Unii pomoże Rumunom w jej unowocześnieniu.


Pocieszeniem w tej sytuacji może być fakt, iż przypadek miast rumuńskich jest o niebo lepsza. Duże miasta tego państwie, są nie tylko wysoko rozwinięte lecz również zwykle dobrze zagospodarowane, biorąc pod uwagę miary i standardy gospodarki przestrzennej, gdzie piękne stare zabytki i budownictwo komponuje się z nowoczesna infrastrukturą. Wbrew utartym stereotypom, na ulicach nie ma żebrających sierot i bródu, a sporo z miast wygląda lepiej niż te w Polsce ( na przykład Brasov który leży w sercu Transylwanii, w kotlinie górskiej, Timisoara,Sybin czy leżaca nad morzem Konstanca, która jest również największym portem Rumunii i szóstym co do wielkości w Europie), a Bukareszt to jedna z najdynamiczniej rozwijających się stolic roku 2006.



TRANSLWANIA – KRAINA DRACULI I INNCH GRYZONI

Pana Draculi nie trzeba przedstawiać nikomu. Dzięki napisanej pod koniec XIX wieku powieści Brama Stokera, ten hrabia – wampir stał się nie tylko jedną z najsłynniejszych negatywnych postaci w historii sztuki, lecz i ikoną popkultury. Bohater książki pochodzi z Transylwanii ( ( to jest jedna z trzech głównych krain Rumunii, o czym warto wspomnieć, bo niektórzy będący z geografią na bakier, nie wiedzą iż Transylwania leży w Rumunii) i jest postacią inspirowaną prawdziwą osobą – hospodarem o imieniu Vlad Ţepeş (nazywanym również Vlad III Dracula albo Drăculea), który w XV wieku w rzeczywistości panował inną rumuńską krainą – Wołoszczyzną.
Wielu jest takich, którzy za to, iż Dracula był prawdziwym wampirem dałoby się powiesić. Nic dziwnego, postać ta od wieku jest właściwie synonimem słowa „wampir” i vice versa. Niestety, tych czytelników którzy mają nadzieję iż potwierdzę tę tezę, muszę rozczarować. Vlad wampirem – (co najmniej w oficjalnej formie, za jaką przyjęło się uważać „wampirzą” - nie był. Co nie znaczy jednak, iż jego historia została kompletnie zmyślona.
Zainspirować się Panem Władziem w celu powstania makabrycznej historii nie jest trudno. Już sam jego historyczny przydomek – Ţepeş – znaczy ni mniej ni więcej tylko „Palownik”. Dracula natomiast to tłumaczone z rumuńskiego „Smok” bądź także „Diabeł”. Tak więc od razu możemy wywnioskować, iż osobistością sympatyczną ten pan nie był. W wymyślnych torturach i okrutnej bezwzględności, śmiem mniemać, znajdował się w ścisłej czołówce. To jednak, jak ogromny był jego sadyzm i na jaką skalę Drakula go uprawiał do dziś jest kwestią kontrowersyją.
Na pewno Władek nabijał na pal swoich oponentów. Nie tylko politycznych lecz również i takich, których wg swojego prywatnego „widzimisie” uważał, iż na pal nabić się powinno. Liczbę ludzi zabitych w ten sposób szauje się nawet na 40 000. Oddzielnie dolicza się do tej szokującej liczby dodatkowe 20 000 jeńców tureckich, nabitych na pale w 1462 roku i umieszczonych na drodze do stolicy Wołoszczyzny, na terenie który ciągnął się kilometr wszerz i 3 kilometry wzdłuż, w celu odstraszenia zmierzjących tam odziałów Sułtana. Jak można sobie wyobrazić, ten makabryczny „straszak” zadziałał bezbłędnie i Turcy wycofali się wówczas z ofensywy.
Podania mówią, iż Vlad nie tylko nabijał na pal, lecz także ucinał kończyny, uszy i nosy, wbijał w głowę gwoździe, kastrował, podpalał, oślepiał, skalpował a nawet gotował żywcem (!) własne ofiary. Makabryczne broszurki, rozpowszechniane już po jego śmierci w XVI wieku w Niemczech, mówią nawet o nabijaniu na pal matek i przybijaniu do ich piersi niemowląt i o piciu poprzez Drakulę krwi. Ile w tym prawdy? Tego nie wie nikt, bo już wtedy bardzo regularnie propaganda była jedną z potężnych broni i wielu historyków twierdzi, iż niektóre, jak nie przewarzająca część z legend o Vladzie była wymyślona poprzez jego wrogów. Możliwe więc iż Pan Dracula miał zwyczajnie niedobrą passę w Public Relations. Jego bestialstwo i sadystyczne okrucieństwo staje się jeszcze badziej wątpliwe, gdy przyjrzymy się opiniom na temat Palownika w jego własnym państwie.
Rumuni wspominają Vlada z sentymentem. W ich oczach był to król surowy i porywczy, lecz także sprawiedliwy. To on tłukł niemiłosiernie Turków, kiedy to próbowali podbić południową Europę i nawrócić ją na islam (Vlad był zagorzałym chrześcijaninem ).To za jego czasów przestępczość w państwie spadła niemal do zera. Mowi się, iż na dziedzińcu głównym stolicy grodu stal kilkanaście lat piękny, drogocenny, zloty puchar i nie było śmiałka który ważyłby się go aczkolwiek dotknąć. Drakula był w stanie skazać na tortury i śmierć bez mrugnięcia okiem, lecz z drugiej strony był bardzo przychylny chłopom i chronił ich przed wykorzystywaniem ze strony bojarów. Dlatego w swoim własnym państwie jest uważany za bohatera narodowego. To, iż reszta świata postrzega go jako krwiożerczą kreaturę, Rumunom tak bardzo nie przeszkadza. Oni wiedzą własne, a Wampir - Dracula inspiruje dziesiątki tys. turystów rocznie do zwiedzenia Transylwanii. Vlad jest więc świetnym odpowiednikiem na to iż polityka i interes komponują się ze sobą w zadziwiająco łatwy sposób - kiedyś Dracula był cennym dla państwie politykiem, a dzis jest jego cenną marką.


