ludzie, kraj

Definicja: Przekoloryzowany, ironiczny, stereotypowy, lecz niestety prawdziwy obraz naszego społeczeństwa słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Co za ludzie, co za kraj?

Słownik: Przekoloryzowany, ironiczny, stereotypowy, lecz niestety prawdziwy obraz naszego społeczeństwa
Definicja: Ostatnio obserwowałem wielu ludzi. W szkole, w tramwaju, w domu, na ulicy-zwyczajnie wszędzie. W ogóle nie jestem wścibski, robiłem to, ponieważ niektóre zachowania mnie faktycznie zainteresowały. Na każdym kroku widziałem, jak dziwni bywają ludzie w moim państwie, moim mieście. I nie były to odosobnione przypadki, lecz całe rzesze ludzi, którzy zachowywali się, jakby byli lepsi od innych, jakby świat należał tylko do nich. Byli to ludzie w różnym wieku, moi rówieśnicy, osoby w wieku moich rodziców, czy także dziadków, kobiety i mężczyźni. --zwyczajnie wszystkie możliwe kombinacje. Po tym wstępie, który zapewne przynosi wszystkim Czytelnikom kilka pytań bez odpowiedzi, przejdę do konkretów.
Otóż ludzie, chyba szczególnie Polacy, bywają bardzo złośliwi i zawistni w relacji do innych. Regularnie uważamy się za naród lepszy od innych, przeważnie także za znakomitych przedstawicieli tego narodu, jeżeli spojrzeć z perspektywy pojedynczych osób. Ja przedstawię kilka argumentów, które udowadniają, iż do ideału nam sporo brakuje. Będą to faktycznie proste przykłady, wprost z naszego(mojego) życia. Np. w drodze do szkoły i z powrotem…Przeważnie stojąc na przystanku autobusowym, wolę przeczekać „pierwszą falę” ludzi, którzy do niego wsiadają. Wtedy następuje, gdyż szaleńcza walka o miejsca siedzące. Szczególnie dziwny jest widok niepozornej staruszki, poruszającej się o kulach, która taranuje dobrze zbudowanych mężczyzn w średnim wieku i rozpychając się łokciami wpada rozpędzona do autobusu, pełna satysfakcji, iż nikt nie zajął ”jej miejsca”. Nareszcie ona jest lepsza niż ta kobieta, która faktycznie nie miała sił na „zdobycie” dobrego miejsca i znalazła się wewnątrz pojazdu na szarym końcu. Szkoda tylko, iż ta kobieta będzie musiała się jeszcze męczyć do końca trasy, chyba, iż znajdzie się ktoś gotowy ustąpić jej miejsca(a znajduje się niestety coraz rzadziej). Kiedy już znajdę własne miejsce w autobusie, zmuszony jestem słuchać narzekań połowy ludzi, którzy także się tam znaleźli. Ludzie narzekają na pracę, na polityków…to jeszcze rozumiem  Gorzej, gdy zaczynają narzekać na to, iż jedzie z nimi zbyt wielu współpasażerów. Regularnie pada stwierdzenie, iż „Gdyby Ci gówniarze nie jeździli do szkoły, to byłby spokój”. Ja mógłbym się zniżyć do poziomu tych krytykantów i stwierdzić, iż „Gdyby te zrzędy nie jeździły do roboty to miałbym luz”, lecz ja jestem jeszcze normalny ( a właściwie to jakiś inny;) i w ogóle się nie odzywam. Jednak cały czas „czuję” na sobie ich spojrzenia, patrzą, jakby chcieli mnie przy pierwszej lepszej okazji stamtąd wyrzucić. Dalej słyszę narzekania ludzi na „dzisiejszą młodzież”, mówią to tak, żebym z pewnością usłyszał-oni także nie poznają mojego zdania na ich temat . I jeszcze dalej poznaję jak najgłośniej wyrażane problemy prywatne osób z drugiego końca pojazdu. Pewnie podzielone są własnymi problemami, ponieważ myślą(???), iż nikt oprócz nich problemów nie ma. Zaczynam się zastanawiać, kiedy trafię do psychologa(oby nie do psychiatry). Póki co jeszcze docieram do domu zdrowy fizycznie i psychicznie. Komunikację miejską zostawię już w spokoju, teraz rzucę okiem na przemieszczanie się po ulicach o własnych siłach-pieszo. Jakiś czas temu strasznie zdenerwowałem kilka osób, które usiłowały znaleźć się po przeciwnej stronie jezdni. Ja im tarasowałem drogę, nareszcie, po co stać na czerwonym świetle, kiedy nic nie jedzie? Co gorsza, ci ludzie mogli mieć rację, ponieważ następnego dnia o niewiele co nie skończyłem pod kołami rozpędzonej ciężarówki, przechodząc na zielonym. Innym wspólnie przechodziłem również na zielonym i mogłem zostać rozjechany poprzez radiowóz(nie-nie jechał na sygnale). Siedzący wewnątrz pojazdu „stróż prawa” wykonał jeszcze w moim kierunku pewien gest(myślę, iż każdy domyśla się jaki) i pojechał w siną dal zostawiając za sobą tylko kłęby dymu. nareszcie światła są dla frajerów. Chyba faktycznie nie pasuję do społeczeństwa... Jeszcze innym wspólnie pewien mężczyzna „w stanie wskazującym na poprzednie spożycie alkoholu” rzucił w mym kierunku, iż „za jego czasów młodzież nie była taka jak teraz”. Ciekawe, co miał na myśli, ponieważ ja tylko przechodziłem w okolicy. Mogłem go zapytać, lecz ruszył chwiejnym krokiem i zniknął w czeluściach sklepu monopolowego. Widocznie miał tam coś pilnego do załatwienia. Pisząc o sklepie należy wspomnieć o zachowaniu pewnych „trudnych klientów”. Taki człowiek w każdym sklepie potrafi dojść do wniosku, iż tam nic nie ma, a jeśli jest, to ceny są chyba urwane z choinki. Oczywiście jego obowiązkiem jest poinformować o tym personel sklepu- przeważnie w jak w najwyższym stopniu głośny i wulgarny sposób. Powiedzcie sami-dlaczego markowy, szwajcarski zegarek kosztuje „górę pieniędzy”, skoro Chińczycy sprzedają „podobny” za kilkanaście złotych? Dlaczego najnowsza limuzyna jest droższa od starego ”Malucha” i nie można jej kupić w kolorze „sinokoperkowym”? Oczywiście winę za taki stan rzeczy ponosi personel sklepu. To nie politycy i pracodawcy, którzy nie umieją zapewnić ludziom godnych zarobków, to nie właściciele sklepów, którzy sztucznie zawyżają ceny-to właśnie ci chciwi, pazerni i pozbawieni uczuć kasjerzy zgotowali nam taki los. Szkoda tylko, iż jedynym rezultatem takich dyskusji są wydłużające się kolejki. Wiem, iż to brzmi strasznie ironicznie, lecz właśnie takie ma być. Nie potrafiłbym opisać pewnych zachowań w sposób poważny, bez żartobliwych ustaleń, czy porównań.
Powoli czas kończyć. Chwilę na podsumowanie. Wiem, iż (stereo)typowy Polak po przeczytaniu moich wypocin będzie miał ukształtowane własne zdanie na ich temat. Stwierdzi pewnie, iż to ja wciąż narzekam. Narzekam na „swoich”, na ludzi, których powinienem szanować i traktować jako wzór do naśladowania. Może ktoś dojdzie do wniosku, iż po napisaniu tych kilku zdań nie powinienem już nazywać siebie Polakiem. Ja oczywiście idealnie rozumiem, iż w Polsce jest faktycznie masa powodów do narzekania. Tylko, iż narzekanie w niczym nam nie pomoże, jeżeli powiemy ”To wszystko poprzez złodziejski rząd braci K.”, to nic nie da. Może regularnie mamy rację, lecz regularnie także rzucamy stwierdzenia w stylu „nie zdałem matury-to wina ministra Nauki”. Tj. już lekka przesada. Jednak konkretnego podsumowania pewnych zachowań nie potrafię sformułować, nie wiem, jak w kilku zdaniach jasno pokazać, o co mi chodziło. nareszcie ktoś mógł źle zrozumieć. Wiem, iż ktoś już przedtem stworzył najlepsze podsumowanie do tego artykułu. Zostało ono ukazane w filmie Marka Koterskiego „Dzień świra”. Myślę, iż wielu z czytelników już video widziało, innym gorąco go polecam. Należy jednak wytrwać do końca i wysłuchać „Modlitwę Polaka”. Ten fragment filmu pokazuję naszą mentalność. Oczywiście nie twierdzę, iż wszyscy jesteśmy chamscy i złośliwi, lecz takie zachowania można bez większego wysiłku zauważyć w prawie każdej dziedzinie naszego życia. Dobrze, iż nadal można spotkać ludzi gotowych pomóc w potrzebie, ludzi-którzy umieją cieszyć się życiem i iść poprzez nie z podniesionym czołem. Na koniec dodam jeszcze, iż jestem młody i mam nadzieję, iż za kilkadziesiąt lat ( jeżeli oczywiście dożyję) nie będę już miał najmniejszych podstaw do napisania podobnego artykułu