Przeciętny zjadacz chleba ma jakieś min. ( zwykle oparte na filamch) definicja o zwyczajach wampirów. Jedną z cech tego gatunku, ma być umiejętność zarażania wampirzym wirusem bądź także mówiąc wznioślej - przeobrażania - wybranych ludzi w wampiry dzięki ukąszenia. Dlatego także, kiedy wieść o Drakuli poszła w świat, automatycznie uznano, iż hrabia zostawił po sobie całą masę krwiopijnych kreatur. Najlogiczniej byłoby także sądzić, iż przewarzająca część z nich zamieszkała w pobliżu zamku bestii. Wniosek wielu osób - w Rumunii do dziś żyją wampiry! Oczywiście, w świetle tego co napisałam przed chwilą o Vladzie, taki tok myślenia nie ma sensu, choć, w niektórych rejonach Rumunii co jakiś czas dzieją się dziwne rzeczy...


Zanim przybliżę tutaj ciekawą historię, chciałabym wspomnieć, iż pewnego rodzaju wampiryzm i jego odmiany istnieją i są akceptowane poprzez świat naukowy. Mamy więc wampiryzm psychologiczny albo emocjonalny ( ( ( to jest wg. psychologii stan w którym pewna osoba przez narzekanie, publiczne eksponowanie swoich niepowodzeń i wad i uzalanie się nad sobą, wykorzystuje uzyskane w ten sposó poczucie litości innych osoób. Założę się, iż przewarzająca część z czytelników ma w swoim towarzystwie takiego "wampirka"), wamiryzm energetyczny (pobieranie od innych ludzi ich energii życiowej. Tutaj regularnie pasuje teściowa :) ), sanguinarianizm (uzależnienie od picia krwi ludzkiej, regularnie powstałe po wmówieniu samemu sobie iż jest się wampirem) i chorobę genetyczną porfiria ( która objawia się między innymi ostrymi bólami brzucha, światłowstrętem, deformacją twarzy, również uzębienia i bezsenność. Wielu naukowców uważa, iż w dawnych czasach chorych na porfirię uważano za wampiry, choć nie piją oni krwi, ani nie boją się czosnku, krzyża czy innych gadżetów z plebanii). Te odmiany w jakimś stopniu pokrywają się ze standardowym wyobrażeniem wampira, choć cala masa - i to tych w najwyższym stopniu makabrycznych i dziwnych szczegółów - nie ma nigdzie rzeczywistego potwierdzenia. Dlatego także niezywkle intrygujące ( ( to jest iż w pewnych rumuńskich wioskach praktykowane są osobliwe zwyczaje.


Pewnego razu oglądałam z mężem na National Geographic albo także Discovery interesujący reportaż o Rumunii. wg jego autorów (a również komentarzy mojego małżonka, który z tego państwie pochodzi) w każdym zakątku tegoż państwa, pośród społeczności wiejskich, które nie miały możliwości się nigdy ze sobą skontaktować, mieszkańcy postępują podobnie w sytuacjach - uwaga, cytuję - "rozpoznania, iż ktoś jest wampirem". Po śmierci osoby podejrzanej, ucina się jej głowę i gdy ciało spoczywa już w trumnie, wkłada się ją między stopy zmarłego. Przebija się także serce kołkiem. W jednej z wiosek, serce zmarłego wyjmowano z klatki piersiowej i przy pełni księżyca (!) zakopywano na rozstaju dróg. Mimo, iż w Rumunii oficjalnie nie tylko nie wierzy się w wampiryzm, lecz i oficjalnie neguje wampiryczne przypadki Vlada Drakuli, prawie każda wioska w państwie ma niepisany instruktaż w jaki sposób postępować w razie krwiopijcy. Co ciekawe, sporo z tych wiosek nie kontaktuje się ze sobą, bo leżą na przeciwnych biegunach państwie. Wygląda na to, iż wampirzy folklor ma własne korzenie w dalekiej przeszłości, a wiara w niego, mimo postępu, nie gaśnie do dziś.


Ja osobiście nie jestem tak bardzo zaskoczona tymi wampirzymi praktykami (ponieważ Rumunia należy do w najwyższym stopniu oklutystycznych państwoów w Europie. Jest sporo innych historii mówiących o rumuńskim "Z archiwum X", paranoramalnych żołnierzach Securitate, energetycznych punktach rozmieszczonych w państwie czy miejscach w których ludzie rozpływają się w powietrzu. Mam głęboką nadzieję, iż będę mogła w przyszłości i ten temat szerzej opisać.